czwartek, 23 lipca 2020

Psie rocznice.




Cezary pisze…


     Mała Zuzia - wrzesień 2010


A to dorosła Zuzienka.

Ileż to już lat mieszkamy pod lasem? Acha, Zuzia ma 10 lat, a jest z nami prawie od samego początku więc wychodzi dziesięć. Prosta matematyka do celu. Pamiętam pierwszy spacer po lesie z maleńką Zuzieńką. Dzielnie przemierzyła parę kilometrów drepcząc za nami, ale sto metrów przed domem położyła się i ani do przodu ani do tyłu. Wziąłem włochaty kłębek na ręce i idę, aż tu nagle grupka ludzi ukazała się niespodziewanie za nami. Psina nagle ożyła, wyrwała się z rąk i pobiegła w ich kierunku. Po gromkich wołaniach zawróciła i znowu położyła się na ziemi kilka metrów od nas. Chyba testuje moją cierpliwość albo od samego początku pokazuje kto tu rządzi -pomyślałem. Kobieca dominacja w przyjacielskich stosunkach psio-ludzkich? Wtedy po raz pierwszy doznałem dotkliwej porażki. Nie może tak być! Okazało się, że był to tylko pierwszy raz, a potem kolejne i kolejne. Pogryzione worki do odkurzacza, kable elektryczne, kupa na środku pokoju i buty rozwleczone po całym ogrodzie, to tylko czubek góry zwanej lodową ponad jej możliwościami. Zawsze potrafiła mnie rozbroić z doskoku wdrapując się na kolana i namiętnie liżąc po policzkach i za uchem. Skąd psie panie wiedzą co chłopy lubią najbardziej? I to, że zawsze mają rację zostało udowodnione po wielekroć. Dzisiaj dziesięciolatka zachowuje się dokładnie tak samo. Najważniejsze nic na siłę. Konieczny, aczkolwiek wymuszony zabieg zawsze kończy się obrażoną miną i czasem spędzonym na osobności z dala od pana.


                    Hipcia jeszcze ze stojącymi uszami.


                           Misia -zdjęcie dzisiejsze

Cztery lata temu psia rodzina powiększyła się o milusi przychówek. Dzisiaj mając stadko czterech możemy obserwować zachowania psów jakże inne od samotników. Hierarchia, zależności, zachowanie, zwyczaje, obrzędy to kwintesencja życia w mieszanej społeczności na domowy użytek oczywiście. Mama Zuzia jest na samym szczycie w hierarchii. Nikt nie śmie okazać braku szacunku i zawsze jej ustępuje. Poza tym w sytuacji, kiedy podnoszę głos na inne psiaki zawsze interweniuje przymilając się do mnie z uśmiechem na pysku chcąc obłaskawić niedobrego pana. Przeważnie wygrywa, a ja głaszczę ją po zmierzwionej sierści i mówię; już dobrze niedobra suko. Oczywiście w pozytywnym znaczeniu.


               Psy w swoim żywiole.

Często zabieramy psy na spacer do lasu. Bardzo lubią wodę z kałuż i lubią też taplać się w błocie, biegać po łąkach, szaleć, czyli być w swoim żywiole, naturalnym dla nich środowisku. Oczywiście przed wyjściem psiaki nie są o tym fakcie informowane lecz dziwnym trafem zawsze wiedzą na kilka minut przed i zaczynają swoje szaleństwa. Skakanie, bieganie od drzwi do bocznej bramki i tak w kółko aż do momentu, kiedy gospodyni zaczyna zakładać im obroże. Szał. Skąd wiedzą? Przecież nie wymawiamy magicznych słów, zachowujemy się bezobjawowo, a jednak. Misia i Hipcia są siostrami. Zawsze kiedy wybiegają za bramę biegną obok siebie, co powoduje częste starcia, na szczęście niegroźne. Psy szybko znikają pomiędzy drzewami, a Misia staje w pozycji „na zająca” czyli na tylnych łapkach i bacznie penetruje najbliższą okolicę, by potem szybko dołączyć do watahy. 


         Piesiaki jak zawsze przy gospodyni.

Ze względu na linienie psy są bardzo często czesane. Do tego zabiegu używamy dwóch żółtych wiaderek, na widok których psy ustawiają się w kolejce, a właściwie to Jacuś pierwszy nadstawia zadek do czesania pomimo, że obecnie nie gubi sierści. Niestety wypychany jest przez Zuzię, ale nie daje się, dzielnie stawia opór. I tak na początek mam dwa zadki do czesania na dwa grzebienie. Misia leży spokojnie i czeka na swoją kolejkę. Hipcię trzeba przywołać, albo podejść do rozłożonej na trawie i tam dokonać zabiegu. W obecnej chwili czynność ta jest wykonywana codziennie. Niestety!
Popatrzyłem na moją zmierzwioną czuprynę. Mnie nikt nie czesze… biedny Cezary.

Około godziny piętnastej dostają swoją zupkę. Cztery pełne michy. Każdy je grzecznie ze swojej, ale nie zawsze do końca. Wtedy Hipcia robi obchód i dojada z innych misek pomimo, że nie dokończyła swojego posiłku. Oczywiście nikt nie śmie dojadać z jej miski, do której powraca by dokończyć dzieła. Skład zupki jest stały i składa się z makaronu, rozgotowanej wątróbki drobiowej, oraz wątróbki wieprzowej pokrojonej w kostkę, która to musi być na wierzchu. Niekiedy mam ochotę poprosić gospodynię o piątą miskę. Niestety mój obiad jest przeważnie  jarski. Młode ziemniaki z koperkiem, kefir a czasem nawet jajka. A gdzie wątróbki pytam?
Na kolację dostają kości porąbane na malutkie kawałeczki i biorą je tylko z rączki. Kość rzucona na trawę jest niczyja. I teraz rozpoczyna się modlitwa nad nimi. Po chwili któryś z psów zaczyna jeść, słychać trzask rozgryzanych gnatów i wtedy cała hałastra zaczyna biesiadę. Zdarza się, że Misia zabiera kość do domu i uporczywie próbuje schować ją pod narzutę na kanapie.


Ulubiona pozycja Jacusia.


Zawsze na wysokości.


Jacuś ze skruszoną miną nad zamordowaną kurą.

Jacuś jest z nami od pięciu lat i drastycznie zmienił się na korzyść. Nie liże już po rękach, jest bardzo posłuszny, ale pieszczot potrzebuje w nadmiarze. Żaden z naszych psów nie lubi głaskania po głowie, lecz chętnie nadstawiają zadki do klepania. Jacuś też! Zaczyna się rano, kiedy zasiadam do komputera. Zawsze jest pierwszy i molestowanie pana trwa dobrą chwilę. A przecież inne psiaki robią dokładnie to samo. Dobrze, że mój komputer startuje powoli i mam dobrą chwilę na dokonanie codziennych obowiązków. A potem komenda; wystarczy i każdy rozłazi się w cztery kąty pokoju psio-komputerowego.



Psie zabawy- czyli wzajemne zaczepianie się.


Kiedy to było - Zuzia ze swoim przyjacielem Łobuzem.


Misia szusuje leśnym duktem.

Zuzia jednak dziecinnieje pomimo braku oznak zewnętrznych. Bawi się! Przewracanie i podgryzanie się wzajemne, łapanie za nogi czy ogon, gonitwa wokół stawiku. Misia dzielnie bierze udział w zabawach, a wręcz prowokuje do zabawy. Zuzia w gonitwach ma marne szanse, startuje jak powojenny Ursus, a brak szybkości nadrabia sprytem. Nie okrąża stawu, leci na skróty naprzeciwko właśnie pokazującym się psom. Waga i niestety jak my wszyscy wiekowi mamy tak samo. Młodość nie przemija, tylko starzeje się. Ciągle młodzi!


Nasz dom przylega bezpośrednio do drogi. Psy nie lubią traktorów i rowerzystów. Bieganie i jeden jazgot. Nic nie umknie ich uwagi. Dziwimy się, kiedy nic nie widać a psy szaleją. Po paru minutach pokazuje się pieszy lub rowerzysta. Najczęściej jako pierwsza alarm podnosi Misia, daje hasło do szczekania. Wchodzący przez bramkę muszą na nią uważać. Pewnego razu nasz dobry znajomy został boleśnie ugryziony w łydkę. Co prawda krwi nie było, pozostał kilkudniowy ból. Za to Jacuś jest bardzo przyjacielski i ładuje się gościowi mu na kolana gdy ten usiądzie.

Czasem  wyjeżdżamy na krótko i psy zostają w domu. Z relacji naszej sąsiadki wiemy, że przez około dziesięć minut po naszym wyjściu słychać psie wycie. Nie wiem czy cieszą się bo mają wolną chatę czy tęsknota bierze górę. Chyba zainstaluję wewnętrzną kamerę by zobaczyć co dzieje się w czasie naszej nieobecności. A może nie, bo po naszym powrocie słychać przeciągłe ziewanie, więc śpią łasuchy.



Niedługo koniec szaleństw - czas do domu!

To tak w skrócie. Nie da opisać się wszystkiego. A post to nie książka. Myślę, że dobrze jest nam w tym stadzie, wszystkim. Już tęsknimy za tym, co minęło i co dawało nam radość na co dzień. Wyczekujemy kolejnego dnia, kolejnych doznań i przeżyć. Wierzymy w dobro przyszłości, ciągle budując na podwalinach dotychczasowych przeżyć, doznań i niestety, chwilowych rozczarowań.
Zuzia do nogi… nie przyszła. Nie tresujemy psów, nie dają łapy i nie siadają na rozkaz. One same wiedzą, jak mają się zachować, współżyć  z człowiekiem. Dziwne te psiaki albo... albo!



Etykiety

Aborygeni afirmacja życia apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady bliskość blog blogi Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba czarny bez czas czerwiec człowieczeństwo deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie fotoreportaż głodówka gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska informacja inność internet jabłka Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jawornik Polski jesień jesień życia kalina kangury kastracja koala kobieta koguty kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lipiec lis listopad los ludzie łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo marzenie maska mgła miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia młodość moda mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niezapominajki Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pierniki pies pieśni pieśń piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady pożar praca prawda prezent przedwiośnie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia radość recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż Riverland rodzina rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słońce słowa smutek South Australia spacer spiżarnia spotkanie strych susza. upał szadź szczęście śmierć świat święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota truskawki uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś Wilsons Promontory wiosna wirus woda wojna wolność wrażliwość wrotycz wspomnienia wspomnienie wychowanie wypadki zabawa zaproszenie zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia Żydzi żywokost