niedziela, 20 sierpnia 2017

Słowa - klucze...




…Cieszę się, że na poprzedni mój post pt. „Kartki z kalendarza” otrzymałam z Waszej strony tak pozytywny odzew. Serdecznie za to dziękuję! Po raz kolejny przekonuję się, że warto być szczerą oraz że głęboki, wspólny namysł nad ważnymi sprawami ma sens. A ponieważ w moim kalendarzu jest jeszcze mnóstwo kartek z ciekawymi i godnymi przemyślenia sentencjami planuję jeszcze nie raz coś na ten temat napisać. Słowa potrafią dając do myślenia wić się długo i czepiać naszych serc niczym babie lato, jak pnące ogórki stojącego przy nich płotu. Niekiedy niełatwo o nich zapomnieć, pominąć, odczepić się nawet choćby się bardzo chciało. Coś bowiem poruszają zbyt głęboko, coś jątrzą. Słowa umieją otwierać serca, uwalniać i rozjaśniać skomplikowane uczucia, pomagają odnaleźć podobieństwa między ludźmi…Słowa potrafią też jednak te serca zamykać, boleśnie ranić, zniechęcać i odpychać. Często też to co jednych otwiera, drugich zamyka. I o tym właśnie będzie poniższy tekst.

  ... Nieraz pisząc zastanawiam się czy zupełnie przypadkiem, niechcący nie robię komuś krzywdy swoimi słowami. To, co napisane różnie przecież jest odbierane. Kogoś zranić może sam temat, bo z czymś mu się on boleśnie kojarzy. Kogoś przykro może dotknąć zbyt autorytarnie wyrażona opinia albo też komentarz pod tekstem. Kogoś może drażnić i budzić irytację nadmierna jego zdaniem szczerość, zwłaszcza gdy sam doznał w przeszłości przykrości z tego powodu i uważa, iż zwykłą głupotą jest obnażanie duszy albo gdy w tę szczerość po prostu nie wierzy.  Bywa też, że czegoś się w sobie wstydzimy, do czegoś nie chcemy się przyznać, nosimy w sobie jakiś wyrzut sumienia, które ktoś niechcący obudzi… Ileż ludzi z niewyjaśnionych głębiej powodów zniknęło raptem z naszego życia? Ileż blogów przestało istnieć? Ileż listów pozostało bez odpowiedzi…? Cóż, nawet zbyt mocno świecące promienie słońca zamiast przyciągać i ocieplać potrafią odpychać i budzić chęć ukrycia. A człowiek choćby się nie wiadomo jak starał i miał jak najlepsze intencje to i tak nieświadomie kogoś odpycha…

…Na przykład u mnie temat kóz od jakiegoś czasu jest nieomalże tematem tabu. Chociaż wydawałoby się, iż w zeszłym roku podjęłam świadomą i odpowiedzialną decyzje o rozstaniu z nimi, to wciąż za nimi tęsknię, bo co i rusz wszystko mi o nich przypomina. Łąka, na której nikt się nie pasie a trawa tam bujna i pachnąca. Robaczywe jabłka spadające na trawnik, których nie ma dla kogo zbierać i właściwie spożytkować. A wreszcie migawki wspomnień ze wspólnych z kozami gromadnych spacerów. A ponieważ tak ze mną jest, nie oglądam starych zdjęć, na których uwieczniałam moje zwierzęta, nie czytam swoich dawnych tekstów na ich temat, nie wchodzę też na blogi, gdzie pisze się o kozach. Może ta tęsknota po nich jest wciąż tak żywa, bo jest częścią jeszcze większej tęsknoty, jeszcze większej utraty, której w zeszłym roku doświadczyłam? Pewnie musi minąć jakiś czas by to przeszło, by ucichło...Wielu z nas ma takie tematy, które zbyt mocno czegoś w duszy dotykają. Uciekamy nieraz od takich dotyków w lekkość, humor i beztroskę zwykłego, blogowego pisania albo w spotkania z pozytywnie działającymi na nas ludźmi…Trzeba jakoś żyć...

   Słucham ostatnio piosenek  ś.p. Mirosława Breguły z zespołu Universe.  To proste i trafiające do serca utwory śpiewane chłopięcym, dźwięcznym głosem wykonawcy. Tyle w nich wybrzmiewało radości, pogody i ciepła, jak i w osobie samego Mirka Breguły. Ale Breguła był niepoprawnym nadwrażliwcem, który pod warstwą wesołości i beztroski chował głęboko swoje smutki i rany. Kochał muzykę, uwielbiał śpiewać i pisać teksty do swych piosenek. Przez wielu odbierany był entuzjastycznie i serdecznie. Dodawało mu to sił i wiary w siebie. Jednak była w jego życiu pewna ważna dla niego osoba, autorytet, który wyraziwszy się źle o jego śpiewaniu skutecznie oberwał mu lotki i sprawił, że rana po nich jątrzyła się do końca życia. Nie jest łatwo na tym świecie nadwrażliwcom. Nie potrafią wyhodować sobie mocnego pancerza. Nie umieją pogodzić się ze złośliwością, pogardą, niezrozumieniem i wynikającym z niej poczuciem alienacji i bezsensu. A przez cały czas próbują dopasować się, ukryć swoją inność, zdusić w sobie tę nadmierną podatność na zranienie. Czasem mają im w tym pomóc nałogi, czasem intensywna praca albo pomaganie innym. Wciąż jednak napotykają te same słowa – klucze, które znowu otwierają drzwi ciemności i beznadziei, wciąż jakieś ważne cegiełki wypadają z budowli ich istnienia.  Jedni dają radę jakoś przetrwać, wciąż na nowo się odbudowywać, dostrajać, rzeźbić i wreszcie zaakceptować siebie i nie przejmować się tak bardzo cudzymi opiniami albo własnymi porażkami. Inni się poddają. Mirkowi Bregule, nie udało się po raz kolejny odbudować, niestety. W 2007 roku popełnił samobójstwo. Miał wtedy tylko czterdzieści dwa lata…


   Ogromna jest nasza odpowiedzialność za czyny i słowa. Nieraz nie zdajemy sobie sprawy jak ogromna. Nadmierną pewnością siebie, lekceważącym stosunkiem do czyjegoś problemu, obojętną beztroską, twardością osądów, a nawet własnym dobrym humorem podczas, gdy inni pogrążeni są w smutkach oraz zmartwieniach i nie ma na ich rozwiązanie żadnych gotowych recept, wymyślonych na poczekaniu zbawiennych rad – oddalamy się od bliźnich a nawet ich krzywdzimy.  Nieraz drobna drzazga potrafi zamienić się ropiejącą ranę i uprzykrzać naszą codzienność. Nieraz byle uwaga może kogoś zepchnąć na skraj przepaści. Ileż takich przepaści pojawia się przed nami codziennie? O wielu z nich na szczęście zapominamy. Jakim koszmarem byłoby życie, gdyby wciąż sobie coś wypominać lub wciąż o coś czuć do kogoś niewyrażony żal. Wydźwigamy się z tych przepaści także dzięki temu, że czyjeś dobre słowa i czyny potrafią być dla nas najlepszą liną ratunkową. Wydźwigamy się bo wciąż dużo w nas wiary w dobro, pragnienia światła. Wszak zwyczajne promienie słońca po długim deszczowym dniu umieją zdziałać prawdziwe cuda… 

…Jednakże choćbyśmy byli jak najdelikatniejsi, jak najwrażliwsi oraz uważni i tak niechcący kogoś dotykamy, coś niszczymy. Przecież nawet stąpając po trawie nieświadomie miażdżymy jakieś żyjątka, jakiś mikroświat. Takie jest życie i póki nie staniemy się uskrzydlonymi aniołami, póty kroczyć będą za nami radości i smutki, zachwyty i cierpienia, bliskość i obcość…



Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy blog Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przepis przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wrażliwość wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia