Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wino. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 listopada 2020

Swojskie grzańce…

 



 

Ręce pachną mi piecem, właśnie zatańczył ogień

Zaraz się dom rozgrzeje i ja poczuję żar w sobie

Już czuję, to smalec z pieprzem i czosnek nań szczodrze kroję

Ty obok tak samo czosnkowy, w bambosze odziany jak moje

Parują wspomnienia w sercach, a w kubkach lśni grzaniec bzowy

Na zewnątrz drzewa sczerniałe, wieczór mroźnie zimowy

W domowe ciepło wtuleni, na bakier zupełnie z czasem

W chrapanie psów zasłuchani zjadamy chlebek ze smalcem

I wszystko się zdaje jak dawniej, od zła oddzielone, bezpieczne

Wystarczy drewna dołożyć, snuć wspólne myśli serdeczne

A ręce nam pachną piecem, popiołem zmieszanym z pragnieniem

By trwała ta dobra chwila, nasze spokojne istnienie…

 


   Grzaniec, o którym wspomniałam w powyższym wierszyku robię na bazie własnej produkcji wina bzowo-śliwkowo-winogronowego.  Wino to nastawiam co roku, opierając się na tych owocach, które dostatecznie obrodziły w ogrodzie. Zawsze jednak podstawą napitku jest sok z czarnego bzu (koniecznie zagotowany, gdyż surowy wywoływałby sensacje żołądkowe). Od niego głównie zależy charakter, barwa, zapach i smak tegoż zacnego napoju. To dzięki czarnym owockom bzu wino jest ciemnobordowe, wytrawne, zdrowe i bardzo aromatyczne (dla wzmocnienia doznań węchowych dodaję do niego zazwyczaj sporo goździków i cynamonu).

   Wino dojrzewało od późnego lata, pykając głośno w sześćdziesięciolitrowej butli, nasycając się sekretną mocą owoców i przypraw. Przez kilka miesięcy wytrwale bulgocząc i pracując stanowiło wielką niespodziankę, obietnicę nowej symfonii smaków i woni, tajemniczą i wielce kuszącą zapowiedź  nieznanego…Aż wreszcie pewnego dnia uspokoiło się nagle, zamilkło, wyklarowało, osiągnęło winną doskonałość i zastygło w tkliwym oczekiwaniu. Teraz można się nim rozkoszować. Sączyć z kieliszka na zimno albo grzać powoli w garnuszku na piecu, dosypując korzennych ingrediencji, dolewając miodu czy cukru, wcierając odrobinę skórki z cytryny albo pomarańczy. A potem popijać i delektować się do woli.

   Nareszcie chłodne wieczory nabierają orientalnego, korzenno-owocowego zapachu. W głowach leciutko wiruje. Policzki pokrywają się rumieńcem. Chce się coś rzewnego nucić, intymnie o czymś serdecznym szeptać, z czułością spoglądać poprzez zasłony lat w czasy, gdy człowiek nie nosił jeszcze na sobie bagażu doświadczeń i lat, a za to uskrzydlały go śmiałe plany, marzenia, nadzieje. A nawet wierzyć, że to wszystko jeszcze wróci….

   Ech! Po co jednak patrzeć w dal, skoro „tu i teraz” też może być piękne…Wszak tak dobrze jest móc porządnie ogrzać dłonie trzymając w nich kubek z wonnym, parującym napitkiem. Wspaniale jest przymknąć oczy i po prostu wchłaniać w siebie ten oddalający od całego świata czar…

 


   Ale zanim przyjdzie wieczór najpierw musi pojawić się poranek. Co wówczas poza rozpaleniem w kuchennym piecu oraz wypiciem mocnej kawy działa zbawiennie, bo i rozgrzewająco i zdrowotnie, na jaworowych gospodarzy? To herbatka owocowa ze świeżym imbirem! Jak ją przyrządzam?  Bardzo prosto! Woda w imbryku na płycie kuchennej zawsze jest na granicy wrzenia, zawsze w gotowości do użycia, z czego po wielekroć w ciągu dnia korzystamy racząc się takim czy innym gorącym napojem. A wracając do naszej herbatki , to wystarczy obrać słusznej wielkości korzonek imbirowy i pokroić na cienkie plasterki w takiej ilości by przykryły dno naczyń, z których będzie owa herbatka sączona. Zalewam imbir wrzątkiem do dwóch trzecich wysokości kubków.  Na to wyciskam sporo soku z cytryny i wkrawam po kilka jej kawałeczków wraz ze skórką (cytryna powinna być wcześniej porządnie umyta i sparzona). Na to wlewam sok z czarnego bzu albo kalinowy, malinowy, śliwkowy, czy winogronowy. Co mi tam pod rękę wpadnie w spiżarce! Dzięki zimnym sokom napój nabiera odpowiedniej ciepłoty by można go było uzupełnić miodem (wszak właściwości zdrowotne miodu giną w zbyt wysokiej temperaturze).  

   I gotowe! Teraz można ucieszyć dłonie (bo jakże przyjemnie jest trzymać w nich kubkowe termofory) oraz kubki smakowe. Herbatkę koniecznie należy chlipać łyżką oraz siorbać, delektując się w ten sposób jej smakiem, aromatem i gorącem. Można też mlaskać i oblizywać się do woli. Wszak w domowym, swojskim zaciszu wszystko jest dozwolone, wszystko wypada! A gdy już wysączy się wszystko, co do ostatniej kropeleczki, gdy schrupie się ze smakiem plasterki cytryny, przed człowiekiem pojawia się potężne wyzwanie czekające cały czas cierpliwie na dnie kubeczków. Oto odważnie trzeba się zmierzyć z  potężnym żarem, zaklętym w żółciutkich kawałeczkach imbiru. A żar ów i towarzyszące mu trudne do wytrzymania pieczenie porównać można chyba tylko do temperatury lawy dobywającej się z czerwonych ostrych papryczek albo pieprzu kajeńskiego. Rozgryzamy z Cezarym każdy imbirowy plasterek dokładnie i powoli. Oczy natychmiast zachodzą łzami. Pali, parzy jakby się gorącego kartofla jadło! Trzeba chuchać raz po raz by ochłodzić nieco zdane na tę torturę wnętrza gębowe. Ale nic to! Damy radę! Mamy już w tym dużą wprawę! Niech ta bolesna, lecz dobroczynna magia ogarnie język, podniebienie i gardło. Niech wygoni z nas wszelkie podstępne wirusy i bakterie. Niech oddali wszelki zły czar…

 


   Specjalistą od wyrobu smalcu ( ale też gołąbków, pieczeni, bigosów i innych tego typu potraw) jest w naszym jaworowym domostwie Cezary. To on pracowicie kroi słoninę, boczek, podgardle wieprzowe, cebulę i czosnek. To on godzinami stoi przy piecu i miesza, doprawia, pilnuje by nic się nie przypaliło. W jednej dłoni trzyma wówczas drewnianą łyżkę a w drugiej ledwo tlącego się papierosa, o którym często zapomina, zamyślając się o czymś głęboko albo intensywnie zapatrzając na smakowite przemiany, głośno i skwiercząco dokonujące się w głębokiej patelni. I tylko do pieca nie zapomina dokładać. Och, w palenisku musi być sporo żaru, żeby smalcowe czary mogły działać na całego. Robi się od tego tak ciepło, że nie tylko stojący przy piecu Cezary rozbiera się do podkoszulka, ale nawet ja, tarczycowy zmarzluch, rozgrzewam się i pocę niczym w saunie. Cały czas, rzecz jasna, napawam się boskimi aromatami rozchodzącymi się po całym domu. I doczekać się nie mogę, kiedy będę mogła spróbować tego wonnego specjału. A ponieważ oboje jesteśmy niepoprawnymi łakomczuchami, to często nie czekając aż smalec zastygnie nabieramy sobie na grube pajdy chleba gorących skwarków z cebulą i zajadamy. Aż płynny smalec cieknie nam po brodach…

 


   Jak się zapewne domyślacie to post nie tylko o grzanym winie, herbatce imbirowej albo domowym smalcu. To opowieść o dobrych, domowych chwilach. O tym, co jest nam dane i trwa jeśli tego chcemy, jeśli potrafimy dokładać drew do pieca i nie dać zagasnąć naszemu życiodajnemu płomieniowi. To tekst o tym, czego nikt nie może nam odebrać. O naszych zwyczajnych, serdecznych rytuałach, o spokojnej, magicznie zaklętej w czasie codzienności, o ogrzewających serce wspomnieniach i marzeniach.  Bo one są i będą, niezależnie od całej tej zwariowanej i najeżonej rozlicznymi obawami współczesności.

   Chyba każdy z nas ma takie swojskie grzańce, sposoby na odgonienie chłodu, smutku i niepokoju. Ktoś nastawia ulubioną muzykę i tańczy boso po dywanie. Ktoś tam piecze szarlotkę czy piernik. Ktoś inny okrywszy się misiowatym pledem mości się w fotelu z książką oraz z  mruczącym mantrycznie kotem. A jeszcze ktoś szyje kolorowe poszewki na poduszki, wyszywa albo szydełkuje serwetki i obrusiki świąteczne lub też dzierga na drutach szaliki i ciepłe skarpety…

   Istnieją i będą istnieć nasze małe, prywatne światy. Koce, którymi możemy się otulić i oddzielić od każdej zawieruchy. I choć czasem nadszarpnięte są zgrozą zdarzeń, na które nie mamy wpływu, to mimo wszystko nadal dają dość ciepła aby przetrwać najzimniejsze nawet pory roku. I trwają przy nas w każdy czas. Zawsze na podorędziu. Niepodległe. Wolne. Szczere. Słodkie. Niewinne. Wierne. Silniejsze niż to, co czai się na zewnątrz. Mimo wichrów i mrozu uparcie trzymające się życia.

 



   Kochani! Róbmy co w naszej mocy aby te nasze prywatne światy pielęgnować i wzmacniać. Cerować to, co poprute. Zalepiać to, co dziurawe. Przywoływać z pamięci, to co nas rozrzewnia, rozśmiesza, odmładza. A potem oddawać się ufnie tym swojskim przestrzeniom. Popijając herbatkę rozgrzewajmy się jej prostym urokiem, otulajmy atmosferą spokoju i ocalajmy to, co najważniejsze…

 


 "Herbatka" - tekst: Jeremi Przybora, muzyka: Jerzy Wasowski

Z rozkoszy tego świata ilości niepomiernej

Zostanie nam po latach herbaty szklanka wiernej 

I nieraz się w piernatach pomyśli w porze nocnej

Ha, trudno, lecz herbata, herbaty szklanka mocnej

Dopóki Ciebie, Ciebie nam pić , póty jak w niebie, jak w niebie nam żyć

Herbatko, herbatko, herbatko!

O jakżeś bliska chwilko, jesienne pachną kwiaty

A my pragniemy tylko, już tylko tej herbaty

Za oknem deszczyk sypnął, arrivederci lato

Gdy wtem drzwi cicho skrzypną i witaj nam herbato

Tak wdzięczni, że nas darzysz pod koniec już sezonu

O Tobie będziem marzyć, Twój zapach czule chłonąć

A potem syci woni, poprzestaniemy na tym

Bo doktor nam zabronił picia mocnej herbaty

I po co, po co, po co nam żyć?

Kiedy nie będzie nam wolno już pić

Herbatki, herbatki, herbatki...


 

 

Aktualizacja! W nocy troszkę śniegiem posypało i oto jak dzisiaj wygląda nasze podwórko!:-)

Z rozkoszy tego świata ilości niepomiernej zostanie nam po latach herbaty szklanka wiernej i nieraz się w piernatach pomyśli w porze nocnej ha, trudno, lecz herbata, herbaty szklanka mocnej Dopóki Ciebie, Ciebie nam pić Póty jak w niebie, jak w niebie nam żyć Herbatko, Herbatko, Herbatko Dopóki Ciebie, Ciebie nam pić Póty jak w niebie, jak w niebie nam żyć Herbatko, Herbatko O, jakżeś bliska chwilko, jesienne pachną kwiaty a my pragniemy tylko już tylko tej herbaty za oknem deszczyk sypnął - arrivederci lato gdy wtem drzwi cicho skrzypną i witaj nam, herbato Tak wdzięczni, że nas darzysz pod koniec już sezonu o Tobie będziem marzyć Twój zapach czule chłonąc a potem syci woni, poprzestaniemy na tym bo doktor nam zabronił picia mocnej herbaty I po co, i po co nam żyć kiedy nie będzie, nie będzie nam wolno juz pić herbatki, herbatki...

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,kabaret_starszych_panow,herbatka.html
Z rozkoszy tego świata ilości niepomiernej zostanie nam po latach herbaty szklanka wiernej i nieraz się w piernatach pomyśli w porze nocnej ha, trudno, lecz herbata, herbaty szklanka mocnej Dopóki Ciebie, Ciebie nam pić Póty jak w niebie, jak w niebie nam żyć Herbatko, Herbatko, Herbatko Dopóki Ciebie, Ciebie nam pić Póty jak w niebie, jak w niebie nam żyć Herbatko, Herbatko O, jakżeś bliska chwilko, jesienne pachną kwiaty a my pragniemy tylko już tylko tej herbaty za oknem deszczyk sypnął - arrivederci lato gdy wtem drzwi cicho skrzypną i witaj nam, herbato Tak wdzięczni, że nas darzysz pod koniec już sezonu o Tobie będziem marzyć Twój zapach czule chłonąc a potem syci woni, poprzestaniemy na tym bo doktor nam zabronił picia mocnej herbaty I po co, i po co nam żyć kiedy nie będzie, nie będzie nam wolno juz pić herbatki, herbatki... Historia edycji tekstu Tłumaczenie: Niestety nikt nie dodał jeszcze tłumaczenia tego utworu. Dodaj tłumaczenie lub wyślij prośbę o tłumaczenie Autor tekstu: Jeremi Przybora Kompozytor: Jerzy Wasowski Wykonanie oryginalne: Jeremi Przybora, Jerzy Wasowski (Kabaret Starszych Panów) Covery: Justyna Steczkowska i Maciej Maleńczuk, Patryk Balukiewicz, Dominika Barabas, Janusz Szrom, Marcin Jajkiewicz, Marcin Mroziński, Robert Janowski Płyty: Wizyta Starszych Panów (LP, 1970), Piosenki Kabaretu Jeszcze Starszych Panów (MC, 1980), Złote przeboje (CD, 1999) Głosuj na ten utwór (+11) Dodaj do ulubionych Komentuj Poleć znajomemu Zgłoś błąd Największy serwis z tekstami piosenek w Polsce. Każdy może znaleźć u nas teksty piosenek, teledyski oraz tłumaczenia swoich ulubionych utworów. Zachęcamy wszystkich użytkowników do dodawania nowych tekstów, tłumaczeń i teledysków! Reklama | Kontakt | FAQ Polityka prywatności REKLAMA

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,kabaret_starszych_panow,herbatka.html

  

Z rozkoszy tego świata ilości niepomiernej zostanie nam po latach herbaty szklanka wiernej i nieraz się w piernatach pomyśli w porze nocnej ha, trudno, lecz herbata, herbaty szklanka mocnej Dopóki Ciebie, Ciebie nam pić Póty jak w niebie, jak w niebie nam żyć Herbatko, Herbatko, Herbatko Dopóki Ciebie, Ciebie nam pić Póty jak w niebie, jak w niebie nam żyć Herbatko, Herbatko O, jakżeś bliska chwilko, jesienne pachną kwiaty a my pragniemy tylko już tylko tej herbaty za oknem deszczyk sypnął - arrivederci lato gdy wtem drzwi cicho skrzypną i witaj nam, herbato Tak wdzięczni, że nas darzysz pod koniec już sezonu o Tobie będziem marzyć Twój zapach czule chłonąc a potem syci woni, poprzestaniemy na tym bo doktor nam zabronił picia mocnej herbaty I po co, i po co nam żyć kiedy nie będzie, nie będzie nam wolno juz pić herbatki, herbatki... Historia edycji tekstu Tłumaczenie: Niestety nikt nie dodał jeszcze tłumaczenia tego utworu. Dodaj tłumaczenie lub wyślij prośbę o tłumaczenie Autor tekstu: Jeremi Przybora Kompozytor: Jerzy Wasowski Wykonanie oryginalne: Jeremi Przybora, Jerzy Wasowski (Kabaret Starszych Panów) Covery: Justyna Steczkowska i Maciej Maleńczuk, Patryk Balukiewicz, Dominika Barabas, Janusz Szrom, Marcin Jajkiewicz, Marcin Mroziński, Robert Janowski Płyty: Wizyta Starszych Panów (LP, 1970), Piosenki Kabaretu Jeszcze Starszych Panów (MC, 1980), Złote przeboje (CD, 1999) Głosuj na ten utwór (+11) Dodaj do ulubionych Komentuj Poleć znajomemu Zgłoś błąd Największy serwis z tekstami piosenek w Polsce. Każdy może znaleźć u nas teksty piosenek, teledyski oraz tłumaczenia swoich ulubionych utworów. Zachęcamy wszystkich użytkowników do dodawania nowych tekstów, tłumaczeń i teledysków! Reklama | Kontakt | FAQ Polityka prywatności REKLAMA

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,kabaret_starszych_panow,herbatka.html

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost