Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drama. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 kwietnia 2016

Muzyka jest miłością...



    U nas pogoda nadal w kratkę. W czasie deszczu i zimnych porywów wiatru nie da się wytrzymać zbyt długo na dworze. Ale nie ma zmartwienia, bo dzięki temu jest czas na inne przyjemności!:-) Na przykład na wymyślanie polskich słów do piosenek!  I oto kolejny utwór muzyczny z moimi słowami napisany pod wpływem melodii, która mnie oczarowała. Melodii, która pochodzi z kolejnego, fantastycznego serialu koreańskiego pt. "Secret garden". Gdybyście w wolnej chwili chcieli się zrelaksować, wzruszyć, zabawić czy też odpłynąć w inne rejony myśli i dziania szczerze polecam jego obejrzenie. To obfitująca w wiele zwrotów akcji współczesna komedia romantyczna. Jedną z głównych ról gra tam Ha Ji -won - wspaniała odtwórczyni głównej roli w dramie "Cesarzowa Ki". Łatwo można ten film znaleźć w necie.

   Jak zwykle serdecznie zapraszam do wspólnego śpiewania!:-)) 

    Oto  link do podkładu muzycznego  a poniżej piosenka i tekst do niej.



 Muzyka jest miłością


Przypływa czułym dźwiękiem
I zabiera w dal
Ogarnia słodkim lękiem
Budzi cichy żal
Może wzruszyć, przejąć tak
Jak marzenie w dobrych snach
Rozbłysnąć iskrą w duszy
Zwolnić czasu piach

Muzyka jest miłością
To czar, co rodzi się wśród gwiazd
I mknie do serc
A potem spływa w żyły
Dodaje nowej siły
Łagodnieje rzeczywistość
Wraca dawny sens

Muzyka jest nadzieją
Tak jak wiatr, co odgania cień chmur
Leczy troskę i ból
Zanurza w ciepły nurt
Ożywia to, co było
Każe płynąć łzom…

Wspominasz tę piosenkę
Której moc wciąż trwa
I słowa najpiękniejsze
Tę spełnioną baśń
Chociaż dzisiaj inny świat
Żyje magia dawnych lat
Wystarczy spojrzeć w oczy
Wszystko czeka tam

Bo miłość jest muzyką
Co brzmi i w gniewie i we łzach
I płynie w dal
W dni żalu i milczenia
Gdzie budzi dźwięk wzruszenia
I nie waha się wybaczać, zapominać zło

Bo miłość jest nadzieją
Tak jak wiatr, co odgania cień chmur
Leczy smutek i ból
Zanurza w ciepły nurt
Ożywia to, co było
Każe płynąć łzom…

Możesz wątpić w moc tych dźwięków
Własny słuch
Bać się nawet, że zaginął w tobie duch
Ale przecież w końcu budzisz się znów

Muzyka jest miłością
To czar, co rodzi się wśród gwiazd
I mknie do serc
A potem spływa w żyły
Dodaje nowej siły
Łagodnieje rzeczywistość
Wraca dawny sens

Bo miłość jest nadzieją
 Tak jak wiatr, co odgania cień chmur
Leczy troskę i ból
Zanurza w ciepły nurt
Ożywia to, co było
Każe płynąć łzom…



                                                dla Cezarego!:-))*

wtorek, 1 marca 2016

Fascynacja




   Powtarzalność, przewidywalność oraz rutyna codzienności przyzwyczajają nas do tego, że wszystko jest do siebie podobne, a przez to wywołujące coraz mniej zaskakujących uczuć, emocji i wrażeń. Do tego przytłacza nadmiar wszelakich towarów w sklepach, filmów i programów rozrywkowych w TV. Ogłupiają nowe gadżety, komunikatory i dominujące w nich pragnienie wyróżnienia oraz akceptacji. 

   Chciałoby się nieraz uciec na bezludną wyspę, aby odseparować się od tego wszystkiego albo jakimś cudownym sposobem wrócić do czasów wczesnego dzieciństwa. Do lat, gdy umysł i ciało dawały wspaniałe poczucie wszechmocy czy zachwytu nad nigdy niemającym się skończyć życiem. I chciałoby się znowu poczuć coś dosadniej, wyraziściej, prawie jak w szczenięcych latach, gdy tak wiele rzeczy bawiło, zaciekawiało, smakowało, dawało pole do wyobraźni i wielobarwnych snów. Odrzucić na bok kokon niechęci, znudzenia, zobojętnienia i nawyku. Spojrzeć po nowemu. Raz jeszcze znaleźć skarb. Jednak wiadome jest wszystkim, iż odnajdywanie skarbów nie jest prostą sprawą. A im człowiek starszy tym bardziej staje się wewnątrz niechętny do szukania, skostniały, ślepy na nowe doznania, niemrawy niczym motyl, któremu czas otrzepał tęczowy pyłek ze skrzydeł. Przebudzenie musi przyjść samo i mimo zwątpień naprowadzić na omijaną dotąd ścieżkę. Zaskoczyć, zdumieć, olśnić, ogarnąć jak wiosna, jak magia, jak zakochanie…

   Jakiś czas temu zupełnie przypadkiem trafiłam w telewizji na koreański serial pt. „Cesarzowa Ki”( ang. "Empress Ki").  Był akurat chłodny, zimowy wieczór. Położyłam się na kanapie przed telewizorem, okryłam zmarznięte nogi kocem. Westchnęłam zmęczona i obolała po całym przedreptanym dniu.  Otworzyłam grube tomiszcze „Ksiąg Jakubowych”, ale po kilku stronicach, nie umiejąc dostatecznie się skupić na lekturze odłożyłam książkę na bok.  Tymczasem Cezary wczytywał się w coś na ulubionym portalu internetowym. Psy spały pokotem na dywanie. Koty usadowiły się na krzesłach kuchennych. A ja moszcząc się pod kocem i operując pilotem w poszukiwaniu czegoś interesującego pośród morza telewizyjnej bylejakości, miałkości, politycznych przepychanek oraz idiotycznych programów rozrywkowych natrafiłam w końcu na pierwszy odcinek „Cesarzowej Ki”. Jakie było pierwsze moje wrażenie? – Ależ to inne od wszystkiego, co dotąd oglądałam…

   Zobaczyłam skośnooką, ubraną w łachmany dziewczynkę uciekającą wraz z matką przez uzbrojonymi napastnikami, osaczającymi je w ciemnym lesie. Napastnicy o typowo azjatyckiej urodzie odziani w wielobarwne szaty oraz lśniące zbroje niczym wicher galopowali na swych rumakach. Ich czarne, gęste włosy spięte były w kitki na czubku głów albo opadały swobodną falą na plecy. Ci piękni, lecz przerażający mężczyźni porozumiewali się między sobą ostrą, szczekliwą nieco mową. Zbliżali się do uciekinierek. W ich twarzach nie zauważało się ani odrobiny litości. W zapłakanych oczach matki i córki lśnił śmiertelny lęk oraz maleńki promyk nadziei. Oto przed nimi pojawiły się gęste zarośla. Jeśli tylko zdołają tam dobiec, na pewno ocaleją. Wrócą do swej wioski. I jeszcze będą razem żyć szczęśliwie nie niepokojone przez owych żołnierzy ani żadnych możnych tego świata. Niczego złego przecież nie zrobiły. Dlaczegóż więc przeznaczenie miałoby być dla nich tak okrutne? Wtem słychać świst strzały. W tle brzmi dramatyczna, przejmująca muzyka. I już za chwilę los uciekinierek jest przesądzony…

   Kiedy czytam ten swój powyższy opis filmowej sceny nie dostrzegam w nim nic takiego, co tłumaczyłoby zaczynającą się właśnie u mnie fascynację tym serialem, kulturą koreańską, muzyką a nawet językiem.  A jednak właśnie w tamtej chwili uległam trzymającej mnie do tej pory w swym serdecznym uścisku „chorobie” zwanej „Cesarzowa Ki”.  Od tamtej pory obejrzałam ów serial przynajmniej trzy razy. Ściągnęłam sobie z netu muzykę z niego i sukcesywnie piszę polskie słowa do niezwykle melodyjnych, koreańskich piosenek.  Czytam o skomplikowanej, lecz niezwykle interesującej historii Korei. A w końcu założyłam sobie nawet konto na portalu gromadzącym podobnych do mnie pasjonatów i tam w gronie wtajemniczonych oglądam kolejne seriale koreańskie, udzielam się na forum, wczytuję w kolejne wątki w dyskusji. Jakimż zaskoczeniem, ulgą i radością było dla mnie odkryć, że nie jestem sama w mojej dziwacznej „chorobie”.  Okazuje się, iż w Polsce i na świecie tysiące osób zakochało się w tym serialu, doznając takiego oczarowania, jakiego nie wywołał w nich dotąd żaden inny serial. Ze zdumieniem odkrywam w Internecie liczne fora, portale i blogi poświęcone „Cesarzowej Ki”. Sceny z filmu, klipy muzyczne albo melodie karaoke opatrzone napisami we wszystkich językach świata obejrzeć można na YT.



   A mimo powyższego zdaję sobie sprawę, iż to, co tutaj piszę może się komuś wydać śmieszne, dziecinne, banalne, niepojęte a w ogóle to nieprzystające do mnie. Na dodatek mania serialowa nie jest przecież czymś szczególnie oryginalnym. Coraz więcej ludzi jej ulega wpatrując się z uwielbieniem w przystojnych bohaterów „Wspaniałego stulecia” czy „Imperium miłości”.  Me serce poruszyła akurat koreańska opowieść. Tamtych seriali nie oglądałam, więc się na ich temat nie wypowiem.  Nie wstydzę się swego zauroczenia.  Nie oczekuję także, iż kogoś tą fascynacją zarażę, ponieważ z fascynacjami jest tak, jak z wiarą – albo się wierzy albo nie. I na nic przekonywania, opowieści i zachęty. Słuchacz czy czytelnik stoi z boku i przeważnie spoglądając z lekkim pobłażaniem nadziwić się nie może cudzemu zaangażowaniu.  

   Jednak prawie każdy z nas pragnie mieć jakąś pasję, która doda smaku jego życiu i odsłoni inny jego wymiar. Znalazłszy wreszcie coś takiego cieszymy się, odżywamy i chcemy by ten stan trwał jak najdłużej. Radzi byśmy podzielić się swymi zainteresowaniami z najbliższymi choćby po to by nie patrzyli na nas jak na wariatów, ale przeciwnie, należąc do tego samego klubu pasjonatów stali się żeglarzami na wspólnej łodzi pośród pełnego blasku oceanu nowej, odczuwanej przez nas magii.  I cóż, wyznam Wam, iż mam to właśnie szczęście, gdyż po wielu staraniach, opowieściach, namowach oraz sprytnych podchodach udało mi się pewnego dnia usadzić przed telewizorem Cezarego i streściwszy mu szybko najważniejsze wątki natchnąć go moim upodobaniem do tego koreańskiego serialu. Ku mej radości Cezary również złapał bakcyla. I póki serial nadawany był przez polską telewizję codziennie o godzinie siedemnastej pięć zagłębiał się wraz ze mną w meandry skomplikowanych przygód, intryg i uczuć naszych ulubionych bohaterów. Teraz mój mąż nie śmieje się już ze mnie, gdy po raz kolejny oglądam w Internecie któryś z odcinków czy słucham wspaniałej, serialowej muzyki i śpiewam aż do zdarcia gardła. Cezary wręcz zachęca mnie bym pisała kolejne piosenki. I co więcej – usiłuje nawet nucić je razem ze mną! Być może którąś z nich odważę się nawet zamieścić tutaj, jak zawsze ciekawa Waszej opinii.

   A teraz parę ciekawostek na temat koreańskich seriali i samej „Cesarzowej Ki”. Serial koreański po koreańsku nazywany jest "hanguk deurama". "Hanguk" oznacza koreański, a "deurama" to drama (czyli serial). W Korei Południowej kręci się rocznie około osiemdziesięciu dram.  To wielkobudżetowe, pełne wspaniałych dekoracji produkcje. Zatrudniani są do nich najlepsi aktorzy, którzy potem w koreańskich odpowiednikach Oscarów nagradzani są na wielkich galach. Dzięki zaś owym dramom zdobywają popularność i fanów na całym świecie. Przeciętnie drama mieści w sobie od kilkunastu do kilkudziesięciu odcinków a każdy odcinek trwa zazwyczaj około godziny. „Cesarzową Ki” nakręcono w latach 2013-2014.  Wersja pokazana w naszej telewizji podzielona była na 67 odcinków, natomiast na kilku stronach internetowych znaleźć można oryginalną, podzieloną na 51 odcinków wersję.




   „Cesarzowa Ki” to oparta na prawdziwych faktach drama historyczna ( toczy się w XIV wieku) opowiadająca o losach Seung Nyang, odważnej konkubiny z Korei, która po wielu perypetiach, miłosnych perturbacjach, wyrzeczeniach, poświęceniach i dramatycznych zwrotach akcji osiągnęła pozycję cesarzowej Chin. Niezwykle sprawnie napisany scenariusz, wiarygodni, skomplikowani psychologicznie bohaterowie oraz trzymająca w napięciu akcja sprawiają, że opowieść wręcz przykuwa do fotela a wspaniała gra aktorów dopełnia pozytywnego wrażenia. 
   Zdaję sobie sprawę, że niektórzy widzowie po obejrzeniu przypadkowo wybranego odcinka nie dostrzegą w tej fabule niczego interesującego. Wzruszą ramionami i odejdą, gdyż wyda im się ona pewnie hałaśliwym nieco, przerysowanym emocjonalnie romansem, przeplatanym często scenami azjatyckich sztuk walki.  Aby zatem nabrać szerszego oglądu i szacunku dla tej produkcji trzeba zapoznać się z kilkoma odcinkami a najlepiej z całym serialem. Szczerze do tego zachęcam. Moim zdaniem historia głównej bohaterki ma wymiar szekspirowski a wiele dialogów przenika konfucjańska mądrość i wysokich lotów poezja. Jest ona niczym oszałamiająca swą urodą szlachetna baśń z nieznanego dotąd lądu. Nie raz w trakcie oglądania owej dramy płakałam, śmiałam się, kibicowałam w głos moim ulubieńcom, obgryzałam z emocji paznokcie, doczekać się nie mogąc kolejnej części…
   Dzięki „Cesarzowej Ki” weszłam w zupełnie inną od europejskiej narrację, kulturę, kolorystykę i natężenie uczuć. Było to dla mnie jak haust świeżego powietrza, jak łyk przeczystej wody. Czy dziwi zatem, że nie mam ochoty pożegnać się z tym światem i wracać do tego, co w europejskiej czy hollywoodzkiej kinematografii tak bardzo jest zgrane i odarte z uczuć oraz mocy…? 

   Zastanawiałam się, czy pisać o tej fascynacji na blogu… Bo po pierwsze, odwykłam od blogowej działalności, oddaliłam się od tej rzeczywistości i w ogóle ciężko mi pisać po przerwie. A po drugie, na blogu nie pisze się i nie powinno się pisać o wszystkim.  Przeróżne przecież istnieją kryteria doboru tematów. Człowiek nie chce narażać się na krytykę, obmowę, śmieszność czy nawet odrzucenie. Przeróżni są także czytelnicy.  Wielu jest takich, którzy nigdy się nie odzywają i nie wiadomo, co tak naprawdę myślą. Blog jest, niestety, ekshibicjonistycznym niemal odsłonięciem duszy. Ufnym wydaniem się na ogląd i osąd anonimowego odbiorcy. Szczególnie taki blog jak ten oto, w którym zazwyczaj opisujemy z Cezarym uczucia, przeżycia, nasze wzloty i upadki. Dostrzegam to tym wyraźniej im dłuższą mam przerwę w publikowaniu postów.  Pisać zatem, czy nie pisać?  – oto jest pytanie! I jak pisać by być w zgodzie z samą sobą i nie żałować potem niczego…?

   Po rozważeniu wszystkich „za” i „przeciw” postanowiłam jednak opublikować powyższy wpis, gdyż blog jest również rodzajem pamiętnika i pewnie kiedyś, po latach, czytając ten tekst przypomnę sobie o swej dawnej fascynacji i uśmiechnę się, jak uśmiecha się człowiek wspominający swe najlepsze chwile…




Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost