Pokazywanie postów oznaczonych etykietą goście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą goście. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 listopada 2019

Spotkanie z Krystynką…


  

   W pierwszym moim listopadowym, zaduszkowym w nastroju poście pisałam o jednej z ulubionych książek z okresu dzieciństwa – „Dziewczynce spoza szyby”. Wyraziłam tam tęsknotę za możliwością ponownego jej przeczytania, za dotknięciem charakterystycznej, niebieskiej okładki i powrót, chociaż w ten sposób, do czasów, gdy była obok mnie Mama i całe dni spędzałyśmy razem pogrążone we wspólnej lekturze owej wzruszającej książki, która choć rozlatywała się już od częstego czytania, to była dla mnie, dla nas czymś bezcennym…
   Pod owym postem podobną tęsknotę za niezapomnianą a zaginioną książką z dzieciństwa wyraziła Krystynka w podróży, czyli Pellegrina, autorka bloga Moja chatta skraja.  Przeczytawszy podany przez nią tytuł „Przy kominie o szarej godzinie” od razu skojarzyłam, że przecież gdzieś w mojej biblioteczce leży owa stareńka, bo wydana w 1958 roku książka z baśniami autorstwa B.M. Długoszewskiego. Zaraz pobiegłam do pokoju na piętro chcąc się przekonać, czy na pewno ją mam. I tak! Już po chwili trzymałam w dłoniach ten mocno zniszczony, ale nadal nadający się do czytania zbiorek baśni. Nie namyślając się wiele postanowiłam dać go Krystynce w prezencie. Szybciutko napisałam jej o tym w komentarzu. Zdawałam sobie bowiem sprawę, że dla niej będzie ta książeczka prawdziwym skarbem a dla mnie jest tylko jedną z wielu. I Krystynka równie spontanicznie jak ja odpowiedziała, że bardzo chętnie nas odwiedzi a stan książki nie ma dla niej żadnego znaczenia, gdyż liczy się tylko jej zawartość oraz serdeczne wspomnienia z nią związane.  Ucieszyłam się, bo po pierwsze sama odczuwałam bardzo podobnie, a po drugie kilka lat temu Pellegrina ( jako i my, mieszkanka Podkarpacia) gościła już u nas i było nam wówczas razem bardzo miło. Zamierzała wprawdzie ponownie odwiedzić Jaworowo w zeszłym roku, gdyż czekały tu na nią zamówione przetwory, ale wciąż coś stało na przeszkodzie i w końcu nie dała rady przyjechać.
   Jednak teraz w końcu się udało! Pellegrina w miniony wtorek przed południem zmierzając do nas nową, asfaltową drogą,  dziarsko zajechała pod naszą bramę swym autkiem w apetycznym kolorze koglu-moglu. Wyszła z pojazdu nieco oszołomiona podróżą, trochę roztrzęsiona po jeździe górskimi serpentynami, ale w jej oczach widoczna też była radość i duma z siebie, że jednak dała radę nie gubiąc się nigdzie zdrowo i cało dotrzeć do jaworowego siedliska pod lasem. Uściskałyśmy się serdecznie a ja od razu odnalazłam w niej tę poznaną kilka lat temu swojską,  pogodną, pełną ciepła osobę, z którą ledwie człowiek zawrze znajomość, to czuje się, jakby znał ją od zawsze. A ona, nie dość, iż przywiozła ze sobą całą skrzynkę sadzonek z jej ogródka położonego obok chatty na skraju, to jeszcze obdarowała nas szczodrze kilkoma książkami, ciepłymi skarpetami na zimę oraz zgrabnymi kubeczkami do picia ciepłych napojów. Do tego jeszcze wyciągnęła z autka garnek z apetyczną kapustą na gęsto i sporą porcję duszonych mięs, które to smaczne wiktuały zabrała dla nas ze sobą po niedawnej gościnie u przyjaciółki.

 - Z takim gościem to żyć nie umierać! – zaśmiał się Cezary pomagając rozładować się naszej przyjaciółce a potem zapraszając do wnętrza jaworowego domostwa. Znać było, iż  po podróży Krystynka potrzebowała spokojnego odpoczynku w zaciszu naszej kuchni. Odetchnięcia po stresującej jeździe. Na szczęście psy spały wówczas sobie mocno w przyległym do kuchni pokoju, Krystynki nie przywitał zatem ich czterogłosowy chór poszczekiwań i popiskiwań. Nie musiała także obawiać się  entuzjastycznych skoków na piersi i nazbyt spontanicznych liźnięć, wspinania się na kolana czy wciskania między nogi wścibskich, zimnych psich nosów. Przywitały się z nią znacznie później i zrobiły to w zadziwiający jak na nie delikatny i nie nachalny sposób, machając po prostu radośnie ogonami i obwąchując ciekawsko jej ubranie oraz dłonie. Oboje z Cezarym byliśmy z nich naprawdę dumni. Widocznie nasze psiska potrafią zachować się w towarzystwie i wyczuć,  wobec kogo mogą pozwolić sobie na wariackie umizgi i skoki a wobec kogo powinny być bardziej stonowane i grzeczne.

   Na serdecznych opowieściach, popijaniu gorącej herbaty, zajadaniu szarlotki, zwiedzaniu domu, obejścia oraz ogrodu a potem na wycieczce do oddalonej od nas o kilka kilometrów kapliczki z cudowną wodą spędziliśmy z Krystynką kilka godzin. Nakarmione swą wątrobianą zupką psy ułożyły się wygodnie u naszych stóp.  W piecu, do którego dokładałam drew co jakiś czas tańczyły pogodne iskierki oraz radosne ogniki. Tak jak w naszych rozmowach, pełnych szczerości, życzliwości, żartów, śmiechu i wzajemnej sympatii.
    Dobrze nam było razem, przyjaźnie, ciepło i nieśpiesznie. Za oknem tymczasem zmierzające do linii zachodu listopadowe słońce złociło pieszczotliwie rzedniejące czupryny brzóz, leszczyn i dzikich śliw.

    Rozstawaliśmy się zdziwieni, iż choć tak blisko siebie mieszkamy, to tak rzadko dochodzi do naszych spotkań.
- Przyjedź do nas Krystynko zimą! – zapraszaliśmy na koniec.
- Kłopotu z dojazdem nie będzie, bo odkąd autobus szkolny zatrzymuje się omal przed naszą bramą gmina dba o odśnieżanie i posypywanie dróg żwirem! – wyjaśnił Cezary, mocno ściskając Krystynkę na pożegnanie.
- I zobaczysz wtedy jak tu u nas pięknie, gdy wszystko okryte jest dziewiczym śniegiem i można iść hen przed siebie, przez wiele godzin żywej duży nie napotykając! Przyjedź ot tak, spontanicznie, jak dzisiaj! Jednak takie bliskie, bezpośrednie spotkania są zupełnie czymś innym niż odwiedziny na blogach - dodałam odprowadzając ją do samochodu i tuląc serdecznie przed rozstaniem.
   Krystynka odparła, że bardzo chciałaby przyjechać, ale czy się jej to uda – czas pokaże. Człowiek sobie przecież różne rzeczy planuje a potem życie każe mu robić zupełnie co innego. Uśmiechnęła się do mnie życzliwie, pomachała dłonią a chwilę potem jej sympatyczne autko w kolorze kogla-mogla zniknęło za zakrętem….
  


Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost