Zima wiosną nie nastraja człowieka najlepiej. Chciałby już cieszyć oczy wyrazistymi kolorami a tu tymczasem wkoło tylko biel i czerń. Czy to kwiecień, czy to grudzień? Czy to święta Wielkiej Nocy czy Bożego Narodzenia? Coś się tej przyrodzie chyba pomyliło. Gdzie te młode trawki, listki i kwiatki? Gdzież podziały się te żabki, co to już skrzek zdążyły w stawie złożyć? No gdzie to wszystko, co tak entuzjastycznie do życia się rwało i owym entuzjazmem zarażało?
Biedny człek
przez kilka dni dał się omamić wiosennym powiewom i słońcu, naiwnie myśląc, że
tak już zostanie. A omamiony przeciążył się, przepracował, poległ i teraz
kwęka, bo go korzonki rwą boleśnie i ledwo po domu łazi. I to nie jeden człek a
dwa człeki w osobach Olgi i Cezarego. Ha! Nie pierwszy to raz i nie ostatni,
gdy dopada nas rwa kulszowa, ale nigdy jeszcze nie dopadło nas to jednocześnie!
Oj, za szybko na wiosenny wiaterek się te nasze korzonki wystawiły i takie
teraz są tego następstwa. Smarujemy się wzajemnie
czym się da, plastrami rozgrzewającymi albo domową maścią żywokostową
obkładamy, skarpetki sobie nawzajem ubieramy i wyręczamy się w najcięższych pracach,
typu przynoszenie drewna i rozpalanie w piecu. Wierzymy, że jeszcze parę dni i
będzie lepiej. W tym czasie nasze korzonki nerwowe oraz korzenie wszystkich wiosennych
roślin wzmocnią się w magicznej krainie Walhalli, w miejscu dla wszystkich
strudzonych wojowników, gdzie nabiera się sił przed kolejnymi bitwami a potem rusza do
boju. Pogoda też przez ten czas się unormuje
i wreszcie stanie się to, co ma się stać, czyli PRAWDZIWA WIOSNA! I będzie się działo!
Tarcze, szable, dzidy i topory pójdą w ruch i rozgrzeją się do czerwoności.
Tfu! Łopaty, grabie, piły, łuparka oraz świeżo nabyta glebogryzarka zaświszczą,
zaterkotają, zahuczą i zajęczą. A wokół do wtóru ćwierkać będą radośnie
ptaszęta i bzyczeć bzykadła wszelakie!
Póki co wszystko
schowało się pod śniegiem a nawet lodem (marznąca mżawka robi swoje!). Tam
sobie przetrwa i dotrwa do lepszych czasów. Może nawet nowych sił nabierze i
gdy przyjdzie właściwa pora pokaże na co stać tę przytłumioną na chwilę siłę
natury? Bo drzemie w niej wszak potężna, ukryta moc. Tak wielka, że niczym jest
dla niej kilkudniowy mróz i śnieżyca. Niewidzialna dla naszych oczu wciąż tli się
tam pod spodem, w ciszy, chłodzie i ciemności. Da sobie radę, bo wie, że w
końcu, i to już wkrótce przyjdzie ZMIANA. Oczywiście zdarzy się, że parę
roślinek, zwłaszcza młodych albo wyjątkowo delikatnych nie przetrzyma tej
przejściowej zimnicy. Ale tak to już jest. Zawsze coś umiera a coś się rodzi,
zawsze jakiś ciernisty smutek po sercu się kołacze a tuż obok bezczelnie zakwita
radość – wiosna nie jest tu żadnym wyjątkiem. Jednak to właśnie wiosna ma w
sobie olbrzymi potencjał odrodzenia i waleczności. Tak więc pewne jest, iż spod
ubiegłorocznych liści, spod zmarzniętych grud ziemi wylezą znowu zielone łebki
drzemiących tam roślin. A wylazłszy westchną głęboko, rozprostują się i ruszą
śmiało na wędrówkę ku nowemu życiu, ku słońcu i swemu przeznaczeniu. I żaden mróz nie będzie im straszny. Zwyciężą
wszelkie przeciwności losu. Jako i my, ludzie, wygramy wreszcie z bólem,
chorobą oraz złem, co to na świecie zbyt swobodnie się pleni.
Patrzę co dzień
na moje siewki pomidorów, co tak ładnie zielenią mi się na oknie i już nawet
mają zalążki trzecich i czwartych listeczków. Pewnie schowane w ziemi ich
bieluśkie korzonki grubieją i kłębią się gotowe już wkrótce na przesadzenie do większych
pojemników. Młode roślinki przechylają się uparcie ku życiodajnemu światłu i
łapczywie czerpią z niego moc. Uśmiecham się na ich widok, bo cokolwiek by się za
oknem nie działo, to ja mam tu ten kawałek swojej wiosny w domu. Wiosny, która
jest i będzie. Tak!
Oboje z Cezarym
pozdrawiamy Was serdecznie i wszystkiego dobrego a szczególnie odrodzenia
nowych sił życzymy!
A na koniec jeszcze proponuję Wam wysłuchanie wspaniałej
pieśni wikingów o Walhalli, mitycznej krainie poległych wojowników, gdzie nadal
ćwiczą, walczą, ucztują by u boku Thora nabrać sił przed ostateczną bitwą ze
złem. Bardzo lubimy z Cezarym tę i inne pieśni wikingów. Mamy wrażenie, że w
przedziwny sposób wzmacniają one ducha i ciało. Budzą w człowieku pierwiastek
waleczności i uporu. A swym patosem, epickim nastrojem dodają energii i nadziei
bardziej, niż wszelkie zwyczajne piosenki o wiośnie. Aż chce się wstać i iść do
boju. Cicho tam już, korzonki uparte! Ech! Wszak Walhalla wzywa mnie!:-))
Link do bojowej pieśni wikingów: Walhalla calling me