Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maciejka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maciejka. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 czerwca 2018

Czerwcowe wieczory i poranki…


  


    Popadało! Nareszcie obficie zlało u nas ziemię a zdaje się, że to jeszcze nie koniec opadów, bo i dzisiaj niebo po słonecznym poranku zaczyna znowu się chmurzyć. I bardzo dobrze! Tutejsza spieczona ziemia wchłonie każdą kropelkę i odwdzięczy się krystalicznie czystym powietrzem oraz obfitością kolorów i roślin w ogrodach, w lasach, na polach i łąkach. Już tak jest! Wszystko pachnie. Ziemia nareszcie oddycha z ulgą! A obfitujące we wszelkie odcienie szarości niebo obiecuje kolejną, sporą porcję dobroczynnej wody.



   Wieczorami wychodzę do ogrodu z wiaderkiem wypełnionym do połowy wodą z solą i pracowicie zbieram z grządek i trawników ślimaki. Ich obecność oraz ślimacza żarłoczność to jedyny minus deszczu. Jednak zbierając ohydne pomrowy mam okazje dokładnie obejrzeć sobie rosnące jak na drożdżach warzywa i kwitnące coraz to nowe kwiateczki, zerknąć w górę, na drzewa owocowe oblepione jak jeszcze nigdy jabłkami, gruszkami i śliwkami. Popatrzeć na rozległe przestrzenie łąk i lasów dookoła. Zachwycić się cudownym aromatem będących właśnie w pełni rozkwitu lip, róż oraz  bogatej w niepowtarzalną, oszałamiającą wręcz woń liliowej, drobnokwiateczkowej, jakże niepozornej  z wyglądu maciejki. Tego roku posiałam maciejkę gdzie tylko się dało, w doniczkach i na grządkach. Mam nadzieję, że będzie kwitnąć całe lato i otulać cały ogród w swój najwspanialszy na świecie, niemożliwy wręcz do opisania zapach. 








   Moja mama kochała zapach maciejki i ja też od kiedy tutaj mieszkam nie wyobrażam sobie bez niej wiosenno-letnich wieczorów. Maciejka to wspaniały przykład na to, że naprawdę skromna, nierzucająca się w oczy roślinka może pozytywnie zaskakiwać i zachwycać bardziej niż pyszniące się bogatym wyglądem róże, piwonie czy lilie. Tak samo bywa też z ludźmi! Jak często zdarza się, że te cudownie piękne dziewczyny, przy bliższym poznaniu wiele tracą. Szybko rozczarowują, nudzą i odstręczają od siebie a ta ich niezwykła uroda okazuje się tylko profesjonalnym makijażem, maską za którą nie kryje się nic wartego zgłębiania. Natomiast te niepozorne okularnice, nieśmiałe, szare myszki pochylone nad jakaś lekturą albo pracą, we właściwy sposób zagadnięte a później cierpliwie oswojone okazują się ciekawe i pełne rzadkiego blasku. Tylko musi znaleźć się ktoś, kto będzie chciał poznać je lepiej, nie zrażać się brakiem papuzich barw oraz hollywoodzkiego uśmiechu za milion dolarów!



   Wcześnie rano wybiegam z domu w gumiakach i koszuli nocnej. Z mokrej trawy woda aż skacze kropelkami wysoko do góry. Osiada diamentowym lśnieniem na każdym liściu i owocu. Nawet siatkowy płotek ozdabia w przyciągające oko brylantowe błyski. W porzeczkach lśni pąsowo słoneczny promień a z dojrzewających owoców młodej trześni, poruszonych przez kilka żarłocznych szpaczków spada na mnie zimny prysznic. Śmieję się i piszczę zaskoczona a potem uciekam dalej.





   Lecę do kurzej części ogrodu. Za mną nieodłączne Misia i Hipcia. Tam psiakom wchodzić nie wolno, bo znając ich dzikie zapędy zaraz napadłyby na biedne kurki i marny byłby los mego drobiu. Zostają za bramką, wiernie czekając tam na mnie. Wypuszczam kury z kurnika. Wsypuję im pszenicy do karmnika. Kogut od razu donośnie nawołuje wszystkie swoje żony.


    Przemierzam mokry trawnik. Krople wody znowu tańczą i podskakują wysoko. Mijam kwitnące teraz jadalne kasztany. Oglądam krzaki pomidorów, które po wczorajszej ulewie ugięły się nieco i chyba o kilkanaście centymetrów urosły. Podwiązuję je po raz już chyba czwarty tej wiosny. Zerkam też na rosnące obok cukinie. One również wydają się większe niż wczoraj. To samo jest z dyniami, kapustami i ziołami na grządce w kształcie łezki. Nigdy jeszcze nie miałam tak bujnej i wysokiej mięty jak w tym roku.










   Spoglądam na przyległy do budynku gospodarczego warzywnik. Oho! Koperek wygląda coraz lepiej. Cudnie perlą się na nim kropelki deszczu. Nareszcie porządnie podlane wyrosły ładnie buraczki, papryki, sałata i fasolka.  Ogórki też zaczynają wypuszczać już wąsy. Oj, czuję, że urodzaj w tym roku będzie ogromny. Co ja z tym wszystkim pocznę?!:-)







   Koty się pobudziły. Miałczą do mnie na powitanie ze strychu, na którym sypiają w letniej porze. Zaraz przyniosę im świeże jedzonko. Wygłaskam porządnie. Tymczasem Misia, ta nasza cyrkówka sprawnie wspina się do nich po drabinie. Byleby być bliżej, powąchać albo i kłapnąć szczęką. Żaden z pozostałych naszych psów nie potrafi się wspinać. Nawet nie próbują takich sztuczek. Zresztą im koty nie dziwne, widziały je nie raz. Wiedzą dobrze, kto zacz. Nie raz pewnie spotkały się z ich ostrymi pazurkami, więc nie pchają się do nich wcale.  Misia zna tylko koci zapach, słyszy wydawane przez nie dźwięki. To dla niej wciąż fascynująca, nierozwiązana zagadka. Dlatego rozmiałczany strych jest dla niej nieodmiennie silnym wabikiem. Nie wiedząc jak wysoko wchodzi, nie boi się widocznie tej wysokości.  Dobrze, że drabina kończy się z pół metra przed wejściem na strych, bo i tam by pewnie się dostała i szalała za kotami skacząc po stosach siana. Czym prędzej odwodzę ją stamtąd stanowczym wołaniem” Misia, złaź! Złaź szybciutko!” Posłusznie złazi natychmiast ta moja kochana mądralka. Jest najmniejsza i najlżejsza z wszystkich psów. Dlatego czasem jeszcze z wysileniem biorę ją na ręce. Teraz też całą w emocjach przypada do mnie i wspina się aż do piersi prosząc bym ją dźwignęła i popieściła chwilkę. Mokrusieńka jest okropnie, ale tulę ją mocno do siebie, całuję w białą główkę, szepczę parę miłych słów na uszko a potem znowu stawiam ten słodki ciężar na trawie. Biegnie za mną w podskokach do domu.





   Jestem kompletnie przemoczona. Muszę się przebrać i wyjąc pranie z pralki, bo słyszę, że właśnie się skończyło. Powieszę je na dworze, bo nawet gdyby znowu popadało, to je tylko lepiej wypłucze a gdy wiatr pogórzański je przewieje i wysuszy porządnie, to pachnieć będzie piękniej niż wszystkie płyny do płukania razem wzięte.To będzie zapach łąk, traw, świeżego siana, wody, ziemi i nieba. Czy ktoś na świecie potrafi zrobić perfumy o tak cudownym aromacie?







   Oto początek dnia, do wieczora wydawałoby się tak wiele jeszcze godzin. Jednak przelecą one w try miga na pracy w ogrodzie, na zakupach, gotowaniu, myciu naczyń, sprzątaniu, karmieniu zwierzaków, być może też spacerze do lasu w poszukiwaniu pierwszych prawdziwków oraz pisaniu dalszego ciągu „Karczmy na rozstaju dróg”, o ile oczywiście czas pozwoli i najdzie mnie kolejna fala natchnienia. Piszę te moją "Karczmę" już od pół roku. Za mną już 31 części a końca tej toczącej się podczas drugiej wojny światowej historii póki co nie widać! Ale dobrze mi się pisze, więc póki mam pomysły na ciąg dalszy, będę kontynuować tę opowieść...




    Tymczasem kolejny dzionek roztacza przede mną swe wyzwania, nadzieje i obietnice. A potem znowu przyjdzie wieczór i jak nie będzie padać, to wyruszę z wiaderkiem ze słoną wodą na obchód moich włości…






W imieniu swoim i Cezarego pozdrawiam wszystkich serdecznie życząc obfitego deszczu tym, którzy czekają na deszcz oraz życzliwego słońca tym, którzy stęsknili się już za jego promieniami!:-)

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost