Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dorosłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dorosłość. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 września 2023

Wrześniowe refleksje…

 


   Początek września od zawsze kojarzył mi się z dwoma tematami: rozpoczęciem roku szkolnego oraz wybuchem drugiej wojny światowej. Oba skojarzenia przykre, ale rzecz jasna owa przykrość posiada zupełnie inny ciężar gatunkowy. Jednakże oba te tematy łączy jedna cecha: drastyczny koniec wolności. Lecz o ile obowiązek pójścia do nielubianej szkoły dało się jakoś znieść a nawet przez lata do niego przyzwyczaić, to już przymus wzięcia udziału w wojnie, niósł i niesie ze sobą zapowiedź grozy, bólu dojmującej tęsknoty za zwyczajnym, normalnym życiem oraz przede wszystkim wysokiego ryzyka śmierci.

   Nie bez powodu łączę tu kwestie związane ze szkołą oraz wojną. Zamierzam bowiem podejść do tego drugiego tematu w sposób właściwy dzieciom, czyli bardzo prosto.

   A podejmuję go z uwagi na przeczytaną ostatnio powieść autorstwa Johna Boyne pt. „Zostań a potem walcz”. Książka ta opowiada o losach angielskiego chłopca i jego rodziny w czasach pierwszej wojny światowej. Wojny, która spadła jak grom z jasnego nieba na tak wydawałoby się spokojny i cywilizowany świat tamtych czasów  by w jednej chwili wywrócić go do góry nogami. Nigdy wcześniej wojna nie była tak okrutna, prowadzona tak wieloma, bezwzględnymi środkami militarnymi (np. przy użyciu gazów bojowych). Nigdy jeszcze żadna nie pochłonęła też tak wielu ofiar. Alfie Summerfield, dziewięcioletni Anglik musi zmierzyć się z jej grozą, widząc jak zmienia się znana mu dotąd i bezpieczna rzeczywistość, jak ogromnie zmieniają się ludzie wokół niego, jak zmienił się jego własny ojciec, straszliwie okaleczony przez wojnę psychicznie.  To książka o miłości rodzinnej, która wszystko przezwycięża, ale i o bezsensie wojny, o czynnym sprzeciwie wobec niej, który przez nielicznych postrzegany jest jako najwyższy wymiar odwagi i bohaterstwa, ale przez jeszcze innych (i tych jest, niestety większość) jako ze wszech miar godne potępienia tchórzostwo.  

   A skąd taki tytuł książki? Otóż wojna pozycyjna polegała wówczas na tym, że zgromadzeni w okopach żołnierze czekając na swoją kolej wzięcia udziału w toczącej się nieopodal walce, tkwili w kolejnych, następujących po sobie rzędach. I tym w dalszych rzędach nakazywano właśnie aby najpierw czekali poniżej na swoją kolej a potem szli przed siebie i walczyli. I gdy tylko jedni pobiegli przed siebie z karabinami i bagnetami, kiedy ledwo co zniknęli we wszechogarniającym kurzu oraz w przerażającym hałasie strzałów, wybuchów i wrogich okrzyków, już do wyjścia z okopu szykowali się następni. I znowu następni. Nieskończona, posłuszna masa ludzka ogarnięta szałem zabijania, przepojona determinacją a przede wszystkim przenikającym każdą komórkę ich ciała i umysłu strachem. Masa istot ludzkich depcząca po innych, poległych wcześniej istotach ludzkich. A w okopach, tych potwornych dołach śmierci wciąż narastał jęk rannych, smród krwi i zgnilizny, pisk wszędobylskich szczurów. Horror i znieczulica.  Koszmar na jawie. Coś, co nigdy nie powinno się zdarzyć, ale się zdarzyło. A gdzieś tam, w zupełnie innym, coraz mniej realnym świecie rodzina, dom, zwyczajne życie i nudna, lecz zarazem dająca poczucie spokoju i bezpieczeństwa codzienność.. Czy da się do tego ot tak wrócić? Czy wojenna krzywda wyrządzona innym i sobie samemu nie położy się cieniem na przyszłym życiu? I czy w ogóle będzie jakieś przyszłe życie…?

 I tu przypomina mi się inna, przeczytana jakiś czas temu książka pt. „Johnny poszedł na wojnę” autorstwa Daltona Trumbo. Rzecz traktująca o żołnierzu amerykańskim tak potwornie okaleczonym fizycznie, że wręcz nie zdolnym do kontaktu z otoczeniem a cały czas przy tym rozumującym logicznie i zmagającym się z wewnętrzną traumą i beznadzieją.  Jest na YT do obejrzenia film nakręcony na podstawie tego utworu. Widać tam bezkształtną, owiniętą w bandaże, pozbawioną kończyn nieszczęsną istotę ludzka, która z powodu zmasakrowanej twarzy nie może mówić, ale może niestety cały czas myśleć i bezgłośnie błagać o kres swego niewyobrażalnego cierpienia, o upragnioną śmierć a nie doczekawszy się tego po raz nie wiadomo który pytać siebie, w imię czego stało się z nią to, co się stało i czy jej ofiara ma jakikolwiek sens? Nikt jej na te pytania nie odpowie. Lekarze i pielęgniarki nie traktują tego ludzkiego strzępu jak człowieka. Omijają go obojętnie. Mają wszak tyle pracy z innymi, rokującymi lepiej rannymi…

    Najpierw pierwsza wojna, potem druga…A teraz za naszymi granicami trzecia, jeszcze lokalna, lecz co do której wciąż istnieją obawy by nie przeistoczyła się w następną światową. Bo mimo kilkudziesięciu lat błogiego spokoju w Europie okazuje się, że w ludziach tkwi nadal to samo ziarno szaleństwa. I z dnia na dzień spokojne, czy nawet nudne życie przekształcić się może w koszmar na jawie. A wszyscy tak bardzo przyzwyczailiśmy się do tego spokoju. Myśleliśmy naiwnie, że będzie trwał wiecznie, że ludzkość osiągnęła już taki poziom rozwoju cywilizacyjnego, że nie grozi nam destrukcyjna wrogość i towarzyszące jej wzajemne wyrzynanie. Ale nie. To się powtarza wciąż i wciąż. I chyba będzie powtarzać, bo natura ludzka się nie zmienia i zawsze znajdzie się powód by rozpalić na nowo świat, by zniszczyć to, co przez lata budowało się w pokoju i ufności, iż to ma sens. Lecz stare sensy rozpadają się nagle i zastępowane są przez nowe. I tylko nam, prostym, zwyczajnym ludziom trudno się z tym pogodzić, pojąć to.

   Takoż i dzieci nie mając  jeszcze życiowego doświadczenia ani wiedzy na wiele spraw patrzą w zupełnie inny sposób, niż dorośli. Wiele z tych spraw nie rozumieją a wobec tego tłumaczą je sobie po swojemu.  Ich spojrzenie na świat jest świeże, szczere, niezmącone jeszcze przymusem poprawności politycznej, bez lęku przed śmiesznością i szyderstwem. Wolno im tak patrzeć. Wolno zadawać naiwne pytania. Pytać o sens takich spraw, o które dorośli dawno już przestali pytać, bo im nie wypada albo po prostu dlatego, iż wiedzą, że nie ma na nie racjonalnej odpowiedzi.

   - Po co w ogóle są wojny?  -  pytają dzieci. Dlaczego ludzie z taką łatwością zabijają innych, zupełnie obcych, lecz przecież takich samych jak oni, ludzi? Dlaczego wszyscy nie zbuntują się przeciw temu zabijaniu i po prostu nie podadzą sobie rąk? Przecież zabijanie jest grzechem. Dlaczego nagle nim być przestaje? Dlaczego namawia się ludzi do zadawania śmierci innym? Czyż życie nie jest najwyższą wartością? Czy nie lepiej żyć z innymi w zgodzie i pokoju?

   „Zawsze niech będzie słońce, zawsze niech będzie niebo, zawsze niech będzie mama, zawsze niech będę ja…” Wszyscy nucili kiedyś tę znaną, rosyjską, dziecięcą piosenkę. Dziś nikt już jej chyba u nas nie nuci, bo po pierwsze jest rosyjska(a dzisiaj wszystko co rosyjskie jest złe) a po drugie zupełnie inne spojrzenie na świat wydaje się dzisiaj obowiązujące. „Chcesz pokoju, szykuj się do wojny” – oznajmiają politycy różnej maści. I wydają miliardy na zbrojenia zadłużając się na lata i wtrącając społeczeństwa w spirale inflacji i biedy. Powołują do wojska kolejnych mężczyzn, bo wciąż mało im świeżego mięsa armatniego. A młodzi ludzie nie chcąc być owym mięsem robią, co tylko mogą by uciec przed tym strasznym obowiązkiem wojennym.  Nie dziwię się wcale Ukraińcom, którzy wyjechali lub starają się wyjechać ze swojego kraju. Nie dziwię się, choć wielu irytuje na naszych ulicach widok tych krzepkich młodzieńców, którzy zamiast walczyć za swoją ojczyznę, bezpiecznie dekują się u nas i miło spędzają czas. A dla nich po prostu najważniejszy jest pokój i spokojne życie. I tak naprawdę nie ma znaczenia, kto rządzi, jaki język słychać na ulicach, w granicach jakiego państwa się znajdują. Nie pociąga ich nacjonalistyczna ani żadna inna ideologia.  A przede wszystkim nie chcą ginąć bezsensownie, nie chcą zabijać Rosjan ani nikogo innego w imię cudzych interesów. Bo przecież niektórzy naprawdę przy okazji robią kokosowe interesy. Politycy i biznesmeni zarabiają na łapówkach, na zbrojeniach, na szemranych transakcjach, na politycznych układach i gierkach.  Zresztą tak samo działo się w czasach pandemii (pamiętacie o handlarzu respiratorami?).

   Ech! Zawsze ktoś wszystko traci a ktoś inny wiele zyskuje w czasach chaosu, zagrożenia i upadku norm moralnych.  Coraz częściej słyszy się o  przerażającym poziomie korupcji na ogarniętej wojną Ukrainie.  Militarna czy finansowa pomoc zachodnich państw wpada tam niczym w dziurawy worek. Wciąż jest jej mało, wciąż są prośby o więcej a w tym samym czasie tamtejsi oligarchowie bogacą się coraz bardziej, spędzają urlopy na prywatnych jachtach, wykupują luksusowe rezydencje w ciepłych krajach, korzystnie inwestują pieniądze w zagranicznych firmach, posyłają swoje dzieci na prywatne, najlepsze uniwersytety itp.

   No tak…A co z żołnierzami przymusowo czy ochotniczo wysłanymi na front? Co z tymi, którzy jednak cały czas walczą i giną, wierząc, iż robią to w słusznej sprawie? Czy są bohaterami czy …naiwnymi głupcami? Nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie. Tak samo jak np. nie potrafię jednoznacznie określić, czy godnym podziwu patriotycznym heroizmem, czy wręcz przeciwnie bezsensownym marnowaniem młodego życia było uczestnictwo w Powstaniu Warszawskim albo walka nastolatków w Szarych Szeregach?

   Nie rozumiem i nie chcę rozumieć sensu prowadzenia wojen, sensu zabijania innych ludzi. Przecież, choć mówimy różnymi językami tak naprawdę wszyscy jesteśmy tacy sami. I gdyby wszyscy zwyczajni ludzie na świecie zbuntowali się powiedzieli „Nie!” wszelkiej walce, wszelkiej wojnie, czy nie byłoby lepiej?  Czy nie da się po prostu ze sobą dogadać? Zawrzeć korzystnego dla wszystkich kompromisu? Porzucić broń i zabijanie a potem zbratać się tak, jak niegdyś zbratali się na chwilę francuscy, angielscy i niemieccy żołnierze podczas świąt Bożego Narodzenia  w 1914 roku? No tak, wiem, to bardzo naiwne  i nierealne pragnienie. I tylko dzieci mają jeszcze prawo do takich marzeń, a nawet do wypowiadania ich na głos…Jednak świat cały czas, mimo wszystko jest przecież taki piękny a wszystkie dzieci powinny mieć możność pójść we wrześniu do szkoły. Nawet, gdy bardzo tej szkoły nie lubią…

  I jeszcze na koniec fragment artykułu zamieszczonego w dzisiejszej „Rzeczpospolitej” zatytułowanego. „Miała to być inna wojna, nowoczesna. A jest gorzej niż w czasie I wojny światowej” – Jeszcze zimą dowódcy skarżyli się na nowych żołnierzy z mobilizacji, że zbyt łatwo wpadają w panikę, i domagali się tych, „co chcą walczyć, a nie tych, co muszą”. Ale ochotników już nie ma, kto chciał się zgłosić do wojska, zrobił to wcześniej. Teraz żołnierze są już tylko z poboru"

  


Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost