Cezary pisze…
Jesteśmy
wdzięczni za dziesiątki komentarzy w sprawie Jacusia. Widać w nich troskę o
jego dalsze losy w Jaworowym stadzie i nie tylko. Nie zostaliśmy sami i to jest
najważniejsze. Czujemy przenikliwie rady, porady i opinie. Przeczytaliśmy też ileś
tam artykułów dotyczących zachowań psów i sposobów postępowania w danych
przypadkach. Próbujemy analizy pod kątem zaistniałej sytuacji i szukamy
spójników. Gama wyjaśnień rozlewa się szerokością nabytych doświadczeń i sumarycznie
przybiera kształt logicznej drogi postępowania. Przyznaję otwarcie, że wachlarz
rozwiązań dotyczących przyszłości Jacusia straszy swoją rozpiętością. Próby jego
umiejscowienia w jeszcze nieznanym kończą się przeważnie znakiem zapytania. Zmieniam
zdanie z każdym jego dobrym czy złym postępkiem i tak będzie jeszcze przez
długi czas.
Jacuś jest szybko uczącym się psiakiem. Jako podstawę treningu przyjąłem
używanie słowa „nie” pomimo dla mnie niejasnych tłumaczeń ekspertów. Nie patrz
na kozy, kury i koty. Nie bierz smakołyków, nie wchodź do budynku
gospodarczego, nie… Odwracanie uwagi psiaka, kiedy widzę, że nazbyt interesuje
się obiektem też przynosi rezultaty. Moim zdaniem „NIE” pracuje, jako uniwersalne
hasło.
Zuzia nigdy nie była tresowana i nasz dobry kontakt był rezultatem obopólnego zrozumienia. Jedynie siedząc przy kuchennym stole na krześle podawała łapę i tą łapą waliła w stół domagając się jedzenia. Myślę, że dobrze wychowany pies, to nie taki, który aportuje, podaje łapę, itd., ale taki, który bez słów dostosowuje się do sytuacji, a odnosi się to też do ludzi. Obiegowe powiedzenie, że trzeba wychować opiekuna psa ma sens jedynie w sytuacji, kiedy i pan i pies rozumieją się wzajemnie. W tym miejscu chciałbym zauważyć, że hierarchia musi być zachowana.
Każdy pies, każdy człowiek jest unikalny z niepowtarzalnym charakterem i dlatego stosowanie ogólnie przyjętych zasad współżycia może zakrawać na błąd zasadniczy. Patrzmy psu w oczy i próbujmy znaleźć w nim swoje odbicie, tak jak pies szuka swojego odbicia w naszych oczach.
W chwili obecnej mini tresura jest stosowana do obydwóch piesków i w dwójkę idzie im lepiej. Zuzia nie siada, nie dostaje smakołyków, a dostaje siedzący już Jacuś. Po chwili i ona siada wiedząc, że to jedyna droga do przysmaku. Są plany dalszej tresury, ale w ramach rozsądku. Jaworowo to nie cyrk i tylko partnerskie układy mają tu prawo bytu.
Zuzia nigdy nie była tresowana i nasz dobry kontakt był rezultatem obopólnego zrozumienia. Jedynie siedząc przy kuchennym stole na krześle podawała łapę i tą łapą waliła w stół domagając się jedzenia. Myślę, że dobrze wychowany pies, to nie taki, który aportuje, podaje łapę, itd., ale taki, który bez słów dostosowuje się do sytuacji, a odnosi się to też do ludzi. Obiegowe powiedzenie, że trzeba wychować opiekuna psa ma sens jedynie w sytuacji, kiedy i pan i pies rozumieją się wzajemnie. W tym miejscu chciałbym zauważyć, że hierarchia musi być zachowana.
Każdy pies, każdy człowiek jest unikalny z niepowtarzalnym charakterem i dlatego stosowanie ogólnie przyjętych zasad współżycia może zakrawać na błąd zasadniczy. Patrzmy psu w oczy i próbujmy znaleźć w nim swoje odbicie, tak jak pies szuka swojego odbicia w naszych oczach.
W chwili obecnej mini tresura jest stosowana do obydwóch piesków i w dwójkę idzie im lepiej. Zuzia nie siada, nie dostaje smakołyków, a dostaje siedzący już Jacuś. Po chwili i ona siada wiedząc, że to jedyna droga do przysmaku. Są plany dalszej tresury, ale w ramach rozsądku. Jaworowo to nie cyrk i tylko partnerskie układy mają tu prawo bytu.
Kaganiec będzie zakładany na każdym spacerze z kozami i przez jakiś czas Jacuś będzie prowadzany na smyczy do czasu, kiedy zaprzestanie prób uwolnienia się. Odbyliśmy parę spacerów tylko z psiakami. Jacuś biega wtedy wolny bez smyczy, kagańca. Potrzebuje wybiegać się podobnie, jak Zuzieńka, a jest w naszym pobliżu gdzie to robić.
Ujmujące są zabawy psiaków. Miło jest patrzeć na niekończące się starcia, przytulanie czy leżenie obok siebie w zbliżeniu. Widzimy też zmiany w zachowaniu Zuzi. Z egoistycznej jedynaczki wyrasta społeczna jednostka, dzieli się miską, przestrzenią i władzą. Te zachowania można tłumaczyć różnorako. Czy to jest przyjaźń czy to jest dominacja nowo przybyłego? Jednak… no właśnie, Zuzia pół nocy śpi w domu zostawiając swojego towarzysza na zewnątrz. Dlaczego?
Każdą poradę ze
strony piszących analizujemy i traktujemy serio, bo przecież tylko suma wszystkich
doświadczeń jest wykładnią dla dalszego postępowania.
Czy Jacuś zostanie z nami? Pewnie tak, choć mieliśmy propozycję zabrania go do gospodarstwa bez zwierząt hodowlanych. Jednak… Olga chyba nie przełamie się. Nie mam wyboru i muszę się zgodzić, choć, no właśnie, choć… A może on potrzebuje wszechstronnych kontaktów? Z kozami też.
Lekcja z Brykuską przewróciła nasz do pewnego stopnia uporządkowany świat, który zachwiany balansuje wokół normalności.
Czy Jacuś zostanie z nami? Pewnie tak, choć mieliśmy propozycję zabrania go do gospodarstwa bez zwierząt hodowlanych. Jednak… Olga chyba nie przełamie się. Nie mam wyboru i muszę się zgodzić, choć, no właśnie, choć… A może on potrzebuje wszechstronnych kontaktów? Z kozami też.
Lekcja z Brykuską przewróciła nasz do pewnego stopnia uporządkowany świat, który zachwiany balansuje wokół normalności.
Zuzia ma już pięć lat i jest czas, by wydała na świat potomstwo. Proszę nie
protestować lub protestować z rozsądkiem. Jej dobro jest tu nadrzędne i wiemy,
że byłaby cudowną matką. Chcielibyśmy mieć jej potomstwo. A co z resztą psiątek,
zapytacie? No cóż, znajdziemy dla nich odpowiedzialnych ludzi, a jeśli nie, to
zostaną w Jaworowie i basta. Jacuś jest pod tym względem idealnym dla niej
partnerem. Jest to tylko jedna z opcji, rozmowom nie ma końca i uważamy temat
za otwarty. Pomimo zaistniałego incydentu jest łagodnym psem. Łazi za Olgą krok
za krokiem i ciągle dopomina się o pieszczotki. Jest też dobrym stróżem
gospodarstwa i co najważniejsze oprócz szczekania nie wykazuje agresywności w
stosunku do ludzi, a wchodzących w obejście traktuje łagodnie bez oznak wrogości.
Poza tym… rozważamy
na poważnie kastrację Jacusia. Już słyszę okrzyki zachwytu! Przyznam, że jeśli
tak się stanie, to z bólem w moim przynajmniej sercu. Co to za facet bez jaj? Nienaturalna
ingerencja w naturę jest dzisiaj w modzie i tylko ja jestem nie na czasie,
czyli zacofany. I niech tak zostanie. Ale, jak będzie trzeba, to i ja się
przełamię przy ogólnym aplauzie. Będziemy dzisiaj w Rzeszowie i zrobimy
rozeznanie. Doskonale rozumiemy sytuację zwierząt w schroniskach i dobrze, że
są. A może nie dobrze, ponieważ każde z nich powinno mieć z definicji swoje
miejsce, swój dom. Nie naprawimy niesprawiedliwości tego świata, jednak te małe
kroczki niosą nadzieję na lepsze. I niech tak się dzieje.
A nasze psiny leżą sobie na trawie i marzą o sprawiedliwości… no i kościach. A my, o czym marzymy…? Pomyślmy tak leniwie, bez pośpiechu...