Tuż przed upału dusznym tchnieniem
Przed mocnym słońca pocałunkiem
Srebrne musnęło świt wzruszenie
Mgiełka wraz z mżawką miały spółkę
Dżdżysty międzyczas pieścił łąki
Ogrodu gładził gęstwy, skrytki
Niebo ożywcze swoje soki
Dawało w darze kwiatom wszystkim
Bocian jak transie narkotycznym
W wilgotne zioła zanurzony
Zastygł w zachwycie niebotycznym
Żabim rechotem otoczony
A na łubinach pajęczyny
Drżały odziane w łez diamenty
Korale lśniły bzu, kaliny
Spełnione w dżdżu tak tkliwie ciepłym
Deszcz rosił dach i parapety
Nie skąpił w krąg słodkiego grzańca
Aż dom rozśpiewał a rolety
Zakręcić chciały razem walca
I piec złakniony też podniety
Rozbłysnął pąsem na chwil parę
By wyczarować cud-kotlety
Złocąc serdecznym je swym żarem…
Choć magia mżawki znikła zda się
Warta jest przecie rymowanki
Dobrze wszak w skwarnym międzyczasie
Wspominać mgliste, czułe ranki…









