Wiersze inspirowane Australią

                                                      

                                      

                               Spotkanie z kangurem


On we mnie patrzy, ja w niego
Bo dwa się tu światy spotkały
Ja chrupię zielone swe jabłko
A on ma pysk pełen trawy

On tak jak ja, dwunożny
Ciekawski, kangurzy reporter
Jest śmiały lecz przy tym ostrożny
I nieme pytania ma do mnie

Kim jestem i po co tu stoję?
Dlaczego nie mam ogona?
Spogląda z niepokojem
Na mój aparat Cannona

A ja robię zdjęcia bez lęku
Kangurzej, pasącej się braci
Uśmiecham się do osesków
I matek przy nich na straży

I mówię: z daleka jestem
I uczę się żyć tu odważnie
Podziwiam tę nową przestrzeń
A Was – kangury – najbardziej!

- No dobrze, więc sobie popstrykaj
Tych parę fotek wesołych
A potem się schowaj lub znikaj!
Bo tu się nam zaczną gody!

I będą bitwy i waśnie
Aż zrobi się niebezpiecznie
Och! Jeden już zaczął właśnie
Odejdź kobieto koniecznie!

Tak kangur powiedział z uśmiechem
I pomknął w godowe swe harce
A ja się ukryłam za drzewem
I fotki pstrykałam uparcie

A teraz oglądam w albumie
Kangurze przygody skoczne
I widzę w sylwetek ich tłumie
Mojego kangura mordkę

Też znalazł sobie wybrankę
W dorosły świat dzielnie wkroczył
Lecz to jego życie prywatne
     Przymykam więc album i oczy...



Jak zapisać...?


Jak mam zapisać tę Australię?

Gdzie znaleźć dla niej wzruszenie?

Czy ono błyska na tafli morza?

A może muska tę ziemię?

Jak się doszukać głębi w obcości?

Jak ją przeniknąć choćby na moment?

Czy eukaliptus tańczy z radości?

A palm zrozumieć jak mowę?

Wącham, smakuję, oczy przymykam

Może to sen jest jakiś szalony?

O mil tysiące trwa wciąż daleka

Ta Australia - kontynent złoty

Oczy otwieram - jej szept wpływa we mnie

Wabią przestrzenie nieskończoności

A mewy krzyczą wciąż nieprzyjemnie

A fale biegną w przypływie złości

Biorę do ręki piasek - jest ciepły

I przesypuję go tak, jak w Polsce

Tyle podobieństw, tyle obcości

Ale to samo wciąż świeci słońce

Jemu jak zwykle jest wszystko jedno

W jak dziwnym się mówi w dole języku

Wąż - snake pełznie niteczką zwiewną

W zachodnim, czułym promyku...



A ja na plaży patrzę przed siebie

W ten cichy czas zamyślenia

Na australijskim, bezchmurnym niebie

Słońce już barwę odmienia

Piękno - to chyba właśnie ono

Jest do wszystkiego tu kluczem

Fale złocistym oranżem płoną

Ubrane w klejnoty wzruszeń...


 Hanging Rock




Pradawne wołało z daleka i przyzywało pomrukiem
Omszałym kamieniem szeptało, łagodnym, samotnym smutkiem
Olbrzymie głazy w czekaniu uwiły kryjówki swym duchom
A wiatr trwał zaczajony i płakał cichutkim podmuchem
Czy wróci to, co przepadło w nadejściu nowego świata?
Czy czasy odmienią swe kroki i wrócą świetności lata?

Legendy drzemały w ukryciu, już długie im brody porosły
A szept ich o dawnym życiu jak szelest brzmiał pełen troski
Nikt legend od dawna nie szuka, bezmyślny tłum depcze skarby
I obcym językiem przemawia ten wiek pełen śmiechu i wzgardy
Tu szarość, cichość lękliwa i echo w przepaściach króluje
Pradawne chowa się w cieniu, wspomnienia pielęgnuje

Ach, pachnie ...To wiosna przychodzi pogładzić serdecznie kamienie
Otuchę im wlewa do serca i daje kolejną nadzieję
Bo wszystko się przecież powtarza, bo głazy się kiedyś ockną
I ruszą nową legendą, wiarą zbudzone tą prostą
Ożyją, polecą i runą, czar nowy się będzie tu toczył
Wiek wskrzesi wiarę w pradawne, pradawne otworzy oczy...


 Papuga w zoo



Biała papuga z czubkiem
Na drążku w zoo siedziała
Bawiła się swoim piórkiem
Turystom przypatrywała

Nudziła się – było widać
Jak oczy przymyka czasami
A może tylko tęskniła
Za wolną przestrzenią, lotami?

Czy ona w ogóle pamięta
Swoje fruwanie nad buszem?
A teraz skacze po prętach
Spętane ma ciało i duszę

Cóż może robić w tej klatce
Poza stroszeniem czubka?
Poza szaleńczym tańcem?
Robieniem z siebie głupka?

Wołaniem: Hallo! Cookie!
(Dla ludzi to radość i szczęście)
Bezsilnym, codziennym stukiem
W te kraty, pręty i żerdzie?

Gdy wieczór nadejdzie, jak co dzień
I ludzie opuszczą już zoo
Papuga się skuli w tym chłodzie
I przyśni się jej znowu to:

Że będzie latała wysoko
Razem ze swymi siostrami
Ku górom i ku obłokom
Wprost w nieboskłonu aksamit

W papuzim, nie ludzkim języku
Znów będzie krzyczeć do słońca
Że nie ma nic wspanialszego
Niż taka wolność bez końca

  Niech sczezną, przepadną okowy
Skruszeją zapory i mury
Ptak musi być wolny i młody
Bo takie są prawa natury

Papuga przez sen zadrżała
Aż spadła z żerdki na ziemię
A klatka jak stoi, tak stała
Znów znika papuzie marzenie...

* * * 

Szamanka

Australia to samotność ubrana w barwy piękna
To muszla szczerozłota, która na dwoje pękła
To przestrzeń nieodkryta, czy trzeba ją odkrywać?
Im dalej, tym goręcej i pustki wielkiej dywan

A w pustce głuche szepty, w dzikości tkwiąc odwiecznej
Wabią wędrowców ku sobie mitami, wizjami, wierszem
W ten busz idź, w tę woń tajemnicy i nie patrz za siebie bo po co?
Papugi Ci krzyczą nad głową, jaszczurki swym srebrem migocą

A gdzieś tam deszczowe lasy, paprocie wielkie jak drzewa
Horyzont niedościgły, didgeridoo rozbrzmiewa
A między rozgwiazdami, w oceanicznej otchłani
Potwory szaleją z głębin, okrutny turkus mami

Kraina nieokiełznana i niepodległa czasowi
Uśmiecha się jak szamanka, jej magii nie da się złowić
Ubrana w woalkę sekretów, pachnąca obietnicą
Leciutko biegnie przed siebie i woła wędrowca...w nicość...


* * *


Mit



W tysiącach, milionach kropeczek,
w tych wirach i splotach skupienia
Wyłania się rzeka bez kresu, 
wokół czerwona trwa ziemia

 Przy skale srebrzysta jest ścieżka,
to wąż, który pełznie lękliwie
Bo dalej kołuje orzeł, rozgląda sięwokół wnikliwie

A stara kobieta klęcząca coś
szepcze wnukowi od świtu
I palce w farbie zamacza, wzór biegnie magiczny, wspaniały
Czerwienie, zielenie i biele, i
granat jak tło tego mitu
Staruszka spogląda przed siebie a potem szepcze – patrz, mały:
…Wąż błyska nową nadzieją i umknąć chce drogą krętą
A orzeł w niego wpatrzony przemierza krainę tę świętą 
Ucieczka trwa w nieskończoność i pogoń, co nie zna zmęczenia
Czy nigdy nie zmierzą się w walce? Czy spoczną w spokoju strumienia?
Lecz zobacz, już kula słoneczna wynurza się nad falami
A orzeł przysiada za drzewem, zasadzkę szykuje wężowi
Tam kaczek stado nadpływa, by bawić się promieniami
A widząc orła znikają, w błękitnej tajemnic toni
Lecz zguba czai się wszędzie, wąż skręca za wielkim drzewem…
-Co dalej babuniu będzie?
-Me palce to wiedzą, ja nie wiem… 
I śni się ta stara historia i żyją legendy i znaki
A stara kobieta na kamień nakłada magiczne swe plamki...

* * *


Eukaliptus

O czym rozmyślasz? 
Jakie historie w Twoim poszumie
Mknęły wraz z nurtem spokojnych rzek
Może się znajdzie ktoś, kto umie
Z kawałka kory wyczytać dźwięk
Czyjegoś łkania, akord bezradny
Krzyku niezgody, jęku, gdy marł
Eukaliptusie w strzępy odziany
Trwasz pełen wiary, choć wokół żar
Tak łatwopalny, a nieulękły
Ocalasz jądro, choć ronisz łzy
Zarosną drogi, ludzkie rozterki
Miną, lecz nadal trwać będziesz Ty

Jedną gałązkę Twoją zabiorę
Zatrzymam chwilę, gdy gnał mnie wiatr
Spękaną swoją uleczę korę
Wspomnieniem z minionych lat…

* * *

Na dnie wyschłego jeziora


Jak po śniegu, po dnie jeziora
Idę, sól chrzęści mi pod stopami
Miliard sopelków, kryształów
Białych pajęczyn aksamit

Kiedyś tu bujne kwitło życie
Ukryte pod wody tonią
Teraz jak księżyc – wszystko nagie
Wydane oczom i dłoniom

Jak szklana wata są ostre
Jak ptasi puch delikatne
Te labirynty solne
Te białe mchy naskalne

Tak można by iść niczym w transie
Przykucać co krok w olśnieniu
Nad koronkowym królestwem
Tajemnic w suchym strumieniu

Aż naraz krzyk słyszę kruka
Strażnika tej słonej krainy
Bym nie ważyła się szukać
Skarbów tej niby-zimy

Więc jeszcze zdjęcie ostatnie
Cofnęłam się w las namorzyn
A wierny strażnik ukradkiem
Wciąż mi nad głową krążył

Aż doszłam ku rozwidleniu
Tu ludzi świat, tam ocean
Wróciłam w swój los w zamyśleniu
Kruk cicho odleciał w bezczas...