Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenie. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 marca 2023

Rzeka...

 


   W któryś z niedawnych słonecznych dni pojechaliśmy nad rzekę. Około 11 km od naszego przysiółka wśród wzgórz, łąk i pól majestatycznie przepływa San. Nieczęsto nad nim bywamy, bo zawsze zagonieni, w pośpiechu, w uwikłaniu w tysiące codziennych, powtarzalnych spraw rzadko znajdujemy czas, siłę i chęć by się wyrwać z tego kołowrotku. Jednak są takie chwile, że coś tam człowieka gna, coś uparcie przyzywa. I nieważne, że marcowy wiatr wieje tak, jakby głowę chciał urwać. Po prostu chce się zapomnieć na chwilę o wszystkim. Zostawić za sobą czas i swoją zwyczajną codzienność. Po to by patrzeć w nurt szybko mknącej wody. Wsłuchiwać się w jej szum, plusk,  pełen mocy śpiew. Czuć na twarzy drobne kropelki z rozbryzgujących się obok fal. Wpatrywać się w ciemną, sekretną toń. Zauważać w niej taniec błysków i cieni, migoczących zielonkawo ryb. Przyglądać się dostojnym srebrzysto-omszałym wielkim głazom i  ułożonym wokół nich drobnym, wielobarwnym kamyczkom. Skąd one się tu wzięły? Jak długo tu leżą? Co widziały podczas gdy wody toczyły się między nimi  w dni pogodne i pochmurne, w przeszłe lata, jesienie, zimy i wiosny? Jakie opowieści się tu toczyły? Może wyszepczą coś o tym szorstkie trawy nadrzeczne i giętkie szuwary? 



   A może wcale nie trzeba szukać treści w tym, co jest czystą naturą,  dzikim prądem, wszechwładnym przemijaniem i stałością zarazem? Może wystarczy przez moment nie myśleć o niczym. Zespolić się z tym, co trwa w wiecznym przepływie, w nieokiełznaniu i dzikości, w mądrości i pełni znacznie większej, niż jakakolwiek mądrość człowieka. Odetchnąć głęboko w obliczu tego wspaniałego, kojącego zmysły bezkresu, który był, jest i będzie, gdy po nas ślad dawno już zaginie… Pewnie gdybym na co dzień mieszkała blisko rzeki nie wywierałaby ona na mnie takiego wrażenia. Pewnie bym przywykła i nie zauważała jej mocy oraz piękna. Dlatego chyba dobrze, że tylko co jakiś czas obcować mogę z tą rzeczną magią. A z tego obcowania czerpać lekkość i wolność duszy, dystans do spraw świata, zespolenie z tym co prawdziwe, odwieczne i niepoddające się wpływom ludzkim.



   A że tak się złożyło, iż ostatnia moja wizyta nad Sanem zbiegła się z lekturą pewnej książki o całkiem innej rzece, tym bardziej przemawiała do mnie melodia wzburzonych fal w kolorze indygo, tym mocniej czułam w sobie moc historii, o której w owej książce właśnie czytałam. Wystarczyło przymknąć na chwilę oczy albo niewidzącym wzrokiem zapatrzeć się gdzieś w dal i już współczesny San zamienił się w dziewiętnastowieczną Tamizę. I już znalazłam się w położonej właśnie nad Tamizą Gospodzie pod Łabędziem, w której w dużej mierze toczy się akcja książki Diane Seterfield, „Była sobie rzeka”.



   Nie pierwszy raz na łamach bloga piszę o zachwycających mnie książkach (a przecież tylko o takich warto pisać). Każda z nich  miała w sobie jakiś specyficzny rodzaj magii. Przemawiała głosem prawdy wprost do duszy. Trącała w niej to, co najważniejsze a tak trudno nazywalne w słowach, uczucia i emocje ludzkie tak zazwyczaj niepochwytne i delikatne. Tłumaczyła to, co tak trudne do wytłumaczenia a co nagle, za jej przyczyną stawało się proste i zrozumiałe. Podobne wrażenie wywarł na mnie kontakt z powieścią Diane Setterfield. Miałam uczucie, jakbym od dawna czekała na spotkanie z tą książką a dotknąwszy jej poczuła, rozpoznała w niej to, co znaleźć chciałam, trochę tak jakby ktoś magicznie przelał na karty powieści moje dawne sny i rojenia... Już po przeczytaniu kilku pierwszych stron owej grubej księgi poczułam oczarowanie, zdumienie i wzruszenie.



   Oto miałam przed sobą wspaniałą wielowątkową historię o losach mieszkańców starej, angielskiej gospody oraz wędrowców wnoszących do niej kawałek swojej prawdy, swoich przeżyć. Usiadłszy niewidzialnie pośród bywalców gospody wkraczałam w niezwykłe opowieści o duchach rzeki, o zaginionych dziewczynkach, o cudownie zmartwychwstałych topielcach, o miłościach i rozczarowaniach, o miłości i nienawiści, o lękach i pragnieniach, o sile dobra i zła, o niespełnieniu i przemijaniu…. Atmosfera gospody, jej gościnność, ciepło i zaciszność sprawiały, że wyobrażając sobie, iż trzymam w ręku kufelek zacnego piwa albo cydru wsłuchuję się razem ze wszystkimi w dziwne i fascynujące  opowieści ze świata. A wyznam Wam, iż kiedyś, bardzo dawno temu mnie samej nieco naiwnie i dziecinnie marzyło się mieć taką właśnie gospodę pod lasem i razem z Cezarym prowadzić ją po swojemu goszcząc w niej ciekawych ludzi z okolic i ze świata. A ponieważ realizacja owego marzenia okazała się niemożliwa, swoje tęsknoty na temat takiej gospody zawarłam w kilku historiach publikowanych tu na blogu. Może niektórzy z Was pamiętają jeszcze moją „Gospodę pod złotym liściem”, która była centralnym punktem opowiadań  „Miasteczka odnalezionych myśli”. „Balu na powitanie jesieni”, „Zimowego powrotu wędrowców”? Nieraz też przychodzi mi do głosy, że sam blog jest dla mnie namiastką takiej właśnie baśniowej nieco gospody.



   Tak więc wziąwszy do ręki książkę „Była sobie rzeka” raptem poczułam się jakbym była u siebie. Jakbym wchodziła do zbudowanego z dawnych marzeń i wizji świata. Potem po kilka godzin dziennie chłonęłam w siebie tę lekturę nie rozczarowując się ani na chwilę a wręcz przeciwnie, żałując, iż za szybko czytam i już za moment romans z tą opowieścią będzie już dla mnie tylko cudownym wspomnieniem…I tak się właśnie stało, bo przecież to, co się zaczyna, kiedyś musi się skończyć. Przecież nawet rzeka mknąc tak swobodnie w dal kiedyś wpadnie do morza a tam zmiesza się z wodami innych rzek i po jakimś czasie nie do rozróżnienia staje się to co i dlaczego w niej płynie. Już tyle spotkań z cudownymi książkami za mną… A wszystkie one wpłynęły we mnie i każda coś ważnego zostawiła po sobie. Kolejną kropelkę i jeszcze kolejną... Ale bardzo trudno te krople od siebie oddzielić, rozróżnić, nazwać i wiedzieć skąd się wzięły. Zostają tylko wzruszenia, skojarzenia, strzępki wizji, odpryski marzeń, prawd i odwiecznych tęsknot kłębiących się w nieskończonych wodach duszy…



   A co z książką Diane Setterfield? Ach! Chcąc mimo wszystko przedłużyć ów moment obcowania z tą kunsztownie i magicznie napisaną  a także pięknie wydaną powieścią postanowiłam napisać o niej na blogu. I z tęsknotą wspominam moją wędrówkę nad Sanem, który na jedno marcowe popołudnie przemienił się w pełną tajemnic dziewiętnastowieczną Tamizę…


* "Była sobie rzeka", Diane Setterfield, wyd. Albatros, 2020, 

motto książki: "Za granicami tego świata leżą inne światy. Są miejsca, które można przekraczać. Oto jedno z nich."

środa, 28 stycznia 2015

Dylemat i prośba






   Kochani! Przeczytałam niedawno w Internecie informację, iż w konkursie na najlepszy blog roku pojawiła się nowa kategoria : tekst roku. I zaczęłam się zastanawiać, czy którykolwiek z moich ubiegłorocznych tekstów miałby w owym konkursie jakąś szansę? Czy to, iż jak wynika z Waszych komentarzy i listów, obdarzacie dużą życzliwością moje pisanie znalazłoby przełożenie na głosowanie na mój tekst, gdybym go do owej konkurencji na tekst roku zgłosiła?  A jeśli zdecydowałabym się nawet na zgłoszenie do owego konkursu, to który tekst miałabym przedstawić, jako najlepszy, najdłużej zatrzymujący Waszą uwagę i pamięć?

   Nie wiem, czy zdecyduję się ostatecznie na wzięcie udziału w tym konkursie. Tyle mam wątpliwości…Ale gdybym jednak zaryzykowała, to według Was, jaki mój ubiegłoroczny post był najciekawszy? Co z Waszego punktu widzenia warte jest pokazania szerszej publiczności? Czy w ogóle jest coś takiego?

   I oto moja prośba do Was kochani, znani mi i nieznani czytelnicy tego bloga. Serdecznie proszę abyście do końca tego tygodnia napisali mi w komentarzach pod tym postem, który z moich ubiegłorocznych tekstów podoba się Wam najbardziej i według Was miałby jakąś szansę na zauważenie i docenienie przez jury czy też szersze grono odbiorców.
   Zastanawiam się nad tym, przeglądam archiwum bloga…Może optymistyczna historia o dwojgu młodych osiedleńcach, Kubie i Ani pt. „Nasi młodzi przyjaciele”? Może opowieść o smutnej, pełnej bólu i żalu starości pt. „Gorzka jesień”? A może moje rozważania o trudnych realiach życia na wsi pt. „Z obłoków na ziemię”? A może jednak zupełnie coś innego…?
   Pełna ufności proszę Was o poradę i podpowiedź w tej kwestii, bo sama nie umiem podjąć decyzji. Czas na ewentualne zgłoszenie tekstu do konkursu mam do trzeciego lutego, a więc trzeba szybko coś wybrać.

   A czemu w ogóle pomyślałam o czymś takim? Och…Jak prawdopodobnie wiecie bez żadnego skutku dobijałam się w czasie ubiegłego roku do twardych jak skała drzwi kilku wydawnictw. Przez całe życie coś skrobię do szuflady– przede wszystkim są to wiersze, baśnie a także opowiadania. Zachęcona Waszymi pozytywnymi opiniami na temat mojego pisania, nabrawszy dzięki blogowi odrobinkę wiary w siebie, chciałam wreszcie wydać cokolwiek.  Spełnić swoje maleńkie marzenie…Niestety, nie udało się jak na razie…Ale przecież póki człowiek żyje wszystko jest możliwe! Podobno nie można się nigdy poddawać! Jak mnie wyrzucą jednymi drzwiami, to powinnam wracać oknem (tak nam zawsze mówiono na zajęciach na uczelni, jednak ja nie bardzo się do tego typu odważnych działań nadawałam…). Jednak latka lecą a marzenie czeka wciąż na realizację, popiskując nieśmiało spod grubej warstwy kurzu zwątpienia i zniechęcenia…Czy się doczeka? Teraz znalazłam w necie informację o tym konkursie…Czy to jakaś szansa dla mnie? 

   Mam wrażenie, iż znajduję się w jakimś przełomowym momencie mego życia. Być może najwyższa pora bym skupiła się na egzystencji, przetrwaniu i pragmatycznej stronie bytu…Najprawdopodobniej powinnam wybić sobie z głowy mrzonki o pisaniu i nareszcie ustatkować się, ciesząc się tym, co mam, oraz poświęcając więcej czasu twardym realiom…Być może Wy już dawno znaleźliście swoje spełnienie albo są Wam obce takie jak moje rozterki…?
   Nie potrafię udawać niczego. Wciąż jeszcze w duszy uparcie tli się ognik pragnienia. Czy mam dorzucać drew do tego pieca, czy pozwolić wypalić się węgielkom...?

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Piosenka o kwiecie paproci





Do wiosny tej idę, do lata

Gdzie skrzy się cudowna poświata

Gdzie czekać ma wciąż niepochwytny

Paproci jedyny kwiat...



Przede mną miesiące zimowe

Przedwiośnia pluchy i deszcze

Codzienne radości i nowe

Zasłony czasu, szczęść, nieszczęść

Przede mną uparte działanie

Zwątpienia i duszy rozterki

Na nitkę nawlekanie

Myśli i trosk mych maleńkich



Do wiosny tej idę, do lata

Tam skrzy się cudowna poświata

Tam czekać ma wciąż niepochwytny

Paproci jedyny kwiat...



I zalśnią wreszcie jeziora

Zielenią odetchnie powietrze

Nadejdzie czerwcowa ta pora

Lecz jeszcze dalej i jeszcze

Zawoła coś puszczyk, jaskółka

Usłyszę serdeczny Twój głos

Lecz jeszcze trwa ma wędrówka

I szuka spełnienia mój los



Do wiosny tej idę, do lata

Tam skrzy się cudowna poświata

Tam czekać ma wciąż niepochwytny

Paproci jedyny kwiat...

Usiądę kiedyś przed chatą

By upiąć swój siwy warkoczyk

Otuli kolejne mnie lato

Pragnieniom swym zajrzę w oczy

Pożegnam wędrowną mą młodość

A w palcach przesypię piach

Czy szukam, choć dałam mu wolność

Marzeniu wiecznemu w snach?



Do wiosny tej idę, do lata

Tam skrzy się cudowna poświata

Tam czekać ma wciąż niepochwytny

Paproci jedyny kwiat…


Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost