Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żart. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żart. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 czerwca 2025

Co wybiorę, to wybiorę...

 



   Nie wiem czy słyszeliście na tegorocznym konkursie Eurowizji przebój Tommy'ego Casha z Estonii pt. "Espresso Macchiato"? Piosenka jest prosta, melodyjna i rzeczywiście wpada w ucho, nabrałam zatem ochoty by napisać do niej jakieś polskie słowa. Szukałam tylko tematu...Aż znalazłam: wybory! To wciąż przecież temat numer jeden w naszym kraju.

Oto oryginał owego eurowizyjnego przeboju:



A jeszcze poniżej zamieszczam swój tekst oraz moje wykonanie owej piosenki. 


Co wybiorę, to wybiorę...


Co wybiorę, to wybiorę

Prezydent będzie zbawcą, będzie zbawcą czy potworem

Serce gore bo potworem, na pewno będzie zbawcą

Daj mu głos!


Co wybiorę, to wybiorę

Co dnia mnie przeciągali

Tak jak worek na swą stronę, tak jak worek, tak jak worek

Nadzieje mieli spore

Że znowu się nabiorę


Dwie sekty walczą o mnie

Zależy im ogromnie

Zależy bym w ich bańce pozostała

I sączą mi od rana

Dogmaty swe i prawa

Bym tylko ich kochała

Przy nich trwała

Nie widzą nic ponadto

Ich plan jedyną tratwą

Posłusznie mam tu siedzieć i więcej

Nic nie wiedzieć


Poniedziałek minął, wtorek

Nareszcie znajdę spokój gdzieś nad rzeką

Czy jeziorem, czy jeziorem, czy jeziorem

Tam w słońcu się rozbiorę

W dobry czas


Jednak tam też słychać spory

Bo ludziom ciągle w głowach te wybory

Te wybory, te wybory, wciąż wybory

I nawet na kocykach ich wrogość nie zanika


Przy grillu słychać kłótnie

Sprzeczają się okrutnie

Widelce nastawiają

Tak jak włócznie

Choć rzeka już w dal płynie

Ich wrogość nie przeminie

I chyba będą dalej

W dzikim szale

W pretensjach i w biadaniu

Wzajemnym grillowaniu

Wciąż w stresie, wciąż w stresie

Ten polski spór się niesie


Co wybrałaś, co wybrałaś?

Jak mogłaś być tak głupia, krótkowzroczna i jak śmiałaś Polko mała

No jak śmiałaś nie wybrać tak jak trzeba

Nie pójdziesz więc do nieba!


Chyba wlezę w jakąś norę

To będzie mym schronieniem, mą ucieczką i wyborem i wyborem i wyborem

To będzie mym ratunkiem

Bo gdzieś on musi być...



P.S 

A oto link do podkładu muzycznego w wersji karaoke. Wystarczy kliknąć : https://www.youtube.com/watch?v=ZuFuZ0AkemM


sobota, 8 marca 2025

Słowo stare, ale nowe…

 



 

     Zdumiałam się niedawno ogromnie przeczytawszy artykuł na temat pewnej ważnej części ciała, posiadanej przez połowę ludzkości. To do niewiast należy owa część, jednak albo wcale o niej nie mówią albo różnie ją nazywają. Najczęściej śmiesznie, infantylnie i wstydliwie albo po prostu nieprzyzwoicie. Okazuje się jednak, iż istnieje neutralne słowo na określenie owej części. Pochodzi ono z języka łacińskiego i oznacza zewnętrzną część narządów płciowych samic ssaków. To „vulva” czy też w wersji spolszczonej „wulwa”. Moje zdumienie wynikło stąd, że nigdy wcześniej owego słowa nie słyszałam, nie znałam, nie miałam pojęcia o jego istnieniu. Dziwne to, zważywszy jak długo na tym świecie żyję, ile artykułów i książek przeczytałam, z iloma ludźmi rozmawiałam, z jakimi lekarzami miałam do czynienia…Tak czy siak zostałam niniejszym oświecona i odtąd zgrabne słówko „wulwa” przebojem weszło do mojego słownika. Co więcej, owo nowe słówko pobudziło mnie natychmiast do napisania nieco frywolnego wierszyka na jego temat. A ponieważ pisząc go świetnie się bawiłam, zamieszczam ów poemacik poniżej, by także Was zarazić uśmiechem. Uśmiech to moim zdaniem najlepszy prezent – zwłaszcza w dniu naszego święta. Święta posiadaczek „wulw”!:-))


 

Wulwa…

 

Piszę to nie dla podniety

Więc nie gorszcie się kobiety

Ot, pobawię się tym słowem

Które jest wciąż dla mnie nowe

Nie chcę wcale tu świntuszyć

Można więc odetkać uszy

Przyzwoitość też mi każe

Nie wspominać o konarze

O nim pieją wszak w reklamach

A tymczasem „wulwa” sama

A o „wulwie” nikt nie gada

Bo wstyd o niej opowiadać

Za mówienie o tych sprawach

Marne się dostaje brawa

Wulwa, wulwa – tyle ról ma

Chyłkiem poprzez wieki gna

Niewidzialna w świetle dnia

Czasem nocą jest jak skra

Potem gaśnie przyzwoicie

Prozaicznie wchodząc w życie

Biedna „wulwa” – część kobieca

Którą wprawdzie się podnieca

Jeden z drugim, z trzecią czwarta

Jednak zmowa trwa uparta

Trudno dociec, co to „wulwa”?

Jakiś owoc, kwiatek, bulwa?

Duch to groźny w białej szacie?

Co swe zęby szczerzy na cię?

Czy straszliwa to gadzina

Która dusić cię zaczyna

Jeśli imię jej wypowiesz?

Tyle mocy w jednym słowie!

Takie tabu w naszym życiu

Skromna „wulwa” wciąż w ukryciu

(Czy posiada ją syrena?

Tu pewności nikt już nie ma

Może brak jej jest przyczyną

Iż syreni ród wyginął?)

Czarownice zaś na miotle

Wulwę traktowały podle

A że o nią tak nie dbały

Całkiem w niebyt odleciały)

Taki los jej od zarania

Mówić o niej świat zabrania

Choć ludzkości wszak połowa

Między uda wciąż ją chowa

Stamtąd dziecię w świat wychodzi

Jednak mówić nie uchodzi

O sekretnej tej jaskini

Skarbie dziewki i bogini

Muszą o niej więc usłyszeć

Ci, co jeszcze nie słyszeli

Przerwać purytańską ciszę

Czyżby sami jej nie mieli?

***

Tutaj wam ze wstydem powiem

Że do wczoraj nie wiedziałam

Jakże się ta muszla zowie

Co jest częścią mego ciała

Teraz wiem – więc wulwo witaj

Bądź jak noga, serce, nerki

Każda ma Cię wszak kobita

Wartaś wiersza i piosenki…

 

 



Poniżej link do artykułu o „wulwie”, który to uświadomił mi, jak nazywa się owa kobieca część!:-)

Kobiety często nie lubią swojej wulwy. Lista zastrzeżeń może zaskakiwać - Medonet

 

czwartek, 27 lutego 2025

Jeszcze jeden pączek dzisiaj…

 



Jeszcze jeden pączek dzisiaj

Choć pięć zjadłam właśnie

Teraz przypominam misia

Co z obżarstwa zaśnie

 

Będę śniła, że po łąkach

Biegam niczym łania

Szczupła, zwiewna i w skowronkach

Pośród świerszczy grania

 

Jeszcze jeden skok przez zioła

I dosięgnę nieba

Ale co to? Ktoś mnie woła

Ocknąć mi się trzeba

 

Będziesz tego pączka chciała?

Pyta mnie mój miły

Jakże bym odmówić miała?

Nie mam na to siły

 

Pączek to ostatni przecie

Potem dieta wróci

Może uda się nareszcie

Parę kilo zrzucić!

 

Będziesz tego pączka jadła?

Pyta mąż łakomie

Pączka więc dla dobra stadła

Dzielę po połowie…




Wierszyk powyższy traktować można jako piosenkę i odśpiewać go do melodii znanej wszystkim patriotycznej pieśni "Ostatni mazur". A gdyby to jeszcze odtańczyć, to ho, ho! Jak dobrze by ów taniec na trawienie i kondycję podziałał!:-))

Poniżej link do podkładu muzycznego do samodzielnego śpiewania!:-)


A poniżej Mazowsze pięknie owego mazura tańcujące!:-)



czwartek, 17 marca 2022

Ballada o współczesnej babie Jadze...

 



Raz jedna dziwna babcia rodem hen, z Opola

Zabawić się pragnęła w złośliwego  trolla

Albo zostać wiedźmą – coś znaczyć w rodzinie

I nie tkwić przy oknie patrząc jak czas płynie

 A ona ciągle starsza, niewidzialna prawie

Podczas, kiedy inni żyją tak ciekawie

Ona w pokoiku z poduszką oraz kotem

Zdaje się już tylko antycznym klamotem

 A przecież jej prababka w czasach inkwizycji

Całkiem innej hołdowała rodzinnej tradycji

Warzyła trucizny, na miotle latała

Strażnikom obyczajów na nosie wciąż grała

 Tu rzuciła urok na kogoś miłosny

Tam sprawiła, że włosy łysemu odrosły

Tu skwaśniła mleko, tam klątwę rzuciła

Wolna była, mocna, co chciała robiła

 A dzisiaj jej prawnuczka ta z miasta Opola

Nie wie po co żyje, jaka jest jej rola

 - Jeszcze nie za późno bym wyszła z pieleszy

 - Jeszcze mogę me serce działaniem ucieszyć!

 Westchnęła staruszka i postanowiła

Że swój los rozrusza, nie będzie tu tkwiła

Jak na czarownicę prawdziwą przystało

Wyjdzie nocą przed blok, gdzie aut mrowie stało

 Zabierze ze sobą pogrzebacz zaostrzony

I tymże szpikulcem przebije opony

Bo od dawna pojazdy wielce ją gniewały

Które na parkingu osiedlowym stały

 Ten parking lata temu był wszak cudną łąką

Nad którą wspaniale przyświecało słonko

A w trawach pośród ziółek, kwiatków i makówek

Żyło pełno żuczków, pajączków i mrówek

 I ona dziewczynką jeszcze będąc małą

Tam była szczęśliwa, życie ją kochało

A ona wierzyła, że tak będzie wiecznie

Dzieciństwo i łąka, marzenia bajeczne

 Lecz minęło roczków osiemdziesiąt z hakiem

I nie wiedzieć kiedy świat się zmienił całkiem

Przeżarty zapachem spalin i plastiku

A łąki, pola, lasy – w żałosnym zaniku

 Ruszyła wiec do dzieła – czas wyrwać się z matni

Rzekła – choćby bój ten miałby być ostatnim

To się czymś odznaczę, to się czymś wykażę

Wszyscy zrozumieją, że i ja coś znaczę!

 Każdego wieczoru wychodziła z domu

I chyłkiem, niewidzialnie, sprytnie, po kryjomu

Przekłuwała koła wielu samochodom

Ciesząc się, że znowu odzyskała młodość

 Po czterech miesiącach dzielni stróże prawa

Orzekli, że musi się skończyć ta zabawa

Dziwaczną staruszkę wreszcie pochwycono

Pewnie teraz zapłaci za swe czyny słono

 Tu jedno pytanie wypływa na górkę:

Jak wielką staruszka ma emeryturkę?

Czy w ogóle zdoła pokryć wszystkie straty?

Zanim nie odejdzie w niebieskie zaświaty?

 I drugie pytanko się plecie dociekliwym

Czy kobieta żałuje swych czynów złośliwych?

A może psychicznie chora jest ta szelma?

Popatrzmy na jej minę – uśmiecha się wiedźma…*

 

*Skąd pomysł na taką właśnie balladkę? Otóż przeczytałam dzisiaj wiadomość, o ujęciu w Opolu pewnej 82 -letniej staruszki, która od kilku miesięcy parała się przebijaniem opon w samochodach stojących na parkingu pod jej blokiem. W nawale codziennych, monotematycznych  i przygnębiających newsów ze świata, ta wieść zdała mi się niczym ożywczy haust wody. I nie dość, że zdrowo się uśmiałam (oczywiście jednocześnie współczując właścicielom owych zniszczonych aut), to jeszcze moja wyobraźnia się rozhulała, gdy próbowałam dociec przyczyn takiego złośliwego postępowania owej dziwacznej starowinki. Powyższy wierszyk jest właśnie efektem tegoż swobodnego i pogodnego wyobrażania...


 

sobota, 4 grudnia 2021

Śmiech przez łzy…

 



Takie czasy teraz, że śmiech się ukrywa

W czarnoziemie serca, pod warstwą popiołu

A wieści hiobowe rosną jak pokrzywa

Z perzem bezsilności pleniąc się pospołu

 

Jednak gdy zbyt dużo jest  smutków i nieszczęść

Gdy się wciąż powtarza wszystko do znudzenia

Prosty śmiech przebija się wtem na powierzchnię

Niczym kwiat magiczny chwilę opromienia

 

I nie chce się zawstydzić, zagłuszyć na nowo

Choć syczą – nie wypada! Ucisz się czym prędzej!

Ale on nie daje się zniewolić słowom

Ale on chce żywić obolałe serce

 

Wbrew wszelkim zgryzotom i ponurym minom

Wbrew strasznym historiom, których jest na pęczki

Śmiech się rozprzestrzenia, po policzkach płyną

W strumieniach absurdu nurty łez serdecznych

 

Wczoraj się zdarzyło, że do łez się śmiałam

(A chciałam właśnie jabłko na kolację zjeść)

Gdy o pewnym Włochu tekścik przeczytałam

Który pomysłowo system pragnął zwieść

 

Jak komik Jim Carrey –  ktoś jego pokroju

Z silikonu na się kombinezon wdział

I do punktu szczepień podążył w tym stroju

Gdzie spełnić powinność tak jak inni chciał

 

Okryte w silikon tam nadstawił ramię

Licząc, że do skóry nie dojdzie igiełka

Już się wkłuła siostra – już prawie po sprawie

Lecz wtem zawołała – to jest sztuczna ręka!

 

Olaboga! Rety! Wszystko się wydało!

I na nic komedia wspaniała dell’arte!

Bo jednak cieplejsze jest prawdziwe ciało

A to było zimne i z gumy – jak martwe!

 

Już karabinierzy biorą nieszczęśnika

Zbroi z silikonu ubrali kajdanki

A Włoch niczym piskorz z łapsk im się wymyka

I próbuje uciec jak owad ze szklanki

 

I śmiech z jego gardła dobywa się szczery

Woła, że to kawał, żart się tu dokonał

Lecz oni – nie z nami są takie numery

Warczą doń i tyle – komedia skończona!

 

 ***

 

Od dawna wiadomo – poczucie humoru

To rzecz unikalna, w wiecznym deficycie

Ale choćby przez łzy śmiejmy się pospołu

Bo tragikomiczne przecie nasze życie…

 

 

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost