Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eutanazja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eutanazja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 września 2024

Kanada i …śmierć…

 



 

   … Jedyną pewnością dla każdego z nas wydaje się być śmierć. Ale ta pewność mało kogo wzmacnia i uspokaja, mało komu wlewa w serce sens, mało komu się do jej realizacji śpieszy. No chyba, że jest się już krańcowo zmęczonym życiem, bardzo się cierpi albo jest się ciężko, nieuleczalnie chorym i śmierć jawi się wówczas jako wytchnienie, upragnione wybawienie lub też ostatnia deska ratunku, gdy owo cierpienie fizyczne bądź psychiczne staje się nie do wytrzymania. Zapewne dla wielu samobójców odebranie sobie życia jest właśnie takim ostatecznym aktem uwolnienia się od bólu istnienia. Jedynym, co można jeszcze dla siebie samego zrobić. Ostatnią możliwością wyrażenia swej wolnej woli.

   Żyjemy w takich czasach, że prawo do godnej, medycznie wspomaganej śmierci zwanej eutanazją w wielu krajach staje się coraz powszechniejsze. Wstrząsnął mną niedawno artykuł, z którego dowiedziałam się, że w Kanadzie eutanazja stała się piątą w kolejności przyczyną śmierci w tym państwie ( wynika z tego, że co dwudziesta osoba w Kanadzie umiera dzięki eutanazji). Od 2016 roku, od kiedy zalegalizowano w Kanadzie eutanazję liczba tego typu odejść stale rośnie. Dlaczego? Co takiego dzieje się z ludźmi, że coraz liczniej decydują się na śmierć? Czy zanika w nich instynkt samozachowawczy? Czy takie odejścia są aktem odwagi czy tchórzostwa? Jakiż to nowotwór toczy tamtejsze społeczeństwo? Od dawna wiadomo, iż sytuacja kanadyjskich Indian a zwłaszcza ich kondycja psychiczna jest kiepska. Wielu z nich nie potrafi odnaleźć się we współczesnym świecie. Potomkowie Pierwotnych Narodów borykają się z traumami z przeszłości, gdy ich przodkowie byli niszczeni, gnębieni i wyzyskiwani przez aparat państwowy. Obecnie mimo kilku rządowych programów mających pomóc tej ludności, zrównać jej szanse, odnaleźć się w społeczeństwie wciąż szerzą się wśród Indian przemoc, alkoholizm i narkomania. A także silna jest skłonność do alienacji i autodestrukcji. Jednak to wcale nie oni są głównymi beneficjentami państwowej pomocy medycznej w umieraniu. W tej kwestii Indianie radzą sobie przeważnie sami. Jednak co z resztą ludności kanadyjskiej? Ta także jak się okazuje ma ze sobą spore problemy. Nieuleczalne choroby, depresje, zmęczenie życiem, rozczarowanie co do polityki prowadzonej przez to państwo coraz bardziej zmierzającej w stronę komunizmu i totalitaryzmu…A przecież jeszcze niedawno Kanada była symbolem wolności, wielkich możliwości i bogactwa. Na myśl o niej oczy się uśmiechały a głębokie westchnienia wyrażały tęsknotę za tak cudowną krainą. Nawet w Auschwitz Kanada do tego stopnia pozytywnie się kojarzyła, że „Kanadą” nazywano baraki, w których sortowano odzież, bagaże i wszystkie rzeczy osobiste po spalonych w krematoriach nieszczęśnikach. Każdy z więźniów zrobiłby niemal wszystko by się do pracy do owej „Kanady” w Oświęcimiu dostać i bezpiecznie dotrwać tam aż do końca wojny.



   Kanada, to ogromne, północnoamerykańskie państwo, od dawna była upragnionym celem emigracji. Dla wielu kraj klonowego liścia nadal chyba takim marzeniem jest. W Internecie często pojawiają się natrętne reklamy sposobów, w jaki Polacy mogliby dostać się do tej cudownej krainy szczęśliwości i starać się o kanadyjskie obywatelstwo. Czyżby jednak ten wspaniały świat wcale nie był taki wspaniały jak się powszechnie uważa? Skąd w nim taka ilość eutanazji? Czy promuje się tam cywilizację życia czy może raczej śmierci? Dlaczego zamiast skupić się na powrocie do idei humanizmu a przede wszystkim realnej i skutecznej pomocy swym obywatelom, zamiast walczyć o ich godne istnienie Kanada woli wprowadzać u siebie cenzurę, dyktat poprawności politycznej, ograniczanie wolności obywatelskiej ( pamiętacie zamykanie kont bankowych truckerom odważającym się protestować przeciwko covidowemu zamordyzmowi”?)promocję nowoczesnych, lecz szkodliwych ideologii (np. klimatyzmu, wokeizmu i gender) a w końcu nazbyt skwapliwie ułatwiać  Kanadyjczykom przejście na drugą stronę tęczy?



   Samobójstwo wspomagane tłumaczy się prawem do wolnego wyboru człowieka. Jednak to prawo rozszerza się coraz bardziej i coraz łatwiej je uzyskać. Najpierw przyznano je ludziom śmiertelnie, potem już także nieuleczalnie chorym. Obecnie zamierza się je przyznać także osobom chorym psychicznie. Czy jednak osoba chora psychicznie jest w stanie podjąć świadomą decyzję? A może ktoś jej w tym decydowaniu chętnie dopomoże? Co więcej – w przeprowadzanych sondażach jedna trzecia kanadyjskich obywateli wypowiedziała się za prawem do eutanazji dla osób bezdomnych oraz skrajnie ubogich. Po co biedacy i pozbawieni domów mają się męczyć ?(a do tego dręczyć swym niewesołym widokiem szczęśliwych Kanadyjczyków?). Lepiej wszak skrócić ich męki i usunąć z pola widzenia. Może więc i do tego punktu doprowadzi wkrótce pełen współczucia, kanadyjski postęp cywilizacyjny? Niepokojące sytuacje mają podobno miejsce w domach opieki i seniora. Roznoszą się pogłoski o tym, iż coraz częściej pomaga się tam w odejściu starszym, bezbronnym ludziom. Chodzą słuchy, że osobom bezradnym i nie wyrażającym świadomej zgody, podaje się w tych miejscach leki uspokajające albo uśmierzające ból czasem w zbyt dużych dawkach. I szybko usypia się po nich na zawsze…System najwidoczniej decyduje, że nadszedł już czas dla podopiecznych owych domów na ostateczne przejście na drugą stronę. A opiekunowie zdanych na ich łaskę i niełaskę starców wykonują wolę owego systemu a niekiedy nawet samowolnie decydują o tym, kto powinien już umrzeć. Jakże to według niektórych humanitarne, jakże rozsądne i pożyteczne! Wszak społeczeństwo się starzeje i zaczyna brakować miejsca w domach opieki. Coś trzeba zrobić zatem by to miejsce zwolnić, nie marnować funduszy na zajmowanie się ludźmi nie rokującymi żadnych nadziei na wyzdrowienie i usamodzielnienie się…Nic dziwnego więc, iż wielu staruszków zaczyna się bać o swoje życie, że lękają się umieszczenia w takich domach czy nawet w szpitalach. A mnie od razu przypominają się przy tej okazji historie o eugenicznych morderstwach popełnianych w hitlerowskich Niemczech na niepełnosprawnych fizycznie i psychicznie ludziach. O segregacji na obozowej rampie w Oświęcimiu. Ci zdatni do pracy na jedną stronę a starzy, chorzy i dzieci do pieca…Czy ku temu właśnie zmierza współczesny świat?



   Ale wróćmy do zagadnienia samobójstwa. Czy człowiek nie ma do niego prawa? Czy pozbawianie siebie życia to zło i niewybaczalny grzech? Nie, moim zdaniem nie można nikomu tego prawa odbierać ani oceniać i potępiać nikogo za tak desperacki, wykonany przez samego siebie czyn. Nie wiemy bowiem w jakiej sytuacji, w jakiej kondycji sami być jeszcze możemy i gdzie skończą się granice naszej własnej wytrzymałości, rozpaczy i niemożliwego do zniesienia cierpienia. Ja sama nie wykluczam, że kiedyś i ja zapragnę udzielenia pomocy w odejściu tam, skąd się już nie wraca. Czasem wszak wystarczy odłączenie aparatury podtrzymującej funkcje życiowej u osoby, która już bardziej jest warzywem, niż człowiekiem. Tylko kto ma o tym zdecydować? Rodzina? Lekarz neurolog, który stwierdzi, że nastąpiła śmierć mózgu? A przecież zdarza się, że ludzie w bardzo ciężkim stanie zdrowieli jednak – jeśli nie zupełnie, to na tyle by móc egzystować dalej a nawet cieszyć się tą egzystencją. Przeraża mnie jednak, że procedury, które z założenia powinny być wykonywane rzadko i tylko w wyjątkowych sytuacjach stają się coraz łatwiej dostępne, banalnie wręcz proste a przez to często wykorzystywane, że bez przeszkód prawnych i wahań moralnych wynaturza się idea świętości i nienaruszalności życia, że aparat państwowy tak łatwo, zbyt łatwo przyznaje prawo do tego rodzaju śmierci. Bardzo często owa łatwość medycznego uśmiercania wiąże się też z zapotrzebowaniem na organy wewnętrzne. Wszak transplantologia rozwija się wspaniale a do tego nielegalny handel organami ludzkimi kwitnie…

   Pamiętać jednak należy, iż wiele osób wyrażających chęć śmierci, pragnienie skrócenia swej męki, gdy już dochodzi do tego ostatecznego momentu jednak zmienia zdanie. Wycofuje się. Chce mimo wszystko żyć. Jeśli nie dla siebie, to dla swoich bliskich. Zdarzają się też sytuacje, że właśnie nie chcąc być ciężarem dla bliskich niektórzy rezygnują z walki o życie, wiedząc iż nie ma żadnych szans na wyzdrowienie, że chyba tylko cud mógłby im pomóc. A cuda przecież tak rzadko się zdarzają…



   Bywało, iż doprowadzeni do ostateczności więźniowie obozów koncentracyjnych rzucali się na druty pod wysokim napięciem. Śmierć ta była straszna, ale pewna i natychmiastowa a świadomość tego, iż dla tkwiących w obozowym koszmarze uwięzionych tak łatwo dostępna stanowiła w ich położeniu jakąś pewność, pociechę oraz oparcie.

   Nie znam statystyk co do ilości samobójczych śmierci w obozach koncentracyjnych (nie wiem nawet czy takie statystyki były prowadzone). O takich rzeczach dowiedzieć się można raczej ze wspomnień byłych więźniów, czy też z relacji strażników. Ile tego było tak naprawdę? Można się tylko domyślać. Nie były to jednak samobójstwa masowe czy też codzienne.  Mimo wszystkich potworności, których stale doświadczali tam więźniowie. Co zatem dawało im siłę w tak strasznych okolicznościach? Czy była to wiara w Boga, czy może tęsknota za najbliższymi, za starym, normalnym życiem? A może owo codzienne trwanie i nietarganie się na swoje życie wywołane było tylko stanem totalnej apatii, zobojętnienia na wszystko co działo się wokół, automatyzmem powtarzanych stale czynności…?

   Myślę jednak, iż u większości uwięzionych wola przeżycia była tą decydującą sprawą. Dla wielu z nich samo to przeżycie było aktem zwycięstwa nad oprawcami, którzy przecież robili wszystko by ludziom odechciewało się istnieć. Przeżyć, móc się jeszcze kiedyś życiem ucieszyć a także dać świadectwo tego, czego musieli w obozowych piekłach doświadczyć. To był ich cel i źródło nadludzkiej wytrzymałości.

   Mówi się, że dobre czasy tworzą słabych ludzi a czasy złe – silnych. Nam, współczesnym społeczeństwom przez wiele lat dane było żyć w relatywnie dobrych, pełnych dobrobytu, spokoju i poczucia bezpieczeństwa latach. Przyzwyczailiśmy się do nich i uwierzyliśmy, iż zawsze tak już będzie. Jednak teraz dostrzegamy, że zewsząd coraz więcej pojawia się zagrożeń, zwiastunów tego, że będzie coraz gorzej, nie potrafimy sobie radzić z trudnościami dnia codziennego. A jakby problemów i obaw było mało zapowiada się nam kolejne pandemie, klimatyczny Armagedon, wojny, niemożliwy do powstrzymania napływ emigrantów i uchodźców. Plajtuje coraz więcej przedsiębiorstw i firm. Rodzi się coraz mniej dzieci. Rośnie liczba depresji, zwiększa się ilość bankrutów i bezrobotnych, osób nie potrafiących już wykrzesać z siebie optymizmu i siły przetrwania. Dlatego coraz więcej jest ludzi, które widząc co się dzieje planują wyjazd z kraju. Najlepiej gdzieś daleko od Europy. Tam, gdzie gospodarki nadal się rozwijają, także dzięki temu,  iż nie wdraża się tam nowych, modnych i coraz bardziej zawłaszczających rzeczywistość ideologii, cenzury i nakazów poprawności politycznej oraz totalnej, cyfrowej kontroli wszystkich jednostek. Jeszcze istnieje na świecie kilka takich miejsc (nie jest nim niestety Kanada), ale przecież wszyscy nie mogą wyjechać. A poza tym znane porzekadło wcale nie kłamie głosząc, iż wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Trudno dzisiaj znaleźć naprawdę realny raj na ziemi.



      Odnoszę wrażenie, że ludzie są coraz słabsi, a do tego coraz bardziej zobojętniali na to, co się dzieje.  Poddają się i biernie czekają na to, co się stanie, bo nie wierzą, że sami mogliby mieć jakiś wpływ na przyszłość swoją i swych dzieci. Bywa, iż  z lęku przez spojrzeniem w oczy rzeczywistości takiej, jaka ona w istocie jest, odwracają się od niej. Tworzą sobie jakieś fantasmagorie, idealistyczne Kanady na własny użytek. Snują pełne przyjemności i uspakajających tematów sielankowe opowieści, w których zanurzeni udają, iż to jedyna i prawdziwa rzeczywistość. I aby zachować pozory niezmienności oraz szczęścia wystarczy nie dostrzegać tamtej, tej która przeraża, udając przed sobą samym jakoby jej wcale nie było. Śnić i dobrze się mieć w owym dającym namiastkę ukojenia śnie. Dostrzegam, iż wiele ludzi wycofuje się, ucieka w jakąś formę ułudy, w pozorny optymizm i w udawaną obojętność wobec przeżartego chaosem i destrukcją świata. To prawie tak jakby tych osób już nie było. Jakby sami skazywali się na nieistnienie. Jakby byli tylko ludzikami w jakiejś komputerowej grze a nie realnymi, czującymi mocno istotami…No chyba, że naprawdę jesteśmy takimi ludzikami a wszystko, co nas otacza jest tworzoną przez kogoś fikcją, rodzajem wirtualnej zabawy. Łatwo, bez żalu i wyrzutów sumienia można zatem kliknąć i sprawić by to wszystko zniknęło, jakby nigdy nie istniało. Eutanazja jest wszak rodzajem takiego kliknięcia…

   A świat, ten realny? Jest taka możliwość, iż może jednak jakiś świat rzeczywiście istnieje. Co z nim? Och! Z nami czy bez nas jakoś przecież będzie się toczył. Da sobie radę. A poza tym wszak prędzej czy później i tak trzeba będzie umrzeć… Mało kto się jednak nad tym zastanawia póki jest w miarę zdrowy i sprawny. Lecz przykład Kanady mówi, że życie ludzkie ma coraz mniejszą wartość. A ponieważ postępująca globalizacja sprawia, że kraje na całym świecie mocno się do siebie w wielu kwestiach upodobniają, nie jest wykluczone, że i u nas wkrótce ktoś szybko i bezboleśnie chętnie nam w odejściu na tamtą stronę pomoże, zwłaszcza jeśli będziemy w czymś wadzić systemowi…

 


Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost