
W powodzi złych zdarzeń, wieści i przeczuć wydaje się, iż coraz mniej już człowieka wzrusza, przejmuje, dotyka. Pozornie jednak. Po prostu po jakimś czasie następuje stępienie, przyzwyczajenie, odseparowanie się od tego, co go niepokoi, odcięcie się od emocji i schowanie ich w sobie. Bo przecież aby nie oszaleć w tym wszystkim i się nie załamać człowiek potrzebuje jakiejś obrony przed bombardującymi go zewsząd zmartwieniami, lękami, wiadomościami. Na większość z nich a właściwie na żadne nie ma wpływu, co samo w sobie jest także przygnębiające. A tymczasem życie biegnie naprzód niepomne na całe zło tego świata. I każdy ma w tym życiu coś do zrobienia. To rzeczy ważne i nieważne zarazem, jeśli weźmie się pod uwagę na jak cienkiej linie zawieszona jest nasza zwyczajna rzeczywistość i jak niewiele potrzeba by to, co jest naszą codziennością prysło niczym bańka mydlana. Jednak gdyby człowiek stale się bał i zamartwiał jego życie przestałoby mieć sens i blask. I równie dobrze zamiast wykonywać swe zwykłe, w jakiejś mierze porządkujące prywatny świat czynności, mógłby już teraz, zaraz skończyć ze wszystkim. Bo po co się dalej męczyć, skoro jest tak źle a wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze gorzej? Niestety wielu ludzi dochodząc do powyższych wniosków popada w odrętwienie czy depresję a nawet w poczuciu beznadziejności targa się na siebie samego…Inni wybierają świadomie lub nie drogę zobojętnienia, zagłuszenia, bagatelizowania oraz oddalenia się od źródła niepokoju, wycofania w inne rejony dziania i myślenia, bo jeśli chce się nadal istnieć, nie da się stale niczego mocno przeżywać, wciąż tak samo mocno szarpać strun głębokich emocji i nerwów, bo trzeba cenić to, co jest, póki jest.
I wszystko wydaje się w porządku. Dom, praca, prozaiczne czynności, małe i większe radości, wzruszenia, olśnienia, jakieś troski, rozmowy, plany. Ale to pozorne zobojętnienie, bo gdzieś tam pod spodem ukryte bardzo głęboko nadal żyją i kwilą cichutko zmartwienia o to, co jest i będzie. A ponieważ nie wolno im wystawić głowy na powierzchnię jawy, zatem ukazują się w snach jako dziwne, koszmarne sceny będące pomieszaniem traumatycznych wspomnień, pokoleniowych traum, lęków przed powtórką grozy i bezradności. Bywa też, że owe powstrzymywane emocje wybuchają z byle powodu, zazwyczaj zupełnie nieadekwatnego do sytuacji. W jakiejś kłótni rodzinnej, w sporze o byle co, który przeradza się w istną furię, w silnym drżeniu dłoni, gdy podnosi się szklankę z herbatą, w histerycznym, trudnym do powstrzymania chichocie aż do szlochu…Biedne, ukrywane i przyduszane emocje, którym wystarczy jakiś silny impuls by odezwały się głośniej, by zapłakały jawnie, by zamrożony siłą woli potok czucia znów potoczył się kaskadą…A ta kaskada, choć wstrząsająca całym jestestwem, choć bolesna sama w sobie, to jednak zdaje się też oczyszczająca i wyzwalająca ukryte w człowieku uczucia. Myślę, że czasem trzeba pozwolić sobie na uwolnienie swoich wewnętrznych przeżyć. Koniecznie nawet trzeba. Nie wstydzić się ich i nie spychać w niebyt. Stanąć przed nimi niczym przed lustrem i wejść w nie, choć po tamtej stronie czeka nagi ból…
Piosenka Sanah i Igora Herbuta pt. „Mamo, tyś płakała” mocno coś we mnie dotknęła. Trąciła tę strunę, która starała się milczeć głucho, która myślała, że pękła…A jednak nie. Zadrżała, zabrzmiała i zapłakała głosem bezradnego dziecka, które widzi cierpienie swej matki, głosem matki, która nie może chronić swego dziecka, głosem ojca, który chce uchronić swych bliskich przed grozą, jednak jego serce ściska gniew i rozpacz i taka sama bezradność.
Wszystkie dochody z tej piosenki przeznaczone zostały na pomoc Ukrainie a zwłaszcza ukraińskim dzieciom. „Zapraszam Was do swojego stołu – tym razem nie tylko po to, aby dzielić się muzyką, ale przede wszystkim sercem. Przed Wami utwór „Mamo tyś płakała”, do którego inspiracją była kompozycja S. Moniuszki „Prząśniczka”. Igor, dziękuję Ci, że zechciałeś być jego częścią – napisała Sanah w opisie piosenki.
Wysłuchałam tego utworu po wielekroć, odkrywając przy okazji, że nie tylko na mnie wywarł on podobne wrażenie. Polacy, Ukraińcy, Szwedzi, Filipińczycy, Amerykanie zareagowali na nią równie mocno. Na YT znaleźć można wiele emocjonalnych komentarzy na jej temat. Tekst i melodia niezwykle trafiają do serca. Trudno też pozostać obojętnym, gdy słyszy się śpiewających w przejmujący sposób Igora Herbuta (z pochodzenia Łemka) oraz pełnej niezwykłej wrażliwości Sanah. Mam wrażenie, że takie jak ten utwory ożywiają w ludziach większe pokłady empatii, współczucia oraz chęci pomocy niż wszystkie wiadomości telewizyjne, szokujące artykuły prasowe, drastyczne zdjęcia z Internetu. Budzą w człowieku człowieka…
Jeśli nie znacie jeszcze tej piosenki, posłuchajcie jej proszę. Wsłuchajcie się w słowa, melodię i w samych siebie. Stańcie przed jej lustrem aby odkryć po drugiej stronie…
Mamo tyś
płakała
Oczy tyś miała
Szerokie,
czy cię znowu skrzywdził ktoś
Oni cios zadali
Ludzie ze stali
Patrzą ci w oczy
Gdy mówisz dość
Otul, otul me oczy jasne
Czekają aż zasnę
Wołaj, wołaj
Wołaj do nieba
Cudu potrzeba
Weź co
chcesz
Co, co, co tam chcesz
Wszystko bierz
Bierz, bierz i idź precz
I ten stres
I ten cały stres
Sobie weź
Dosyć już mam łez
Mamo tyś
płakała
Oczy tyś miała szerokie,
czy cię znowu skrzywdził ktoś
Oni cios zadali
Ludzie ze stali
Patrzą ci w oczy
Gdy mówisz dość
Jak ja cię
obronię
i po czyjej stronie
Stanąć mam dziś
gdy oczu wrogich sto
Krzyk mój to za mało
Zabierz mnie mamo
Gdzieś tam daleko
Daleko stąd
Tęsknię,
tęsknię
Za latami
Gdy podpowiadali
Dzisiaj, dzisiaj
Chcę krzyczeć z dala
A głos nie działa
Weź co
chcesz
Co, co, co tam chcesz
Wszystko bierz
Bierz, bierz i idź precz
I ten stres
I ten cały stres
Sobie weź
Dosyć już mam łez
Mamo tyś
płakała
Oczy tyś miała
Szerokie, czy cię znowu skrzywdził kto
Oni cios zadali
Ludzie ze stali
Patrzą ci w oczy
Gdy mówisz dość
Jak ja cię
obronię
i po czyjej stronie
Stanąć mam dziś
gdy oczu wrogich sto
Krzyk mój to za mało
Zabierz mnie mamo
Gdzieś tam daleko
Daleko stąd
Poniżej kilka reakcji zagranicznych youtuberów na utwór "Mamo, tyś płakała"