Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawda. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 marca 2023

Dzieci i starcy…

 

 wczorajszy widok na San

***


Dzieci i starcy, starcy i dzieci

Ci, którym wolno wciąż być sobą

Mówić, co myślą, szczerością świecić

I prawdę głosić ze swobodą

 

Jedni niczego się jeszcze nie boją

Drudzy nie boją się już niczego

Przed drugim człekiem śmiało stoją

I prosto z serca mówią do niego

 

Krzyczą, że król jest nagi przecie

Dziwią się innym, że wciąż kłamią

Że świta króla bzdury plecie

Że ośmieszają władcę, mamią

 

Słowa dzieciaków jak grom z nieba

Zdają się wyczekanym cudem

Bo właśnie tego było trzeba

Prawdę wykrzyczeć bez ogródek

 

I mowa starców łzy wyciska

Rzeczy zwąc tylko po imieniu

Tak działa prawda, która z bliska

Nie do zniesienia jest dla wielu

 

W bój zaraz rusza wierna klika

(mnóstwo służalców wkoło było)

Ponownie w bagnie kłamstwa znika

To, co przez chwilę pięknie lśniło

 

Któż spokój króla śmiał zakłócać?

Kto się wyłamał z chwalców chóru?

Pewnie to ruska jest onuca

Foliarz lub jeden z głupich szurów

 

Młot propagandy sprawnie wali

Zgniata szyderstwem prawdy ziarno

Nie będą starcy zdziecinniali

I dzieci mówić co jest prawdą

 

***

 

Poszli nad rzekę starzec z dzieckiem

By czytać baśnie Andersena

I by zapomnieć, że współcześnie

Na słowa szczere miejsca nie ma…*

 

 

 

                                                            Wanda Półtawska na otwarciu oddziału noworodków

 

*Główną Inspiracją dla napisania powyższego wiersza było dla mnie niedawne otwarcie oddziału noworodków w szpitalu dziecięcym w Krakowie, gdzie 101 letnia Wanda Półtawska (lekarz psychiatrii, była więźniarka obozu w Ravensbruck, której imię nadano uroczyście owemu oddziałowi) wobec mnóstwa zgromadzonych tam, odzianych w maseczki dygnitarzy oświadczyła kategorycznie: „Patrzę na was i nie posiadam się ze zdumienia, że macie te szmaty, bo kto wierzy, że one nas chronią przed wirusami? Medycyna nas okłamuje”.

Jej słowa wprawiły zebranych w ogromną konsternację. Zatem usłużny dyrektor szpitala natychmiast pośpieszył z wyjaśnieniem, iż : „„Pani Półtawska ze względu na swój wiek żyje w innej epoce, w innej rzeczywistości” 

*Innym powodem, dla którego chciałam o tym napisać była nasza niedawna z Cezarym wizyta u neurologa, który wobec zebranych w poczekalni pacjentów zawsze występuje w masce i napomina wszystkich surowo by owe maski czym prędzej nałożyli, natomiast gdy tylko wchodzi do gabinetu opuszcza poniżej brody swoją maskę i nie ma też nic przeciw temu, by pacjent zrobił to samo….Cóż. Teatr absurdu trwa.

*Mam nadzieję, że moim czytelnikom znana jest baśń Andersena pt. „Nowe szaty cesarza”, w której niewinne dziecię demaskuje obłudę otaczających władcę dworaków i służalców.

 


wtorek, 29 listopada 2016

W zaniku…






                                                                                 zdjęcie z Internetu
 
   Przeczytałam dzisiaj wstrząsający tekst o słoniach afrykańskich, które coraz częściej przychodzą na świat bez ciosów albo też z ciosami w zaniku. Ciosy to kły, czyli górne siekacze. Na kły słoniowe poluje się od stuleci. Dlatego osobniki z największymi kłami zostały już prawie do końca wytrzebione.  Nie ma więc komu przekazać właściwych genów. To pierwsza przyczyna. A druga? Zapewne mądrość natury. Ona broni się przed zupełną redukcją. Sama pozbawia się tego, co mogłoby być przyczyną jej zupełnego zniszczenia. Umniejsza się by ocaleć. Chroni swą istotę poświęcając  zewnętrzne atrybuty. Dlatego też rodzą się teraz słoniowe maluchy zupełnie bez kłów albo z tak maleńkimi, że prawie niewidocznymi siekaczami. Tym samym słoniątka są bezpieczne, bo zupełnie nieatrakcyjne dla kłusowników. Tyle, że życie bez ciosów jest trudne dla słoni. Do czego im właściwie te kły? Ano, do kopania w ziemi w poszukiwaniu wody albo do rozłupywania pni drzew w celu dobrania się do ich miękkiej, pożywnej miazgi lub do walk godowych, gdy przychodzi pora albo do obrony małych przed lwami i hienami. Coraz więcej słoni rodzi się bez kłów… Przystosowują się jak potrafią do życia takiego, jakie jest. Okrucieństwo człowieka wymusza zmiany w ich rozwoju ewolucyjnym. Czy dalej są słoniami, czy może to już jakieś dziwne, nowe, zaprzeczające idei słoniowatości istoty?

   Tekst o słoniach przywiódł mi na myśl nas – ludzi. Nas, którzy też dostosowujemy się do warunków, okoliczności, wymagań, oczekiwań i zagrożeń. Chcąc umknąć polowaniu (czytaj: wyszydzeniu, zignorowaniu, zakrzyczeniu, wyśmianiu, zapomnieniu, zagrażającej istnieniu zmianie) pozbywamy się naszych najważniejszych atrybutów. Chowamy w sobie głęboko wrażliwość, świadomość, odwagę, wolność, wiedzę i radość istnienia. Wiercamy się w głębokie, ciemne nory i tak tkwimy w lęku i ciszy. Byleby ocaleć. Byleby nie zagarnęła nas do szczętu fala buty, głupoty, pozerstwa, obezwładniającej cudzej pewności siebie, arogancji i obowiązującej poprawności politycznej. Byle nas nie zauważyła i nie unicestwiła.   

   A więc ocaleliśmy...I tak tkwimy w tych norkach bez kłów. Niewidoczni. Nieatrakcyjni. Zredukowani. Nie poznający samych siebie.Udający zadowolenie i klaszczący wtedy, gdy inni klaszczą. Byleby nie wyjść przed szereg. Popatrujący na innych, tak podobnych. Czy dobrze? Czy udało się nie zaburzyć tej zakleszczającej nas dokumentnie układanki? Dobrze...Och, jaka ulga...

   Ale kim jesteśmy w tej nowej, niby bezpiecznej formie? Czy dalej sobą? Czy dalej ludźmi takimi, jakimi marzyło nam się kiedyś, że będziemy? Ile w nas ludzkości, ile sztuczności, która jest najwygodniejszą maską, przepustką do istnienia w takich, w jakich przyszło nam żyć czasach? Dostosowujemy się wciąż i wciąż, zaprzeczając sobie, swojej prawdzie, która jest nami… Czy warto?

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost