Właśnie zaczął się słoneczny, ciepły
kwiecień. Cały czas spędzamy teraz na dworze. Nie chce się w domu siedzieć, gdy na zewnątrz tyle koniecznych do wykonania prac, tyle interesujących rzeczy i zjawisk do obserwacji. Wiele razy w ciągu dnia przystajemy z mężem przy drewnianym płotku
oddzielającym nasz ogród od prawie dwudziestoarowego wybiegu dla kur.
Przyglądamy się im z ogromną przyjemnością i fascynacją. To barwnie upierzone, bardzo ciekawe,
niezwykle ruchliwe i sprytne, zielononogie stworzenia. Biegają po ogrodzie pogdakując,
pokrzykując radośnie i wyszukując sobie jakieś wiosenne smakołyki. Kłócą się ze
sobą albo przechadzają się w parach, gwarząc cicho o swoich kurzych sprawach. A
już za chwilę uciekają przed swymi zazdrosnymi siostrami, niosąc w dziobkach
swoje cenne zdobycze – tłuste robaczki i świeże trawki. Potrafią przefrunąć nad
płotem i oddalić się bardzo daleko od kurnika aby znaleźć coś ciekawego do jedzenia.
Zielononóżki kuropatwiane mają w sobie wiele dzikości i niezależności, jak
przystało na kury powiązane genetycznie z kuropatwami. To obok czubatek
polskich najstarsza, polska rasa kur, która pod nazwą Zielononóżka została
opisana po raz pierwszy w czasopiśmie “Hodowca drobiu” przez Bronisława
Obfidowicza w 1879 roku, a grupę
tych kur wystawiono po raz pierwszy pod nazwą Zielononóżki na Krajowej Wystawie
we Lwowie w 1894 roku.
Czy rzeczywiście zielononóżka kuropatwiana
jest podobna do prawdziwej kuropatwy? Ma nieco podobny, jasnobrązowy z
domieszką szarości kolor upierzenia. A jej szaro-brązowe pisklęta ze względu na
charakterystyczną pręgę na grzbiecie przypominają trochę pisklęta kuropatw.
Ponadto kurki te są płochliwe i lekkie jak kuropatwy. Dlatego przefruniecie
kilkudziesięciu metrów nie stanowi dla nich żadnego problemu. Skóra tych kur jest
bardzo gruba a mięso przypomina mięso dzikiego ptaka. Jest ciemnoczerwone,
umięśnione, zawiera niewiele tłuszczu.
Zielononóżki nie nadają się do chowu w
zamknięciu. Mają wielką potrzebę wolności, ruchu i swobody przemieszczania się.
Zamknięte stają się osowiałe, smutne albo bardzo agresywne. Czasami jednak
musimy zamykać je na wiele godzin w kurniku, gdy wyjeżdżamy z domu na kilka
godzin i chcemy ustrzec je przed atakiem jastrzębia, orła czy myszołowa,
których to drapieżników jest, niestety, w naszych okolicach mnóstwo! Jakże się
cieszą, gdy wracamy i otwieramy drzwiczki ich kurzego domu. Popiskując i
pokrzykując ze szczęścia na wyścigi wyfruwają z pomieszczenia, omal tak samo
entuzjastycznie, jak znudzone długimi lekcjami dzieci opuszczające progi
szkoły.
Często zwabione przez charakterystyczne
nawoływania sprytnego koguta podchodzą do korytek, mniemając, iż gospodyni,
czyli ja, dała im kolejną porcję ich ulubionej mieszanki ziemniaków, pszenicy i
owsa. A to tymczasem jurny pan kogut miał chętkę na chwilę niewybrednych
amorów! A na obiad trzeba jeszcze cierpliwie poczekać!
Zielononóżka nie znosi tak dużo jaj, jak kury innych ras ("urobek" jednej kury to zazwyczaj od 140 do 180 rocznie).Jednak dzięki temu, iż ptaki te mają więcej czasu na wytworzenie w sobie jaja spokojnie nasycają go mnogością cennych składników mineralnych i witamin, które pochodzą z naturalnego środowiska, nieskażonego żadnymi przemysłowymi czy też manipulowanymi genetycznie dodatkami.
Nawiasem mówiąc, jakość tego, co jedzą kurki
ma ogromny wpływ na jakość, kolor, zapach i smak ich jajek. Chciałabym by
każdy, kto ma okazję ich spróbować nie wahał się, gdyż różnica smakowa między
tymi jajkami a sklepowymi jest mniej więcej taka, jak między mlekiem od krowy a
tym z kartonika! Ale liczą się oczywiście nie tylko zalety smakowe.
Najważniejsze jest to, że to po prostu bardzo zdrowe jajka, które mogą, a nawet
powinny jeść osoby dbające o siebie, świadome roli zdrowej żywności w diecie, nadwrażliwe
na inne pokarmy (także ze skazą białkową, gdyż te jajka nie uczulają!),
pacjenci po chemioterapii, ludzie cierpiący na problemy z sercem i miażdżycą,
wszelkiego typu rekonwalescenci oraz dzieci .
Jajko zielononóżki kuropatwianej, to
najlepsze źródło aminokwasów, kwasów tłuszczowych, witamin i związków
mineralnych. Zawiera ono aktywne biologicznie składniki działające
antybakteryjnie i przeciwzapalnie, podnoszące odporność organizmu oraz
zapobiegające starzeniu się komórek. Żółtko tych jaj zawiera mniej cholesterolu
niż żółtko innych jaj a także dużą dawkę kwasów Omega 6. Kwasy z grupy Omega-6
wpływają na wzrost, gojenie ran, czynności nerek i wątroby oraz zapobiegają
zakażeniom. Idealna dieta ludzka powinna charakteryzować się jak największą
zawartością kwasów n-3, a stosunek kwasów n-6 do n-3 powinien być na poziomie
5:1. Stosunek n-6 do n-3 w żółtku jaja kur
Zielononóżek jest na poziomie od 9:1, a więc dwukrotnie lepszy niż w jajkach
powszechnie sprzedawanych w sklepach. Zawartość wielonasyconych
kwasów tłuszczowych poprawia pamięć i zapobiega chorobom układu nerwowego. W żółtku
występuje immunoglobulina Y, która jest znanym ciałem odpornościowym. Jednym z najdoskonalszych czynników jest
lizozyn – naturalny antybiotyk występujący w białku, który powoduje, że białko
pozostawione w środowisku najbardziej zjadliwych bakterii nie ulega zakażeniu.
Ostatnim odkryciem naukowców w tych jajach jest nystatyna – substancja hamująca
rozwój nowotworów!
Wspomniałam, iż jajka zielononóżek są mniejsze, niż jajka zwykłych kur( ważą mniej więcej od 54 - do 59 g). Jednak to, że jajka te są mniejsze oznacza, iż zawierają one tylko mniej białka niż jaja zwykłych kur. Natomiast żółtko jest przeciętnej wielkości. Jego barwa jest bardziej żółta niż żółtek innych jajek. Dlatego dodatek tychże jaj do wypieków dodaje im głębszej, szafranowej barwy. Także jajecznica wygląda na zdecydowanie żółtszą niż ta ze sklepowych jaj. O jej smaku nic nie powiem, bo w ogóle trudno jest opisać smak. Ale prawie wszyscy nasi goście poczęstowani nią w naszym jajecznym El Dorado wychwalali ją pod niebiosa i nie mieli nic przeciwko dokładkom! Nawet moje sąsiadki – gospodynie wiejskie hodujące zwykłe kury, po spróbowaniu zielononóżkowych jaj zgodnie orzekły, że są one o niebo lepsze niż jaja ich własnych kur! A ciężko im było się do tego przyznać, ponieważ to osoby o dość tradycyjnych upodobaniach, zazwyczaj niechętnie podchodzące do wszelkich nowości i ciekawostek kulinarnych. Ich opinia miała dla mnie ogromne znaczenie, ponieważ jako osoba z miasta ufam ich doświadczeniu i wiedzy.
Jakiś czas temu, zimą zdarzyło się, że moje kurki niosły się tak słabo, iż nie miałam jaj by upiec ciasto. A tymczasem spodziewałam się gości i musiałam stanąć na wysokości zadania. Chcąc nie chcąc nabyłam w delikatesach dziesięć zwykłych jaj i zabrałam się do ukręcania koglu moglu na babkę ucieraną ze śliwkami na wierzchu. W momencie, gdy wbijałam żółtka do miski doszedł do mnie dziwaczny, nieprzyjemny zapach.
-Ki pieron? – pomyślałam – Czyżby jajca były zepsute?
Czym prędzej zawołałam Cezarego. Ten także pochylił się nad miską z niejakim obrzydzeniem a potem stwierdził, że z tymi jajkami pewnie nie ma nic złego a to tylko my odwykliśmy zupełnie od tych sklepowych jaj z wielkich farm i teraz wyraziściej czujemy w nich te wszystkie dziwne dodatki, antybiotyki i chemię! Ciasto wyszło mi też takie sobie. To znaczy goście jedli i nie skarżyli się, natomiast ja cały czas czułam w nim coś sztucznego.
Jemy z mężem jajka naszych kurek codziennie, w sporych ilościach, pod różną postacią. A to na twardo, a to na miękko. A to jajecznicę a to sadzone czy omlety. Są także głównym składnikiem wszelkich sałatek. Często piekę ciasta i ciasteczka z ich dodatkiem a ostatnio przebojem w naszym domu jest gesty, kremowy, niebiański wręcz ajerkoniak. Dzięki tym jajkom prawie zupełnie wyeliminowaliśmy mięso z naszej diety, ponieważ jakoś zmalała nam ochota na inne źródła białka.
Czy jesteśmy zdrowi? Czy takie ilości zjadanych jaj nie zaszkodziły nam w jakiś sposób? No cóż! Czujemy się bardzo dobrze! Z trawieniem żadnych problemów. Apetyty dopisują nam aż za bardzo! Mamy siłę do pracy i pogodę w sercu. Prawie wcale się nie przeziębiamy. I co najważniejsze, chyba zupełnie nie wyglądamy na swoje lata!
Przypominam sobie, że kilkanaście miesięcy temu na targu w Rzeszowie, w podobnym jak teraz, przedświątecznym czasie wiele osób kupowało od nas jajka mówiąc, że chociaż na święta chcą sobie dogodzić i zjeść coś naprawdę zdrowego i pysznego. Bo dość mają na co dzień tej plastikowej, byle jakiej żywności, do spożywania której zmusza ich trudna sytuacja materialna i coraz bardziej utrudniony dostęp do tego, co naprawdę ekologiczne i godne zaufania. Z radością wręczaliśmy im pudełka jajek zielononóżek kuropatwianych, z pełną odpowiedzialnością życząc Zdrowych, Wesołych Świąt!
Powyższy tekst napisałam ze względu na rosnące zainteresowanie jajkami z mego gospodarstwa oraz liczne pytania, które otrzymywałam od chętnych na ich kupno osób.