Chciałabym
pokazać wam tutaj trochę najnowszych zdjęć zrobionych podczas zeszłego tygodnia
w naszym ogrodzie i wokół niego. Chciałabym żebyście mogli zobaczyć jak śmiało
poczyna sobie wiosna, która ożywiona mocą słońca każe rozkwitać drzewkom
owocowym i zwyczajnym mleczom, zielenić się brzozom i wierzbom, tworzyć nabrzmiałe
pączki na lipie – staruszce oraz na krzewach bzu, dyrygować śpiewem ptaków i kumkaniem żab, budzić
dokuczliwe muszki i inne latające owady, coraz bardziej rozbłękitniać niebo i
kolorować widok pobliskiego lasu, rozweselać psy a nam wystawiać twarze ku
życzliwym promieniom. Tak, chciałabym to tutaj pokazać, tylko nie wiem, czy się
to uda, gdyż wkradł się na blogi jakiś złośliwy wirus, który sprawia, że
publikowane wcześniej zdjęcia znikają, zakryte przez maskę dziwacznego okienka
z ironicznie (moim zdaniem) uśmiechniętą gębusią. Nie mam na ten irytujący stan
rzeczy żadnego wpływu, tak jak nic nie mogę poradzić na przymus noszenia przez
nas wszystkich uprzykrzającej życie maski.
A miałam,
niestety, w ubiegłym tygodniu okazję poznać na samej sobie, jak niewygodna jest
taka maseczka, choć uszyta przez mnie z mięciutkiego materiału, choć dopasowana
i przyjemnie błękitna jak kawałek nieba. Ważne i niecierpiące zwłoki sprawy
kazały jechać mnie i Cezaremu do miasta a traf chciał, że stało się to w
pierwszym dniu obowiązywania narodowej maskarady. Dobrze, że parę dni
wcześniej, tknięta jakimś przeczuciem uszyłam dla nas obojga maseczki. Miały
czekać na jakiś odległy czas, gdy będziemy musieli wyprawić się z naszego
bezpiecznego siedliska. Jednak los chciał, że pojawiła się pilna konieczność
wyruszenia stąd ku cywilizacji już w ubiegły czwartek i piątek.
Szokiem jest
takie zetknięcie się po paru tygodniach dobrowolnej kwarantanny z ową opanowaną
przez strach przed wirusem ludzkością. Szokiem widok zamaskowanych oraz
odzianych w gumowe rękawiczki osobników, długich kolejek do sklepów, z odległością
międzyludzką już nawet nie dwu, ale i pięciometrową, szokiem milczenie tych
ludzi w kolejce i popatrywanie na siebie z podejrzliwością a nawet lękiem.
Przez te parę tygodni świat jeszcze bardziej oszalał, upodobnił się do
rzeczywistości z książek Orwella i Huxleya. A widać to tym wyraźniej, im
bardziej nasza tutejsza, wiejska, oparta na bliskości z naturą rzeczywistość
nie zmienia się wcale a jeśli już to tylko na lepsze, bo coraz cieplej i
barwniej dookoła. Ale wracając do maseczki, to nie wiem, czy da się do stałego noszenia
jej przyzwyczaić. Bo to nie dość, że okulary się pocą, to skóra pod spodem
swędzi, to gorąco jest i duszno, to wciąż człowieka korci (choć nie wolno),
żeby poprawić to ustrojstwo, uwolnić choć na chwilę nos, podrapać go i
wydmuchać go w chusteczkę, bo wciąż ma się wrażenie, że się zapycha. I co z tego, że niektóre z tychże przesłon na
twarz są nawet ładne i pomysłowe, skoro tak w nich niewygodnie, a ponoć i
niezdrowo, bo chcąc nie chcąc wdycha się osiadające na materiale wirusy i
bakterie, które w innych okolicznościach rozpierzchły by się daleko wraz z
powietrzem? No i niepokoi ta perspektywa ich noszenia - wielomiesięczna może i kilkuletnia. Takoż i nieprzepuszczających
powietrza rękawiczek, pod którymi skóra spływa potem. Jeszcze teraz wiaterek
nieco chłodzi nasze rozgrzane ciała i twarze a co będzie latem które znowu
zapowiada się sucho i upalnie? Może maseczka to mniejsze zło a może nie…Wszystko
okaże się z czasem. W końcu wszelkie maski zostaną zdjęte, płatki kwiatów opadną a drzewa wydadzą owoce...
Ech, życie, życie…Czy ktokolwiek z nas jeszcze
dwa miesiące temu mógł przypuszczać jak bardzo zmieni się nasza zwyczajna,
nieco nudna codzienność? Jakie będą nami targać emocje? Jakie pojawią się lęki,
frustracje, niemożności, zakazy i nakazy, mury międzyludzkie, moralne dylematy?
Przeczytałam niedawno na którymś z
internetowych portali, iż w stanie Georgia w USA, z powodu ogromnej ilości
zachorowań także wprowadzono przymus zamaskowywania oblicz ludzkich a ponieważ
każda zasłona jest lepsza od żadnej zniesiono tam nawet wieloletni zakaz
ubierania białych, spiczastych kapturów Ku Klux Klanu. Kto wie, może w tych prześcieradłach
na głowach jest nieco wygodniej niż w zwyczajnych, mocno przylegających do
skóry maseczkach? Ale skoro znowu wolno chodzić w tychże prześcieradłach, czy
nie doprowadzi to to wznowienia działalności tegoż ponurego stowarzyszenia ?( o ile oczywiście ta informacja o kapturach jest prawdą a nie kolejnym fake newsem). Pewnie
więcej obserwacji, refleksji i spostrzeżeń ma w związku z tym mieszkająca od kilku lat w
tym stanie Maria K., autorka świetnego podróżniczego bloga „Pakuj walizki”( Pakuj walizki ).
A wracając do
naszego „tu i teraz”( w obecnych czasach cały świat dzieli podobne troski, więc
coraz bardziej rozmywają się wszelkie podziały i granice, wszyscy jedziemy na
tym samym wózku.) - to jakoś trzeba sobie z tym wszystkim radzić. Oby tylko
zdrowie było. Oby nic się do nas nie przyczepiło, nie zaburzyło resztek normalności
i spokoju. Oby mieć coś, co pociesza, oddala, przywraca równowagę, uśmiech, radość
życia i nadzieję. Dla nas z Cezarym ratunkiem w tej sytuacji jest obcowanie z
przyrodą w ogrodzie. Są spacery do lasu, które (o szczęście niepojęte!) znowu
będą możliwe od poniedziałku. Jest rozmowa z rodziną, sąsiadami i znajomymi
(niestety, głownie telefoniczna). Jest oglądanie wesołych memów i filmików na
YT, albo wręcz przeciwnie, zapoznawanie się z tymi traktującymi na serio o tym,
co się dzieje, po obejrzeniu których coraz wyraźniej rozumiemy jak łatwo można
zmanipulować i zastraszyć ludzkość, jak pokrętne mogą być interesy
niewidzialnych władców tego świata i jak mocno w obecnej sytuacji trzeba bronić
swego instynktu, rozsądku, moralności, wolności wewnętrznej i niezależności.
A co do
tytułowej maskarady, to pod spodem wklejam linka do piosenki pod tym tytułem
śpiewanej przez wspaniałą Stanisławę Celińską. Już w zeszłym roku chciałam
polecić tutaj wysłuchanie tej pieśni, ale wciąż inne tematy zdawały mi się pilniejsze.
Polecam zatem ją teraz, tym bardziej, iż jej słowa nabrały obecnie zupełnie
nowego wymiaru.
Pozdrawiam Was
serdecznie od nas obojga i kończę tego posta z nadzieją, że zamieszczone tutaj zdjęcia
będą widoczne, że nie zakryje ich jakaś wirtualny, zamaskowany wirus
internetowy. A gdyby nawet zakrył, to zapewniam Was, że świat za oknem z dnia
na dzień jest coraz piękniejszy, że natura nie straciła swojej prawdziwości
oraz pozytywnego oddziaływania na ludzkość i wystarczy tylko otworzyć oczy i mimo
jakiejkolwiek maski by zobaczyć to, co powinno być dostrzeżone!:-)*


















