poniedziałek, 26 października 2026

Wczesna jesień...

 




   Mam wrażenie, że w tym roku jesień zagościła we mnie na długo przed jej właściwym, kalendarzowym początkiem. Jeszcze w pełni lata, w pewien zwyczajny, lipcowy poranek zaszeptała o smutku przemijania, o bezradnych pożegnaniach, o nieuniknionym końcu, o wspomnieniach, które jako jedyne pozostają. A gdy o swej zwykłej porze rozgościła się już za oknem, znalazłam w niej jeszcze bardziej samą siebie, swoje miejsce.




   Patrzę na feerię zmiennych, wspaniałych barw w ogrodzie, na polach i w lasach. Za chwilę już ich nie będzie. Jednak teraz, nie martwiąc się o jutro, każdego dnia dają wspaniały spektakl. Tańczą na wietrze liście, kwitną ostatnie kwiaty, rudzieją kasztany i żołędzie, czerwienią się muchomory, złocą się i srebrzą trawy. A potem wszystko z nagła szarzeje, mrocznieje, skrzy się od porannego szronu, owija się w mgliste peleryny, znika w połyskliwych lametach deszczu i szemrzących westchnieniach opadających liści. Zmienna jest narracja jesieni. Raz pełna blasku przygód, nowych wyzwań i optymistycznej pogody a innym razem posępna i podobna do gotyckich powieści grozy. Te jesienne przeistoczenia zdumiewają mnie i urzekają, ale nie tak jak zawsze. Jakby coś się we mnie przytłumiło, jakby schowało się za półprzeźroczystą szybą. Czy tak już teraz będzie?




   Z pisaniem nie idzie mi łatwo. To też się zmieniło w tym roku. Próbuję znaleźć w sobie dawny zapał oraz towarzyszącą mu onegdaj zawsze otwartość, przyjemność czy też swobodę tworzenia. I mam problem z przełamaniem jakiegoś muru, z ujawnieniem i nazwaniem uczuć, jakie delikatnym ognikiem pełgają głęboko w sercu. Nie wiem, czy powinnam nawet to robić?




   Zdecydowanie wolę teraz czytać i w tym, co czytam albo z ulgą odchodzić gdzieś daleko od samej siebie, albo też rozpoznawać kawałek swojej duszy przeglądając się w lustrach cudzych historii, bo przecież każde życie to osobna opowieść, w której można odszukać fragmenty własnej...




   Przez ostatnich kilka miesięcy moimi ulubionymi lekturami stały się biografie. Najpierw przeczytałam opowieść o Małgorzacie Braunek, potem o Elonie Musku, o Wioletcie Villas, o Korze – czyli Oldze Jackowskiej, o Franciszku Pieczce, Ewie Szykulskiej a teraz kończę książkę o Janie Nowickim. Wczytuję się w koleje losu wszystkich tych znanych i znamienitych postaci, a w ich przeżyciach spostrzegam ogrom bliskiego sercu prostego człowieczeństwa, mnóstwo zwykłych lęków, trosk, radości i smutków. Natomiast w wyrazach użytych do ich opisania odnajduję słowa adekwatnie oddające moje własne przeżycia i emocje. To przynosi mi rodzaj dziwnego zbratania i uwolnienia. Jakbym wchodząc w nurt czyjejś rzeki dostrajała się doń swoim własnym, niepochwytnym niby sen strumieniem, ale także jakbym uczyła się siebie na nowo.




   W obecnym moim stanie ducha szczególnie mocno przemawia do mnie poniższy fragment minieseju autorstwa Jana Nowickiego, zamieszczony w jego biografii („Jan Nowicki. Trochę anioł, trochę bies” A.Szarłat, wyd Agora, 2025):

„Trzeba do końca swoich dni zrobić wszystko, aby w posępnym fakcie ostatniego pożegnania uchronić się przed szaleństwem, umieć zdobyć się na pogodzenie i poszukać szczęścia. Tym szczęściem, tym czarem, wartością pozostają wspomnienia. „



   Mam mnóstwo wspomnień o moim zmarłym przed kilkoma miesiącami tacie. Miesza się w mnie ogromna tęsknota i bolesny żal, z uczuciem ulgi, że nareszcie nie musi już cierpieć i niby roślina żyć tak jakby nie żył...Żałuję, że o tyle spraw go nie spytałam, na tyle machałam ręką, jako na nudne i nieistotne, o tylu rzeczach wiedziałam, ale niestety zapomniałam i nie mam już od kogo się tego dowiedzieć. Dobrze przynajmniej, że udało mi się przed paru laty spisać niektóre jego opowieści i zamieścić tu na blogu („Sceny z życia Henryczka”, "Opowieść o Tarzanie). Ale to wszystko mało, to wszystko nic wobec faktu, że nigdy już nie spojrzymy sobie w oczy, nie uśmiechniemy się do siebie, i że nie usłyszę już od niego wyszeptanego z czułością wyznania - „Oleńka, ty jesteś moim kwiatuszkiem”...




   Im jesteśmy starsi, tym więcej wokół nas odejść i pożegnań. Coraz więcej też upartych, ponurych przeczuć do naszej własnej oraz bliskich przyszłości. Przyglądam się niesamowitym barwom jesiennym, słucham stukającego o szyby deszczu, przecieram oczy czując dotyk nieustępliwych, wilgotnych mgieł, ostrych kolców kwitnących wciąż jeszcze róż albo łagodnych muśnięć srebrzystych nitek babiego lata. Czas robi to, co zwykł robić. Coś daje, coś odbiera. Coś tłumaczy a coś okrywa szczelną zasłoną tajemnicy. I trzeba z tym żyć, póki jeszcze życie trwa, póki płynie rzeka, póki kolejne, zbyt zazwyczaj wczesne jesienie roztaczają przed nami swój melancholijny czar...





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękujemy za Wasze opinie i refleksje!

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost