piątek, 14 grudnia 2012

Potworzyca




Drzwi były zamknięte, z komina dymiło

Jedliśmy krupniczek i było tak miło!

Zawsze , gdy się zimą naiwnie zachwycam

To nadchodzi ona - moja potworzyca!



W każdą szparę wlezie, znajdzie sprytnie wejście

Bo nad wszystko lubi psuć beztroskie szczęście!

Ruszyła do boju. Rozsiewa bakterie.

Jedna z nich, niecnota, wlazła sobie we mnie!



I tu się rozmnaża, w mym gardle się mości

W nosie mam jej dzieci, wnuki wlazły w kości!

I ciągle szyderczy chichot potworzycy

Mówi mi, że z niczym nie będzie się liczyć!



Wepchnie mnie do łóżka, wionie na mnie chłodem

A gdy będę drżała, to obrzuci lodem

Marzę, że czarami wygram z potworzycą

Lecz to walka sarny z wielką, głodną lwicą



Nie cierpię chorować! Odejdź potworzyco!

Zaraz łyknę czosnku wredna wampirzyco

I moc witaminek, aspiryny wsparcie

Imbir, mentol, miodzik - cudów całe garście!



Rzuciłam wyzwanie! - W locie rękawica!

Niech zginie,  przepadnie moja potworzyca!!!


   Powyższy wierszyk popełniłam wiele lat temu i odtąd ilekroć mnie czy Cezarego coś dopada, to mi się ten tekst przypomina. Tym razem to Cezarego mocniej chwyciła ta podła potworzyca. Kaszle biedak, rzęzi mu coś w płucach i sił ma tyle, co kotek napłakał...Ja już właściwie jestem w pełnym szyku bojowym, tylko z nosa jeszcze cosik ciecze...A tymczasem u nas w domu jutro wielka impreza sąsiedzka, której nijak przełożyć się nie da. Potrzeba ogromu sił do sprzątania oraz szykowania tych wszystkich pysznosci, które na tę okazję zostały zgromadzone i czekają na pieczenie, smażenie, gotowanie a zwłaszcza  zdrowym, serdecznym uśmiechem okraszanie.
Trzymajcie kciuki by się wszystko dobrze udało i by pełna mocy dusza wzmocniła wątłe ciało!

Rzuciłam wyzwanie - w locie rękawica
Niech zginie, przepadnie nasza Potworzyca!


37 komentarzy:

  1. Na pewno sie uda, jakze by inaczej?
    Potworzyca, jak widze, rozgoscila sie nie tylko u Was, ale rozlazla sie po blogach. Ja ja przegonilam, to popelzla do Was. Nie zna granic ani umiaru, nie wybiera, atakuje na oslep i nie przejmuje sie niczym.
    Wracajcie szybko do zdrowia (obyscie tylko jej gosciom nie sprzedali!).
    Przyjemnego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walczymy i się nie damy tej paskudzie. Niech zginie, przepadnie i odczepi się od nas i wszystkich chorych ta wredna Potworzyca!
      Jeszcze tylko chwila oddechu na blogu a potem do boju drużyno Jaworów!

      Dziękujemy za ciepłe słowa, Panterko!Dobrze, że od Ciebie już pomału ta Wampirzyca ucieka. A kysz!

      Uśmiechy zasyłamy i życzenia dobrego dnia!:-))

      Usuń
    2. Acha, i nie dam Wam dzisiaj buzi po tym czosnku. Sama nie uzywam, bo zapach jest dla mnie nie do zniesienia. I niech sobie bedzie najzdrowszy na swiecie, we mnie konsumenta nie znajdzie.

      Usuń
    3. A my wręcz uwielbiamy czosnek i cebulę! I jadamy te palące warzywka tak często, jak się da - nie tylko w chorobie!(jak dobrze, że internet jeszcze nie przekazuje woni na odległosć, bo byś teraz chyba z krzesła spadła i uciekłą gdzie pieprz rośnie - tak oboje waniamy!) Przebywamy zazwyczaj tylko we własnym towarzystwie a więc jeden śmierdzioszek drugiemu zupełnie nie wadzi!Takoż i sąsiedzi zimową porą czosnkiem własnoręcznie wyhodowanym się kurują oraz - wódeczką swej produkcji. My, zdecydowanie wolimy pozostac przy czosneczku!:-)
      Ale, gdybyśmy mieli spotkać się osobiście z Toba Panterko, to trzy dni przedtem oczywiście przejdziemy na czosnkową abstynencję!:-))

      Usuń
    4. Mam nadzieje, inaczej biore ze soba gaz-maske. :))

      Usuń
    5. I się jeszcze pięknie wymyjemy na to spotkanie a przy okazji się luksusowo upachnimy szarym mydłem "Biały jeleń" oraz zaszalejemy z szorowaniem czuprynek szambonem "Bambi"! A na zgięcia nadgarstków po kropelce wody toaletowej "Być może" oraz w przypadku Cezarego niesmiertelnego "Brutala)Pamiętasz jeszcze te marki Panterko?:-)

      Usuń
  2. Nawet wirus doczekał się wierszyka :)
    Zdrówka życzę .
    Pozdrawiam Ilona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierszyk mozna napisać właściwie o wszystkim. Niech tylko wena i zdrowie dopisują!
      Dziekujemy za życzenia powrotu do zdrowia! i też same serdecznosci przesyłamy!:-))

      Usuń
  3. Trzymam kciuki Dzielni Ludzie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Też trzymam kciuki, i za Was i za siebie by ta Wampirzyca w naszym kierunku się nie rzuciła :)
    Jakoś do tej pory wszelakie wirusy nas omijają.
    Chociaż jak mnie dopadną to i tak muszę działać wokół domu, ale jak męża ... to matko najdroższa, umiera co 10 sekund :)))
    Wierszyk boski, ależ masz talent Dziewczyno, tak po cichutku to zazdroszczę :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nam zdecydowanie lepiej! Jednak jak człowiek może sobie chorować, bo ma na to czas, to choruje na spokojnie,luksusowo w łóżeczku polegując i dogadzajac sobie czym bądź. A jak nie ma czasu na chorowanie, bo mus robić w domu i koło domu - to się zdrowieje w try miga!Takoż i z nami się dzieje!
      Miejmy nadzieję, że po imprezie znowu nie zalegniemy (bo może też być, że ta herkulesowa siła co to teraz w nas buzuje to tylko adrenalinka, która jak opadnie, to tylko flaczek z Jaworów zostanie!)
      Fajnie, ze Ci się wierszyk podoba, bo myślałam, że jest jakiś taki dziecinny...
      Pozdrowienia serdeczne!:-))

      Usuń
  5. oj to mocno kciuki trzymam....imbiru na noc natrzec zalać gorącą wodą , dodać ile się tylko da cytryny i limonki, dosłodzić miodem i w kołdre się zawinąć..:)....impreza musi się udac i juz..:-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłumaczyłem Potworzycy, żeby zabrała swoje manele i usadowiła się u dalszego sąsiada. Nie, że źle mu życzę. Jest specem od pędzenia „krzakówki” i beczki u niego się przelewają. A jego osobista żona robi najwspanialsze nalewki. U mnie takie leczenie skończyłoby się po tygodniu, a u nich można kurować się latami. Chyba coś łykniemy, bo odkopywaliśmy auto przez dwie godziny na polnej drodze z pomocą przypadkowych świadków. Nie wiedziałem, że jazda w metrowym śniegu nie jest wykonalna. Mój udział był minimalny ze względu na zablokowane śniegiem drzwi. Ale my lubimy takie sytuacje i niejednokrotnie sami je prowokujemy.
      Serdeczności

      Usuń
  6. Olu, a znasz metodę z ziarenkiem pieprzu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam! I ciekawam co to za metoda???

      Usuń
    2. Robi się tak z tym ziarenkiem pieprzu:

      na jednym brzuchu się je kładzie,
      a drugim rozciera :))))

      Usuń
    3. Rewelacyjna, teraz to mogę chorować :))))

      Usuń
    4. Metoda z pieprzem okazała się rewelacyjna! Po ostatniej imprezie zalegliśmy zupełnie wyczerpani w świeżutkiej pościeli. Co prawda nie była krochmalona, ale dzięki piernikowo-miodowej woni, wydzielającej się z pościeli nasze ciała nabierały tendencji do powolnego sklejania się.

      Wcześniej wybrane ziarnko pieprzu posuwistym ruchem przesunęliśmy do centrum naszych wypukłości po popołudniowo – wieczornym obżarstwie. W końcu udało się przesunąć go w miejsce, gdzie szczyty przylegały do siebie tylko małym skrawkiem. Nadszedł czas na powolne rozcieranie. Spiralnym ruchem ziarnko pieprzu przesuwało się coraz niżej, by w końcu osiągnąć linię zbliżoną do zewnętrznej. Emocje objawiały się wzrostem ciśnienia pary budującej się powoli lecz statecznie. Przed oczyma pojawiały się południowe kręgi wzajemnego ocieplania się. Bezruch w ukojeniu przedłużał się i nie wiadomo kiedy zaobserwowaliśmy wzrastający powiew konieczności podniesienia poziomu zastygającej w nas energii. Kolistym ruchem, zaczynając ze skrajności, ziarnko pieprzu parło pod górę w pocie ciał je wymuszających. Pręgi nim wcinane w nasze ciała paliły niebiańskim ciepłem. Rozogniające gorąco przechodziło kolejne fazy: od skromnej iskierki, poprzez fazę rozdmuchiwaną, aż po ogień właściwy. I tak po pierwszej godzinie osiągnęliśmy inny szczyt, choć byliśmy w tym samym miejscu, gdzie ciała stykają się skrawkiem. Po chwilowym postoju w absolutnej błogości, bez zapamiętania poddaliśmy się naturalnie powolnemu opadaniu. Punktowe połączenie na ziarnku pieprzu sprzyjało naszemu chwilowemu lenistwu. Wiedzieliśmy, że będzie droga powrotna lecz ten trud i znój zdążyliśmy polubić. Nad ranem nic nie pozostało z ziarnka pieprzu i tylko dziwne, małe pieprzyki na naszych brzuchach były niemymi świadkami zdarzeń.

      Dziś czujemy się wspaniale, nie mamy bólu w kościach i tylko chwilowe zawilgotnienie oczu przypomina karkołomne zjazdy i wspinaczkę w pieprzowo-piernikowo-miodowych oparach ponad chmurami...

      Usuń
    5. Od lat polecam tę metodę wszystkim znajomym, których dopadnie potworzyca i zebrałam już niemało informacji zwrotnych dotyczących skuteczności.
      Ale muszę przyznać, że ta powyżej jest opowieścią najbardziej szczegółową i wyczerpującą jaką kiedykolwiek udało mi się otrzymać ;)))

      To jest moja ulubiona metoda, natomiast czosnek z cebulą i majerankiem mogą być po :)

      Usuń
    6. Cezary jest wielce uradowany tym, że dałaś radę przeczytać do końca jego "pieprzową opowieść" oraz bardzo usatysfakcjonowany, że zabrałaś głos w tym trudnym i jakże zawstydzającym co poniektórych, temacie!
      A wiesz, czosnkowo-cebulowo-majerankowe pocałunki są bardzo, bardzo smaczne!:-)))

      Usuń
    7. ...że dałam radę to jest mało powiedziane!
      ja po prostu czytałam na bezdechu i z wypiekami na twarzy,
      bo napięcie rosło i właśnie bardzo byłam ciekawa tego zakończenia!

      a że mam bujną wyobraźnię... ;)))

      no, w każdym bądź razie myślę,
      że Cezary spokojnie może się zabrać
      za pisanie opowiadań erotycznych :)

      Usuń
    8. Szkoda, że teraz Cezary śpi, znękany wciąż nieustanną walką z potworzycą, bo na pewno chętnie przeczytałby Twój komentarz i może nawet jakoś by go te ciepłe słowa pod jego adresem jakoś wzmocniły i zycie w jego rozgorączkowane ciało wlały. Jak wstanie, to nie omieszkam mu Twoich słów pokazać. Niech sie mój Ukochany ucieszy...Ja też mu nie raz już mówiłam, że w erotykach ma naprawdę niezłe pióro, ale wiadomo - ja na pewno nie jestem w tej sprawie obiektywna!:-))

      Usuń

    9. :)

      On tak tylko udaje z tą potworzycą,
      bo liczy na kolejne ziarenko pieprzu ;)

      Tym razem polecam gruboziarnisty :)))

      Usuń
    10. Ech, figlarko przyprawowa!
      Cudna z Tobą jest rozmowa
      Niech się pieprz ziarenkiem toczy
      Lecz niech z drogi swej nie zboczy
      By ta wstrętna Potworzyca
      Już nie mogła tutaj kicać!:-)

      Usuń
  7. Ostatnio jedna z klientek kupowała mnóstwo majeranku i powiedziała, że to jest dobre na przeziębienia , kaszel i inne. Od dwóch dni piję napar i naprawdę pomaga:)Kliknij w Internecie na temat działania majeranku i zobaczysz jakie o0n cuda działa :)
    Szybko zdrowiejcie :)))A wierszyk super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Metody z majerankiem nie zdążyliśmy wypróbować zajęci długotrwałym testowaniem ziarnka pieprzu. W obecnej chwili wierzymy na słowo, że działa cuda. Pewnie działa na „dwoje” ze zdwojoną siłą. Jeśli już stosowałaś majeranek, to prosiłbym o podzielenie się z nami swoimi doświadczeniami. Ale, jak to jest z tym piciem? W jaki sposób doprowadza się go to stanu wrzenia? Pytań mam bez liku lecz na tym tu poprzestanę.

      Serdeczności

      Usuń
  8. Ja tez cebulowo-czosnkowa jestem, moze dlatego nie choruje zbyt czesto.
    A Wam zdrwoka zycze, i przegoncie
    potworzyce jak najszybciej.
    Czy u Was juz tak snieznie i zimowo jest?!
    U nas dzisiaj +10C.

    Udanej zabawy Wam zycze, usciski przesylam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabawa i „zabawa” po zabawie była udana dzięki leczniczym poradom zaprzyjaźnionych czytelników. Podana kuracja cebulowo – czosnkowa, mimo, że stosowana w sposób uznany za tradycyjny otwiera przed nami nowe możliwości aplikacji. I nie nazywałbym się Cezary gdybym czegoś nie wymyślił. Lubię innowacje w każdej postaci i miejscu. Jest szansa, bo temperatura rośnie i mamy dziś +1 na termometrze. Ja w zasadzie czekam już na wiosenne rozleniwienie.
      Trochę zazdroszczę emocji związanych z Nowym Orleanem. Rozmarzonej senności z jazzem w tle.

      Serdeczności...

      Usuń
  9. Witajcie :)
    Potworzyca przegoniona ? mam nadzieję że samopoczucie choć trochę lepsze :)
    Więc kurujcie się dalej moi drodzy , pozdrawiam Was serdecznie i przed świątecznie Ilona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potworzyca niechętnie i powoli pakuje swoje walizki. Już parokrotnie stała na progu lecz niesforna jedna cofała się przed trzaskającym mrozem na zewnątrz. Jednak po dniu wczorajszym zdecydowanie na cztery ręce wypchnęliśmy ją za drzwi. Nie bardzo się opierała, bo będąc świadkiem stosowania metody z ziarnkiem pieprzu, wiedziała, że nie ma szans. Specjalnie nie martwimy się o jej los. Może ktoś bardziej tolerancyjny ją przygarnie?
      A przyjęcie z naszymi sąsiadami udało się. Oprócz ciast, góry pieczonego mięsa, sałatek, śledzi, marynowanych grzybów, różno- procentowych napojów i tego wszystkiego, co na polskim stole nie powinno zabraknąć serwowana była „wodzianka”, którą zapewne znasz.
      Dzisiaj skazani jesteśmy na dojadanie resztek, ale nie narzekamy.
      Szkoda, że Ciebie tutaj nie było, bo jadła i napitków by starczyło, a i nagadać by się szło...

      Usuń
    2. Oczywiście wodzionkę lub wodziankę znam :))Cieszę się że coś idzie ku lepszemu :)

      Usuń
    3. Idzie, idzie zdecydowanie! Nie ma to jak lecznicza wodzionka na kolację, obiad i śniadanie. Jesteśmy z Cezarym zagorzałymi fanami tej bieda zupy a i naszym podkarpackim gościom bardzo ona wczoraj do gustu przypadła!
      Niech żyją i niech chwałę nam przynoszą pyszne, regionalne, śląskie potrawy!:-))

      Usuń
  10. No masz! Taki wierszyk na potworzycę, która i mnie nie oszczędziła, i to w same święta. Nie wspominając o innych, ekhm, pieprzowych sposobach. ;) Trzeba sobie jedno i drugie zakonotować. :)

    JolkaM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, trzeba, trzeba, bo pewnie ta namolna potworzyca nie raz jeszcze do nas przykica by zaśmiać sie jako to ona, tryumfalnie i szyderczo.A my na nią armaty zawczasu przygotujemy, pieprzem je sprytnie nadziewając oraz figlarnym chichotem!
      A co?!:-)))

      Usuń
  11. Zgiń , przepadnij trzymaj się z dala od Jaworów pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I od Was też, Krysiu. W ogóle - najlepiej niech Potworzyca na księzyc sobie poleci do pana Twardowskiego i niech tam sobie razem hasają! Pozdrawiam!:-)

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blog blogi Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno droga dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo góry Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kalina kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie mgła miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przemijanie przepis przetwory przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słowa smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wrażliwość wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia