Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wierszyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wierszyk. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 marca 2026

Czy pani wie...

 


   Przeczytawszy niedawno u Pellegriny kopianieba.blogspot.com  ) ciekawego posta na temat kłopotów ze znalezieniem toalety w polskich miastach i miasteczkach stwierdziłam, że to problem mój i Cezarego a także zapewne wielu z nas i że absolutnie nie powinno się go zamiatać pod dywan. Wszak nic co ludzkie nie może nam być obce. Przecież niemożność skorzystania z przybytku, do którego król chodzi piechotą potrafi skutecznie zniechęcić do wędrówki po mieście a nawet sprawić, że człowiekowi zupełnie odechciewa się wychodzenia z domu. W pewnym wieku takie rzeczy stają się bardzo ważne. A zresztą nie tylko wiek ma tu znaczenie, ale także stan zdrowia, nawyki i zwyczajne potrzeby. Oboje z Cezarym, gdy wyruszamy gdzieś na zakupy albo w innych ważnych sprawach musimy być pewni, że będzie zawsze w pobliżu jakieś miejsce, gdzie będzie można sobie ulżyć. W naszym miasteczku to przychodnia, urząd gminy, sklep i stacja benzynowa. Miejskie szalety natomiast u nas nie występują. I w ogóle zdają się coraz bardziej być przeżytkiem, reliktem przeszłości i niepożądaną infrastrukturą. To dziwne...Wszak potrzeby ludzkie nadal są takie same...Natomiast jadąc w dalsze strony, do większych miast też zawsze na początku obczajamy miejsca, teoretycznie przyjazne dla zwykłych istot, takie jak supermarkety, urzędy, przychodnie. Ale czasem wszystko to znajduje się bardzo daleko od nas i wtedy bywa ciężko, oj, ciężko...




   Zainspirowana i namówiona przez Pellegrinę napisałam do znanej melodii „Chatanooga choo choo” zabawną (mam nadzieję!) pioseneczkę na temat kłopotów ze znalezieniem toalety w mieście. Słowa poniżej. Umieszczam tam także linka do instrumentalnej wersji owego utworu a także do filmiku na YT, gdzie ową piosenkę, z innymi polskimi słowami wykonują tańcując wesoło jakże młode jeszcze wówczas i piękne Ewa Kuklińska i Alicja Majewska. Ech, gdzież te czasy!:-))



Czy pani wie...


Czy pani wie, gdzie tutaj można zrobić siusiu?

Bo pilny mus odbiera już cały luz

Gdzie jest wc, gdy mocno człeku coś się chce

Gdzieś szalet znikł, chyba nie siusia tu nikt!


Olaboga, olaboga...


Człowiek w mieście, czuje szczęście

Wiosenny czar

Zjada lody, pije piwko

Bo wokół skwar

Lecz czar mija szybko

Gdy wizytę zwykłą

Chce wykonać w toalecie

Której brak


Tu promocje, tam obniżki

Tam coś za grosz

Może królem być zakupów

Mieć w sobie moc

Lecz gdy go przypili

I musi w tej chwili

Siąść na tronie, nie ma tronu

Nie ma nic


Może pan wie, gdzie tutaj można zrobić siusiu?

Pyta się w krąg, nie mogąc znieść już tych mąk

Wygląda że, ludzie jak duchy stali się

Nie sika nikt, a może to dla nich wstyd


Olaboga, olaboga...


Czy pani wie, gdzie tutaj można zrobić siusiu?

I jeszcze coś, z trzewi dobiega ten głos

Pyta się znów, gdy już nie może dłużej zdzierżyć

A wokół świat nie daje mu dobrych rad


Gdy turysta nie skorzysta

Z przybytku wnet

Wówczas pójdzie w byle krzaki

Albo za sklep

Więcej nie przyjedzie

Bo już będzie wiedzieć

Że to miejsce

Nie dla ludzi

Zwykłych jest


Nie spyta już, gdzie tutaj można zrobić siusiu

Pojedzie het, gdzie nadal czynny wucet

Bo każdy gość, prędzej czy później ma już dość

Bierze go złość, wyrusza w knieje lub w step...



P.S. 
Powyższy post nie bez powodu zilustrowałam zdjęciami kangurów. Otóż w Australii nie tylko w miastach czy w popularnych miejscach turystycznych, ale także w najgorszej głuszy, pośród wielkiej pustki, słowem - wszędzie, znaleźć można czyściutkie i pachnące, zaopatrzone w papier toaletowy toalety dla turystów. Niekiedy żartowalismy z Cezarym, że to chyba tylko dla kangurów, bo turystów tam tyle, co kot napłakał!:-) A inna sprawa, że człowiek nie raz pozazdrościć może zwierzętom ich swobody w załatwianiu się na łonie natury. Pozazdrościć, bo ile się czasem trzeba namęczyć zanim znajdzie się odpowiedni przybytek. A bywa niestety, że się go nie znajdzie i nie zdąży...

sobota, 8 marca 2025

Słowo stare, ale nowe…

 



 

     Zdumiałam się niedawno ogromnie przeczytawszy artykuł na temat pewnej ważnej części ciała, posiadanej przez połowę ludzkości. To do niewiast należy owa część, jednak albo wcale o niej nie mówią albo różnie ją nazywają. Najczęściej śmiesznie, infantylnie i wstydliwie albo po prostu nieprzyzwoicie. Okazuje się jednak, iż istnieje neutralne słowo na określenie owej części. Pochodzi ono z języka łacińskiego i oznacza zewnętrzną część narządów płciowych samic ssaków. To „vulva” czy też w wersji spolszczonej „wulwa”. Moje zdumienie wynikło stąd, że nigdy wcześniej owego słowa nie słyszałam, nie znałam, nie miałam pojęcia o jego istnieniu. Dziwne to, zważywszy jak długo na tym świecie żyję, ile artykułów i książek przeczytałam, z iloma ludźmi rozmawiałam, z jakimi lekarzami miałam do czynienia…Tak czy siak zostałam niniejszym oświecona i odtąd zgrabne słówko „wulwa” przebojem weszło do mojego słownika. Co więcej, owo nowe słówko pobudziło mnie natychmiast do napisania nieco frywolnego wierszyka na jego temat. A ponieważ pisząc go świetnie się bawiłam, zamieszczam ów poemacik poniżej, by także Was zarazić uśmiechem. Uśmiech to moim zdaniem najlepszy prezent – zwłaszcza w dniu naszego święta. Święta posiadaczek „wulw”!:-))


 

Wulwa

 

Piszę to nie dla podniety

Więc nie gorszcie się kobiety

Ot, pobawię się tym słowem

Które jest wciąż dla mnie nowe

Nie chcę wcale tu świntuszyć

Można więc odetkać uszy

Przyzwoitość też mi każe

Nie wspominać o konarze

O nim pieją wszak w reklamach

A tymczasem „wulwa” sama

A o „wulwie” nikt nie gada

Bo wstyd o niej opowiadać

Za mówienie o tych sprawach

Marne się dostaje brawa

Wulwa, wulwa – tyle ról ma

Chyłkiem poprzez wieki gna

Niewidzialna w świetle dnia

Czasem nocą jest jak skra

Potem gaśnie przyzwoicie

Prozaicznie wchodząc w życie

Biedna „wulwa” – część kobieca

Którą wprawdzie się podnieca

Jeden z drugim, z trzecią czwarta

Jednak zmowa trwa uparta

Trudno dociec, co to „wulwa”?

Jakiś owoc, kwiatek, bulwa?

Duch to groźny w białej szacie?

Co swe zęby szczerzy na cię?

Czy straszliwa to gadzina

Która dusić cię zaczyna

Jeśli imię jej wypowiesz?

Tyle mocy w jednym słowie!

Takie tabu w naszym życiu

Skromna „wulwa” wciąż w ukryciu

(Czy posiada ją syrena?

Tu pewności nikt już nie ma

Może brak jej jest przyczyną

Iż syreni ród wyginął?)

Czarownice zaś na miotle

Wulwę traktowały podle

A że o nią tak nie dbały

Całkiem w niebyt odleciały)

Taki los jej od zarania

Mówić o niej świat zabrania

Choć ludzkości wszak połowa

Między uda wciąż ją chowa

Stamtąd dziecię w świat wychodzi

Jednak mówić nie uchodzi

O sekretnej tej jaskini

Skarbie dziewki i bogini

Muszą o niej więc usłyszeć

Ci, co jeszcze nie słyszeli

Przerwać purytańską ciszę

Czyżby sami jej nie mieli?

***

Tutaj wam ze wstydem powiem

Że do wczoraj nie wiedziałam

Jakże się ta muszla zowie

Co jest częścią mego ciała

Teraz wiem – więc wulwo witaj

Bądź jak noga, serce, nerki

Każda ma Cię wszak kobita

Wartaś wiersza i piosenki…

 

 



Poniżej link do artykułu o „wulwie”, który to uświadomił mi, jak nazywa się owa kobieca część!:-)

Kobiety często nie lubią swojej wulwy. Lista zastrzeżeń może zaskakiwać - Medonet

 

czwartek, 27 lutego 2025

Jeszcze jeden pączek dzisiaj…

 



Jeszcze jeden pączek dzisiaj

Choć pięć zjadłam właśnie

Teraz przypominam misia

Co z obżarstwa zaśnie

 

Będę śniła, że po łąkach

Biegam niczym łania

Szczupła, zwiewna i w skowronkach

Pośród świerszczy grania

 

Jeszcze jeden skok przez zioła

I dosięgnę nieba

Ale co to? Ktoś mnie woła

Ocknąć mi się trzeba

 

Będziesz tego pączka chciała?

Pyta mnie mój miły

Jakże bym odmówić miała?

Nie mam na to siły

 

Pączek to ostatni przecie

Potem dieta wróci

Może uda się nareszcie

Parę kilo zrzucić!

 

Będziesz tego pączka jadła?

Pyta mąż łakomie

Pączka więc dla dobra stadła

Dzielę po połowie…




Wierszyk powyższy traktować można jako piosenkę i odśpiewać go do melodii znanej wszystkim patriotycznej pieśni "Ostatni mazur". A gdyby to jeszcze odtańczyć, to ho, ho! Jak dobrze by ów taniec na trawienie i kondycję podziałał!:-))

Poniżej link do podkładu muzycznego do samodzielnego śpiewania!:-)


A poniżej Mazowsze pięknie owego mazura tańcujące!:-)



sobota, 5 sierpnia 2023

Ciasteczkowy dzień…

 



Gdy na dworze deszcz i cień

U mnie ciasteczkowy dzień

Gdy się w kąty wkrada smutek

Gram na słodką, wonną nutę

Kiedy złość czy kłótnia w tle

Mnie się czarów w kuchni chce

Które by cień rozjaśniły

I zmartwienia oddaliły

Kruche ciastka  - przyjaciele

W dzień powszedni i w niedzielę

Kruche ciastka kokosowe

Takie dobre – choć niezdrowe

Życie całe to huśtawka

Carpe diem więc – piecz ciastka!

 


Masło, cukier wraz z kokosem

Jajka, kubek mąki spory

Potem do pieczenia proszek

I olejek waniliowy

Wszystko mieszam, szybko gniotę

Teraz wałek toczę z ciasta

Do lodówki wkładam  - basta!

Mus napalić w piecu wreszcie

Niech hajcuje się potężnie

Pergaminu płat na blachę

Teraz czas się zająć ciachem!

Wnet wałkuję je na desce

Robiąc szybko to, lecz z sercem

Kółka zgrabne już wykrawam

I na blasze je układam

Hop do pieca oczywiście

Niech rumienią się złociście

 


Pachnie w kuchni, w domu, w sieni

Ciasteczkowy czar w przestrzeni

Magia w domu się rozsiada

Deszcz za oknem? – A niech pada!

Gdzieś znikają smutki w mgle

Gdy się chrupać ciastka chce!

W ciasteczkowym raju trwaj

Chociaż tyle sobie daj

Kruche ciastka  - przyjaciele

W dzień powszedni i w niedzielę

Kruche ciastka kokosowe

Takie dobre – choć niezdrowe

Życie całe to huśtawka

Carpe diem więc – piecz ciastka!

(Rymy częstochowskie składaj

Jeśli duszy to pomaga…)

 


poniedziałek, 26 września 2022

Malinowa balladka…

 



 

Entliczek – pętliczek, kuchenny stoliczek

A na tym stoliczku pełniutki koszyczek

W nim świeżo zebrane kłębią się maliny

A muszki-owocówki wirują nad nimi

 

Wprawia je w ekstazę upojny aromat

Coraz więcej w kuchni ich upartych gromad

Skąd się one biorą? Jak się dowiadują?

Jak zombie co wstają, gdy żywą krew czują

 

Wczoraj ich nie było, dziś zachłanna masa

Głodna i uparta - nic jej nie odstrasza

Owocowy skarbiec bierze we władanie

I trwa w krąg obłędny, malinowy taniec

 

Lecz wtem ta euforia raptem się urwała

Wsypał ktoś maliny do wielkiego gara

Miesza je, paruje, tłoczy soku strużki

Nic tu po nas – bzyczą i znikają muszki

 

Jeszcze tu wrócimy! - straszą na odlocie!

Myli się, kto sądzi, że już po kłopocie

Niech no jakiś owoc trafi na stoliczek

Znowu się rozpocznie muszy koncert życzeń

 

Niechże dżem, sok, ciasto nam zapachnie cudnie

Zaraz się zlecimy by ucztować tłumnie

By chóralnie śpiewać balladki bzyczące

O życiu, co choć krótkie, lecz przecież nęcące

 

Entliczek-pętliczek, kuchenny stoliczek

A na tym stoliczku, no sami widzicie…

 


 

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost