
zdj. z Internetu
„I want to be a trucker, when I get older!” (Kiedy dorosnę, chcę zostać truckerem) – tak pewien chłopiec napisał na czacie filmiku pokazującego protest truckerów w Ottawie. Napisał tak w szczerym podziwie dla rycerzy współczesnych czasów, czyli dla kierowców ogromnych tirów od kilkunastu dni manifestujących w obronie wolności w całej Kanadzie. Takie proste, dziecięce wyznanie wyciska łzy z oczu w świecie już prawie całkiem pozbawionym wzorców, ideałów i bohaterów. W plastikowej, wydmuszkowej rzeczywistości pełnej ogłupiających reklam, gier komputerowych, gloryfikacji poprawności politycznej, kultu pseudocelebrytów i influencerów. W dziwacznym, surrealistycznym serialu „Black mirror”, którego przymusowymi aktorami jesteśmy od dwóch lat. W codzienności, w której coraz więcej dzieci nie pamięta już czasów, gdy chodziło się bez maseczek, gdy można się było swobodnie bawić z innymi dziećmi i zwyczajnie uczyć w szkole…
Cóż. Dla mnie i Cezarego niestety za późno już na zostanie truckerami, jednak mentalnie jesteśmy z tysiącami ludzi protestujących przeciwko obostrzeniom sanitarnym, łamaniu praw człowieka, manipulacjom i propagandzie wylewającej się obrzydliwym ściekiem z niemal wszystkim mediów głównego nurtu.
A podobne protesty jak w Kanadzie odbywają się i będą odbywać na całym świecie: w stolicy Australii Canberze, w USA, w Holandii, Paryżu, Brukseli oraz w wielu polskich miastach. O tych protestach mainstreamowe media zazwyczaj milczą albo pokazują je w krzywym zwierciadle pisząc o zgromadzonych tam dobrych, nastawionych pokojowo ludziach jako o bandzie terrorystów, faszystów, skrajnych prawicowców, antyszczepionkowców i płaskoziemców. Skąd znane są nam podobne do tych epitety? Z czym się nam kojarzą? Rzecz jasna z partyjną nowomową z czasów Trybuny Ludu. Z okresem totalnej cenzury i kłamstw obowiązujących w nie tak dawno minionej epoce socjalizmu. Czy rzeczywiście jednak minionej? A może tak naprawdę ubrała się ona dla niepoznaki w płaszczyk kapitalizmu, ale tam pod spodem nadal jej decydenci czynią swoje i urabiają opinię społeczną tak by łykała medialną strawę posłusznie i bez żadnej refleksji?
W ludziach jednak coraz bardziej się gotuje. Coraz mocniej bowiem rozchodzi się to, co jest z tym, co chcą nam wmówić i do czego zmusić. Niestety, rośnie też wzajemna nieufność i wynikająca z niej niechęć, czy też ostrożność w działaniu. Trudno dzisiaj rozróżnić, które protesty są zupełnie oddolne a które inicjowane i finansowane przez jakieś grupy interesów. Rodzi się obawa, że komuś nawet może być na rękę wywołanie globalnej rewolucji a potem brutalne jej stłumienie celem wprowadzenia jeszcze bardziej dyktatorskich, może i globalistycznych rządów. A wszystko to oczywiście dla naszego wspólnego dobra.
Jednak nawet mając na uwadze powyższe zagrożenia coraz więcej spośród nas ma ochotę robić cokolwiek by zmienić tę przerażającą, orwellowską, zaciskającą się niby pętla rzeczywistość. W końcu wykrzyczeć na głos, że król jest nagi. Bo przecież widzimy, iż choćby odziewać go w nie wiem jak wspaniałe szaty pustych obietnic i fałszywych nadziei, to brudne ręce tego spasionego na krzywdzie ludzkiej tyrana wciąż wystają mu spod brokatowego płaszcza. A przecież nie widać końca problemów oraz niebezpieczeństw. Jakby mało było dokoła nachalnej, pandemicznej narracji dochodzi do tego jeszcze wprowadzanie Nowego Ładu (czy raczej Nowego Wału), drastycznych podwyżek cen energii elektrycznej, gazu i żywności, dobiegające co dnia z głównych portali informacyjnych wiadomości o mogącej wkrótce wybuchnąć wojnie…Chaotycznie nawarstwiają się te wszystkie wieści, spiętrzają i w efekcie wprowadzają ludzi w stan bezsiły, frustracji i przygnębienia. Rośnie inflacja. Wielu przedsiębiorców zamyka swoje biznesy. Duża część spośród nich wyjeżdża zagranicę. Coraz więcej jest rozwodów oraz aktów przemocy domowej. Nasila się alkoholizm i narkomania. Oddziały psychiatryczne w szpitalach pękają w szwach. Mnożą się przypadki samobójstw wśród dorosłych i dzieci…
Nam wszystkim pilnie potrzeba jakiejś nadziei. Zastrzyku nowej siły i optymizmu. Silnego, wyrazistego światła, a nie błędnego ognika, za którym można by pójść. Czegoś czystego, spontanicznego, porywającego i przynoszącego prawdziwe odrodzenie. Czymś takim właśnie zdaje się Konwój Wolności w Kanadzie. Nigdy przecież jeszcze w historii świata nie było tak ogromnego protestu. Nigdy żaden protest nie spotkał się z tak masowym odzewem ludzi na całym świecie.
Dzisiaj jednak wszystkie media obiegła wiadomość o wprowadzeniu stanu wyjątkowego w Ottawie. O dziesiątkach mandatów wystawianych przez policję protestującym ludziom pod byle pretekstem. O zakazie wspomagania truckerów czymkolwiek , a przede wszystkim paliwem do samochodów. Tymczasem paliwo jest tam najważniejsze, bo dzięki niemu koczujący w mroźnej stolicy Kanady kierowcy mogą ogrzewać wnętrza swych pojazdów. Mimo wszystko szykanowani i zastraszani Kanadyjczycy się nie poddają. Wręcz przeciwnie – konsolidują się jeszcze bardziej. Nadal pełni są entuzjazmu i pomagają sobie nawzajem jak tylko mogą. Zapewniają kierowcom noclegi, prysznice i toalety w prywatnych mieszkaniach. Wspierają ich mentalnie wiwatując na ich cześć, przemawiając na placu przez parlamentem, śpiewając, dla rozgrzewki grając w hokeja na ulicach Ottawy i gromadnie tańcząc . Nie brakuje na miejscu także licznych przedstawicieli Polonii, która organizuje kuchnie polowe, rozdaje truckerom chleb, pączki i kiełbasy.
Na filmikach transmitowanych na żywo z Ottawy widać jak oddziały policji konfiskują kanistry benzyny, jak otaczają trucki, by pomagający nie mieli do nich dojścia. W zachowaniu tamtejszej policji na razie nie widać jeszcze brutalności. Prawdopodobnie zdaje sobie sprawę, że jakiekolwiek ostrzejsze działanie z jej strony mogłoby być niczym kamień, który poruszy lawinę i pobudzi do działania siły prawdziwie rewolucyjne. Lecz kto wie, jakimi rozkazami policja oraz wojsko będzie się kierować w przyszłości? Jakie będzie realizować cele? Miejmy nadzieję, że w stolicy Kanady obejdzie się bez rozlewu krwi. Że Konwój Wolności nadal będzie mógł być przeprowadzany w sposób pokojowy a przyłączać się do niego będzie coraz więcej świadomych, spragnionych powrotu normalności obywateli. Że przykład Kanady poruszy i obudzi zniewolone społeczeństwa na całym świecie i będzie początkiem dobrych zmian dla całej uciemiężonej ludzkości.
Jednak jak to wszystko pójdzie dalej – czas pokaże. Dzisiaj oboje z Cezarym trzymamy kciuki za wszystkich dzielnych ludzi odważających się przeciwstawiać zamordystycznym rządom i ogłupiającej narracji płynącej z mediów. I spoglądając przez okno na świat z naszego cichego domku pod lasem, solidarnie, całym sercem jesteśmy z naszymi braćmi i siostrami, którzy w Ottawie, Toronto, Canberze, Brukseli i Warszawie walczą także i o nasze prawa.

A jeśli chcielibyście więcej wiadomości na temat tego, co dzieje się teraz w Kanadzie, to można to zobaczyć i przeczytać w zalinkowanych niżej materiałach:
„Wolne media” o początku Konwoju Wolności i o jego celach
"Wolne media" o stanie wyjątkowym w Kanadzie
Polka mieszkająca w Kanadzie - Agnieszka Stalkoper mówi z Ottawy o tym, jak jest tam teraz
Poniżej materiały o protestach odbywających się obecnie w innych krajach: