Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porady. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 lutego 2025

Rozgrzewajki bardzo zdrowotne…

 



 

…Jak sobie radzić, gdy dopada nas jakoweś drapanie w gardle, kichanie i smarkanie a do tego łamie w kościach, boli tu i tam, no i zimnica ogarnia nieprzyjemną falą? A co ważniejsze, co począć, by tych nieprzyjemności uniknąć, czyli jednym słowem, jak wzmocnić odporność?

   Każdy z nas ma rzecz jasna swoje wypróbowane i ulubione sposoby na radzenie sobie z powyższymi problemami. Raz one działają a raz nie, lecz mimo to nie wolno się poddawać i przestać ufać w naturalne metody zachowania czy też poprawy zdrowia. Jest przecież mnóstwo ziół i innych dostępnych łatwo specyfików, po które można sięgać i które nie wywołują zazwyczaj żadnych skutków ubocznych, w przeciwieństwie do medykamentów przepisywanych przez lekarzy. Tym bardziej, że na banalne przeziębienie nie ma właściwie żadnego lekarstwa a więc wizyta u lekarza wydaje się zbędna, skoro można próbować poradzić sobie samodzielnie. No chyba, że owo przeziębienie trwa zbyt długo albo przekształca się w kolejną, poważniejszą dolegliwość. W silny i uporczywy kaszel, w rzężenie w płucach, w dziwną, przedłużającą się słabość…Wówczas należy zasięgnąć konsultacji lekarskiej. Bo pewnie po dokładnym osłuchaniu doktor zaordynuje antybiotyk a może też skieruje nas na jakieś badania laboratoryjne. Choć niestety lekarze nie są tacy chętni by człowieka na owe badania kierować. A szkoda, bo gdyby robiono chorym ludziom antybiogramy, wówczas okazałoby się, na jaki specyfik zareagują dręczące nas bakterie i dzięki czemu można je zwalczyć. Tu przypomina mi się natychmiast jak w czasach młodości zapadłam na grypę. Nie mogłam się z niej wygrzebać bardzo długo. Po miesiącu przekształciła się ona w zapalenie górnych dróg oddechowych a do tego doszła silna anemia. Antybiotyk łykany za antybiotykiem nie dawał żadnych rezultatów. Aż w końcu po kilku miesiącach męczarni wylądowałam w szpitalu z potężnym zapaleniem płuc a tam leczono mnie kroplówkami z penicyliną, bo okazało się, że to jedyny lek, na który reagowałam. Jedyny, który mógł mi realnie pomóc i pomógł bardzo szybko. Zupełnie niepotrzebnie męczyłam się więc przez te kilka wcześniejszych miesięcy, psując sobie żołądek łykanymi lekami, niszcząc moją florę bakteryjną i doprowadzając ciało do wyniszczenia….



   No dobrze, wracajmy jednak do listy domowych specyfików, które można a nawet powinno się stosować, gdy wirusy i bakterie chcą nas wziąć we władanie.

1.       Rozgrzewajka, którą stosujemy nieomal co dzień to pyszna zupka do picia z kubka. Przepis na nią wymyśliłam kilka miesięcy temu, gdy zachciało mi się wodzionki (śląskiej bieda zupki opartej na chlebie) a z powodu diety ketogenicznej chleba jeść nam nie wolno. I oto co wymyśliłam na szybko i stało się to w naszym domu przebojem numer jeden.

Do kubka wciska się kilka ząbków czosnku, dodaje łyżeczkę smalcu ze skwarkami, wsypuje się trochę suszonego lubczyku i pietruszki, dodaje się odrobinę ostrej papryki i kurkumy oraz mniej więcej pół łyżeczki soli kłodawskiej. To wszystko zalewa się wrzątkiem, miesza się i czeka chwilkę aż się smalec rozpuści. Potem próbuje się czy smak jest dobry, czy nie potrzeba czegoś jeszcze dodać.  U mnie tym niezbędnym dodatkiem jest domowej roboty maggi w płynie. Zrobiłam kilka buteleczek tej przyprawy latem i teraz przydaje się jak znalazł. Dodaję ją do wszelkich zup, sosów oraz sałatek. Nie potrzebuję już kupować tej przyprawy w sklepie. Moja domowa maggi zastępuje też sos sojowy, do niedawna dość często przeze mnie używany. Jeśli ktoś z Was chciałby poznać przepis na domową maggi, to dopiszę go potem w komentarzu albo na końcu tego posta.

Owa jaworowa zupka – rozgrzewajka naprawdę dobrze człowieka rozgrzewa, co zimą jest bardzo ważne. Do tego po jej wypiciu ma się uczucie lekkiego palenia w gardle. Tak działa duża ilość czosnku oraz szczypta ostrej papryki. Do tego napój jest po prostu pyszny i jak się człowiekowi chce czegoś gorącego, czegoś podobnego do rosołu ( który gotuje się wszak długo i nie zawsze ma się go na podorędziu), to na szybko można sobie przyrządzić właśnie taką zupkę. Polecam, bo jak dotąd (odpukać w niemalowane!), żadna infekcja tej zimy nas jeszcze nie złapała i mam nadzieję, że nie złapie.

2.       Napój ziołowy z ziół zbieranych latem na okolicznych łąkach. W jego skład wchodzi pokrzywa i wrotycz – po garści. Do tego dodaję kilka pokruszonych liści laurowych oraz dla kwaskowatego smaku i na obniżenie poziomu cukru we krwi łyżeczkę suszonych owoców berberysu, nazbieranych pod koniec jesieni w ogrodzie. Wszystko to zalewam w dzbanku wrzątkiem i stawiam pod przykryciem stawiam ów dzbanek z boku płyty grzewczej na piecu. Tam przez kilkanaście minut naciąga mocno i nabiera herbacianego koloru. Popijamy to z Cezarym przez cały dzień.

3.       I kolejny napój, tym razem do picia na zimno. To woda goździkowa. Gdzieś przeczytałam przepis na nią i od tej pory staram się codziennie ją przyrządzać, bo nie dość, iż odpowiada mi jej smak, to jeszcze mam wrażenie, że także przyczynia się ona do zachowania zdrowia. Jak się ją robi? Do garnka wlewam około litra zimnej wody i wsypuję około 10 suszonych goździków. Stawiam to na piecu i doprowadzam do wrzenia. Pozwalam aby napój gotował się przez kilka minut. A potem znowu pod przykryciem odstawiam go na bok płyty, bo porządnie naciągnął.  Napojem tym rozpoczynam każdy dzień a także każdy dzień nim kończę. Jest pachnący, leciutko piekący i ma się uczucie, że wyjaławia całe wnętrze jamy ustnej. Goździki mają działanie bakterio i wirusobójcze. Do tego działają też lekko przeciwbólowo i uspokajająco.

4.       I zeszłoroczne moje odkrycie - olej dziurawcowy do masażu, z działaniem przeciwbólowym, przeciwzapalnym. Smarujemy się nim z Cezarym nawzajem, ilekroć bolą nas mięśnie albo zaczyna się jakieś kłucie w plecach, a zwłaszcza w korzonkach. Pomaga. Tylko trzeba wmasować go kilkukrotnie, codzienne i długo, aż do mocnego rozgrzania masowanego ciała.

Podobno można ów olej dostać w sklepach zielarskich. Ja zrobiłam go sama, bo latem na łąkach rośnie tu mnóstwo dziurawca. Grzechem byłoby zatem z niego nie skorzystać. Olej ów ma cudownie karminowy kolor, bowiem dziurawiec zawiera w sobie hyperycynę, czerwony barwnik. I na to właśnie trzeba zwrócić uwagę, kupując ów olej w zielarni. Ma być czerwony a nie żółty. Jeśli jest żółty, to po prostu oszukaństwo…Jak zrobić samodzielnie ów olej? Podam ów przepis w komentarzu, jeśli ktoś będzie ciekaw.

5.       Inhalacje z olejków eterycznych. Na pewno większość z Was je stosuje, bo naprawdę wdychanie pary wodnej z dodatkiem owych olejków momentalnie odtyka noc i pozwala złagodzić dokuczliwy katar oraz drapanie w gardle. Można kupić gotową mieszankę owych olejków, ale można ją sobie skomponować samemu. U mnie jest to mieszanka olejku eukaliptusowego, miętowego, goździkowego, drzewka herbacianego oraz oregano. Do garnka z gorącą, parującą wodą wkrapia się po kilka kropel każdego z tych olejków. Nachyla się nad owym garnkiem i okrywa się ręcznikiem głowę, tak aby para nie wydostawała się gdzieś z boku, ale leciała tylko na twarz. Przez kilka minut mocno wdycha się ową aromatyczną parę. Najlepiej takie wdychania stosować kilka razy dziennie. Wówczas pojawia się szybko odczuwalna ulga. Uważać tylko trzeba by się nie poparzyć.

6.       Płukanie nosa. A gdy katar nie ustępuje i ma się przykre wrażenie zatkanych zupełnie zatok, wówczas można przepłukać nos za pomocą irygatora. W każdej aptece można dostać miękkie, plastikowe butelki ze specjalną końcówką pasującą do otworu w nosie. Taką butelkę napełnia się ciepłą wodą. Dodaje się do niej pół łyżeczki soli kłodawskiej albo gotową saszetkę soli kupioną w aptece. Po dokładnym rozpuszczeniu owej soli bierze się jakąś miedniczkę i nachylając się nad nią przytyka się końcówkę owego irygatora po kolei do obu dziurek w nosie. Naciska się butelkę i wtłacza się słony płyn do nosa. Ów płyn wypływa drugą dziurką i skapuje do miedniczki.

I tu uwaga – po irygacji nosa oraz po inhalacji nie powinno się przez godzinę wychodzić na dwór ani zasypiać. Chodzi o to, że rozgrzany tymi czynnościami człowiek mógłby się zaziębić albo zakrztusić wyciekającym z nosa płynem.

 


…I to tyle ode mnie. Poniżej zamieszczać chcę listę domowych specyfików polecanych przez Was. Dosyłajcie je proszę w komentarzach a ja będę Wasze przepisy sukcesywnie do owej listy dokładać. A ponieważ w poprzednim poście już pojawiły się dwa takie przepisy, zatem od nich rozpoczyna się lista Waszych domowych receptur.

1.       Ola Iwko robi miodowy napój zdrowotny na bazie miodu ze sprawdzonej pasieki. Popija go sobie rano. Przyrządza się ów napój bardzo prosto. Wystarczy wieczorem zalać przegotowaną, chłodną wodą łyżkę owego miodu.

2.       Stardust przyrządza zdrowotny eliksir Fire Cider, który wzmacnia odporność. Oto jej przepis na ów cudowny specyfik. Poniżej cytuję Star w całości, ponieważ nawet sposób w jaki pisze wprawia człowieka w dobry humor. A dobry nastrój, to przecież podstawa zdrowia!:-)

„Oczywiście przepis jest z czasów kiedy Amerykanie głównie leczyli się domowymi sposobami i to było naprawdę super no ale jak wiemy, wszystko co super to się kończy. Magiczna mikstura nazywa się Fire Cider.
Składniki: korzeń chrzanu, czosnek, cebula, korzeń imbiru - to są podstawowe składniki.
Jak ktoś ma i lubi może dodać niewielka ostrą paprykę, korzeń kurkumy, ewentualnie jakieś zioła (rozmaryn, tymianek, szałwia...
Te podstawowe składniki siekamy i w równych ilościach wrzucamy do słoika, dodajemy te drugorzędne, które mogą być w ilościach, ze tak powiem niekontrolowanych:))) Zalewamy to wszystko octem jabłkowym, ale takim wytworzonym albo w domu albo przez zaufaną firmę, ten ocet ma być mętny.
Dodajemy miód oczywiście z prywatnej zaufanej pasieki. Zakręcamy to wszystko i odstawiamy na 3-4 tygodnie żeby się przeżarło* (??? mądrzejsze polskie słowo nie przychodzi mi do głowy, a zerkałam już do słownika 4 razy wiec mi się nie chce). Po tym czasie, odcedzamy to wszystko i mamy zdrowe lekarstwo na przeziębienia.
Przechowywany w ciemnej butelce/słoiku oraz w ciemnym pomieszczeniu płyn może przetrwać dwa lata.
Ja już w pierwszym roku kiedy to robiłam zakupiłam słoiki i butelki z ciemnego szkła, dodatkowo mam spiżarnię, która owszem ma światło ale się go zaświeca sporadycznie czyli jest doskonałym miejscem do przechowywania takich mikstur. Polecam tak słoiki, butelki jak i miksturę.
Jak tylko przychodzi grudzień to ja sobie serwuję dużą łyżkę takiego płynu przed pójściem do lóżka i żadna cholera mnie nie bierze:))) z drugiej strony na co cholerze dodatkowa cholera:))))”

 * Droga Star! Świetny przepis! I tu jeszcze malutka podpowiedź ode mnie. Bardzo podoba mi się określenie „przeżarło”, ale w języku polskim istnieje inne słówko dla określenia tego procesu, gdy się wszystko porządnie ze sobą zmiesza i nabiera mocy. Mówi się wtedy, że coś się ze sobą „przegryzło”. Słowniki najwidoczniej nie znają tego wyrażenia!:-)))

3. Agniecha podała taki oto przepis na imbirową herbatkę na przeziębienie:

"Imbir obrany ze skóry (przy uprawie imbiru używa się wielu niezdrowych pestycydów, one zostają w skórce), zalewam wrzątkiem i czekam aż se porządnie naciągnie a woda ostygnie do ciepłej. Albo zalewam ten imbir niezbyt dużą ilością gorącej wody a jak naciagnie to dolewam zimnej. Następnie dodaję miód ze znajomej pasieki (ostatnio od Tupajowego chłopa), sok z cytryny najchętniej eko lub własnej produkcji ocet jabłkowy. I gotowe"

4. Teresa także podała przepis na napój imbirowy, ale trochę inny, niż ten powyższy.

   "Moim codziennym porannym napojem - herbatką jest imbir. Teraz akurat jest w sprzedaży bardzo świeży korzeń imbirowy, dodatkowo kupuje organic z nadzieja że bez chemikali. Oczywiście obieram, kroję w cienkie plasterki, zalewam wrzątkiem, kubek trzymam pod przykryciem 5 minut i pije. Uwielbiam jak lekko drapie w gardle, no i tak odświeża. W ciągu dnia jeszcze kilka razy te same plasterki zalewam wrzątkiem"

 5. Maria poleca syrop z cebuli zrobiony z cebuli, miodu i soku z cytryny.  Można tez go robić z dodatkiem octu jabłkowego.

 

sobota, 8 października 2022

Na ciężkie czasy…

 

                                          spiżarka pełna latami gromadzonych przetworów


 

   No i przyszła ta wyczekiwana złota, polska jesień. Jest pięknie, kolorowo i ciepło. Jedyne, co zaburza nam tę idyllę to inwazja azjatyckich biedronek, których armie co dnia obsiadają nasz dom i za wszelką cenę usiłują dostać się do wewnątrz. Najlepsza broń na nie to odkurzacz. Owa rycząca maszyna po kilka razy w ciągu dnia zasysa je w swój przepastny brzuch, ale nazajutrz znowu jest pełno tych kropkowanych owadów i zabawa rozpoczyna się od nowa...Ale nic to. Przecież bezczelne biedronki nie zepsują nam tej bezcennej, jesiennej radości. Korzystamy z tego, że  można nasycić się słońcem na zapas, zrobić coś w ogrodzie można suszyć pranie na sznurkach na dworze, wybierać się na spacery czy na grzyby do lasu i po prostu cieszyć się tą cudną pogodą, póki trwa.  

                                                            złocisty październik w naszym bukowym lesie
 

   Pod ostatnim postem zamieściłam linka do vloga polskiego piekarza, który ma pomysł by na wsiach budować ogólnodostępne piece do wypiekania chleba. Uważa on bowiem, że w ciężkich czasach, które nadchodzą, wobec coraz bardziej realnej możliwości braku prądu, gazu, węgla i innych źródeł energii mogą pojawić się problemy z pieczywem. A przecież chleb to podstawa naszego wyżywienia. No tak, jeśli nie będzie się dało kupić chleba w sklepie (bo nie dowiozą albo zamkną sklep albo z braku prądu nie da się w nim dokonywać żadnych transakcji pieniężnych) ani upiec go u siebie w domu, to co wtedy? Rzeczywiście przydałyby by się wówczas bardzo takie ogólnodostępne piece, gdzie można by upiec chleb. 

                                                            główne składniki mojego domowego chleba
 

   Nie wiem, jakie szanse realizacji ta jego szczytna idea, ale podoba mi się głownie z tego powodu, że piekarz ów nie myśli tylko o sobie (a sam poradzi sobie w razie czego bo ma u siebie taki piec), ale o społecznościach lokalnych. Bo leży mu na sercu los zwyczajnych, takich jak on, osób. Bo kiedyś, w dawnych czasach w wielu wsiach były takie ogólnodostępne piece, z których ludzie na określonych zasadach mogli korzystać. Ale kiedyś między ludźmi istniała większa wspólnota, większa skłonność do współdziałania. Dzisiaj żyjemy w osobności, w oderwaniu od innych. Każdy sobie rzepkę skrobie…I każdy próbuje jakoś sam przygotować się na trudne czasy albo i nie przygotowuje się wcale licząc na to, że nie będzie tak źle, a wszystkie obecne obawy okażą się śmieszne, przesadzone i funta kłaków niewarte. Oby tak właśnie było, jednak tak czy siak myślę, iż  byłoby wspaniale, gdybyśmy znowu nauczyli się ze sobą współdziałać. Dzielić wiedzą, zdolnościami, umiejętnościami. Komunikować się z miejscowymi ludźmi. Nie odcinać się od swoich społeczności a przeciwnie żywo interesować się tym, co dzieje się w  bliskim i dalszym otoczeniu. Nie zamykać na potrzeby i problemy drugiego człowieka…Nie szydzić z obaw innych osób. Umieć słuchać i nie bać się być wysłuchanym. Ta przyjazna więź z innymi jest ważna zarówno w zwyczajnych jak i w niezwyczajnych czasach...

                                                                  trzykrotnie zapasteryzowane przetwory mięsne
 

   A wracając do tematu…Niektórzy od lat się przygotowywali, gromadzili wiedzę i doświadczenia. Wręcz pasją niektórych stał się preparing (z j. ang. przygotowywanie się). Kiedyś spoglądałam na zainteresowania tych ludzi z przymrużeniem oka a w najlepszym razie bez większej ciekawości.  Teraz patrzę już na to inaczej.  Cóż. Punkt widzenia zawsze przecież zależy od punktu siedzenia. A wszystko wskazuje na to, iż czasy, gdy preparsi będą mogli w praktyce wykorzystać swoje wiadomości są coraz bliższe. Oby nie, ale chyba każdy z nas ma obawy, jak poradzi sobie, gdy zabraknie wszystkiego, co do tej pory pomagało mu normalnie i spokojnie żyć. 

                                                                  kuchnia opalana drewnem
 

   To temat rzeka a my z Cezarym nie jesteśmy żadnymi znawcami ani nie czujemy się na siłach by radzić innym, co mają robić. Zatem po prostu napiszę Wam jak my przygotowaliśmy się do najbliższej zimy, bo chyba najlepiej opisywać takie rzeczy na własnym przykładzie. Na wszystko nie da się przygotować, ale naszym zdaniem lepiej być w jakiś sposób zabezpieczonym, niż potem żałować, że się czegoś nie zrobiło, gdy był jeszcze na to czas. Żyjąc na wsi zawsze ma się jakieś zapasy, zawsze robi się przetwory, zawsze trzeba się porządnie przyszykować do chłodnej pory roku. Dlatego i my nauczyliśmy się jak radzić sobie przed dłuższy czas bazując na tym, co mamy w domu. Wszak zdarza się zimą, że tygodniami nie ruszamy się z naszego siedliska, bo drogi są tak zaśnieżone albo oblodzone, że nie ma co ryzykować wyjazdu. Potrafimy więc obywać się byle czym i z niczego zrobić coś.  Nie jesteśmy wybredni ani przyzwyczajeni do luksusów. Przywykliśmy się do samowystarczalności i prostoty a nawet siermiężności. To może nam się teraz przydać bardziej niż zazwyczaj, bo i czasy nie wydają się zwyczajne…

 

                                                               końcówka zimy w naszym obejściu

  1. Zapasy

- zgromadziliśmy sporo konserw, zupek chińskich, mąki, kasz, makaronów, fasoli, ziół, suszonych owoców i tym podobnych rzeczy, które można długo przechowywać. Sposób przechowywania ma ogromne znaczenie. Najlepiej trzymać to w suchych i szczelnych pojemnikach szklanych, plastikowych albo metalowych, żeby nie zalęgło się w nich żadne robactwo.

- zrobiliśmy dużo przetworów do słoików. To przetwory owocowe i warzywne, ale także mięsne. Takie domowe mielonki, duszone w sosie mięsa, pasztety, smalce, wywary z kości muszą być jednak trzykrotnie zapasteryzowane w procesie tzw. tyndalizacji żeby się nie zepsuły i żeby w dobrym stanie mogły przetrwać lata.

- mamy w domu zapasy suchej karmy dla psów (kupione jeszcze przed podwyżkami cen), ale nie przewidzieliśmy tego, że mogą się do nich dostać myszy i ostatnio musieliśmy z nimi ostro walczyć by pozbyć się tych małych, ale bardzo dokuczliwych i destrukcyjnych gryzoni. Na razie jest spokój, ale nauczeni doświadczeniem w wielu pomieszczeniach zainstalowaliśmy pułapki na myszy. Mamy kilka tradycyjnych pułapek, czyli takich, które łapiąc gryzonia jednocześnie go zabijają.  Bardziej humanitarną nowością w tym temacie są u nas pułapki w formie pokrytej kleistą substancją mat. Mysz zwabiona zapachem umieszczonego na środku tej maty smakołyku włazi tam i się przylepia (jak mucha do lepu). Potem można taką mysz wziąć i wynieść gdzieś na pole.Niech sobie gdzieś tam, z dala od naszego domu żyje...

                                                     takie lepy dobrze się sprawdzają w naszym gospodarstwie
 

2. Ogrzewanie i gotowanie

- zgromadziliśmy spore zapasy drewna, które wykorzystujemy do ogrzewania domu (piec c.o) oraz do palenia nim pod kuchnią. Zawsze tak robimy, a więc ten rok nie jest inny. No, może tylko różni się tym, że mamy więcej niż zwykle „gałęziówki”(czyli pociętych na kawałki gałęzi różnej grubości)  a to dlatego, że zrobiliśmy spore porządki w naszym lesie i wyzbieraliśmy stamtąd chrust oraz wycięliśmy kilka martwych drzew. Piec kuchenny służy nam nie tylko do gotowania na nim i do pieczenia wewnątrz niego. Jest też świetnym źródłem ogrzewania kilku pomieszczeń na parterze.  Zimą, zwłaszcza gdy marzną dłonie albo stopy korzystamy z termofora albo wypełnionych gorącą wodą butelek. Często gotujemy wówczas pożywne, gęste zupy, które wspaniale rozgrzewają od środka. Poza tym w razie dużego zimna mamy w domu po kilka kołder, koców, grubych swetrów i skarpet oraz kożuchów. A gdy zimno na ciele i na duszy dobrze jest się wspomóc jakowymiś herbatkami, swojskimi nalewkami albo grzańcami!:-)

                                                            iglaste drewno rozpałkowe
 

3. Światło i energia elektryczna

- w naszym domu jest kilka lamp naftowych, zapas oleju do palenia w nich oraz trochę świec  na wypadek braku elektrycznego oświetlenia.

                                                               jedna z dwóch lamp naftowych w Jaworowie
 

- mamy też kilka latarek, które zostały zmodyfikowane przez Cezarego. Ta modyfikacja polega na tym, że baterie do nich da się ładować w tzw. powerbankach, czyli ładowarkach na energię słoneczną. Te powerbanki są bardzo użyteczne, bo przecież nawet zimą jakaś ilość światła słonecznego dociera do naszych domów. Zatem wystarczy owe ładowarki położyć na parapecie a one przez kilka godzin naładują się porządnie (a to pozwala potem m.in na naładowanie telefonu). Dobrze jest też mieć zapas zwyczajnych baterii, zapałek, gazu w butlach oraz zapalniczek gazowych.

                                                        powerbanki, czyli ładowarki na energię słoneczną
 

4. Woda

- mamy własne źródło wody, czyli przydomową studnię. Jednak w razie braku prądu nie będzie działała pompa elektryczna, zatem woda nie popłynie z kranów ani nie nagrzeje się w hydroforze. W takim wypadku będziemy ręcznie, przy pomocy wiader na sznurze wyciągali wodę ze studni ( już nie raz tak bywało w czasie awarii instalacji elektrycznych). Napełnimy nią wannę, żeby było skąd czerpać ją do spuszczania w ubikacji ( a o ile będzie woda w naszym ogrodowym stawiku i nie zamarznie, to też można ja użyć do takich celów). Wodę do picia i mycia będziemy grzać w wielkich garach na piecu kuchennym. Myć będziemy się w dużej miednicy. W tym roku kupiliśmy nowe, ocynkowane wiadro, bo stare zaczęła już zżerać rdza oraz porządny, metalowy gar. Natomiast taką ogromną miednicę nabyliśmy i korzystaliśmy z niej dwanaście lat temu, gdy przez kilka miesięcy panującej tu prowizorki z powodzeniem wzajemnie szorowaliśmy się w niej wieczorami po robocie.

                                                         woda w naszym ogrodowym stawiku
 

5. Leki i środki czystości

- w domowej apteczce zawsze mamy podstawowe leki takie jak przeciwbólowe i przeciwgorączkowe, antyalergiczne, witaminy, węgiel aktywny na wypadek zatruć, jodynę, bandaże, gazę i plastry na wypadek skaleczeń czy innych zranień

- w łazience zawsze jest zapas mydeł i szamponów

                                                        ostatnie zbiory gruszek i orzechów
 

6. Zabezpieczenie domu i obejścia przed agresywnymi intruzami

- najlepszym zabezpieczeniem przed niepowołanymi gośćmi są nasze trzy brytany (choć kto je tam wie, czy w razie czego kochane pieski broniłyby nas, czy też podkuliwszy ogony uciekłyby i schowały się za nami!:)

                                                                    trzy dzielne brytany
 

- pozakładaliśmy kłódki na wszystkie bramy, którymi dostać się można w obręb naszej posesji( co nie znaczy, iż nie da się przeleźć przez płot:-).

- mamy wiatrówkę, czyli strzelbę na śrut, którą można odstraszyć ewentualnych napastników

        a  jak to nie pomoże to w odwodzie jeszcze wielka, ostra maczeta oraz zestaw siekier!:-) 

                                                                       gałęziówka - drewno kuchenne
 

7. Utrzymywanie poprawnych stosunków z sąsiadami 

- to naszym zdaniem ważne jest w każdych okolicznościach, ale w trudnych czasach wcześniejsze dobre kontakty z miejscowymi powinny zaowocować wzajemną pomocą, typu wymiana towarowa, pożyczka czegoś, czego akurat zabrakło, wspólna obrona przed jakimś zagrożeniem, uspokajająca rozmowa, gromadny śpiew albo proste, niewybredne żarty i serdeczny śmiech, który nieraz najlepiej działa na psychikę.

 

                                                      mąka, zioła,suszone grzyby i owoce w słoikach

   Oczywiście różne są możliwości zabezpieczenia się na ciężkie momenty na wsi i w mieście. Jednak ludzie mają ciekawe pomysły, które można wykorzystać w każdych okolicznościach. Nasz polski, czołowy prepars, nieżyjący już Adolf Kudliński od lat uczył w swoich filmikach na YT jak  przetrwać w trudnych czasach. To samo robi teraz jego syn. Podobne rzeczy mówią vlogerzy w wielu krajach. Doradzają np. jak zrobić sobie jakieś prowizoryczne źródła światła i ogrzewania. Jak upiec chleb w słoikach albo na patelni, jak zrobić prowizoryczny piecyk „rakietowy”. Poniżej zamieszczam kilka linków do tego typu filmików.

 A.Kudliński - rady na wypadek blackoutu

Jak upiec chleb w słoiku 

Jak ogrzać się przy pomocy doniczki i świeczek 

   Kochani! Proszę Was żebyście również podzielili się swoimi radami i doświadczeniami w kwestiach związanych z przygotowaniami na trudne czasy. Może uda nam się w ten sposób jakoś pomóc sobie wzajemnie. Może dzięki temu ta zima, o której wielu z nas myśli z niepokojem wcale nie będzie taka zła…

 

                                                                    zimy bywają tu ostre, ale piękne!:-)

środa, 1 marca 2017

Przyzwyczajenie drugim ja…

Cezary pisze... 

Dzisiaj napiszę o używaniu skrótów w odniesieniu do sytemu operacyjnego oraz programów. W skrócie.
Mała dygresja. Jesteśmy przyzwyczajani do skrótów przez media. Te obiegowe nie nastręczają trudności za względu na ich powtarzalność. Czytając przykładowy artykuł napotykamy się nie często, nawet bardzo często i autor ani myśli wyjaśnić, co kryje się za ciągiem niepowiązanych z sobą liter. Czyli jesteśmy zobowiązani do posiadania wiedzy absolutnie proporcjonalnej do piszącego.
O dziwo skróty komputerowe stosujemy także współpracując z naszym mózgiem. Przecież tworzymy w nim i obróbka świeżo powstających myśli czy pojęć staje się koniecznością. Łapię sią na używaniu del, backspace, cut, paste…. i coraz bardziej skomplikowanych konfiguracji. Zupełnie nieważne przesuwamy(drag) na sam dół, a te powyżej automatycznie stają bardziej ważne, samowolnie.

Większość przykładów podanych jest w oparciu o Win10 i Office 2016, które są obecnie w posiadaniu Cezarego, co nie znaczy, że nie będą miały zastosowania w innych wersjach. Skróty mają zastąpić myszkę i zaletą jest minimalizacja napięć i bólu w prawym przedramieniu dla praworęcznych.
Np. Mam właśnie otwartych sześć aplikacji(Internet i pięć plików w Word) i by napisać ten post korzystam z nich wszystkich. Do nawigacji pomiędzy nimi używam Alt+Tab, tzn. kciuk trzymam na Alt, a wskazującym naciskam na Tab. Kiedy pożądany program zostanie wybrany zwalniam palec wskazujący(może być inny) i mam dostęp do wybranego programu, staje się aktywny. W przypadku Win10 mamy na pasku ikonkę, która spełnia identyczną funkcję. Konieczne jest jednak użycie myszki.
Opiszę podstawowe skróty, te najbardziej użyteczne w przypadku nieprofesjonalnego użytkownika(Cezary) ze względu na astronomiczną ich ilość, a poznanie wszystkich mija się z celem. Używamy tego, czego potrzebujemy i czego potrafimy użyć.

F5 – przewinięcie strony, przeładowanie jej do stanu aktualnego, np. strony internetowej.
Ctrl+A – wybranie całego tekstu.
Ctrl+Z – cofnięcie do stanu poprzedniego, np. kiedy wymażemy coś przez pomyłkę.
Ctrl+S – zapisanie dokonanych zmian(brak możliwości zmiany typu np. dokumentu).
Ctrl+C – skopiowanie do pamięci podręcznej, kopiowanie.
Ctrl+V – pobranie z pamięci podręcznej, wklejanie.
Ctrl+X – wycinanie tekstu.
Ctrl+F – wyszukiwanie słowa w tekście.
Ctrl+O – otwieranie nowego dokumentu.
Ctrl+W – zamykanie dokumentu.
Ctrl+P – drukowanie dokumentu.
Ctrl+strzałka – przesuwanie w tekście kursora o całe wyrazy w prawo lub lewo.
Ctrl+Shift+strzałka – zaznaczenie całego wyrazu w prawo lub lewo od kursora.
Tab – przeskoczenie do następnej opcji.
Shift+Tab – przeskoczenie do poprzedniej opcji.
Home – przenosi kursor na początek linii.
End – przenosi kursor na koniec, za ostatni znak w czasie edycji
Ctrl+Alt+Del – kończy sesję i zostaje włączony manager zadań, np. używamy, by zalogować jako inny użytkownik, kiedy komputer zawiesza się i chcemy zalogować się ponownie po uprzednim zamknięciu programów z wyczyszczoną pamięcią.
Skrótów komputerowych są setki. Przytoczone tutaj to szkoła podstawowa. Dajmy odpocząć myszce.

Nie wszyscy piszący bloga używają znaków diakrytycznych, a jest ich przecież– strzelam z dziewięć w języku polskim. Da się czytać! Niekiedy wymaga od czytającego ponownego wczytania się, by wyłapać sens wypowiedzi, takie małe utrudnienie. Przy obecnych systemach operacyjnych i programach nie widzę trudności z wprowadzeniem udogodnień, by oddać polskim słowom pełny blask. Nowe Win10 można bez problemu skonfigurować w języku polskim, bo przecież nie wszyscy są zobowiązani do czytania i pisania w języku obcym. Np. w Word2016 można pisać i używać polskich liter, lecz brakuje polskiego słownika, synonimów, itd.
Warto sprawdzić CD(lub jego ściągniętą z MS kopię) czy nie znajduje się na nim folder proofing.pl-pl. Jeśli tak to otwieramy go i klikamy na proofing(windows installer). W programie Word pod Review/Language/Set Proofing Language dodajemy język polski. Musi mieć znak ABC przed Polish. Po dodaniu będzie umiejscowiony ponad podwójną linią. Na pasku mamy ikonkę Language preferences. Wybieramy dany język.
Piszemy i czytamy po polsku.
Jeszcze raz podkreślę. Jeśli nie potrzebujemy słownika wystarczy dodać język polski do Windows.

W dzisiejszych czasach nie musimy iść do sklepu, by kupić software. Np. przez Internet można kupić klucz, a resztę ściągnąć ze strony Microsoftu. Legalne, nawet jeśli kupujemy „używany” klucz to jest to zgodne z unijnym prawem obowiązującym też w Polsce. W razie „czegoś” wystarcza pokwitowanie za zakup. W końcu UE przydała się na coś, przez co nie jest… koniec z polityką Cezary.
A w ogóle to ciekawy temat; polityka w komputerowych skrótach.

Dostaliśmy informację od kilku osób, że nie mogą zostawiać komentarzy na tym blogu. Napisałem do Google, ale do dzisiaj nie otrzymałem odpowiedzi. Myślę, że powodem mogą być „ciasteczka”, które
zapamiętują nasze odwiedziny i preferencje dotyczące tej strony oraz są zapisywane na komputerze. Sposób ich usuwania jest zależny od rodzaju przeglądarki. Warto spróbować!
Nie chcemy, by nasze własne wyświetlenia dodawały się do statystyk. Można kliknąć na „zarządzaj śledzeniem własnych wyświetleń strony” i zaznaczyć, że nie chcemy, po czym zamknąć okienko. Google zapisuje na naszym komputerze „ciasteczko” informujące o tym zdarzeniu. Życie tego ciasteczka kończy się w momencie zamknięcia przeglądarki. Dlaczego – im więcej wyświetleń(miliony użytkowników), to Google jest bardziej popularny i może żądać większych sum za reklamy. Ot co?









Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost