...Niestety, prędzej czy później ta psia starość nieodwołalnie pokazuje swoje niewesołe oblicze. Psy, tak jak i my ludzie, doświadczają wszystkich dolegliwości i schorzeń związanych z podeszłym wiekiem. Pojawiają się prędzej czy później bóle w stawach, problemy z poruszaniem się, przewlekłe czy nagłe choroby, spadek sił i ochoty do zabawy, senność, brak apetytu, rezygnacja z tych aktywności, które do niedawna były zwyczajną codziennością. Co gorsza, u psów widać to wszystko wyraźnie, bo ma się porównanie widząc i pamiętając, jak jest i jak było kiedyś, zupełnie niedawno przecież. Przepełnia nas smutkiem fakt, że tak szybko przeleciało im u naszego boku całe ich życie. Zbyt szybko. Te kilkanaście lat minęło jak z bicza strzelił. I oto pewnego dnia zamiast tak wesołego dotąd, pełnego niezmożonej energii psiaka spogląda na nas posiwiały, posmutniały i wyraźnie zmęczony życiem stary pies.
Piszę tu o naszym Jacusiu, który zamieszkał z nami już prawie jedenaście lat temu. Był wówczas radosnym psiakiem, potrafiącym godzinami biegać bez zmęczenia, uparcie starać się o względy naszej suczki Zuzi, polować na kury albo dokuczać kozom. I jak przystało na młodziutkiego psa mieć mnóstwo szalonych pomysłów na beztroskie dokazywanie i wygłupy. Bardzo zmienił się przez te lata. Dojrzał, zmądrzał, nauczył się ufać nam a także uśmiechać się po psiemu i bawić się z Zuzią a potem ze swoimi córeczkami Misią i Hipcią. Potrafił nas rozśmieszać, martwić i niepokoić, rozczulać i wzruszać. Zresztą większość z Was pamięta zapewne moje opowieści o Jacusiu. Dużo o nim kiedyś pisałam.
Nie wiemy ile dokładnie ma on lat, bo gdy się u nas pojawił w 2015 roku równie dobrze mógł mieć dwa lata a mógł też mieć ich pięć. Tak czy siak to dzisiaj stary, kilkunastoletni pies, który ma prawo czuć się jak staruszek.
I przyszło to, co miało przyjść. W Święta Bożego Narodzenia zaczął nam mocno niedomagać. Stracił apetyt, za to więcej pił wody. Widać było po nim, że coś go boli, bo przebiegało po nim charakterystyczne drżenie, podczas którego wydawał ciche pomruki. Najchętniej całe dnie by przesypiał a do ogrodu wychodziłby tylko na siku i zaraz wracał do domu. Zimno najwidoczniej mu nie służy. I tak jest także teraz. Ciepłe legowisko i spokój to jest to, czego Jacuś najbardziej pragnie a my staramy się mu to zapewnić. Od kilku dni jest pod opieką weterynarza. Dostaje antybiotyki i środki przeciwbólowe, ale nie bardzo wiadomo, co go właściwie boli. Wyniki krwi ma dobre. Nie stracił na razie na wadze. Nie ma podwyższonej temperatury ani właściwie żadnych poza tymi niewyjaśnionymi bólami i brakiem apetytu objawów chorobowych. Nadal miewa radosne, pełne entuzjazmu chwile. Nieraz jak gdyby nigdy nic wybiega do ogrodu z Hipcią i Misią by tam szczekać przy płocie i wpatrywać się w tajemnicze, leśne oddale. Po powrocie do domu najpierw dużo pije a potem podstawia grzbiet i pupę do głaskania. Uwielbia, gdy się go czesze, pieści, przemawia doń czule. Najbardziej jednak interesuje go po prostu długi, niezakłócony niczym sen...
Nie wiem, czy będziemy jeszcze z Cezarym nadal próbować zgłębiać, co właściwie dolega Jacusiowi. Po pierwsze bardzo jesteśmy tu zależni od pogody. Może tak być, że gdy nas tu znowu śniegi zasypią, to nie damy rady dotrzeć do weterynarza. Od środy zapowiadają u nas ogromne śnieżyce. W razie czego mamy w domu tabletki rozkurczowe i przeciwbólowe, więc gdyby było z nim gorzej zawsze mogę mu je podać. Po drugie obawiam się, że jeśli zagnieździło się w Jacusiu jakieś podstępne raczysko, to w jego wieku wyleczenie może być już niemożliwe. Nie wiem, czy jest sens by niepotrzebnie męczyć pieska...Wciąż boleśnie przecież pamiętamy z Cezarym chorobę i śmierć naszej ukochanej suczki Zuzi, która po kilkumiesięcznej walce o nią, po męczarniach spowodowanych nieustępliwymi bólami nowotworowymi, nie doczekawszy operacji odeszła od nas w styczniu 2022 roku. Chcielibyśmy tego wszystkiego oszczędzić Jacusiowi. Ale chcielibyśmy także by był z nami jak najdłużej. To wszystko wymagać będzie od nas podejmowania na bieżąco różnych decyzji, może nawet tej najgorszej...
Ale póki co Jacuś jest z nami. W chwilach, gdy nie śpi spogląda na nas z ufnością, podchodzi, macha ogonem, podstawia głowę do pieszczot i serdecznie reaguje na każde wypowiedziane doń słowo. Styczniowe słońce czule pieści jego śliczny, biały łebek i obiecuje kolejny pogodny dzień. A nasz kochany lawendowy Jacuś znowu układa się na swoim legowisku, wzdycha głęboko i spokojnie zasypia...























