Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 maja 2016

Wieś spokojna, daleka od gwaru miejskiego...



Cezary pisze

   Czwartkowe popołudnie, spokój i zastała cisza. Nagle pośród traw obrzeżnych na nieutwardzonej drodze pojawia się czerwony samochód straży pożarnej z pobliskiej wioski. Zatrzymali się za naszym płotem, wbili kołek w ziemię i czerwoną taśmę przewiązali pomiędzy nim a naszym płotem zagradzając drogę do lasu.
  Pytam – chłopy, o co chodzi? Facet udający strażaka z determinacją w głosie zapowiedział - my tu panie zagradzamy drogi, bo jutro będzie tu rajd, a właściwie test rajdowy! 



   Uczone stwierdzenie zamurowało mnie dogłębnie. Może i ja zrobię sobie test? Najlepiej na parodię Cezarego. Panie, przecież moja chałupa to jest 3 m od drogi i ja protestuję. Mówię im, że na drodze pełno kamieni i gwoździ i niejeden przy szybkości 30 km złapał flaka. A ci będą jeździć z szybkością ponad 120 km/h i co wtedy może się stać? Potrzeba odrobinę wyobraźni. Wtedy cwany strażak do mnie, że to ja będę odpowiadał za wszystkie gwoździe na drodze. Pomyślałem, tu się zatrzymam, bo z tego typu sposobem myślenia nie wygram, a nic nie miałem pod ręką. 
 

 I rzeczywiście 13 tego w piątek punktualnie o 12-tej zjawili się chłopcy w komplecie, a nawet zamówili karetkę pogotowia, ponoć prywatną. I po chwili rozpoczęła się szalona jazda i głośna, na przynajmniej 180 decybeli. Dodam, że duża ciężarówka daje hałas nie większy niż 120 decybeli. Dla niezorientowanych, decybel jest jednostką głośności. Okna trzęsły się w posadach, co chwilę jakiś kamyk uderzał w okno lub mur domu. Psy podniecone szybkością przemieszczającego się obiektu biegały wzdłuż płotu, co spowodowało łamanie kwiatków i roślinek, które dopiero, co ukazały się światu. Droga rozjeżdżana na znaczną głębokość pokryła się kamienno-błotnistą mazią. Dobrze, że miałem na sobie niezawodne gumo filce. Tego dnia kury nie zniosły jajek, kozy przysypały się ściółką i wszystkie kwiaty drzew owocowych na znak protestu opadły solidarnie na ziemię.  No czegoś takiego nie było tu od zarania albo jeszcze dłużej. Zapomniałem o wodzie z sadzawki, która wsiąkła pokazując obrośnięte kamienie. Tylko nasz odstojnik z odchodami za budynkiem gospodarczym wylał obficie. Same cuda działy się tego piątkowego trzynastego. Auta śmigały na zmianę robiąc coraz większe bruzdy, kolejki zatrzymanych samochodów wydłużały się, a kierowcy rajdowi pożal się Panie, osiągali coraz lepsze wyniki. Przynajmniej tak przypuszczam. 






   Tymczasem Cezary uzbrojony w aparat i kamerę czaił się za Jaworową lipą mając nadzieję, że w razie, czego lipa zwali się nie w jego stronę, bo zwali się na pewno. Zdjęcie za zdjęciem, film za filmem i tak minęło parę godzin na wątpliwych przyjemnościach. Ryk aut, które z niesamowitym hałasem tarły spodnią osłoną silnika o umęczoną drogę zagłuszył wszelkie dolegliwości, w tym jelita cienkiego. Grube też pomrukiwało miarowo, obiecując erupcję na skale światową i postępujące tsunami grożące zalaniem Podkarpacia. 



   Tego już było za wiele. W zebranym gronie zainteresowanych stron poziom dyskusji raczej się obniżał za to poziom głośności raczej wzrastał. Obrońcy „rajdu” strzelali z grubych armat, do czego to oni mają prawo, a skromni obrońcy swoich skromnych posiadłości punktowali atakujących. To trochę, jak na Sali sejmowej…, ja tam jestem za… niech czytający robi zakłady!

   I wreszcie Wasyl zawyrokował - Pokażcie nam zezwolenie na organizowanie tej imprezy!

Mieli je w foliowej koszulce, by zabezpieczyć przed zamoknięciem, a jak! Teraz jesteśmy w posiadaniu zdjęcia pozwolenia podpisanego przez kogoś z upoważnienia Wójta. Skąd my to znamy? A zezwolenia z policji to już nie mieli. Organizatorzy zadzwonili po policję. Przyjechali. Kategorycznie powiedzieli, że nic o tym nie wiedzą i nie wydali zgody na przeprowadzenie tej imprezy. W piśmie z Gminy stoi, jak byk, że ta zgoda stanowi załącznik dla policji. Czyli słowo „policja” figuruje w powyższym piśmie i służy do zastraszenia ludzi nie do końca rozumiejących słowo pisane.

   Odpowiedź z Gminy zawiera zgodę na przeprowadzenie testów zawieszenia. Co to znaczy? Co pierwsze, rozjechanie drogi na amen czy rozczłonkowanie zawieszenia?  Zawieszenie wytrzymało, a droga w opłakanym stanie pozostanie, bo funduszy brak. W imię wątpliwej jakości sportowców, który patrzą tylko na własną kieszeń cała wieś ucierpi. Dobrze, że czyny społeczne to przeżytek, bo następnego roku z okazji Pierwszego Maja trza by było drogę rychtować. Jednak kapitalizm ma swoje zalety. Dopiero teraz to widać. Nawet w PRL uzyskanie takiej zgody graniczyłoby z cudem jasnogórskim. Ludzie i urzędnicy mniej kłamali, a może brali odpowiedzialność za słowa i czyny.

   A przecież są miejsca i drogi, gdzie nikomu i niczym takie testy zawieszenia nie zagrażają. Zastanawiająca jest siła, z jaką wprowadza się tego typu imprezy, bezczelnie bez odpowiednich zabezpieczeń i „na słowo”, że wszystko będzie dobrze. Auto jadące z szybkością ponad 120 km/h przeleci przez płot i przez mur domu a przynajmniej okno balkonowe i wyląduje w niedokończonej ubikacji. I co? Kto uruchomi spłuczkę? No, kto? Przecież wszyscy wiemy, w jakim trybie toczą się sprawy sądowe, a ci, którzy mają cokolwiek wypłacić wolą wydać te pieniądze na prawników. Samo życie w „państwie prawa”, jeszcze nie do końca zreformowanego.  

 

  Policja zdecydowała, że „test” zostaje przerwany i pojechała. Po pół godzinie jazda była kontynuowana jakby nigdy nic. Strażacy nie są uprawnieni do zabezpieczania tego typu imprez. Wyrażenie zgody przez policję jest jednoznaczne z zabezpieczeniem imprezy fachowo i bezpiecznie. W naszym miasteczku jest czterech policjantów(plus minus jeden), czyli ćwiartka policjanta na każde rozwidlenie dróg. Jak widać nie ma możliwości przeprowadzania tego typu imprez na Pogórzu Dynowskim.
   Rozumiem, że nie mam posłuchu u naszych psiaków, ale żeby słowo policji nic nie znaczyło i organizatorzy imprezy mieli to w czterech literach?! Acha, policjantów było dwóch, to może w ośmiu.
   Prawo buszu zapanowało na podkarpackich drogach. Jestem za wprowadzeniem nowego znaku – słabi chodzą poboczem.


   Może i inaczej bym zareagował na to wszystko, ale proszę sobie wyobrazić, że mieszkańcy graniczących wsi nie otrzymali zawiadomienia czy ostrzeżenia o planowanej imprezie. Absolutnie nic, a nic. Podobno ksiądz ogłaszał z ambony… a my właśnie mieliśmy w tym czasie ważne prace polowe czy jakieś tam. Popatrzyłem na Olgę z wyrzutem - a może byśmy tak, jednak…?  Ważne informacje są nie z urzędu, nie z Internetu, a z ambony. Takie czasy.



Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost