Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klimat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klimat. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 stycznia 2025

Wzdęcia…



 …No cóż. Życie codzienne swoje, a świat swoje. Choćbyśmy się w naszej zwyczajnej codzienności starali żyć jak najuczciwiej, jak najnormalniej, prosto i zgodnie z logiką, prawem oraz tradycją, to w świecie zewnętrznym wciąż się człowiek natyka na jakieś absurdy. I wydaje się, iż tych absurdalnych informacji, idiotycznych wiadomości jest jakby z dnia na dzień coraz więcej. W ostatnich dniach przyjęłam z niedowierzaniem zdumiewającą informację, że także płoty mają być opodatkowane! Wprawdzie jeszcze prywatni właściciele posesji nie muszą płacić płotowych podatków, ale firmy i instytucje – jak najbardziej! Oj, cienko widać przędzie nasze ukochane państwo, skoro do ściągania tak kretyńskich haraczy musi się posuwać. Koń by się uśmiał.  A może i krowa. Tym jednak ostatnio jakoś nie do śmiechu...



    Napisać chcę teraz o absurdzie, który zszokował, rozśmieszył a w końcu i przeraził mnie najbardziej w ubiegłym roku. Jest to wiadomość o tym, że wiele państw w Europie i na świecie postanowiło dodawać bydłu do pasz dodatek zmniejszający puszczanie bąków i bekanie. Posądza się bowiem biedne krowy o to, że to one pierdząc nagminnie i bezwstydnie przyczyniają się do ocieplenia klimatu. Trzeba było zatem coś wymyślić aby koniecznie zmniejszyć ilość wydalanego przez nie metanu. I proszę bardzo. W try miga usłużni naukowcy wykoncypowali wspaniałą metodę. Wynaleziono środek chemiczny o nazwie Bovaer, który to w kilkudziesięciu procentach eliminować ma z krowich wiatrów metan i zamieniać go w CO2. Wprawdzie CO2 też jest oskarżany o złowrogi wpływ na klimat, ale ów wpływ jest ponoć mniejszy niż zabójczy metan. Tak czy siak Bovaer został dopuszczony do obrotu w UE w lutym 2022 roku. W Polsce też kilka firm przymierza się do jego stosowania.



   Zapewnia się, iż ów Bovaer nie przenika do mleka oraz do tkanek krów, że jest absolutnie nieszkodliwy a do tego całkowicie bezpieczny i skuteczny. Jednak czy czegoś nam ta narracja nie przypomina? Czy już ktoś nas w ten sposób o czymś nie zapewniał?

   Poczytałam trochę na ten temat i oto, czego się dowiedziałam. Otóż ów cudowny środek testowano najpierw na szczurach. Po jakimś czasie okazało się, iż karmione cudownym Boaverem samce szczurów stały się bezpłodne. Natomiast w ciałach wielu z nich, poddanych sekcji zwłok znaleziono liczne guzy i nowotwory. Ale to przecież tylko szczury, nie ma zatem czym się przejmować…A co z samymi krowami? Czy dodatek do ich pasz Boaveru nie wpływa na nie negatywnie? Zaobserwowano, iż częstowane tym chemicznym środkiem krasule mają o wiele mniejsze pragnienie, niż inne krówki. A to z kolei wpływa nie najlepiej na wyniki ich morfologii krwi oraz na ilość oraz jakość produkowanego przez nie mleka. Okazuje się także, iż jednak wbrew zapewnieniom producentów składniki aktywne Boaveru przenikają do mleka, tkanek, kału oraz moczu krów. Zatem od jakiegoś czasu w środowisku krąży już ów chemiczny środek i w jakiś sposób na nie wpływa. Zapewne także na ludzi. Ale nic to! Wszak korzyści przewyższają ryzyko! Należy się przecież cieszyć, bo dzięki genialnemu Bovaerowi klimat będzie uratowany a ktokolwiek by to negował ten szur i płaskoziemiec!

   Uff! Każdy niech wyciągnie wnioski dla siebie. A ja nie byłabym sobą, gdybym owego tematu nie przerobiła na wiersz, a nawet piosenkę bowiem czasami podśpiewuję sobie poniższy tekst,  gdy najdzie mnie chęć na szydercze podsumowanie największych idiotyzmów ubiegłego roku…



Dookoła się rozrasta

Wielki dom wariatów

Kto tak drożdże pcha do ciasta?

Rzesza biurokratów

Oni wszystko lepiej wiedzą

W tryby biorą ziemię

Teraz wzięli się za krowy

Za to ich pierdzenie

Muszą szybko szukać rady

Bo planeta płonie

Trzeba krowom zatkać zady

Trosk wnet będzie koniec

 

A Ty wierć, palcem wierć

W nosie póki możesz

A Ty pierdź, w kącie siedź

W dobrym trwaj humorze…

 

Lek na wzdęcia dziś w matrixie

Dają biednym krowom

Ale milczą oczywiście

Gdy huk wojen obok

Cóż, że bomby, że pociski

Ryją biedną ziemię

Lecz interes kwitnie wszystkim

Niechaj więc się dzieje

Roundup w zbożach, plastik w rzekach  

                           Śmieci wielkie wyspy                                 

                          Ale tlenek węgla, metan                          

                         To wrogowie wszyscy                                

 

A Ty wierć, palcem wierć

W nosie póki możesz

A Ty pierdź, w kącie siedź

W dobrym trwaj humorze…

 

Dziś planeta cała cierpi

Na ogromne wzdęcia

Kłamstw i oszustw gaz ją gnębi

Ból jej trzewia skręca

Bo brat brata wciąż wyprawia

Hen za most tęczowy

A wariaci wznoszą brawa

Że nie pierdzą krowy

Ulgę ziemi wnet przyniesie

Wielkie BUM już wkrótce

Wróci spokój, wróci szczęście

W ciemnej, głuchej pustce…

 

A Ty wierć, palcem wierć…

W nosie póki możesz

A Ty pierdź, w kącie siedź

W dobrym trwaj humorze…

  


Oto katalog farm nie dodających bydłu do pasz Bovaeru
w Australii:

Poniżej katalog farm w UK nie dodajacych bydłu do pasz Bovaeru
w Wielkiej Brytanii 

piątek, 8 marca 2024

Słuchaj dzieweczko…

 


… Długo niczego tu nie pisałam a tymczasem wiosna już coraz odważniej puka do bram. Ale tak mi się jakoś porobiło, że ta lutowa choroba negatywnie wpłynęła zarówno na stan ciała jak i ducha. Pokonało mnie zmęczenie, senność, jakaś dziwna, wszechogarniająca niechęć do czegokolwiek. Mimo jednak tej obezwładniającej niechęci trzeba było przymusić się do codziennego działania, robić wszystko, co trzeba robić by życie się zwyczajnie toczyło, by trzymać się tego, co dobre, swojskie i znane, wbrew temu ku jakiemu szaleństwu zdaje się zmierzać świat.



   Oboje z Cezarym jakoś we dwoje ogarniamy codzienne sprawy. Wkrótce czeka nas zwyczajna o tej porze robota, czyli zwiezienie i pocięcie ogromnej ilości drewna na opał. Bo tak, póki się da opalamy i będziemy opalać nasz dom drewnem. W naszej sytuacji oraz w sytuacji przeważającej ilości mieszkańców wsi to najlepsza, najtańsza, najbardziej dostępna opcja ogrzewania domu.  Mamy dobrze działający piec C.O. na drewno. Mamy skąd je pozyskiwać (własny las) oraz od kogo je kupić. Póki nikt nas nie zmusi do drastycznych i kosztownych zmian, póki związane z klimatyczną polityką UE regulacje prawne nie staną się absolutnie obowiązujące i zawłaszczające, póty będziemy trwać przy tradycyjnym źródle ogrzewania domu. Śledzimy jednak codzienne wiadomości i widzimy, że pętla klimatyzmu zaciska się coraz bardziej. Oby protesty rolników coś zmieniły w tej mierze na lepsze. Oby „Zielony ład” nie zdusił całkiem zwyczajnego życia na wsiach i w miastach. Oby rzeczywistość nie zmieniała się coraz bardziej w tę orwellowską.



   Wracając zatem do koniecznego nam na ten i następny rok drewna, to czekamy tylko na ustabilizowanie pogody oraz na polepszenie samopoczucia, tak by móc zrobić to, co jest do zrobienia, ale przy okazji nie przemęczyć się i nie doprowadzić do następnej choroby. I co jeszcze? W międzyczasie przeczytałam kilka świetnych książek oraz artykułów prasowych. O każdym z nich warto byłoby tu napisać. Podzielić się refleksjami. Poczytać, co Wy o tych tematach sądzicie. Ale na razie to musi poczekać na lepszy czas. Bowiem mam teraz wrażenie jakby odrobinę zardzewiały mi w mózgu trybiki i niejaką trudność sprawia mi pisanie, w ogóle uczestnictwo w życiu blogowym.



   Żeby jednak to w sobie przełamać, powrócić do normalności postanowiłam opublikować tutaj wiersz, który napisałam niedawno. Inspiracją dla jego powstania było kilka rzeczy. Pierwsza to wiadomość o szokujących wystąpieniach członkiń organizacji „Ostatnie pokolenie”. Otóż dwie młode kobiety, czy może jeszcze dziewczęta wtargnąwszy na scenę zakłóciły koncert symfoniczny w filharmonii narodowej krzycząc o naszym płonącym świecie, o bezwzględnej konieczności jego ratowania. Do tej pory słyszało się o podobnych manifestacjach głównie zagranicą. Teraz przeniosło się to także do nas. Zaczęłam się w związku z tym zastanawiać nad powodami takiego zachowania. Nad rzeczywistymi motywacjami owych aktywistek. Nad tym, kto i co stoi za ich protestami i happeningami. A także nad tym, co w ogóle siedzi w głowach współczesnej młodzieży. W co wierzą, ku czemu dążą? Przypomniała mi się też oczywiście ikona ekologizmu, Greta Thunberg. Dziewczyna ta do niedawna cieszyła się ogólnym zainteresowaniem i poparciem polityków oraz mediów. Jednak było tak póki jej poglądy zbieżne były z mainstreamem. W momencie, gdy odważyła się protestować przeciw ludobójstwu Palestyńczyków w Strefie Gazy, jej gwiazda raptownie zgasła, bo pewne tematy są tabu, a kto je porusza ten naraża się na ostracyzm społeczny. Z tego, co zauważyłam teraz pisze się o Grecie wyłącznie szyderczo i deprecjonująco albo w ogóle nie pisze. Cóż. Łaska pańska na pstrym koniu jeździ.



   Tak sobie jednak myślę, że wielu dzisiejszym dziewczynom nie wystarcza to, co jest. Nuży je, nie zapełnia wewnętrznej pustki świat kolorowych reklam, głośnej muzyki, coraz dziwaczniejszej mody na tatuaże i piercing, licytowania się na posiadanie przedmiotów i ciuchów najlepszych marek, wyglądania zgodnie z narzuconym przez stylistów i influencerów stylu. Wydaje się, iż coraz bardziej, potrzeba im jakiejś idei, w którą mogłyby wierzyć, za którą mogłyby pójść, wyrwać się w marazmu, z toksycznych relacji, z codziennego bagna płytkich przyjemności. Czegoś, co sprawi, że ich życie nabierze nowej jakości, barw, celu. Niestety, wiedząc o tym łatwo je zmanipulować, omamić, wciągnąć w jakieś ideologie, które są na rękę rządzącym tym światem.



   Drugą inspiracją dla poniższego wiersza był utwór A.Mickiewicza „Romantyczność” oraz powstały pod jego wpływem utwór W.Broniewskiego „Ballady i romanse”. Na pewno z czasów szkolnych pamiętacie te słowa:„Słuchaj dzieweczko,Ona nie słucha,Ten dzień biały, to miasteczko,Wokół żywego ducha”. Opowieść o krążącej po miasteczku Karusi tak bardzo tęskniącej za swym zmarłym Jaśkiem, że aż widzącej wszędzie jego ducha. I reakcję ludzi na jej zachowanie. Szyderstwo i niewiarę z jednej strony, wzruszenie i wiarę z drugiej…I drugi, wspomniany wyżej wiersz, o rudej Ryfce, Żydówce, która straciwszy wszystkich bliskich snuje się w dojmującym szaleństwie miedzy szydzącymi z niej ss-manami.



   Dziś, w Dniu Kobiet zastanawiam się z jakimi problemami, z jakimi zmorami zmagać się muszą współczesne dziewczyny, współczesne dzieweczki. To przecież nie tak dawno, gdy my, dojrzałe kobiety byłyśmy w ich wieku. Jeszcze nie do końca zapomniałyśmy przecież jak to było, jak mocno czułyśmy, przeżywałyśmy wszystko i jak cały świat wydawał się wobec nas obcy i obojętny…

 

Słuchaj dzieweczko

 

…Już wielu poetów mówiło z wierszami

Bo po ich lekturze w duszy coś kwiliło

No i rzeczywistość szarpała nerwami

Gdyż tyle w niej podobieństw z tą poezją było

 

Stale się to dzieje, dzieweczki bezradne

Krążą po miasteczkach w szaleństwa okowach

Na oko jak księżniczki - niemal idealne

Lecz serca ich złamane, chaos rządzi w głowach

 

Wpatrzone w smartfony –  wyrocznie ostatnie

Świat emotikonek gładzi smutki, grzechy

Lecz tam coś je wciąga w coraz gorszą matnię

W grę lajków, serduszek, parodię pociechy

 

A świat w opętańczym piekle albo niebie

W tle warkoty newsów, kakofonia reklam

Jak w tym szczęście znaleźć, nie zagubić siebie

Skoro prawda dawno już w niebyt uciekła?

 

Każdy dba o siebie – inni też niech dbają

Jeśli nie potrafią –  winni sami sobie

Dzieweczki współczesne niech nie zaburzają

Błogiej spokojności, życia w pustosłowie

 

Lecz ta obojętność, omijanie wzrokiem

Nie sprawia, że zło znika i pewnie nie kroczy

Ono wręcz pączkuje zasilane sokiem

Strachu przed spojrzeniem prawdzie prosto w oczy

 

Snują się dzieweczki z uśmiechem na twarzy

Który jest fałszywą beztroski namiastką

Byle nikt nie poznał, by nie zauważył

Jak są zagubione, zmęczone swą maską

 

Dziś wszelkie ideały to przebrzmiałe tony

Choć niektóre krzyczą, wokół cisza głucha

Świat niczym Titanic w toni pogrążony

Szalonych dzieweczek nie ma komu słuchać

 

Wracają więc do domu, pośród cztery ściany

Gdzie zmory prywatne wychodzą z ukrycia

Pustka i samotność znowu biorą w tany

Dzieweczki, co nie mogą znaleźć sensu życia…

 


czwartek, 20 lipca 2023

Tak, jak być powinno…

 

   


 

   Trwa upalny i parny lipiec.  Na szczęście od czasu do czasu pada deszcz, więc ziemia z radością przyjmuje każdą życiodajną kroplę. I wszystko w ogrodach i na polach rośnie wspaniale. Jest pięknie, bujnie, pachnąco. Lato wprost wymarzone, lato takie, jakie być powinno.



   Oczywiście człowiek z wiekiem coraz więcej marudzi, bo trudniej niż niegdyś upał znosi, coraz bardziej ceniąc sobie wygody i umiarkowaną, przewidywalną pogodę. Jednak pamięta dobrze, że w młodości i dzieciństwie nie narzekał w takich okolicznościach, ale po prostu cieszył się gorącym latem. Od razu nasuwają mi się następujące, wciąż bardzo intensywne wspomnienia. Ja – mała dziewczynka w latach 70-tych ubiegłego wieku, ubrana w bawełnianą sukienkę i sandałki razem z innymi dzieciakami bez zmęczenia całe dnie hasałam po podwórkach, trawnikach, placach zabaw. Taplałam się w kałużach. Piszczałam radośnie i boso tańczyłam w deszczu. Zrywałam porzeczki i kwaśne jabłka w ogródkach działkowych i chrupałam je ze smakiem a sok kapał mi po spoconej, brudnej brodzie. Zachłannie piłam mamine kompoty albo gazowaną wodę ze szklanego, napełnianego w specjalnym punkcie syfonu. Kładłam się wprost na trawie, plotłam wianki z kwiatów koniczyny i łapałam biedronki, prosząc je by leciały do nieba po kawałek chleba. Jak udało mu się wycyganić parę groszy od mamy biegałam do cukierni po wyśmienite lody truskawkowe i śmietankowe serwowane tam między dwoma chrupiącymi waflami. Na twarzy wykwitały mi wciąż nowe piegi, w duszy i ciele wirowały szampańskie bąbelki czystego szczęścia, wolności, bezczasu. Do domu szłam tylko na obiad albo po grubą pajdę chleba z masłem i ogórka zielonego do chrupania. Wszystko co ważne, radosne i wspaniałe działo się przecież na dworze. Na przebywanie w czterech ścianach szkoda było marnować czasu.  A jak padał deszcz brało się książkę i siadało przy oknie na całe godziny przepadając w świecie przygód i przeżyć Ani z Zielonego Wzgórza, Tomka Sawyera albo bohaterów Trylogii Sienkiewicza…



   Czekało się jednak zawsze na powrót dobrej pogody. I ledwie tylko słońce ponownie zaświeciło, ledwie namalowało tęczę na niebie już leciało się do nowej zabawy. Taka była gorąca i cudowna, wyczekana przez cały rok pora wakacji. Trwał pozbawiony zmartwień lipiec, potem już nieco mniej beztroski (z uwagi na zbliżający się wrzesień) sierpień. Chciało się aby wakacje nigdy się nie kończyły. Aby słonko zawsze tak wspaniale świeciło. Aby nic nie musieć, niczego się nie bać a jedynie oddychać pełną piersią i cieszyć się życiem.



   Tak to było…A dzisiaj?  Dzisiaj, choć pogoda jest bardzo podobna do tamtej, sprzed kilkudziesięciu lat, to jednak w zupełnie inny sposób jest nam rzeczywistość w mediach przedstawiana. Natrętna, wszechobecna propaganda bezustannie straszy klimatycznym Armagedonem, suszą, ociepleniem, a nawet końcem świata spowodowanym przez działalność człowieka. I coraz mniej pozostawia się miejsca i możliwości na zwyczajną radość, na cieszenie się tym, co jest, na ufne oczekiwane na to, co będzie. My ludzie mamy się czuć winni, że oddychamy, rozmnażamy się, pracujemy, wytwarzamy tony zbędnych rzeczy oraz, co najważniejsze, ogrom straszliwych gazów cieplarnianych, podróżujemy i nie wiadomo po co zamiast siedzieć na miejscu rozłazimy się po całym globie jak natrętne robactwo... Wszak to wszystko szkodzi naszej kochanej planecie. I dla jej dobra lepiej byłoby, gdybyśmy zaczęli się w tym wszystkim ograniczać. A najlepiej byśmy wrócili do epoki kamienia łupanego, lub (co dla planety byłoby najkorzystniejsze), by było nas o wiele mniej…Do tego zdają się dążyć czołowi politycy europejscy i nie tylko. Mamy być biedni dla dobra klimatu…Biedni, podporządkowani coraz dziwaczniejszym prawom, ograniczeni milionem zakazów i regulacji, inwigilowani i podglądani przez powszechne kamerki i czujniki, niepotrzebni w swej masie i wypierani zewsząd przez sztuczną inteligencję.



   Wielu młodych tak mocno uwierzyło w tę klimatyczną propagandę, tak bardzo przestraszyło się tego nadciągającego końca świata,  że tworzy coś w rodzaju bojówek, które nie wahają się przed niczym aby uświadomić reszcie bezmyślnej ludzkości w jakim jest niebezpieczeństwie. Ekoterroryści  oblewają czym się da dzieła sztuki w muzeach, przywiązują się łańcuchami do drzew albo z zapałem przyklejają się do jezdni czy płyt lotnisk,  chcąc poprzez to ekstremalne, dziwaczne działanie zwrócić uwagę na palący problem z ociepleniem klimatu oraz pilne jego zapobieżenie. Właśnie zauważyłam na jednym z portali informację, iż kilkoro takich delikwentów tak mocno przykleiło się do płyty niemieckich lotnisk, że jest problem z ich odklejeniem, że być może grozi im nawet amputacja dłoni…Cóż, niektórzy mogliby nazwać taką sytuację karą boską na bieżąco. Jednakże nie sądzę by nawet tak przykre następstwa ekoterrorystycznych działań miały zniechęcić do nich pozostałych ofiarnych bojowników. Mam wrażenie, że każde nowe pokolenie ma potrzebę by integrować się z rówieśnikami i w silnej grupie razem o coś walczyć, angażować się mocno w jakąś ideę a idea walki z globalnym ociepleniem wydaje się bardzo na czasie a do tego ma pewną niezaprzeczalną i znaczącą cechę – jest poprawna politycznie. A zatem jest wspierana przez polityków, media, szkoły, przekupionych specjalnymi grantami naukowców i ekspertów. Niech nikt nie ośmiela się wątpić ani w sam fakt globalnego ocieplenia ani w to, że jest ono winą człowieka. To prawdy nowej wiary, nowej religii. Trzeba jej ulec, podporządkować się. Odstępcy i negacjoniści będą na siłę edukowani a jak to nie pomoże karani społecznym ostracyzmem, pozbawiani środków do życia i usuwani z przestrzeni publicznej . Już dziś poprawność polityczna jest tym, co z butami wchodzi w życie każdego, wywierając na jego egzystencję oraz poczucie wolności coraz większy wpływ. A obawiam się, że w przyszłości będzie z tym jeszcze gorzej…

 

Ostatnie Pokolenie w kłopotach. Aktywistom klimatycznym grozi amputacja rąk | naTemat.pl

 


   Widziałam niedawno w necie ciekawą mapkę. Pokazywała ona z lewej Europę lat dziewięćdziesiątych a z prawej obecną. Na każdej z tych mapek zaznaczone były temperatury panujące w poszczególnych stolicach krajów. Bardzo podobne do siebie. Nieomal bliźniacze w latach przeszłych i teraźniejszych. Tyle, że mapka z lat dziewięćdziesiątych podpisana była po prostu – „Pełnia lata” a mapka obecna nosi znacznie bardziej złowieszcze miano – „Pogodowy Armagedon”. Cóż, wszystko zależy zatem od puntu widzenia a co więcej od aktualnych potrzeb politycznych i wpływu, jaki dany obrazek ma wywierać na społeczeństwa.



   Szukając informacji na temat temperatur panujących latem w naszym kraju przed laty na portalu historycznym znalazłam ciekawy artykuł o najgorętszym do tej pory lecie, jakie miało miejsce w 1921 roku. Temperatury sięgały wówczas 40 stopni Celcjusza w cieniu a opisy związanych z takim upałem okoliczności są bardzo podobne do obecnych. Gorąc, susza, czekanie na deszcz, niskie plony, braki wody, zasłabnięcia i udary…Wspomina się też w owym artykule o jeszcze większych temperaturach, jakie panowały w Polsce w wiekach średnich. Było tak ciepło, że uprawiano wówczas w wielu miejscach winogrona…

 

Najgorętsze lato w historii Polski pod względem rekordów temperatur. W 1921 roku było ponad 40 stopni w cieniu | HISTORIA.org.pl - historia, kultura, muzea, matura, rekonstrukcje i recenzje historyczne

 


   Widziałam też inny obrazek. Przedstawiał on mapę świata z zaznaczoną tam na niebiesko malutką Europą. Europą, która jedyna w skali świata stosuje i ma zamiar stosować ogromne ograniczenia w zakresie emisji CO2. Ograniczenia, które sprawią, że już wkrótce życie w Unii Europejskiej stanie się nieznośne dla jej obywateli. Każdy z nas słyszał chyba o dyrektywie Fit for 55 (zbiorze praw i zakazów związanych z diametralnym ograniczeniem emisji gazów cieplarnianych), a więc wie o czym mówię. A podpis pod owym obrazkiem brzmi – „Nadal wierzysz, że ten skrawek ma uratować życie na ziemi?” Cóż, nie ma znaczenia, czy my obywatele w to wierzymy czy nie. Na nasze nieszczęście wierzą w nie, czy też udają, iż wierzą politycy, czyli ci, od których zależy nasz los. 



   Klimatyczne szaleństwo Unii Europejskiej ma zbawić cały świat. W jaki sposób? Nie wiadomo. Mimo to narzuca się nam takie a nie inne  absurdalne wzory myślenia i postępowania, podstępnie i zakulisowo realizując przy tym cudze interesy. Raz jest to Big Pharma, raz wielkie korporacje, raz banki i bogate elity, chcące jeszcze bardziej się wzbogacić. Jednak wmawia się nam, iż cały czas wszystkim im chodzi jedynie o dobro ludzkości, całej natury a przede wszystkim naszej matki – Ziemi. Cenzuruje się lub ośmiesza odważających się myśleć inaczej. Walec poprawności politycznej nie znosi żadnych odstępstw od wymyślanych przez siebie nowych wizji i norm. Nie tylko zresztą w dziedzinie zmian klimatycznych. Ostatnie lata pokazują coraz wyraźniej jak bardzo jesteśmy wszyscy podatni na manipulację i zbiorową psychozę. Nie dziwota więc, iż politycy widząc, jak łatwo społeczeństwa dają się omamiać, ogłupiać, obarczać odpowiedzialnością,  zobojętniać przy tym na naprawdę ważne sprawy takie jak ich swobody obywatelskie, prawa do pracy i zdrowia, że owi politycy dokręcają jeszcze śrubę i zacierają ręce, że tak dobrze idzie im ten diabelski plan totalnego zniewolenia i zupełnej kontroli ludzkości.



   Zdaje się, iż z klimatem na ziemi jest tak, że raz bywa tu cieplej, raz chłodniej. To naturalny, zależny głównie od słońca cykl przemian. Pisze o tym wielu, uciszanych przez mainstream naukowców i badaczy. Klimat zmieniał się na przestrzeni dziejów po wielekroć a działalność człowieka oraz w ogóle liczba ludności na świecie niewiele miała tu do rzeczy. Trudno wszak podejrzewać byśmy w średniowieczu wytwarzali więcej, niż obecnie CO2. Nie było wszak wówczas samochodów, samolotów, ogromnych farm hodowlanych, dymiących fabryk, kopalni i hut. No i ludzi żyło wówczas o wie mniej, niż w we współczesnych czasach. Co nie przeszkadza, iż  było wtedy jeszcze cieplej, niż jest teraz. Czy tamtejsze ocieplenie było zatem ludzką zasługą? Czy wobec tego nie jest jakimś rodzajem antynaukowego, sztucznie preparowanego bełkotu i bezczelnego antropocentryzmu obarczanie ludzkości winą za to jak ciepło jest obecnie? Jednak dajemy sobie to wciskać, potulnie pozwalamy się zaganiać za druty nowego rodzaju obozu koncentracyjnego, mając nadzieję, że nie będzie tak źle, że jak tylko będziemy posłuszni, to damy radę ocalić odrobinę zwyczajnej codzienności, prostego szczęścia…Coraz trudniej nam odsiać prawdę od kłamstw, coraz więcej czasu i wysiłku z naszej strony wymaga dotarcie do istoty rzeczy. Zatem wielu z nas w ogóle przestało to robić. Jesteśmy zmęczeni, zniechęceni, otępiali od natłoku propagandy i manipulacji, od piętrzących się niemożności. Coraz mniej nam się chce. Popadamy w bezwład…



   Jednak są dziedziny życia, w których nadal wiele zależy od nas. Na pewno na świecie za dużo jest plastiku, wszelkich odpadów, zużytych rzeczy w ogóle i możemy starać się  ograniczać ich kupno, możemy sprzątać po sobie i utrzymywać w czystości nasze otoczenie. Jednak uważam, że winą za tę ogromną ilość śmieci obarczać należy głownie producentów a nie jak teraz, konsumentów. Wystarczy wejść do pierwszego lepszego sklepu by dostrzec, że większość produktów pakowanych jest w plastikowe woreczki,  pudełka i butelki, a w składzie owych produktów spożywczych coraz więcej jest podejrzanych, chemicznych utrwalaczy i konserwantów. Wszędzie zalegają tony wymyślnych i nowoczesnych towarów oraz sprzętów ( sztucznie postarzanych aby zepsuły się zaraz po okresie gwarancyjnym). A wszystko to krzykliwie kolorowe, otoczone agresywną, wszechobecną reklamą. „Musisz to mieć!”, „Jesteś tego warta!” „Dzisiaj wielka promocja!” itp., itd…A my, oczadzona żądzą posiadania tłuszcza, mamy to tylko kupować, kupować, kupować…A potem wyrzucać, wyrzucać, wyrzucać( pilnie wszystko segregując, rzecz jasna)…I chorować, chorować, chorować…Tyle, że coraz trudniej do lekarza się dostać, a jak się już człowiek dostanie, to i tak niewiele z tego wynika, bo lekarz zainteresowany jest nie tyle naszym wyzdrowieniem, co wypisywaniem kolejnych i kolejnych recept…



   Jaki będzie ten przyszły świat? Aż strach pomyśleć. Dlatego tym bardziej wypada się cieszyć tym, co jest teraz. Poić się do syta pełnią dojrzałego lata. Napawać jego bajecznymi kolorami i smakami, ciepłymi, spokojnymi wieczorami, kumkaniem żab, cykaniem świerszczy, zapachem róż i maciejki, dobrymi chwilami zwyczajnej codzienności…I to właśnie bezwstydnie czynię, nasycając się tym cudownym latem na zapas. Jednak niekiedy nawiedza mnie niepokojące pytanie…Czy takie odejście w swoje prywatne szczęście, w swoje sielskie tu i teraz nie aby jest tchórzliwym schowaniem głowy w piasek? Czy nie jest naiwnym zaprzeczaniem złu, które bez ustanku tryumfalnie kroczy po świecie i niepowstrzymywane przez nikogo zagarnia coraz więcej dziedzin życia? Czy taka wewnętrzna emigracja nie wydaje się przeczekiwaniem owego zła w dziecinnej ufności, że samo zniknie albo okaże się wkrótce tylko koszmarnym snem? Pewnie tak właśnie jest. Jednak mam uczucie, iż poza pisaniem na blogu o tych swoich niewesołych spostrzeżeniach, o dręczących obawach i przeczuciach, poza dzieleniem się nimi z osobami zachodzącymi tutaj, niewiele więcej mogę zrobić. A napisawszy znowu wracam do mojej prywatnej, pełnej zieleni i spokoju przestrzeni. Wracam, w nadziei, że to co znam i cenię przetrwa te dziwne czasy, że ci których kocham będą istnieć i otaczać mnie jeszcze przez długie lata i że będą to lata dobre i spokojne…



Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost