Dzieci i starcy, starcy i dzieci
Ci, którym wolno wciąż być sobą
Mówić, co myślą, szczerością świecić
I prawdę głosić ze swobodą
Jedni niczego się jeszcze nie boją
Drudzy nie boją się już niczego
Przed drugim człekiem śmiało stoją
I prosto z serca mówią do niego
Krzyczą, że król jest nagi przecie
Dziwią się innym, że wciąż kłamią
Że świta króla bzdury plecie
Że ośmieszają władcę, mamią
Słowa dzieciaków jak grom z nieba
Zdają się wyczekanym cudem
Bo właśnie tego było trzeba
Prawdę wykrzyczeć bez ogródek
I mowa starców łzy wyciska
Rzeczy zwąc tylko po imieniu
Tak działa prawda, która z bliska
Nie do zniesienia jest dla wielu
W bój zaraz rusza wierna klika
(mnóstwo służalców wkoło było)
Ponownie w bagnie kłamstwa znika
To, co przez chwilę pięknie lśniło
Któż spokój króla śmiał zakłócać?
Kto się wyłamał z chwalców chóru?
Pewnie to ruska jest onuca
Foliarz lub jeden z głupich szurów
Młot propagandy sprawnie wali
Zgniata szyderstwem prawdy ziarno
Nie będą starcy zdziecinniali
I dzieci mówić co jest prawdą
***
Poszli nad rzekę starzec z dzieckiem
By czytać baśnie Andersena
I by zapomnieć, że współcześnie
Na słowa szczere miejsca nie ma…*
*Główną Inspiracją dla napisania powyższego wiersza było dla mnie niedawne otwarcie oddziału noworodków w szpitalu dziecięcym w Krakowie, gdzie 101 letnia Wanda Półtawska (lekarz psychiatrii, była więźniarka obozu w Ravensbruck, której imię nadano uroczyście owemu oddziałowi) wobec mnóstwa zgromadzonych tam, odzianych w maseczki dygnitarzy oświadczyła kategorycznie: „Patrzę na was i nie posiadam się ze zdumienia, że macie te szmaty, bo kto wierzy, że one nas chronią przed wirusami? Medycyna nas okłamuje”.
Jej słowa wprawiły zebranych w ogromną konsternację. Zatem usłużny dyrektor szpitala natychmiast pośpieszył z wyjaśnieniem, iż : „„Pani Półtawska ze względu na swój wiek żyje w innej epoce, w innej rzeczywistości” „
*Innym powodem, dla którego chciałam o tym napisać była nasza niedawna z Cezarym wizyta u neurologa, który wobec zebranych w poczekalni pacjentów zawsze występuje w masce i napomina wszystkich surowo by owe maski czym prędzej nałożyli, natomiast gdy tylko wchodzi do gabinetu opuszcza poniżej brody swoją maskę i nie ma też nic przeciw temu, by pacjent zrobił to samo….Cóż. Teatr absurdu trwa.
*Mam
nadzieję, że moim czytelnikom znana jest baśń Andersena pt. „Nowe szaty cesarza”,
w której niewinne dziecię demaskuje obłudę otaczających władcę dworaków i
służalców.
