Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piosenki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piosenki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 lipca 2024

Wytchnienie…

 

 


 

   W czasach dręczących upałów i duchoty, gdy aż strach wyjść do ogrodu, bo to i gorąc atakuje i gryzące owady dopadają, zdarzają się niekiedy błogie chwile wytchnienia. Najczęściej są to poranki, kiedy mimo bezchmurnego nieba i słońca już ostro przyświecającego w powietrzu wyczuwa się delikatną rzeźkość i upragnioną ochłodę, gdy trawę okrywa rosa i aż chce się po niej pobiegać boso. Jak wielką ulgę daje to człowiekowi umęczonemu codziennym żarem, czy też minioną, duszną nocą! Jak ogromną radością i haustem nowej siły jest dla całej przyrody taki przyjazny początek dnia. Wszystko wtedy w ogrodzie pachnie, żyje pełną mocą, wręcz jaśnieje ze szczęścia i docierającej zewsząd fali optymizmu. 



   Najmilej jest jednak, gdy poranna mgła otula pieszczotliwie świat a kropelki wody diamentowo lśnią na roślinach, pajęczynach, płotach i sznurkach na bieliznę. Łąka jeszcze wczoraj oślepiona bezlitosnym słońcem, unieruchomiona bezwietrznym zastojem, dziś z lubością zaczyna się delikatnie kołysać, a do tego drzemać i smacznie pochrapywać pośród miękkiego tiulu wszechobecnego oparu.




  Zdaje się, iż nic nie zagraża, nic nie przeraża. Spokój płynie wokół tkliwą melodią słodkiego lata. Mgła ukrywa pośród swych srebrzystych woali takoż detale jak i oddale. Spowija opalizującym melanżowo cieniem królujące tu do niedawna liliowe koniczyny i żółte skupiska dziurawców. A jednocześnie ukazuje w zupełnie nowym, bardziej pastelowym przedstawieniu zupełnie niedostrzegane wczoraj zioła i kwiatki. Wszystko przeniknięte jest świeżym zrozumieniem, nowo odkrytym sensem i istotnością. Dojrzała przyroda paruje, oddycha, skwapliwie przemywając znużone od wczorajszego upału zakurzone oblicze.



  A w ogrodzie przychodzi wreszcie pora kwitnienia hibiskusów. Jak na komendę jeden po drugim otwierają one zamknięte jeszcze wczoraj ściśle pąki. Morze fioletu, różu, bieli przetykane oranżem dojrzewających owoców jarzębiny i kaliny faluje,  rozprzestrzeniając się co dnia pod oknami. Jedyny to czas w roku, gdy widok z naszej sypialni jest tak kolorowy i zachwycający.




   Po wonnych jaśminach i bzach rosnących w innej części ogrodu zostało już tylko wspomnienie.  Przekwitł także pachnący intensywnie ligustr, zniknęły też dawno przepyszne pąki amarantowych piwonii oraz oszałamiająco pachnące goździki. A że przyroda nie znosi próżni przeto zaraz inne krzewy oraz byliny pchają się na plan pierwszy i wspaniałe przedstawienie natury wchodzi w kolejny akt. Opadnięte po licznych burzach róże jak gdyby nigdy nic znowu pysznią się nowymi barwami. Także kilka ocalonych przed ślimaczą nawałą malw nieźle sobie radzi. Zaczynają też kwitnienie mieczyki. I mięta obficie bujni się na rabacie, choć jeszcze niedawno wydawało się, że zaczyna już zanikać. 






   Tropikalna, parna pogoda a wraz z nią częste burze i ulewne deszcze sprawiają, że roślinność miewa się świetnie. Wszystko śpieszy się do życia. Do przejścia pełnego, przeznaczonego sobie cyklu. Aż wierzyć się nie chce, że kilka miesięcy temu wszystkiego tego tu nie było, no i że już wkrótce śladu po tej obecnej bujności nie będzie. Ale jeszcze jest, jeszcze cieszy, szczodrze dzieląc się swoją energią i nadzieją z człowiekiem…



  Lato…Lato mogące być czasem błogiego odpoczynku, ale i okresem wytężonego wysiłku oraz towarzyszącego mu zmęczenia. Porą intensywnego dziania, ale i łagodności, oddechu od spraw kłujących podstępnie i z nagła. Lato trwa też na tym blogu i nie daje się tu przecisnąć innym, budzącym poważniejszą refleksję, troskę czy nawet smutek tematom. A te tematy przecież istnieją. Wiem o nich, bo nie da się tu i teraz nie wiedzieć. Mieć klapki na oczach albo udawać przed samą sobą, że nie dzieje się nic…Gdzieś tam daleko, ale i całkiem blisko mali czy więksi drapieżcy nadal śledzą wszystko dokoła, mają swoje plany i zaciągają sieci bezlitośnie polując na swe upatrzone ofiary. A ofiary robią co mogą by znaleźć jakąś obronę, kryjówkę, by umknąć, nie dać się złapać czy boleśnie pokaleczyć.  I w istocie takimi prawami rządzi się rzeczywistość okolicznych łąk.  Przy pomocy takich samych praw urządzona jest także rzeczywistość ludzi. Na pierwszy rzut oka pogodna baśń i sielanka a gdy wejrzeć uważniej zaraz pojawiają się straszydła, zmory i demony. Nie pierzchły nigdzie dawne zagrożenia a tylko ich pazury nieco stępiały, nieco mniej boleśnie dosięgają teraz celu. Pewnie jesienią i zimą wszystko nabierze zwyczajnej o tej porze wyrazistości i większego natężenia. I zarówno zło, jak i dobro staną się o wiele bardziej widoczne. Surowsze w swej formie i bardziej wymagające. Kolory bujnej natury nie będą już wtedy czarować, mamić, odsuwać uwagi i oddzielać od tego, co w chłodniejszych miesiącach mocno duszę dotyka. Zostanie świat zewnętrznego dziania i wewnętrznych przeżyć. Zostaną nagie, bezbronne uczucia i emocje. Wyłonią się z cienia stare i nowe paranoje…Pewnie i na blogu, (jeśli nie minie mi ochota do pisania, czego zwiastuny obserwuję u siebie coraz częściej) zaczną się tu pojawiać nieco inne, nie tak beztrosko letnie tematy. Zobaczymy…



   Ale na razie jeszcze lato, lato wszędzie. Czas wytchnienia i nucenia starych, ale zyskujących nowe oblicza i znaczenia piosenek. Odkryłam niedawno dla siebie po latach dawne piosenki Urszuli. Zachwycałam się kiedyś nimi jak prawie każda nastolatka w zamierzchłej epoce lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Tańczyłam do ich melodii albo razem z moją przyjaciółką Bożeną śpiewałam je na całe gardło podczas spacerów, koleżeńskich ognisk, górskich wędrówek czy domowych prywatek. Znałam te teksty na pamięć, ale chyba nie rozumiałam wtedy o czym one tak naprawdę opowiadają. Dopiero dzisiaj nucę i zastanawiam się, a jednocześnie fascynuję się głębią treści w nich zawartą, dojrzałością i siłą ich przekazu, specyficzną liryką i poezją…  A wędrując przez czas kolejnego lata mego życia,  na powrót tamtymi piosenkami zaczarowana, zajęta pracą w ogrodzie albo w domu śpiewam je sobie cichutko. Śpiewam prawie cały czas. Choćby tylko w myślach. A to śpiewanie koi mnie niczym rosa i sprawia, iż unoszę się, lecę ponad łąką, choć przecież cały czas stąpam po ziemi.  I jestem mieszanką nie wiedzącej jeszcze nic o świecie, wkraczającej dopiero w życie naiwnej nastolatki oraz siwiejącej już mocno Oli, gospodyni jaworowego siedliska pod lasem…




sobota, 11 listopada 2023

Serce wolności…

 


…Jakiś czas temu znalazłam w Internecie wzruszającą pieśń pt. „Proszę Polsko, nie umieraj” autorstwa Witolda Mikołajczuka, utalentowanego wokalisty, kompozytora, gitarzysty, akordeonisty, autora tekstów śpiewającego pod pseudonimem „Witek, muzyk ulicy”. Pseudonim ów nie wziął się znikąd. Otóż Witek, chłopak wywodzący się ze wsi i próbujący swych sił w wielu zawodach, porzuciwszy pracę w korporacji przez kilka lat boso występował na ulicach Warszawy, gdzie dla przechodniów brawurowo wykonywał swoje pieśni. Wysłuchawszy piosenki Witka i obejrzawszy wspaniały klip towarzyszący temu utworowi odszukałam inne jego pieśni i wiele z nich trafiło mi do serca. Bo Witek pisze właśnie od serca a przy tym dosadnie i porusza tematy bliskie wielu z nas: miłości, emigracji, biedy, współczesnych zagrożeń cywilizacyjnych oraz historii Polski. Chce się go słuchać, bo czuje się w jego utworach, w jego chropowatym głosie prawdziwą szczerość, pasję, gniew, żal, tęsknotę, smutek, rozmarzenie i rozczarowanie. To wszystko, co jest tak bardzo polskie, takie nasze.

 

Proszę Polsko, nie umieraj”

Jest, jest na świecie taki dom

Całkiem niedaleko stąd

W którym stoisz oknie?

Jest, jest na świecie taki dom

Całkiem niedaleko stąd

W którym stoisz oknie?

Ostatni bastion padł

Paranoja i słabość małych ludzi pokazała twarz

Ostatni bastion padł

Przebili jedno serce, ale ja nie przestanę grać

Kochana Ojczyzno

Czas przewietrzyć swe pokoje, przetrzeć stary kurz

Zdejmij maskę z głów posłańców

Słuchaj pieśni swego ludu

A nie kukieł, karłów i sługusów zza dalekich mórz

Słuchaj pieśni swego ludu

Ja Ci przecież dobrze życzę, nie rozliczam Cię

Nie chcę wiedzieć z kim Ty byłaś

Z kim chcesz być - Ty lepiej wiesz

Ciężko tańczyć, gdy dwóch prowadzi

Trójkąt ostre rogi ma

Ja nie kreślę takich figur

Cenię sobie prosty świat

Proszę, Polsko, nie umieraj, bo za dużo nas

Swoje życie Ci oddało, ale płomień zgasł

Proszę, Polsko, nie umieraj, nie zamykaj drzwi

Twoim dzieckiem zawsze byłem, chociaż pot i łzy

Proszę, Polsko, nie umieraj, z kolan można wstać
Ponoć wiara czyni cuda, no to wstań i walcz

Proszę, Polsko, nie umieraj, nie sprzedawaj się

Pod latarnią źle się stoi, a Tyś damą jest

Jest na świecie taki dom

Całkiem niedaleko stąd

W którym stoisz oknie…



   Znalazłszy tę pieśń wyrażającą rozpaczliwą prośbę by Polska nie umierała pomyślałam, że tyle już nasza biedna ojczyzna zniosła, tak bardzo ją rozszarpywano na strzępy, poniewierano, ośmieszano, oszukiwano i sprzedawano, że aż dziw, iż wciąż jeszcze istnieje. Jednak odnoszę wrażenie, że to są jakieś marne jej resztki, bardziej wyobrażenia, niż realna rzeczywistość. I nie zmienią tego na lepsze żadne nowe partie u władzy ani obiecywane teraz nowe porządki. Coś się zupełnie zepsuło i psuje bezustannie a ten destrukcyjny trend ogarnia nie tylko Polskę, ale i wiele innych krajów na świecie. Rosnąca drożyzna i cenzura, wojny i militarystyczne zapędy kilku państw, nowe łady, resety, ideologie, niepewne jutro… I dostrzega to, bo przecież trudno tego nie dostrzec, coraz więcej spośród nas. Mało już w nas Polakach wiary w nadejście jakiegoś pozytywnego dalszego ciągu a wielu już tej nadziei nie ma zupełnie. Zresztą sam Witek w wywiadzie powiedział: "Uważam, że Polski już dawno nie ma. (...) Wiele programów rozrywkowych jest na licencji. Najwięcej sprzedanych lekarstw również nie jest polskiej produkcji. Ciężko trafić na polskie auto, motor czy rower. „Proszę Polsko nie umieraj”, to jest tekst, który jest musztardą po obiedzie. Polska już umarła. Nie ma polskich wielodzietnych rodzin. Nie ma w szkole plastyki, techniki . Nasze dzieci są okaleczane przez kulawy system edukacyjny. Kompletnie nie modyfikowany.” „Masa zawodów zniknęła. Co my mamy w Polsce Lewandowskiego, który gra w niemieckiej lidze. Ta cała sytuacja z maseczkami i kłamstwem covidowym, to też pokazała praktycznie, że Polski nie ma. Bo może cię jakiś policjant zatrzymywać za brak maseczki, a inni Polacy patrzą i nagrywają filmy.”*

  Ech! Zabrzmiało to bardzo pesymistycznie, ale przecież jakkolwiek źle by się nie działo, to przecież mimo wszystko ciągle żyjemy i chcemy żyć. Tu i teraz znajdować swoje małe szczęścia, swoje sensy w morzu bezsensu. Kochać to nasze miejsce na ziemi a nawet odczuwać dumę z tego, że jesteśmy Polakami. No i wciąż bije w nas serce wolności. I właśnie o tym jest kolejna piosenka Witka, muzyka ulicy, którą umieszczam poniżej. 

Serce wolności

Lecę chyba do Londynu do tych Brytyjczyków synów
Matka Polka już nie karmi nie mam za co żyć
Już trzydziestka mnie przegania a ja ciągle bez mieszkania
Dobrze że lodówka pełna to rodziców gest

Koniec z końcem się nie widzi bo mamoną rządzą Żydzi
Nie chcem ale muszem jechać niech to wszystko szlag
Może funty zmienią kartę może cudem jakimś fartem
Życie do mnie się uśmiechnie i zawołam hej

Niewolnicy nowej ery wszyscy darmo wykształceni
Przed królową spodnie zdjęli i jeszcze cieszą się
I złożyli broń bez walki tańczą jak w teatrze lalki
Lekkość życia to dewiza generacji tej

Ja tu jednak wolę być no bo funt nie zmienia nic
Na kolanach źle się myśli boli tylko garb
Ja tak nie chcę nie potrafię w żyłach płynie Lachów krew
Wszędzie trzeba żyć i walczyć nie, nie poddam się

Nie poddam się nie poddam się
Nie poddam się nie poddam się

Pamiętaj, pamiętaj masz serce wolności
Pamiętaj, pamiętaj nie kupi Cię nikt

Pamiętaj pamiętaj masz serce wolności
Pamiętaj pamiętaj nie kupi Cię nikt

Już nie lecę do Londynu do tych Brytyjczyków synów
Co we wrześniu nie pomogli a tu został gruz
Na tych gruzach budowali dziadek z babcią no i Stalin
Miasto które jak ten Feniks odrodziło się, odrodziło się

Pamiętaj pamiętaj masz serce wolności
Pamiętaj, pamiętaj nie kupi Cię nikt

Pamiętaj, pamiętaj masz serce wolności
Pamiętaj, pamiętaj nie kupi Cię nikt
Nie kupi Cię nikt nie kupi Cię nikt nie kupi Cię nikt

 


* Poniżej link do ciekawego wywiadu z Witkiem, muzykiem ulicy

https://ostrowiecka.pl/2022/07/02/witek-muzyk-ulicy-dziwie-sie-ze-ludzie-chodza-w-butach/

wtorek, 25 kwietnia 2023

O piosenkach, rumaku i wiośnie…

 


 

…Na zmianę dzisiaj pada, leje potężnie albo siąpi i mży delikatnie. Rośliny z zapałem piją tę wodę prosto z nieba i wręcz rosną w oczach. W związku z mokrą i chłodną aurą siedzimy z Cezarym, psami i kotem w domu odpoczywając, gotując zupę jarzynową ze spora ilością natki pietruszki i słuchając piosenek z wielce popularnych w latach dziewięćdziesiątych gal piosenek biesiadnych. Ach! Jak ludzie potrafili się wtedy razem bawić, jak wiele w nich było nieudawanej radości i młodzieńczego optymizmu. Czy i dzisiaj potrafili by tak się cieszyć, śpiewać wspólnie, podrygiwać i tańcować spontanicznie, zapominając o wszelkich podziałach między nimi a co ważniejsze, o tym, co na co dzień niepokoi i dręczy? Czasy się zmieniły i ludzie się zmienili. A może tylko tak mi się wydaje, bo i ja się zmieniłam a co ważniejsze odmienne jest moje patrzenie na rzeczywistość? Tak czy siak, gdy deszcz monotonnie stuka w parapety okien miło jest przypomnieć sobie stare, dobre piosenki i po prostu zanucić nostalgicznie uśmiechając się do wspomnień…



   Wiedząc o tym, że pogoda zmieni się diametralnie postaraliśmy się wczoraj z Cezarym uprzątnąć grządki, przeorać je, nawieźć i przygotować pod zasiew różnych warzyw. Mamy na terenie ogrodu dwa ogrodzone warzywniki, które choć niewielkie, to i tak coroczne przekopanie ich i odchwaszczenie na wiosnę było dla nas zawsze sporym wyzwaniem. Dlatego w tym roku wpadliśmy na pomysł by kupić małą glebogryzarkę spalinową, czyli kultywatorek i nieco ułatwić sobie robotę. I oto wczoraj nareszcie poszła ona w ruch i od razu nie bez przyczyny nazwana została przez nas wielce narowistym rumakiem.




   Tenże rumak  lśniąc nowością stał dotąd w swojej stajni, czyli w budynku gospodarczym,  gdzie przycupnięty obok kosiarek, podkaszarek, pił i łuparki cierpliwie czekał na dzień swej chwały. Choć to, czy okaże się on godzien pochwały, czy wręcz przeciwnie – porażki nie było wiadome. Już raz bowiem, kilka tygodni temu próbnie użyliśmy owej glebogryzarki , ale nie byliśmy wtedy zachwyceni jej pracą. Okazało się, że po pierwsze gleba, na której pracuje taki kultywatorek powinna być porządnie podeschnięta, a do tego uprzątnięta z liści i większych chwastów. Jeśli bowiem jest za mokro to  ziemia przykleja się do kopiąco-tnących łopatek glebogryzarki, co powoduje jej zwolnienie i wymuszony przestój albo wręcz przeciwnie, rwące szarpnięcie, zaskakująco silne i szybkie ruszenie z miejsca, gdy grudy mokrej ziemi  i poplątane korzenie chwastów oraz kłęby liści nagle zdecydują się z niej odpaść.



    Do tego jasne stało się dla nas, że to nie jest lekka praca. Do utrzymania bowiem w rękach kierownicy tego ustrojstwa, do zapanowania nad jego narowami potrzeba sporej siły fizycznej. Dlatego też operatorem owej wymagającej machiny na razie jest u nas Cezary a ja tylko obserwuję z podziwem jego poczynania i tęsknie wzdycham sobie, że może kiedyś i mnie uda się spróbować okiełznać tego szalonego rumaka. A będę jeszcze miała okazję by się tego nauczyć, bowiem na obróbkę czeka niewielki kawałek pola za naszym ogrodem.  Najpierw jednak musimy go trochę powiększyć, wycinając stamtąd płaty gęstej trawy i perzu, pobieżnie chociaż wypielić a potem przeorać i wytyczyć nowe grządki. Będą tam rosły cukinie, dynie, fasolka szparagowa, pomidory i może coś jeszcze, jeśli się tylko zmieści.



   Wiem, że niektórych spośród Was zainteresuje nasza opinia o pracy glebogryzarki. Powiem Wam, że pominąwszy wszelkie początkowe trudności  oraz towarzyszące im złorzeczenia, to raczej jesteśmy z niej zadowoleni. W ciągu mniej więcej godziny porządnie przekopała i rozdrobniła ziemię w dwóch warzywnikach. Gdyby chcieć to  samo zrobić przy użyciu łopat i motyk trzeba by poświęcić na to pewnie kilka dni. A nie muszę chyba mówić jak bardzo uciążliwa jest dla ogrodników w pewnym wieku taka robota.  A czy obsługa glebogryzarki nie jest męcząca? Cezary mówi, że niestety jest, ale to zupełnie inny rodzaj wysiłku i inne mięśnie przy tym pracują. Niech się przy tym narowistym rumaczku schowają wszystkie wymyślne urządzenia w siłowniach!  No, ale przecież ćwiczenia na siłowni nie wiążą się raczej z żadnym pożytecznym działaniem a tylko z pracą nad swoją sylwetką i wagą. Tymczasem obcowanie z gryzącym glebę żelaznym konikiem to same korzyści dla ciała, ducha oraz co najważniejsze dla ziemi w ogrodzie oraz rosnących tam w przyszłości roślin. No, może tylko biedne dżdżownice nie były zadowolone z tego co działo się z należącym dotąd tylko do nich terenem. Pewnie zginęły biedaczki na polu chwały i przemielone zamieniły się w użyźniający, naturalny nawóz.



   A jeszcze co do glebogryzarki, to podczas gdy urządzenie jedzie do przodu, nie trzeba go pchać, bo maszyna po włączeniu napędu sama jedzie przed siebie. Do człowieka należy utrzymanie w ryzach oraz zniesienie jego mocno wibrujących drgań. Znacznie bardziej wymagające jest ciągnięcie kultywatorka do tyłu, ponieważ  maszyna jest dość ciężka a do tego zagłębiając się cały czas w ziemię niekiedy wjedzie za głęboko i trzeba szybko wyciągnąć ją z dołka żeby błyskawicznie nie przekopała się na drugą połowę kuli ziemskiej!:-)


   Wiosna w naszym pogórzańskim przysiółku z każdym dniem poczyna sobie coraz śmielej. Co rano wychodzimy do ogrodu żeby rzucić gospodarskim okiem na to, co jest do zrobienia, by zobaczyć jak przyjmują się posadzone niedawno roślinki albo czy już wychodzą na światło dzienne te nowo posiane. Jednak przede wszystkim spacerujemy po to by odetchnąć świeżym powietrzem i zachwycić się nowymi odcieniami zieleni na drzewach i krzewach, na kwietnikach i w warzywnikach, zauważyć co nowego pojawiło się na okolicznych polach, łąkach i w pobliskim lesie.  Szmaragdowa, soczysta trawa rośnie na potęgę, więc za mną już pierwsze koszenie. Uff! To dla mnie nie lada wysiłek, ale zawsze to pierwsze, wiosenne koszenie jest najcięższe, bo człowiek jeszcze nie rozruszał dostatecznie mięśni, nie przywykł do wielogodzinnego pchania albo ciągnięcia terkoczącej monotonnie, ciężkiej maszyny. Jednak satysfakcja z dobrze wykonanej pracy wynagradza wszelki wysiłek. A poza tym przecież także podczas koszenia obcować można z cudem pełnej życia przyrody. Na biało i różowo kwitną już wiśnie, śliwy, brzoskwinie i czereśnie.  A niemal zakończyła już kwitnienie posadzona kilka lat temu mirabelka. W warzywnikach zieleni się lubczyk, rukola, natka pietruszki i czosnek niedźwiedzi. Pełno już wszędzie motyli, biedronek, mrówek i trzmieli. A do tego wiosenne niebo co dnia przebiera się w kolejne błękitno-białe, zwiewne sukienki.





   Przed nami kilka chłodniejszych, pochmurnych dni. To dobrze dla ogrodu, całej przyrody i dla nas też. Odpoczniemy sobie z Cezarym, poplanujemy co będziemy robić potem, gdy znowu się wypogodzi. Posłuchamy też starych piosenek, pośpiewamy a jak nas najdzie ochota, to może i potańczymy przez chwilę, pokręcimy się trochę po kuchni, bo nogi same się ruszają, gdy słyszy się takie przeboje jak: Sobota w Michałkowicach, Nie płacz, kiedy odjadę, Wando bando, Obozowe tango, Kupujcie bubliczki i wiele, wiele innych…

Tutaj link do tekstow piosenek biesiadnych  https://piosenki.biesiadne.com/

 A ponizej Gala piosenki biesiadnej z 1998 r.

  


środa, 13 października 2021

Umilaczki, pocieszaczki…

 



 

   Tak nazywam strony na YT, które lubię oglądać, gdy nie mam już siły ani ochoty na oglądanie portali bombardujących mnie wiadomościami polityczno-społecznymi, czy też vlogów specjalizujących się w dyskusjach i wywodach o tym, co ważne i aktualne. Oczywiście dobrze wiedzieć, co dzieje się na świecie, ale nieraz czuję się tym wszystkim już tak przytłoczona, tak obezwładniona i zniechęcona, że odcinam się od takich stron i z ulgą przesiadam się na wybrane kanały rozrywkowe. Poniżej pokażę Wam kilka moich ulubionych kanałów. Takich, które subskrybuję i oglądam najczęściej. Takich, które chciałabym Wam polecić, ponieważ odprężają, zaciekawiają, uczą, bawią, wzruszają a często też rozśmieszają. Na większość z nich trafiłam przypadkiem, ale na ostatnią, proponowaną tu przeze mnie weszłam, gdy linka do niej przesłała mi Kitty Katty. Od tej pory wchodzę tam niemal co dzień i cieszę się, mogąc słuchać i oglądać świetne parodie znanych od dawna przebojów muzycznych. To poddało mi pewną myśl. Otóż domyślam się, że i Wy macie takie swoje ulubione stronki. Fajnie by było, gdybyście w komentarzach napisali mi o nich albo wysłali do nich linki. Z ciekawością tam zajrzę a może i  dołączę do listy polecanych przeze mnie stron.

 

A oto trzy moje ulubione, rozrywkowe strony:

 

   Pierwszą stronką, którą chciałabym Wam polecić jest azerbejdżański vlog zatytułowany  Kənd Həyati”, co znaczy życie na wsi. Zamieszczone tam filmiki oglądam od kilkunastu miesięcy. Ich bohaterami jest para ludzi w średnim wieku zajmująca się pracą na roli, pielęgnowaniem ogrodu, opieką nad zwierzętami oraz przede wszystkim gotowaniem cudownie smakowitych potraw. Ich życie jest zwyczajne, spokojne i zgodne, pełne wspaniałych barw zmieniającej się o każdej porze roku natury. Dodatkową zaletą jest dla mnie fakt, iż owi dziad i baba niewiele mówią a po prostu działają niczym pracowite mróweczki a przy tym celebrują ze spokojem i szacunkiem każdą chwilę swego oddalonego od cywilizacji, prostego życia. Jak dobrze, że istnieją jeszcze na świecie tacy ludzie, takie miejsca…

 


   Drugą stronką, którą chciałabym Wam pokazać jest kanał zatytułowany „Pierogi z kimchi” a prowadzony przez mieszkającą w Korei Południowej Wiolę, naszą młodą rodaczkę, która od kilkunastu miesięcy opisuje codzienne życie w tym egzotycznym dla nas  kraju. A ponieważ jest osobą z natury pogodną i ciepłą, także jej filmiki mają taki nastrój, co bardzo szybko udziela się też widzom. Wiola kilka lat temu wyszła z mąż za Koreańczyka. Mieszkają na wielkim, nowoczesnym osiedlu w jednym z koreańskich miast.  Mają małego, słodkiego synka o imieniu Sonu. Wiola bardzo lubi gotować, zatem często tematem jej filmików jest przyrządzanie ciekawych, koreańskich potraw (niedawno napisała swoją pierwszą książkę z przepisami kulinarnymi i wkrótce będzie ją promować w Polsce).

 


   I wreszcie trzecia stronka. Otóż Kitty Katty przesłała mi linka do kanału prowadzonego przez nowozelandzką autorkę tekstów i piosenkarkę Shirley Serban. Jej kanał nazywa się „Relyriced songs to bring joy in these Times” –  co znaczy mniej więcej : Liryczne piosenki, które przynoszą radość w tych czasach).  Owa pełna zaskakujących pomysłów i poczucia humoru kobieta prowadzi swoją stronę dopiero od roku.

 


   Shirley sama o sobie pisze tak:

Cześć, jestem Shirley z Nowej Zelandii. Tworzenie piosenek, które sprawią, że inni będą się uśmiechać, było jednym z moich ulubionych zajęć od dziecka. Wraz z nadejściem Covid-19 tworzę i udostępniam „ponownie” klasyczne piosenki, a także kilka oryginałów o bieżących wydarzeniach. To pomaga mi być szczęśliwą – i odkryłam, że inni też je lubią. Mój cel - to edukować i nieść radość w tych mrocznych czasach. Tak, pandemia jest poważna, ale wszyscy możemy zrobić coś z nieco większą radością. Więc witaj na moim kanale. Zrób gorący napój, rozgość się i ciesz się... śpiewaj i uśmiechaj się. Przejdziemy przez to.”

   I tak właśnie jest – oglądam, słucham i śpiewam razem z Shirley a nawet zainspirowana przez nią sama także wróciłam do pisania tekstów do znanych melodii. Takie pisanie i śpiewanie sprawia mi radość, oczyszcza umysł i oddala od tego, na co nie mam wpływu.

   Oto link do jeszcze jednej z piosenek w wykonaniu Shirley Serban a poniżej tekst mojej piosenki oraz jej oryginał w j. angielskim.

 




A oto moje słowa do piosenki zespołu Baccara „ Yes Sir, I can boogie”.

Jesienny dance macabre

(… murmurando jęków…)

Jesień!

Trudno na boku ci uleżeć

Skrzypią lędźwie

Ledwo możesz z łóżka wstać

Chce się!

Pod ciepłym kocem stale siedzieć

Ale przecież

Musisz swój tańczyć dance macabre!

 

Jeśli nic nie czujesz

Pewnie zimny z ciebie trup

Choć narzekasz i pomstujesz

Tańczysz znów

 

Zatańcz, póki możesz

Jesień ci na skrzypkach gra

Kiedyś przecież będzie gorzej

Ciesz się z dnia!

 

 Niesie

Się twój jęk, lecz dziwna sprawa

Jesień

Chce ci darów dać swych w bród

Pieśni

Co skrzypią rankiem w twoich stawach

Wciąż trwa zabawa

Ten twój jedyny życia cud!

 

Jeśli nic nie czujesz

Pewnie zimny z ciebie trup

Choć narzekasz i pomstujesz

Tańczysz znów!

 

Zatańcz, póki możesz

Jesień ci na skrzypkach gra

Kiedyś przecież będzie gorzej

Ciesz się z dnia!

 

(… znowu murmurando jęków…)

 

Jeśli nic nie czujesz

Pewnie zimny z ciebie trup

Choć narzekasz i pomstujesz

Tańczysz znów!

 

Zatańcz, póki możesz

Jesień ci na skrzypkach gra

Kiedyś przecież będzie gorzej

Ciesz się z dnia!

 


 

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost