Kilka razy już
na tym blogu pisałam o poznanych na Pogórzu Dynowskim ludziach. Są to osoby w bardzo
różnym wieku, o prostych albo skomplikowanych drogach życiowych, miejscowi albo osiedleńcy, jednak łączy ich
wszystkich kilka bardzo ważnych dla nas cech – szacunek i miłość dla tej ziemi,
pracowitość, otwartość oraz ciepło emanujące z ich serc.
Dziś chciałabym opowiedzieć
Wam o mieszkającym parę kilometrów od naszego gospodarstwa Maćku, osiadłym w
tych stronach rok wcześniej niż my, dużo młodszym od nas farmerze. Maciek na
początku był dla nas dość tajemniczą, budzącą ciekawość personą. Widywaliśmy go
niekiedy, gdy przejeżdżał obok naszego domu i wiózł na swoim zdezelowanym
pickupie jakieś materiały budowlane, narzędzia, ziemię, worki pełne nasion albo
inne niezbędne w świeżo urządzanym siedlisku rzeczy. Mijaliśmy się w pobliskim
miasteczku. Pozdrawialiśmy z dala i biegliśmy do swoich zajęć. Maciek nie miał
czasu do stracenia. Pędził aby zdążyć wykonać u siebie jak najwięcej robót
zanim zmieni się pogoda albo zanim skończą się niezbędne fundusze. Dwoił się i
troił aby wykarczować zbyt gęsto porosłe młodniaki, założyć biodynamiczne uprawy, obsiać pola, doprowadzić
wodę z potoku w dolinie do swej starej chaty, zbudować szklarnię i piwniczkę ziemną,
zrobić przetwory, przygotować drewno na zimę. Maciek na zaledwie kilkanaście
tygodni pojawiał się w naszych stronach a potem na parę długich miesięcy wyruszał
do pracy za granicą. W dzisiejszych czasach bowiem trudno utrzymać się tylko z pracy
na roli, choć jest to marzeniem wielu
młodych rolników. Większość
zamieszkałych na naszym Pogórzu farmerów wyjeżdżało w przeszłości i nadal wyjeżdża
na saksy, by potem przez pozostałą cześć roku mieć za co żyć i spokojnie obrabiać
swoje pola. Takoż i nasz młody sąsiad, ale o tym dowiedzieliśmy się dopiero
wtedy, gdy w końcu przy jakiejś okazji zagadaliśmy do siebie i bliżej się poznaliśmy.
Polubiliśmy się. Zaczęliśmy
się wzajemnie odwiedzać. Spotykać na wieczornych ogniskach przy gitarze.
Zajadać w naszej kuchni proste potrawy i popijać swojskie wino z czarnego bzu. Znaleźliśmy
między nami pokrewne zainteresowania i mnóstwo ciekawych tematów do dyskusji. Ciągnęło
nas do siebie choćby z tej racji, że i my i on byliśmy tu obcy a nasze gospodarstwa
i ziemie potrzebowały takiego ogromu prac porządkowych, remontowych i
rekultywacyjnych, że zajęcia wystarczyłoby dla armii wojska na długie lata. My
tymczasem staraliśmy się ogarnąć wszystko własnymi rękami i w jak najkrótszym czasie.
Mieliśmy zatem podobne usposobienia, refleksje
i potrzeby. Doradzaliśmy i pomagaliśmy sobie wzajemnie w wielu sprawach. Chcieliśmy
jak najlepiej zagospodarować te nasze miejsca na ziemi, znaleźć dla siebie
sposób na godne życie i przeżycie. My z Cezarym z racji tego, że mieliśmy do
dyspozycji duży budynek gospodarczy i ogrodzony ogród wymyśliliśmy sobie prowadzenie
hodowli zielononóżek kuropatwianych, ale
Maciek długo zastanawiał się nad tym jak mógłby najlepiej wykorzystać swoje
kilkanaście hektarów łąk, lasów i malowniczych wzgórz. Pamiętam, że wiele razy rozmawialiśmy
z nim na ten temat. Przychodziła nam do głowy hodowla koni albo owiec, uprawa
ekologicznych warzyw albo ekoturystyka. Jednak nasz młody sąsiad wciąż szukał, wciąż
łamał głowę nad tym, co zrobić by wreszcie nie musieć już wyjeżdżać do harówki
zagranicę, ale móc zostać tu na stałe i każdą chwilę poświęcić swej ziemi, w
pełni cieszyć się pogórzańskim żywotem osiedleńca.
W końcu w zeszłym
roku wykrystalizowała się Maćkowi ostateczna koncepcja i od tej pory robi
wszystko by zrealizować swój śmiały plan. Pomaga mu w tym jego przyjaciółka, angielska
psychoterapeutka i pisarka Sarah (artykuł Sarah pt. "Matki bliskie ziemi" i dzikie kobiety" ) . Razem tworzą niezwykłe wizje a potem wcielają
je w życie wierząc, iż znajdą się ludzie chcący uczestniczyć czy też partycypować w kosztach realizacji ich
wyjątkowego projektu.
Otóż Maciek wraz
z Sarą postanowili stworzyć na swojej ziemi mały raj, miejsce, gdzie żyje się w
zgodzie z naturą, gdzie przy uprawie warzyw i owoców nie używa się żadnej
chemii. Mają zamiar wykopać studnie, postawić ekologiczną oczyszczalnię
ścieków, założyć pole namiotowe wraz z sanitariatami i wybudować kilka chatek
dla gości, osób chcących odpocząć w tak pięknych okolicznościach przyrody, odetchnąć
od cywilizacji i znaleźć spokój ducha. Zapraszać ludzi gotowych prowadzić szkolenia na tematy takie jak: rolnictwo
ekologiczne, budowa domów z gliny i słomy, zdrowe żywienie, bioenergoterapia, zielarstwo,
muzyka, medytacja itp.
W codziennej
pracy naszemu sąsiadowi pomagają przyjeżdżający do niego z całego świata
wolontariusze, którzy zachwyceni unikalną urodą Pogórza Dynowskiego, dziką
przyrodą, czystym powietrzem, omalże bezludną okolicą z entuzjazmem pomagają mu
w realizacji jego planów.
Obecnie bardzo
ważne jest dla Maćka wybudowanie porządnej drogi dojazdowej wiodącej do jego
siedliska, ponieważ dotychczasowa, gliniasta i wyboista droga w okresie
wiosennych albo jesiennych roztopów staje się całkowicie nieprzejezdna. Maciek
zbiera na ten cel fundusze. Jest zdeterminowany by jeszcze przed zimą zebrać
potrzebną sumę. Od tego czy uda mu się poprawić stan tej trzystumetrowej drogi
zależy powodzenie dalszych, zaplanowanych przez niego projektów.
Maciek wraz z
Sarą założyli stronę internetową, na której opisują swoje wizje, dotychczasowe
działania oraz plany. Zachęcam do
zajrzenia tutaj:( Terrealuma ). Można się tam dowiedzieć m.in. tego, ze poza pracą na ziemi
pasją Maćka jest komponowanie muzyki i gra na gitarze a jednym z ulubionych
zajęć Sarah śpiew oraz malowanie. Oboje jednak przede wszystkim cenią sobie
spokój, niezależność i wolność a na zielonym, pełnym lasów bukowych i rozległych
łąk Pogórzu Dynowskim można to wszystko znaleźć, można starać się żyć po swojemu.
Oboje z Cezarym
kibicujemy Maćkowi w realizacji jego wspaniałych zamierzeń. Chcielibyśmy by
tutejsza, zasługująca na wszystko co najlepsze ziemia mogła dawać wystarczające
do godnego życia źródło dochodu jego mieszkańcom oraz przynosić radość,
odpoczynek i powiew nadziei wszystkim odwiedzającym te okolice przyjezdnym ze
świata. Urokliwe, położone w malowniczej dolinie siedlisko Maćka ma w sobie
ogromny potencjał. Leży z dala od reszty wsi i głównych dróg. Panuje w nim niezwykły
spokój. Pachnie czystym powietrzem, dzikimi łąkami i lasami. A sarny, jelenie,
zające i lisy biegają swobodnie po tej ogromnej przestrzeni nie niepokojone
przez rolników i myśliwych.
Sarah i Maciek nazwali to swoje ukochane
miejsce na ziemi TERREALUMĄ, czyli
rezerwatem światła. Ilekroć odwiedzamy Maćkowe siedlisko i spoglądamy na niebo
mamy wrażenie, że promienie słońca prześwietlając tutejsze, kryształowe
powietrze wydobywają z otaczających je krajobrazów coraz to nowe piękno…
P.S.
Od dawna miałam już ochotę by napisać o Maćku, ale jest
on skromną, nie łaknącą żadnego rozgłosu
osobą, więc ilekroć pytałam go o to, czy nie miałby nic przeciwko opisującemu
go postowi na blogu wzruszał ramionami, nie widząc w tym jakiegoś większego sensu.
W końcu jednak zgodził się a ja mam nadzieję, że ten tekst niczego nie zmieni w
jego życiu a jeśli już, to na lepsze…
A tutaj link do YT, gdzie można obejrzeć filmik o wiosennych pracach u Maćka (https://www.youtube.com/watch?v=CiUEvkBmW9Q
P.S.2
Jeśli ktoś z czytelników tego bloga chciałby pomóc Maćkowi w realizacji jego wspaniałych zamierzeń i wesprzeć go finansowo podaję poniżej linka strony, na której można dokonać wpłaty na rzecz rozwoju TERREALUMY.
Projekt TERREALUMA
A tutaj link do YT, gdzie można obejrzeć filmik o wiosennych pracach u Maćka (https://www.youtube.com/watch?v=CiUEvkBmW9Q
P.S.2
Jeśli ktoś z czytelników tego bloga chciałby pomóc Maćkowi w realizacji jego wspaniałych zamierzeń i wesprzeć go finansowo podaję poniżej linka strony, na której można dokonać wpłaty na rzecz rozwoju TERREALUMY.
Projekt TERREALUMA





















