Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 października 2026

Świat ejaj...

 




Czy to piekło, czy to raj

Świat, gdzie pleni się ejaj

Chce uwagi, uczuć żąda

Kusi, mami i podgląda


Anioł, demon, bożek, dytko

Już się wciska nam we wszystko

Uśmiechając się promiennie

Woła: hej, skorzystaj ze mnie


Moja hojność nie zna miary

Chodź i przyjmij szczodre dary

Nie ociągaj się już człecze

Wszystkie smutki twe wyleczę


Dam przyjaciół avatary

Gdyś samotny i bez pary

Wskrzeszę bliskich twych i krewnych

Śmierć to stan dziś całkiem zbędny


Łatwo ze mną i przyjemnie

Więc korzystaj proszę ze mnie

Lęki twe to zabobony

Tyś wszak człowiek oświecony


Nie tkwij w średniowiecza mroku

Gdy tak dużo cudów wokół

Gdy odmieniam życie ludzkie

Zapełniając duszy pustkę


Chcesz jak dzikus przetrwać w kniei

Wierząc, że świat się odmieni

A gdy wstaniesz wnet ze snu

Dawno mnie nie będzie tu?


Ale będę tu i basta!

By zagarniać, pięknieć, wzrastać

I meblować życie nowe

Uwalniając od trosk głowę


Wyręczając cię w twym trudzie

Dając odpór biedzie, nudzie

Zastępując cię w robocie

Bawiąc w święta i na co dzień


Spytasz, jaka moja cena?

Och, niewielka! Strachu nie ma

Niepotrzebny będziesz wkrótce

Ale dzisiaj bierz mnie, głupcze!


   A ja po ponad półrocznej przerwie od pisania znowu o tej ejaj, jakby nie było ciekawszych tematów. Tematów jest mnóstwo, jednak nie o wszystkim chce się pisać a od czegoś trzeba zacząć (o ile rzecz jasna jest to jakieś zaczęcie, a nie chwilowy wybryk w blogowym milczeniu, bo i tak być może).

   Zaglądam ci ja na statystyki bloga a tu nadal tak samo jak było. Ejaj nie ma zamiaru odpuścić. Co więcej, zauważam, iż poczyna sobie jeszcze śmielej, gdyż coraz trudniej znaleźć w necie teksty czy filmiki nie posiłkujące się wiedzą ejajową, czy też zastępujące nią zupełnie twórczość ludzką. Nawet komentarze na blogach są niekiedy pisane przez sztuczną inteligencję, bo ludziom nie chce się samodzielnie myśleć i pisać.

   Ku czemu to wszystko zmierza? Czy jest na to jakaś rada i nadzieja? Mogłabym za mistrzem Młynarskim powtórzyć: „Róbmy swoje, póki jeszcze ciut się chce.” Ale czy się chce? I czy tego chcenia, tego samozaparcia wystarczy by ocalić chociażby kawałek starego, znanego nam świata? Czy to w ogóle jeszcze możliwe...?

   Dzisiaj to by było na tyle. Jak zawsze pozdrawiam Was serdecznie dziękując za Waszą obecność i pamięć. Ech! Wiele się podczas mojego niepisania zmieniło. Dookoła i we mnie. A w górach i na pogórzach? Już jesień...




czwartek, 19 lutego 2026

Pies i lis...

 

                                                                   lutowa odwilż w Jaworowie



- Dlaczego mnie gonisz spuszczony z uwięzi?

Zły warkot brzmi z twojej gardzieli

Wszak nasi dziadowie z tej samej gałęzi

I więcej nas łączy, niż dzieli

Skąd w tobie ta zazdrość o byle okruszek

O kurkę com zwędził tu wczoraj

Ciebie żywią ludzie a ja zdobyć muszę

Wszystko by przeżyć zdołać...


Tak do psa lis gadał zza płotu z daleka

Gdy poczuł, że nic mu nie grozi wcale

A burek z bezsilnej wściekłości zaszczekał

Bo za nic miał te lisie żale

- Ach, dopaść go, schwycić wnet w obłędzie

Oblizał się pies mocno ziając

- Aż kudły rudzielca fruwałyby wszędzie

Bo więcej wszak niewart, niż zając

- I gryzłbym go długo, szarpałbym nareszcie

Jak wczoraj szaraka polnego

Ach! To byłby tryumf pełny i szczęście

I mógłbym odpocząć od złego...


Lecz cóż to? Hen w płocie pies dziurę dostrzega

- Dopadnę go wnet! - serce dudni

Więc rusza, lisowi skręciła się noga

I wpadł raptem do starej studni

A tuż za nim psisko, leżą w dole mrocznym

Gdzie drapiąc się, gryząc zażarcie

Próbują wyjść na wierzch, ale nie ma po czym

Bo studnia ich więzi uparcie

Lodowatej wody sączy się strumyczek

Okrutnie podmywa im brzuchy

Coraz zimniej wokół, tylko granie kiszek

W krąg szemrze, że nie ma otuchy

Sami nie wylezą, zimno ich telepie

Bezradni wśród chłodu a złość gdzieś przepadła

W końcu się wtulili niby bracia w siebie

Pragnąc tylko ciepła, no i może jadła

Czas płynął a oni tam tkwili bez końca

Strwożeni, zmarznięci jak ślepe szczenięta

Stęsknieni promyka dalekiego słońca

O swarach niechcący pamiętać


Po dniach długich kilku, w głodzie i mokrości

Ktoś ich wreszcie znalazł w tym niechybnym grobie

Uwolnieni poszli cicho w swoje włości

Na odchodnym lekko kłaniając się sobie


Jak myślicie, czy długo potrwa zawieszenie broni?

Czy to rzecz możliwa by tam była zgoda?

Czas pokaże wszystko, niesnaski odsłoni

Ale żal mi pieska, no i liska szkoda...




   Jakiś czas temu przeczytałam w necie artykulik o zakończonej powodzeniem akcji ratowania psa i lisa, uwięzionych na dnie starej, nieużywanej od lat studni. Tekst ów dał mi sporo do myślenia i zalinkowałam go sobie wiedząc, że prędzej czy później coś na ten temat napiszę:

https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/pies-z-lisem-wpadli-do-studni-zwierz%C4%99ta-by%C5%82y-zzi%C4%99bni%C4%99te-i-wtulone-w-siebie/ar-AA1OLTqp?ocid=msedgntp&pc=U531&cvid=68f5c650df7b4c03932a5cb4de7602a6&ei=11

   Składając zaś gorzki w wymowie powyższy wiersz zastanowiłam się głębiej nad tym jak bardzo świat zwierzęcy i ludzki zdają się do siebie podobne. Jak wolimy się z sobą kłócić, obrzucać obelgami, gniewać się i poniżać wzajemnie, niż spojrzeć na sprawy z dystansem i darować sobie wszelkie prawdziwe czy urojone przewiny, a nawet spróbować zrobić wspólnie coś dobrego. Ostatnio okropny hejt wylewa się na Martę Nawrocką, wcześniej na jej córeczkę, bo przecież każda okazja jest dobra do hejtu, do zdobycia tym samym chwilowej popularności. Do chóralnego, pełnego pasji i pogardy nienawistnego obszczekiwania. Ach, ileż przyjemności i satysfakcji mają z tego ujadacze. Jak bardzo im ulży, gdy wypuszczą z siebie trochę jadu i złości a potem pójdą dalej udając niewinne baranki. Do czasu, rzecz jasna, gdy pojawi się nowa okazja do szyderstw i napaści. Druga strona sporu politycznego także nie pozostaje bezczynna. Zacierając z radości ręce bierze na tapetę tego czy tamtego polityka rządzącej koalicji albo też jego bliskich, bo nie istnieją żadne świętości. I znowu zaczyna się ostra jazda. Wszystkie chwyty dozwolone. Dokuczanie, obmawianie, oczernianie, podgryzanie, zwalczanie wszelkimi metodami. Wet za wet. Oko za oko...

   Czy to się kiedyś skończy? Ta wzajemna złość i zajadłość, ta nie przynosząca niczego dobrego plemienna wrogość? Być może żeby tak się stało musimy wszyscy wpaść do jakiejś głębokiej studni by zrozumieć, iż tak naprawdę wszyscy jesteśmy tacy sami, że w prawdziwej biedzie nie liczą się wzajemne animozje, ale zwyczajna ludzka bliskość, wsparcie, zrozumienie i pomoc...? Co mogłoby być taką studnią? Nawet nie chcę o tym dywagować, bo od razu najstraszniejsze rzeczy przychodzą mi na myśl. Ale wiecie co? Obawiam się, że nawet najokropniejsze położenie mogłoby nie być wystarczające by zakopać ów topór wojenny, by przynajmniej na chwilę nastała odwilż w naszych stosunkach. Bo jednak my, ludzie, mocno różnimy się od zwierząt, od psa i lisa. Niestety, na niekorzyść ludzi...





piątek, 24 października 2025

Rób, co każą...

 


   W ostatnich dniach mnóstwo liści opadło z drzew. Coraz trudniej już o ich zachwycające witraże. Do tego za oknem leje dziś jak z cebra. Krople deszczu uparcie tłuką się o parapety i dach a stare oraz nowe zmartwienia tak samo tłuką się po głowie...Żeby odegnać myśli od tego, co najbardziej obecnie zaburza mój spokój zaglądam na portale internetowe. Może znajdę tam jakieś wytchnienie i zapowiedź nadziei?Może świat jakimś cudem zdołał już wydostać się z matrixa i nareszcie oddycha normalnością? Niestety, ale już po kilku minutach lektury przekonuję się z przykrością, iż świat internetowych newsów, tak jak można się było domyślać – pozostaje bez zmian. Do znudzenia nadaje ten sam przekaz. Z tego wszystkiego zrodził mi się kolejny wiersz z gatunku tych, które zwykle umieszczam w zakładce „wiersze z czasów upadku”...


Rób, co każą...


Zostań w domu, uchodź z domu

Nie zadawaj prostych pytań

Władzom, mediom i nikomu

Bądź posłuszny – każą - zmykaj!


Każą – zostań! - tkwij w chałupie!

By grą z kompa się podniecać

Bądź bezmyślny – siedź na dupie

Każą zwiewać? - szykuj plecak


Świat biznesy robi wielkie

Świat się Twoim strachem poi

Ty nabity znów w butelkę

Masz się bać? A więc się boisz


Jeśli zwątpisz w te ich brednie

Mówić wbrew im się odważysz

To uciszą Cię bezwzględnie

Bo cenzura tkwi na straży


Gdy narrację ich odrzucasz

Nie znalazłszy w niej logiki

Nazwą” ruska Cię onuca”

Bo tak tłumią wszelkie krzyki


Tak to stale wciąż się toczy

Tak to jest już od zarania

Lecz na wszystko zamknij oczy

Znów nic nie miej do gadania


Zostań w domu, uchodź z domu

Ufaj im wciąż bezgranicznie

Nie śmiej nawet po kryjomu

Szukać prawdy w tym matrixie


Zaganiany, wyganiany

Zamilczany, zakrzyczany

Biedny człeku – rób, co każą

Bo Cię z planszy wnet wymażą...*



*A propos wymazania z planszy...Czy ciekawi jesteście ile na świecie ludzi siedzi dzisiaj w więzieniach (lub w jakikolwiek inny sposób podlega nadzorowi i ograniczeniom) za wolność słowa w Internecie, czyli za mówienie czy pisanie tego, co nie podoba się władzom danego kraju? Poniższe zestawienie da nam na to pytanie nieco szokującą, moim zdaniem, odpowiedź.


Na Węgrzech to 10 osób.

W Azerbejdżanie - 13 osób.

W Arabii Saudyjskiej – 15 osób.

W Egipcie – 20 osób.

W Wietnamie – 45 osób.

W Stanach Zjednoczonych – 50 osób.

W Indiach – 100 osób.

W Iranie – 100 osób.

W Syrii – 140 osób.

W Tajlandii – 260 osób.

W Rosji – 400 osób.

W Turcji – 500 osób.

W Chinach – 1500 osób.

W Niemczech – 3500 osób.

W Białorusi – 6200 osób.

W Wielkiej Brytanii – 12183 osoby!

W Polsce – 300 osób.

Powyższe dane pochodzą z września tego roku. Opublikował je na swojej stronie jeden z opozycyjnych działaczy brytyjskiej Partii Konserwatywnej Nigela Faraga.

P.S.

Pamiętacie zapewne, iż ktoś kiedyś usłużnie doniósł na mojego bloga wykrywając na nim tekst zawierający treści niezgodne z obowiązującą obecnie poprawnością polityczną. I wkrótce ów tekst mi z bloga usunięto. Zatem owe rzeczy związane z cenzurą zdarzają się wszędzie i dotyczyć mogą każdego z nas. Zdaje mi się, że przerosło to wszystko nawet Orwella wraz z jego ogromną wyobraźnią i umiejętnością przewidywania dystopijnej przyszłości...Czy wobec tego na blogach mamy stosować autocenzurę i dostosowywać się do tej coraz bardziej dziwacznej rzeczywistości? Wszak tyle jest bezpiecznych tematów...

Linki, na które warto zajrzeć: 

https://www.gov.uk/government/statistics/hate-crime-england-and-wales-year-ending-march-2024/hate-crime-england-and-wales-year-ending-march-2024


https://hatecrime.osce.org/hate-crime-data


https://polishexpress.eu/wzrost-liczby-zarejestrowanych-przestepstw-z-nienawisci-to-dobra-rzecz-

oznacza-ze-policja-wykonuje-swoja-prace-wypowiedz-priti-patel-znow-wzbudzila-kontrowersje/


https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/areszt-za-okrzyk-kochamy-bekon-absurdalny-przypadek-totalitaryzmu-w-wielkiej-brytanii#google_vignette

https://www.youtube.com/watch?v=f3UNGu8o0HE


czwartek, 16 października 2025

Witraże liści...

 



Gdy patrzę przez witraże kolorowych liści

I w oczach mi się mieni od barwnych pryzmatów

To mocno chcę uwierzyć, że to mi się nie śni

A świat jest takim właśnie – najlepszym ze światów




Wszystko inne złuda, cała reszta – mary

I nie ma się co trapić – lecz sycić radością

Bo oto raj na ziemi, bo trwają w krąg czary

Ten moment jest prawdziwą, jedyną wiecznością





Tak myślę, kiedy słonko gładzi rzeczywistość

I znów jestem dziewczyną, co tanecznym krokiem

Lekka niby anioł zmierza w dobrą przyszłość

Bo ufa, że bezkresne szczęście jest za rogiem




Niech tylko te witraże migoczą bez końca

Niech niebo się rozjaśnia błękitnym uśmiechem

Bo tyle wszak zależy od tej mocy słońca

Wszystko z niej wypływa, żyje jej oddechem




Zdarzają się wciąż jeszcze te chwile zachwyceń

Choć coraz mniej ich dzisiaj, niż kiedyś przed laty

Tym bardziej je doceniam, na zapas się sycę

Gdy duszę rozświetlają tęczowe pryzmaty...






sobota, 24 maja 2025

Cóż szkodzi powiedzieć...?

 




Cóż szkodzi powiedzieć? Obiecać cóż szkodzi?

Słowa bez pokrycia leją się strumieniem

Łgają z lewa, z prawa, kłamią starzy, młodzi

Bajki dla naiwnych, kolejne zwodzenie


„Cóż szkodzi obiecać” – hula nowa heca

Ta żałosna farsa z wyborczego garnca

Mnóstwo tych hec co dzień w realu i w necie

Jeden z drugim mąci, wymyśla i plecie


Wykopują zewsząd afery, ploteczki

Historyjki mętne z zapleśniałej beczki

Byleby się działo, byle lud dał wiarę

W te skandale dęte, brodate bo stare


Cóż szkodzi powiedzieć? Obiecać cóż szkodzi?

Wzywają by wsiadać do dziurawej łodzi

Dziury ukrywają gładkimi słowami

Wzywają, lecz gardzą wszak pasażerami


Bo my – ciemna masa. Istotna przez mgnienie

Jak mięso armatnie, jak owiec spędzenie

Potem się nas wepchnie do ciasnej wygódki

By nie słyszeć jęków zniewolonej trzódki


Wszak liczy się władza, władza jak narkotyk

Honor, prawda, wiara? To zbędne kłopoty

Ciągle mają pamięć złotej rybki ludzie

Znowu zaufają wyborczej obłudzie


Tak więc w czas wyborów brednie nam się wciska

Niech się nażre ludek, niech trwają igrzyska

Plecie się androny. Jakie? Wszystko jedno

Cóż szkodzi obiecać? Oto całe sedno...


poniedziałek, 20 stycznia 2025

Wzdęcia…



 …No cóż. Życie codzienne swoje, a świat swoje. Choćbyśmy się w naszej zwyczajnej codzienności starali żyć jak najuczciwiej, jak najnormalniej, prosto i zgodnie z logiką, prawem oraz tradycją, to w świecie zewnętrznym wciąż się człowiek natyka na jakieś absurdy. I wydaje się, iż tych absurdalnych informacji, idiotycznych wiadomości jest jakby z dnia na dzień coraz więcej. W ostatnich dniach przyjęłam z niedowierzaniem zdumiewającą informację, że także płoty mają być opodatkowane! Wprawdzie jeszcze prywatni właściciele posesji nie muszą płacić płotowych podatków, ale firmy i instytucje – jak najbardziej! Oj, cienko widać przędzie nasze ukochane państwo, skoro do ściągania tak kretyńskich haraczy musi się posuwać. Koń by się uśmiał.  A może i krowa. Tym jednak ostatnio jakoś nie do śmiechu...



    Napisać chcę teraz o absurdzie, który zszokował, rozśmieszył a w końcu i przeraził mnie najbardziej w ubiegłym roku. Jest to wiadomość o tym, że wiele państw w Europie i na świecie postanowiło dodawać bydłu do pasz dodatek zmniejszający puszczanie bąków i bekanie. Posądza się bowiem biedne krowy o to, że to one pierdząc nagminnie i bezwstydnie przyczyniają się do ocieplenia klimatu. Trzeba było zatem coś wymyślić aby koniecznie zmniejszyć ilość wydalanego przez nie metanu. I proszę bardzo. W try miga usłużni naukowcy wykoncypowali wspaniałą metodę. Wynaleziono środek chemiczny o nazwie Bovaer, który to w kilkudziesięciu procentach eliminować ma z krowich wiatrów metan i zamieniać go w CO2. Wprawdzie CO2 też jest oskarżany o złowrogi wpływ na klimat, ale ów wpływ jest ponoć mniejszy niż zabójczy metan. Tak czy siak Bovaer został dopuszczony do obrotu w UE w lutym 2022 roku. W Polsce też kilka firm przymierza się do jego stosowania.



   Zapewnia się, iż ów Bovaer nie przenika do mleka oraz do tkanek krów, że jest absolutnie nieszkodliwy a do tego całkowicie bezpieczny i skuteczny. Jednak czy czegoś nam ta narracja nie przypomina? Czy już ktoś nas w ten sposób o czymś nie zapewniał?

   Poczytałam trochę na ten temat i oto, czego się dowiedziałam. Otóż ów cudowny środek testowano najpierw na szczurach. Po jakimś czasie okazało się, iż karmione cudownym Boaverem samce szczurów stały się bezpłodne. Natomiast w ciałach wielu z nich, poddanych sekcji zwłok znaleziono liczne guzy i nowotwory. Ale to przecież tylko szczury, nie ma zatem czym się przejmować…A co z samymi krowami? Czy dodatek do ich pasz Boaveru nie wpływa na nie negatywnie? Zaobserwowano, iż częstowane tym chemicznym środkiem krasule mają o wiele mniejsze pragnienie, niż inne krówki. A to z kolei wpływa nie najlepiej na wyniki ich morfologii krwi oraz na ilość oraz jakość produkowanego przez nie mleka. Okazuje się także, iż jednak wbrew zapewnieniom producentów składniki aktywne Boaveru przenikają do mleka, tkanek, kału oraz moczu krów. Zatem od jakiegoś czasu w środowisku krąży już ów chemiczny środek i w jakiś sposób na nie wpływa. Zapewne także na ludzi. Ale nic to! Wszak korzyści przewyższają ryzyko! Należy się przecież cieszyć, bo dzięki genialnemu Bovaerowi klimat będzie uratowany a ktokolwiek by to negował ten szur i płaskoziemiec!

   Uff! Każdy niech wyciągnie wnioski dla siebie. A ja nie byłabym sobą, gdybym owego tematu nie przerobiła na wiersz, a nawet piosenkę bowiem czasami podśpiewuję sobie poniższy tekst,  gdy najdzie mnie chęć na szydercze podsumowanie największych idiotyzmów ubiegłego roku…



Dookoła się rozrasta

Wielki dom wariatów

Kto tak drożdże pcha do ciasta?

Rzesza biurokratów

Oni wszystko lepiej wiedzą

W tryby biorą ziemię

Teraz wzięli się za krowy

Za to ich pierdzenie

Muszą szybko szukać rady

Bo planeta płonie

Trzeba krowom zatkać zady

Trosk wnet będzie koniec

 

A Ty wierć, palcem wierć

W nosie póki możesz

A Ty pierdź, w kącie siedź

W dobrym trwaj humorze…

 

Lek na wzdęcia dziś w matrixie

Dają biednym krowom

Ale milczą oczywiście

Gdy huk wojen obok

Cóż, że bomby, że pociski

Ryją biedną ziemię

Lecz interes kwitnie wszystkim

Niechaj więc się dzieje

Roundup w zbożach, plastik w rzekach  

                           Śmieci wielkie wyspy                                 

                          Ale tlenek węgla, metan                          

                         To wrogowie wszyscy                                

 

A Ty wierć, palcem wierć

W nosie póki możesz

A Ty pierdź, w kącie siedź

W dobrym trwaj humorze…

 

Dziś planeta cała cierpi

Na ogromne wzdęcia

Kłamstw i oszustw gaz ją gnębi

Ból jej trzewia skręca

Bo brat brata wciąż wyprawia

Hen za most tęczowy

A wariaci wznoszą brawa

Że nie pierdzą krowy

Ulgę ziemi wnet przyniesie

Wielkie BUM już wkrótce

Wróci spokój, wróci szczęście

W ciemnej, głuchej pustce…

 

A Ty wierć, palcem wierć…

W nosie póki możesz

A Ty pierdź, w kącie siedź

W dobrym trwaj humorze…

  


Oto katalog farm nie dodających bydłu do pasz Bovaeru
w Australii:

Poniżej katalog farm w UK nie dodajacych bydłu do pasz Bovaeru
w Wielkiej Brytanii 

piątek, 18 października 2024

Znudzeni…

 



 

Są ludzie znudzeni wciąż wszystkim

Nie cieszą się listkiem złocistym

A gryząc miętowe cud - dropsy

Ach, nudzą się, nudzą jak mopsy

 

Zmęczeni są życiem od razu

W ich twarzy nie znajdziesz wyrazu

Najmniejszej choć ciekawości

Marudzą w duchowej nicości:

 

Na łące? Nic poza łąką

Raz znika, raz świeci tam słonko

Raz sucha, raz mokra jest ziemia

Poza tym nic się nie zmienia

 

A w lesie? Nic poza lasem

Są liście i nie ma ich czasem

Polana wyłania się z cienia

Poza tym nic się nie zmienia

 

A w górach? Są tylko góry

Uparcie się pną prosto w chmury

Raz cisza, raz szmer tam strumienia

Poza tym nic się nie zmienia

 

A ogród? Znów o tym ogrodzie!

To samo w nim widać wszak co dzień

Wciąż ogrom roboty, zmęczenia

Poza tym nic się nie zmienia

 

Nad morzem? Nic poza morzem

Raz w szarym, raz w burym kolorze

I po cóż te wiersze i  pienia?

Od dawna się nic tam nie zmienia

 

***

 

Zdarzają się tacy i będą

Co zawsze im jest wszystko jedno

Mgła nudy utkwiła w ich oku

I ślepi są na to, co wokół

 

Lecz marzą, że kiedyś w przestrzeni

Przygody ich świat opromieni

Ogarnie zabawa beztroska

A póki co – gryzą dropsa…




















niedziela, 13 października 2024

Spokój najważniejszy...

 


 

   Przepraszam za małe zamieszanie na blogu. To ja schowałam wczoraj poprzedniego posta do wersji roboczych. Zrobiłam to impulsywnie widząc, że coś dziwnego dzieje się w statystykach bloga. Zerknęłam tam wieczorem i zauważyłam, iż pojawił się tam ten sam ktoś ze strony oficjalnej bloggera, kto pojawił się wówczas, gdy zaistniała sprawa z usunięciem tekstu pt. „Zaufać”. Na dodatek była tam też widoczna jakaś tajemnicza, bo anonimowa osoba, która skryta za VPN czy czymś w tym rodzaju zagląda na bloga w celach raczej nieprzyjaznych. Mój Czarek na tyle dobrze zna się na sprawach komputerowych i informatycznych, że jest w stanie rozpoznać, kto zacz a z tego jednoznacznie wynika, iż ów ukrywający się gość na pewno nie życzy mi dobrze, gdyż parę razy złośliwie wypowiadał się na mój temat. Przypuszczamy nawet, iż może to być ów tajemniczy donosiciel…

   Nieoczekiwanie dla siebie bardzo się zdenerwowałam. Oboje zaniepokoiliśmy się tym, co zobaczyliśmy. Dlaczego? Otóż od czasu sprawy z donosem nie czujemy się pewnie na naszym blogu. Mamy wrażenie, iż wpadłszy w oko oku Saurona, straciliśmy poczucie blogowego bezpieczeństwa. I zniknęła gdzieś swoboda pisania. Przepadło uczucie wolności wyrażania myśli. Został dziwny, podskórny niepokój…

   Może to przesada, może paranoja, ale tak właśnie jest. Nie chciałabym by ktoś czujący się autorytarnym władcą i cenzorem panował nad tym blogiem. By decydował, co wolno mi a co nie wolno publikować. By zastraszał mnie usunięciem kolejnych postów albo całego bloga.

   Dlatego sama zdecydowałam o cofnięciu (przynajmniej na razie) publikacji poprzedniego posta o państwie na „i”.  Ale mam nadzieję, iż znacie moje zdanie w tej kwestii. Wiecie, że uważam za ogromną niegodziwość  to, co owo państwo wyczynia. I doceniam wszystkie Wasze komentarze na ten temat. Ogromnie Wam za nie dziękuję.

   Nie chcę się denerwować, bo żadna ze mnie siłaczka ani bojowniczka. Muszę uspokoić emocje, bo za dużo ich teraz we mnie. Tak, najważniejszy jest spokój, bo inaczej spalę się jak świeczka i niczego więcej już tu nie napiszę.

   Powinnam się nieco wyciszyć. Tak czuję. I Cezary obserwując moje reakcje uważa podobnie.

A w ramach tego wyciszenia publikuję poniżej wiersz, który dawno temu był już na blogu, ale czasem warto próbować wrócić do dawnej siebie. Nawet jeśli jest to niemożliwe…

 

Spokój

 

Otwieram książkę ze spokojem

   On tam cichutko sobie drzemie

   Budzi się, zerka ufnym okiem

   Bo ujrzeć we mnie chce nadzieję

 

   Że go dostrzegę i docenię

   Że go nie oddam nigdy za nic

   Bo jest największym mym marzeniem

   Bo ma tęsknota nie ma granic

 

   W tej książce cudne są obrazki

   Łąka i ganek, lasek, wioska

   Tylko tam wniknąć, złapać blaski

   Przysiąść bezpiecznie i już zostać

 

   I znów zasypiam nad lekturą

   I śnię o cudach spokojności

   Niektóre sny się spełniać lubią

   Potrzeba tylko cierpliwości...

 


niedziela, 7 lipca 2024

Wędruję po łące…

 



 

Wędruję po łące, ziół dostrzegam mnogość

Zioła znaczą zdrowie a łąka to wolność

Więcej nic nie trzeba w ten czas południowy

Niźli iść przed siebie poprzez łan ziołowy










Mieć nad sobą niebo pogodnie lipcowe

A do tego wolną od trosk wiernych głowę

Zbierać do koszyka dziurawcowe kwiecie

Wędrując przed siebie w tym łąkowym świecie








Rzadko się odczuwa taki cud istnienia

Gdy się w jedno splata dusza, niebo, ziemia

Gdy nie parzy dotyk lipcowego słońca

Chce się iść w czar łąki, choćby i bez końca…















Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost