Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żydzi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żydzi. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 marca 2018

Kilka wspomnień, parę nut…




                                                                                moja młodziutka babcia Eugenia, tuż po wojnie

   Przeczytawszy niedawno wpis u Ewy2 traktujący o starych zapiskach jej cioci - nauczycielki i zobaczywszy u niej kartki z pamiętnika tejże cioci przypomniałam sobie, że i ja mam tego typu pamiątki. Będąc jakiś czas temu w katowickim domu rodzinnym wygrzebałam w moich rzeczach zeszyty, w których w latach osiemdziesiątych babcia Eugenia robiła różne wpisy z myślą o mnie. Chciała mi coś po sobie zostawić a i ja nalegałam by koniecznie spisywała swoje wspomnienia i cokolwiek, co wyda jej się ważne. I oto mam dwa zeszyty pełne jej notatek i rysunków. Pierwszy zatytułowany „Rady babci dla Oli” zawiera m.in. różne przepisy kulinarne, porady dotyczące gospodarstwa domowego i pielęgnacji urody a drugi, ten bez tytułu mieści w sobie parę babcinych tekstów dotyczących historii przedwojennej.

 babcia Eugenia w latach dziewięćdziesiątych
  
    Mama mojej mamy zawsze bardzo lubiła pisać, rysować i śpiewać. Ach, ileż ona znała piosenek! Pamiętam cudowne chwile, gdy siadałyśmy z babcią i mamą w kuchni. A tam w cieple, w upojnym zapachu gotującego się bigosu czy rosołu śpiewałyśmy razem aż do zachrypnięcia. Szkoda, że nie nagrywałam tego wtedy, szkoda, że nie spisywałam tekstów tych piosenek. Większość z nich już zapomniałam... 
  Babunia umiała pięknie opowiadać o życiu, ale umiała też słuchać, co wcale nie jest tak częste.  Podczas wojny pracowała w zakładzie zbrojeniowym na Śląsku. Przez kilka miesięcy więziona była przez Niemców za pomoc włoskiemu jeńcowi zmuszonemu do pracy w tej samej fabryce. Była w nim zakochana z wzajemnością i dzieliła się z nim swoimi racjami żywnościowymi. W więzieniu ciężko rozchorowała się na płuca. To, niestety, zaważyło na całym jej późniejszym zdrowiu i życiu. W latach osiemdziesiątych niespodziewanie dostała list od owego Włocha. Nie mieli ze sobą kontaktu od wojny. Pisał o swoim życiu, o wdowieństwie i samotności. Prosił by przyjechała do niego, bo nie zapomniał nigdy o ich miłości. Nazywał ją w liście "Gina, blondina, mio cuore...". Uśmiechała się czytając jego słowa. Ocierała łzy wzruszenia. Kiedyś też tak do niej mówił. Była wtedy prześliczną blondynką o filmowej urodzie. Teraz z lustra spoglądała na nią zmęczona, schorowana, posiwiała starsza pani...Nie pojechała do Włoch. Ten wojenny romans był już teraz dla niej niczym odległa, budząca wzruszenie pieśń. Ta pieśń należąca już tylko do przeszłości. Eugenia miała w Polsce swoje życie, dzieci i wnuki, swoje pasje, smutki i radości.To było całe jej życie.Umarła w połowie lat dziewięćdziesiątych mając 72 lata. A mnie pozostały po niej poza ciepłymi wspomnieniami właśnie owe dwa zeszyty, kilka listów, fotografii i rysunków…




   Babcia pochodziła z Sosnowca, stolicy robotniczego Zagłębia. Całe jej życie toczyło się w tamtych stronach. I oto widzę w jednym z zeszytów spisaną jej ręką opowieść o leżącym w sąsiedztwie Sosnowca, przedwojennym Będzinie. Dotyczy ona zamieszkałej tam wówczas społeczności żydowskiej, która w tamtych czasach stanowiła ok. 60 procent ogółu mieszkańców. Wspomnienie babci, to wspomnienie bardzo młodej dziewczyny a właściwie dziewczynki, jaką wówczas była. A ja z racji tego, że od dawna interesuję się tematyką żydowską a obecnie piszę moją opowieść o mieszkańcach karczmy na rozstaju dróg, przeczytałam zapiski babuni z dużą ciekawością…



Będzin było to przed wojną miasto żydowskie. Wszędzie, nawet w suterenach były przeróżne sklepy i sklepiki, do których wciągali ludzi żydki zachwalając swój towar. Towaru różnego było dużo, było z czego wybierać i targować się o cenę. Ludzie z Pogoni lub z Piasków chodzili często na zakupy do Będzina, bo można było parę groszy taniej kupić chleb i żywność. Żydzi w czarnych, błyszczących chałatach i małych czapkach z daszkiem, tzw. jarmułkach krzyczeli i kręcili się wszędzie. Prawie wszyscy Żydzi nosili długie pejsy a starsi też brody. Stare Żydówki nosiły peruki, młode były ładne. Niektóre były krawcowymi, modystkami lub fryzjerkami. Inne pracowały jako sprzedawczynie w sklepach. Nie wszyscy Żydzi handlowali. Niektórzy zajmowali się rzemiosłem, byli krawcami, malarzami, piekarzami itp. (…)

   Ja sama, kiedy jeszcze mieszkałam w Katowicach byłam w Będzinie wiele razy. Lubiłam zwłaszcza jeździć na tamtejszy wielki targ, który z dawien dawna odbywał się w soboty i przyciągał rzesze ludzi z Zagłębia i Śląska. Pewnie i przed wojną zjeżdżali się nań kupujący i kupcy z całego powiatu a może i z dalsza. Wyobrażam sobie jak to mogło wtedy wyglądać. Na targowisku można było kupić mydło oraz powidło i spędzić parę godzin między stoiskami, kramami, kioskami i stolikami. Kwitło tam życie, słyszało się głośne rozmowy, śmiechy, sprzeczki i nawoływania w różnych językach. Wielobarwny, pogodny tłum pełen werwy i ciekawości w poszukiwaniu interesujących towarów podążał beztrosko przed siebie, nie wiedząc o tym, jak straszne niespodzianki szykuje los…



   Na stronie poświęconej żydowskim miasteczkom, tzw. sztetlom czytam o tragicznej historii Żydów będzińskich, których trzydziestotysięczna populacja została w czasie II w. światowej niemal doszczętnie przez Niemców wymordowana. Już na początku września 1939 roku zaczęło się ich prześladowane i poniżające traktowanie. Przymusowe golenie bród, obcinanie pejsów, zamykanie ich sklepów, aresztowania i rozstrzeliwania. W nocy z  ósmego na dziewiątego września hitlerowcy spalili synagogę wraz z modlącymi się tam 200 osobami. Potem podpalali w mieście dom po domu i nie pozwolili strażakom na ich gaszenie. Płonęła cała dzielnica żydowska a uciekający z pożarów Żydzi byli rozstrzeliwani. Ocalali z wrześniowych pogromów wyznawcy religii mojżeszowej zmuszeni zostali do zamieszkania w będzińskim getcie, skąd wywożono ich do obozów pracy przymusowej a od 1941 r. do obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie większość z nich zginęła.  Na początku 1945 roku Będzin został wyzwolony przez armię radziecką. W rodzinne strony zaczęli powracać nieliczni, ocaleni z zagłady mieszkańcy tych terenów. Wychodzili z kryjówek ci, którzy zdołali ukryć się na czas wojny. Przyjeżdżali z łagrów w Kazachstanie i Uzbekistanie repatrianci narodowości żydowskiej. Latem 1945 roku w Będzinie było około 1300 polskich Żydów. W 1968 roku po fali antysemickich prześladowań większość niewielkiej, będzińskiej społeczności żydowskiej zmuszona została do emigracji…

***

   Od dawna szukam w internetowych zasobach piosenek nuconych mi kiedyś przez babcię i niedawno znalazłam dwie spośród nich na YT. Słowa pierwszej z nich są autorstwa Juliana Tuwima (kompozytor nieznany).”Stara piosenka” opowiada o pewnym żydowskim skrzypku wywodzącym się właśnie z Będzina. Śpiewała ją kiedyś Hanka Ordonówna...


 Miasteczko Będzin w Polsce jest
I rynek w tej mieścinie
Na rynku znany łobuz był
Jankielek Wasserstein

A ojciec jego grajkiem był
Na ślubach grał w Będzinie
I zwał się Abram Wasserstein
I wszystko było fajnie.


Gdy Jankiel miał 16 lat
Rzekł tata, buty włóż
Weź skrzypce synku i jedź w świat
ja stary jestem już
Jak tylko Żydek umie grac
To w świecie on nie zginie
Pamiętaj, kto ci skrzypce dał
I co twój tata grał.


Dźwięki starej piosenki, ojojoj
Płyną za tobą w świat.
Skrzypki weźmiesz do reki, ojojoj
Zagrasz pieśń dawnych lat
Czy to Rotszyld czy to ja
Każdy w życiu łzy w oczach ma
Gdy się te smętną piosnkę gra

Oj, bardzo ciężkie były dni
Na Muranowie w kinie
I w barze na Tłomackim źle
choć trochę lepiej było..
Aż wreszcie gdy w oazie grał
zapomniał o Będzinie
i zwał się już Modlicki Jan
tak bardzo mistrzem był
Lecz często Jankiel budził się
Czy shimmy grał czy blues
I w skrzypcach słyszał drżący głos
ten głos co przeszłość niósł
Jak tylko Żydek umie grać
To w świecie on nie zginie
Pamiętaj, kto ci skrzypce dał
I co twój tata grał

Dźwięki starej piosenki, ojojoj
płyną za tobą w świat
skrzypki weźmiesz do reki, ojojoj
zagrasz pieśń dawnych lat
czy to Rotszyld czy to ja
każdy w życiu łzy w oczach ma
Gdy się te smętną piosenkę gra


I po będzińskim rynku szedł
Abrama pogrzeb czarny
przybijał do New Yorku już
wspaniały Cunard-Line
dolarów 500 w Wilnie ma
najwięcej dziś kawiarni
charlestona król John Waterstone
nie, Jankiel Wasserstein
i pole ma i wilka ma
i stare skrzypce swe
wilkowi często na nich gra
i serce niezłe jest.
Jak tylko Żydek umie grac
to w świecie on nie zginie
te same skrzypce będzie miał
i swoim dzieciom grał.


Dźwięki starej piosenki, ojojoj
płyną za tobą w świat
skrzypki weźmiesz do ręki, ojojoj
zagrasz pieśń z dawnych lat
czy to Rotszyld czy to ty
każdy Żyd ma oczach łzy
przy tej piosence z dawnych dni.

   Druga, to żydowska kołysanka pt. „Srulek”. Jej autorem jest Emanuel Schlechter. Śpiewały ją m.in. siostry Rayfer.  Obie te pieśni bardzo mnie wzruszają. Przypominają mi ukochaną babcię. Jej drżący charakterystycznym, przedwojennym wibratem, miły głos. Ostatnio często słucham tych utworów, pomagają mi wyobraźnią przenieść się do dawnych czasów, pomagają pisać moją "Karczmę"…


 W małym żydowskim zaułku dziś gwar
dużo ludzi, radość, lamp naftowych żar
Handlarzowi z Łodzi dziś się syn urodził
Właśnie dostał piękne imię Srul

Ojciec z radości aż łzy w oczach ma
Bawcie się, radujcie, lecz już cicho sza
Srulek oczka zmrużył
Bal pewnie go znużył
Śpij kochany, nie znaj co to ból

Syneczku złoty Srulku mój
Nad tobą czuwa ojciec twój
Do ciebie nie ma żalu, szczęścia twego rad
Dopóki starczy sił, ty w szczęściu będziesz żył
I wielkim kiedyś ujrzy ciebie świat

Srulek już podrósł i do szkół chodzi już
Nad nim wiecznie czuwa ojciec anioł stróż
Choć jak wól haruje, Srul tego nie czuje
Synek wszystko musi mieć co chce

Wraca do domu ojciec w późną noc
Kaszel dusi w piersi, stracił dawną moc
Drżąca ręka sina głaszcze główkę syna
I przez łzy do Srulka śmieje się

Syneczku złoty Srulku mój
Nad tobą czuwa ojciec Twój
Do ciebie nie ma żalu, szczęścia twego rad
Dopóki starczy sił, ty w szczęściu będziesz żył
I wielkim kiedyś ujrzy ciebie świat

Srulka wesele dziś odbywa się
Sale roztańczone, goście bawią się
Srul dziś jest bogaty
nie zna swego taty
nawet nie zaprosił go na ślub

Stary, złamany, w oczach wielkie łzy
Stoi siwy ojciec skulony u drzwi
Choć boleśnie szlocha
Srulka zawsze kocha
Co tam ojciec, jutro może grób

Syneczku złoty Srulku mój
choć gorzko płacze ojciec Twój
Do ciebie nie ma żalu, szczęścia twego rad
Tyś pan dziś złota syt
Jam tylko stary Żyd
Bądź zdrów, ja idę w ciemny, straszny świat...

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost