…Zgodnie z postanowieniem zajrzałam do każdego z polecanych przez Was blogów ( za wszystkie Wasze propozycje raz jeszcze serdecznie dziękuję). W kilka z nich zagłębiłam się wnikliwiej, kilkukrotnie wczytując się w stare posty (oraz komentarze pod nimi), starając się wyrobić swoją opinię, dostrzec coś wyjątkowego a przede wszystkim sprawiającego, że miałabym ochotę bywać na danych blogach częściej. Muszę Wam jednak szczerze wyznać, że spośród zaproponowanych przez Was stron niewiele znalazłam takich, które mocniej poruszyły coś w mym sercu i w umyśle. Okazuje się, że jestem w tym względzie albo tak wybredna jak księżniczka na ziarnku grochu i przejawiam zdecydowanie zbyt wygórowane, nieprzystające do rzeczywistości wymagania, albo mam zupełnie inny gust, niż osoby, które mi dane blogi poleciły. Nie ma w tym nic dziwnego. W końcu każdy z nas jest różny i ma prawo różne rzeczy lubić, inne, cenne dla niego wartości zauważać i preferować. Jedni szukają w cudzych blogach odbicia samych siebie, inni furtek do innych, nieznanych dotąd światów. A jeszcze inni lubią łączyć ze sobą jedno i drugie…
Być może minął już dla mnie czas magicznych, nagłych olśnień oraz entuzjastycznego zakochiwania się w blogach. A jeśli tak właśnie jest, to trochę smutno, trochę żal, bo oznaczałoby, że coś się we mnie niestety zmieniło i ni z tego ni z owego z młodej duchem, otwartej i spragnionej nowych wrażeń istoty, przekształciłam się w skostniałą w swych upodobaniach, surową w osądach starszą panią. Bo to, że nic mnie jakoś nadzwyczajnie nie urzekło, to moim zdaniem absolutnie nie wina owych blogów. Niektóre z nich są na naprawdę wysokim poziomie, jeśli chodzi o oryginalny pomysł, o jakość i sposób pisania, wartość artystyczną, czy też urodę prezentowanych zdjęć. Ech! To chyba we mnie zaczyna już brakować tych bezcennych iskierek, które mogłyby przerodzić się jeszcze w żar a potem w ogień fascynacji. Czy wynika to z mojego wieku i wywodzącego się z niego pewnego rodzaju znużenia wszystkim co było oraz przesytu wobec tego, co jest? A może z blogami jest tak jak z piosenkami – najbardziej lubi się i wraca do tych, które już się zna? Trudno mi w tej chwili wyrokować. Tak czy siak, niestety, ze smutkiem stwierdzam, iż ani razu nie poczułam się jak podróżnik, który dotarł na zaczarowaną wyspę. Czyżby było to w moim przypadku nazbyt naiwnym, idealistycznym marzeniem…?
Spośród polecanych przez Was blogów wybrałam i pokrótce omówię kilka, w które uznałam, iż zdecydowanie warto zajrzeć, które mają w sobie coś przyciągającego uwagę, wyjątkową pasję, jakąś specyficzną kolorystykę czy nastrój, i których autorzy budzą sympatię, szacunek a czasem i podziw. A niektóre z owych stron mają w sobie lekkość oraz powab wolnych, śmiałych, kolorowych ptaków. Dlatego zupełnie nie dziwię się, że owe blogi są czytane, lubiane, komentowane. Co więcej: postanowiłam te kilka poniższych blogów dołączyć do mojej listy obserwowanych stron i bywać tam, ilekroć ich autorzy zamieszą kolejny wpis.
1. Blog historyczno-obyczajowy Agnieszki Lisak ( polecony przez Lenkę)
To strona prowadzona przez prawniczkę, pasjonatkę historii XIX wiecznej, autorkę kilku książek. Pani Agnieszka zamieszcza na swym blogu mnóstwo ciekawostek na temat sztuki, mody, obyczajów w minionych wiekach. Jej teksty okraszone są fotografiami obrazów, grafik czy też fotografiami historycznych dokumentów. Autorka aby dotrzeć do źródłowej wiedzy na jakiś temat przeszukuje zbiory muzealne, archiwa i biblioteki. Za swoją twórczość jest nagradzana, zapraszana do wygłaszania prelekcji w szkołach, muzeach, w radiu i telewizji.
W ostatnio opublikowanym poście opowiada o roli cyrulika w dawnej Polsce, o używanych przez niego narzędziach i o charakterystycznych misach będących symbolami profesji balwierza…
Dlaczego spodobał mi się ten blog? Cóż. Chyba od czasu przeczytanej w dziewczęcych latach „Godziny pąsowej róży” fascynował mnie XIX wiek. Czasy niby tak bardzo nieodległe a jednak kompletnie od naszych inne…
2. „Szum moich myśli” – refleksyjny, pełen ciepła i poezji blog Ismeny (polecony przez Basię Wójcik)
W jednym ze starszych postów napisała o sobie tak: „Piszę, bo lubię. Piszę, bo chcę. Zresztą natchnienie nie czeka aż znajdę odpowiednią chwilę. Natchnienie przychodzi niespodziewanie i nie zostawia ci wyjścia. Muszę więc mieć zawsze przygotowany ołówek i kartkę.
Czytam, bo lubię. Czytam, bo chcę. Lubię znaleźć się w innym świecie, nieraz podobnym do obecnego, jednak różniącym się w każdym stopniu. Czytanie jednak może, a czasem musi poczekać na odpowiednią chwilę.” Bardzo bliskie mi są te słowa Ismeny oraz styl jej pisania…
3. "Ciurkot". Blog marzycielki, płowowłosej dziewczyny o imieniu Aleksandra (polecony przez Jael)
Autorka bloga ma kilka kotów, kocha je i opiekuje się nimi z oddaniem, dlatego też wiele jej tekstów o kocim świecie właśnie traktuje. Mnóstwo u niej także pięknych a do tego doskonałych technicznie zdjęć kotów. Jednak, co ważne dla mnie, nie jest monotematyczna. Interesuje się także podróżami, muzyką, rękodziełem, zdrowiem, psychologią i samorozwojem. To artystyczna , niełatwa do opisania w prostych słowach istota. Mnie ujęła w jej postaci rzadko spotykana wrażliwość i delikatność oraz jakiś rodzaj bezradności, melancholii, tęsknoty czy też smutku, który przewija się w wielu jej tekstach. Aleksandra kojarzy mi się ze mną samą sprzed kilkudziesięciu lat…
4. Blog Starej Kobiety, autorstwa błyskotliwej i refleksyjnej pani, która choć nazywa się „starą”, to absolutnie na to nie wygląda a i pisze jak osoba młoda duchem, choć bogata w wiedzę i doświadczenia życiowe (polecony mi przez Anonimową czytelniczkę)
http://www.starakobieta-i-ja.pl/
To blog refleksyjny wielotematyczny (a takie chyba lubię najbardziej). Autorka interesuje się obyczajami, kulturą, domem, kuchnią, modą oraz polityką. A pisze na tak wysokim poziomie, że jej tekstów nie powstydziłoby się żadne szanujące się czasopismo.
Czytając jej teksty można się uśmiechnąć, można się też zamyślić i rozrzewnić. Poniżej fragment jej zaduszkowego postu:
„Nie ma dnia, żebym w anegdocie, wspomnieniach różnego rodzaju, nie wspominała ICH. Przychodzą czasem we śnie i udzielają mi rad, coś podpowiadają. W ciągu dnia, codzienności... myślę, że Tato jest na rybach, Mama zaraz wejdzie i powie, że znowu porozrzucałam książki, a tu zaraz obiad będzie. Na to Babcia: daj jej spokój, na obiad jeszcze nie pora, weź tu zjedz ciasteczko, bo chyba ci cukier spadł ;-)”
I na koniec jeszcze jedno ode mnie…Nie poddaję się. Nie porzucam marzeń.
Nie chcę skostnieć w starych nawykach i z rezerwą podchodzić do nowych wyzwań. Zamierzam
nadal wypatrywać ciekawych, wartych poznania i rekomendacji stron. I zawsze
będę otwarta na propozycje z Waszej strony z wdzięcznością je od Was przyjmując
i z ciekawością wędrując po nowych miejscach a potem dalej do kolejnych
wyłaniających się na horyzoncie tajemniczych okolic.
Póki zatem bloguję, póty żegluję po tym oceanie przeróżnych internetowych treści i jest szansa, że przypadkiem albo przy Waszej pomocy uda mi się odnaleźć jeszcze niejednego, skrywającego się pośród wód i przestworzy cud - ptaka…
* Ilustracją powyższego posta są ptaki sfotografowane w Australii