…Jak sobie radzić, gdy dopada nas jakoweś drapanie w
gardle, kichanie i smarkanie a do tego łamie w kościach, boli tu i tam, no i
zimnica ogarnia nieprzyjemną falą? A co ważniejsze, co począć, by tych
nieprzyjemności uniknąć, czyli jednym słowem, jak wzmocnić odporność?
Każdy z nas ma
rzecz jasna swoje wypróbowane i ulubione sposoby na radzenie sobie z powyższymi
problemami. Raz one działają a raz nie, lecz mimo to nie wolno się poddawać i przestać
ufać w naturalne metody zachowania czy też poprawy zdrowia. Jest przecież
mnóstwo ziół i innych dostępnych łatwo specyfików, po które można sięgać i
które nie wywołują zazwyczaj żadnych skutków ubocznych, w przeciwieństwie do
medykamentów przepisywanych przez lekarzy. Tym bardziej, że na banalne
przeziębienie nie ma właściwie żadnego lekarstwa a więc wizyta u lekarza wydaje
się zbędna, skoro można próbować poradzić sobie samodzielnie. No chyba, że owo przeziębienie
trwa zbyt długo albo przekształca się w kolejną, poważniejszą dolegliwość. W
silny i uporczywy kaszel, w rzężenie w płucach, w dziwną, przedłużającą się słabość…Wówczas
należy zasięgnąć konsultacji lekarskiej. Bo pewnie po dokładnym osłuchaniu
doktor zaordynuje antybiotyk a może też skieruje nas na jakieś badania laboratoryjne.
Choć niestety lekarze nie są tacy chętni by człowieka na owe badania kierować.
A szkoda, bo gdyby robiono chorym ludziom antybiogramy, wówczas okazałoby się, na
jaki specyfik zareagują dręczące nas bakterie i dzięki czemu można je zwalczyć.
Tu przypomina mi się natychmiast jak w czasach młodości zapadłam na grypę. Nie
mogłam się z niej wygrzebać bardzo długo. Po miesiącu przekształciła się ona w zapalenie
górnych dróg oddechowych a do tego doszła silna anemia. Antybiotyk łykany za
antybiotykiem nie dawał żadnych rezultatów. Aż w końcu po kilku miesiącach męczarni
wylądowałam w szpitalu z potężnym zapaleniem płuc a tam leczono mnie
kroplówkami z penicyliną, bo okazało się, że to jedyny lek, na który
reagowałam. Jedyny, który mógł mi realnie pomóc i pomógł bardzo szybko. Zupełnie
niepotrzebnie męczyłam się więc przez te kilka wcześniejszych miesięcy, psując
sobie żołądek łykanymi lekami, niszcząc moją florę bakteryjną i
doprowadzając ciało do wyniszczenia….
No dobrze,
wracajmy jednak do listy domowych specyfików, które można a nawet powinno się stosować,
gdy wirusy i bakterie chcą nas wziąć we władanie.
1. Rozgrzewajka,
którą stosujemy nieomal co dzień to pyszna zupka do picia z kubka.
Przepis na nią wymyśliłam kilka miesięcy temu, gdy zachciało mi się wodzionki (śląskiej
bieda zupki opartej na chlebie) a z powodu diety ketogenicznej chleba jeść nam
nie wolno. I oto co wymyśliłam na szybko i stało się to w naszym domu przebojem
numer jeden.
Do kubka wciska się kilka
ząbków czosnku, dodaje łyżeczkę smalcu ze skwarkami, wsypuje się trochę suszonego
lubczyku i pietruszki, dodaje się odrobinę ostrej papryki i kurkumy oraz mniej więcej
pół łyżeczki soli kłodawskiej. To wszystko zalewa się wrzątkiem, miesza się i
czeka chwilkę aż się smalec rozpuści. Potem próbuje się czy smak jest dobry,
czy nie potrzeba czegoś jeszcze dodać. U
mnie tym niezbędnym dodatkiem jest domowej roboty maggi w płynie. Zrobiłam
kilka buteleczek tej przyprawy latem i teraz przydaje się jak znalazł. Dodaję
ją do wszelkich zup, sosów oraz sałatek. Nie potrzebuję już kupować tej
przyprawy w sklepie. Moja domowa maggi zastępuje też sos sojowy, do niedawna dość
często przeze mnie używany. Jeśli ktoś z Was chciałby poznać przepis na domową
maggi, to dopiszę go potem w komentarzu albo na końcu tego posta.
Owa jaworowa zupka –
rozgrzewajka naprawdę dobrze człowieka rozgrzewa, co zimą jest bardzo ważne.
Do tego po jej wypiciu ma się uczucie lekkiego palenia w gardle. Tak działa
duża ilość czosnku oraz szczypta ostrej papryki. Do tego napój jest po prostu
pyszny i jak się człowiekowi chce czegoś gorącego, czegoś podobnego do rosołu (
który gotuje się wszak długo i nie zawsze ma się go na podorędziu), to na
szybko można sobie przyrządzić właśnie taką zupkę. Polecam, bo jak dotąd
(odpukać w niemalowane!), żadna infekcja tej zimy nas jeszcze nie złapała i mam
nadzieję, że nie złapie.
2. Napój
ziołowy z ziół zbieranych latem na okolicznych łąkach. W jego skład wchodzi
pokrzywa i wrotycz – po garści. Do tego dodaję kilka pokruszonych liści
laurowych oraz dla kwaskowatego smaku i na obniżenie poziomu cukru we krwi łyżeczkę
suszonych owoców berberysu, nazbieranych pod koniec jesieni w ogrodzie.
Wszystko to zalewam w dzbanku wrzątkiem i stawiam pod przykryciem stawiam ów
dzbanek z boku płyty grzewczej na piecu. Tam przez kilkanaście minut naciąga
mocno i nabiera herbacianego koloru. Popijamy to z Cezarym przez cały dzień.
3. I
kolejny napój, tym razem do picia na zimno. To woda goździkowa. Gdzieś
przeczytałam przepis na nią i od tej pory staram się codziennie ją przyrządzać,
bo nie dość, iż odpowiada mi jej smak, to jeszcze mam wrażenie, że także przyczynia
się ona do zachowania zdrowia. Jak się ją robi? Do garnka wlewam około litra zimnej
wody i wsypuję około 10 suszonych goździków. Stawiam to na piecu i doprowadzam
do wrzenia. Pozwalam aby napój gotował się przez kilka minut. A potem znowu pod
przykryciem odstawiam go na bok płyty, bo porządnie naciągnął. Napojem tym rozpoczynam każdy dzień a także
każdy dzień nim kończę. Jest pachnący, leciutko piekący i ma się uczucie, że
wyjaławia całe wnętrze jamy ustnej. Goździki mają działanie bakterio i
wirusobójcze. Do tego działają też lekko przeciwbólowo i uspokajająco.
4. I
zeszłoroczne moje odkrycie - olej dziurawcowy do masażu, z działaniem
przeciwbólowym, przeciwzapalnym. Smarujemy się nim z Cezarym nawzajem, ilekroć
bolą nas mięśnie albo zaczyna się jakieś kłucie w plecach, a zwłaszcza w
korzonkach. Pomaga. Tylko trzeba wmasować go kilkukrotnie, codzienne i długo,
aż do mocnego rozgrzania masowanego ciała.
Podobno można ów olej dostać w
sklepach zielarskich. Ja zrobiłam go sama, bo latem na łąkach rośnie tu mnóstwo
dziurawca. Grzechem byłoby zatem z niego nie skorzystać. Olej ów ma cudownie karminowy
kolor, bowiem dziurawiec zawiera w sobie hyperycynę, czerwony barwnik. I na to
właśnie trzeba zwrócić uwagę, kupując ów olej w zielarni. Ma być czerwony a nie
żółty. Jeśli jest żółty, to po prostu oszukaństwo…Jak zrobić samodzielnie ów
olej? Podam ów przepis w komentarzu, jeśli ktoś będzie ciekaw.
5. Inhalacje
z olejków eterycznych. Na pewno większość z Was je stosuje, bo naprawdę
wdychanie pary wodnej z dodatkiem owych olejków momentalnie odtyka noc i
pozwala złagodzić dokuczliwy katar oraz drapanie w gardle. Można kupić gotową
mieszankę owych olejków, ale można ją sobie skomponować samemu. U mnie jest to
mieszanka olejku eukaliptusowego, miętowego, goździkowego, drzewka herbacianego
oraz oregano. Do garnka z gorącą, parującą wodą wkrapia się po kilka kropel
każdego z tych olejków. Nachyla się nad owym garnkiem i okrywa się ręcznikiem
głowę, tak aby para nie wydostawała się gdzieś z boku, ale leciała tylko na
twarz. Przez kilka minut mocno wdycha się ową aromatyczną parę. Najlepiej takie
wdychania stosować kilka razy dziennie. Wówczas pojawia się szybko odczuwalna
ulga. Uważać tylko trzeba by się nie poparzyć.
6. Płukanie
nosa. A gdy katar nie ustępuje i ma się przykre wrażenie zatkanych zupełnie
zatok, wówczas można przepłukać nos za pomocą irygatora. W każdej aptece można dostać
miękkie, plastikowe butelki ze specjalną końcówką pasującą do otworu w nosie.
Taką butelkę napełnia się ciepłą wodą. Dodaje się do niej pół łyżeczki soli
kłodawskiej albo gotową saszetkę soli kupioną w aptece. Po dokładnym
rozpuszczeniu owej soli bierze się jakąś miedniczkę i nachylając się nad nią
przytyka się końcówkę owego irygatora po kolei do obu dziurek w nosie. Naciska się
butelkę i wtłacza się słony płyn do nosa. Ów płyn wypływa drugą dziurką i
skapuje do miedniczki.
I tu uwaga – po irygacji nosa
oraz po inhalacji nie powinno się przez godzinę wychodzić na dwór ani zasypiać.
Chodzi o to, że rozgrzany tymi czynnościami człowiek mógłby się zaziębić albo zakrztusić
wyciekającym z nosa płynem.
…I to tyle ode mnie. Poniżej
zamieszczać chcę listę domowych specyfików polecanych przez Was. Dosyłajcie je
proszę w komentarzach a ja będę Wasze przepisy sukcesywnie do owej listy dokładać.
A ponieważ w poprzednim poście już pojawiły się dwa takie przepisy, zatem od
nich rozpoczyna się lista Waszych domowych receptur.
1. Ola
Iwko robi miodowy napój zdrowotny na bazie miodu ze sprawdzonej pasieki.
Popija go sobie rano. Przyrządza się ów napój bardzo prosto. Wystarczy
wieczorem zalać przegotowaną, chłodną wodą łyżkę owego miodu.
2. Stardust
przyrządza zdrowotny eliksir Fire Cider, który wzmacnia odporność. Oto
jej przepis na ów cudowny specyfik. Poniżej cytuję Star w całości, ponieważ nawet
sposób w jaki pisze wprawia człowieka w dobry humor. A dobry nastrój, to
przecież podstawa zdrowia!:-)
„Oczywiście
przepis jest z czasów kiedy Amerykanie głównie leczyli się domowymi sposobami i
to było naprawdę super no ale jak wiemy, wszystko co super to się kończy.
Magiczna mikstura nazywa się Fire Cider.
Składniki: korzeń chrzanu, czosnek, cebula, korzeń
imbiru - to są podstawowe składniki.
Jak ktoś ma i lubi może dodać niewielka ostrą
paprykę, korzeń kurkumy, ewentualnie jakieś zioła (rozmaryn, tymianek, szałwia...
Te podstawowe składniki siekamy i w równych ilościach
wrzucamy do słoika, dodajemy te drugorzędne, które mogą być w ilościach, ze tak
powiem niekontrolowanych:))) Zalewamy to wszystko octem jabłkowym, ale takim
wytworzonym albo w domu albo przez zaufaną firmę, ten ocet ma być mętny.
Dodajemy miód oczywiście z prywatnej zaufanej
pasieki. Zakręcamy to wszystko i odstawiamy na 3-4 tygodnie żeby się przeżarło*
(??? mądrzejsze polskie słowo nie przychodzi mi do głowy, a zerkałam już do słownika
4 razy wiec mi się nie chce). Po tym czasie, odcedzamy to wszystko i mamy
zdrowe lekarstwo na przeziębienia.
Przechowywany w ciemnej butelce/słoiku oraz w
ciemnym pomieszczeniu płyn może przetrwać dwa lata.
Ja już w pierwszym roku kiedy to robiłam zakupiłam
słoiki i butelki z ciemnego szkła, dodatkowo mam spiżarnię, która owszem ma światło
ale się go zaświeca sporadycznie czyli jest doskonałym miejscem do
przechowywania takich mikstur. Polecam tak słoiki, butelki jak i miksturę.
Jak tylko przychodzi grudzień to ja sobie serwuję
dużą łyżkę takiego płynu przed pójściem do lóżka i żadna cholera mnie nie
bierze:))) z drugiej strony na co cholerze dodatkowa cholera:))))”
* Droga Star! Świetny przepis! I tu jeszcze
malutka podpowiedź ode mnie. Bardzo podoba mi się określenie „przeżarło”, ale w
języku polskim istnieje inne słówko dla określenia tego procesu, gdy się wszystko
porządnie ze sobą zmiesza i nabiera mocy. Mówi się wtedy, że coś się ze sobą „przegryzło”.
Słowniki najwidoczniej nie znają tego wyrażenia!:-)))
3. Agniecha podała taki oto przepis na imbirową herbatkę na przeziębienie:
"Imbir obrany ze skóry (przy uprawie imbiru używa się wielu niezdrowych pestycydów, one zostają w skórce), zalewam wrzątkiem i czekam aż se porządnie naciągnie a woda ostygnie do ciepłej. Albo zalewam ten imbir niezbyt dużą ilością gorącej wody a jak naciagnie to dolewam zimnej. Następnie dodaję miód ze znajomej pasieki (ostatnio od Tupajowego chłopa), sok z cytryny najchętniej eko lub własnej produkcji ocet jabłkowy. I gotowe"
4. Teresa także podała przepis na napój imbirowy, ale trochę inny, niż ten powyższy.
"Moim codziennym porannym napojem - herbatką jest imbir. Teraz akurat jest w sprzedaży bardzo świeży korzeń imbirowy, dodatkowo kupuje organic z nadzieja że bez chemikali. Oczywiście obieram, kroję w cienkie plasterki, zalewam wrzątkiem, kubek trzymam pod przykryciem 5 minut i pije. Uwielbiam jak lekko drapie w gardle, no i tak odświeża. W ciągu dnia jeszcze kilka razy te same plasterki zalewam wrzątkiem"






























































