Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tekst piosenki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tekst piosenki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 czerwca 2025

Co wybiorę, to wybiorę...

 



   Nie wiem czy słyszeliście na tegorocznym konkursie Eurowizji przebój Tommy'ego Casha z Estonii pt. "Espresso Macchiato"? Piosenka jest prosta, melodyjna i rzeczywiście wpada w ucho, nabrałam zatem ochoty by napisać do niej jakieś polskie słowa. Szukałam tylko tematu...Aż znalazłam: wybory! To wciąż przecież temat numer jeden w naszym kraju.

Oto oryginał owego eurowizyjnego przeboju:



A jeszcze poniżej zamieszczam swój tekst oraz moje wykonanie owej piosenki. 


Co wybiorę, to wybiorę...


Co wybiorę, to wybiorę

Prezydent będzie zbawcą, będzie zbawcą czy potworem

Serce gore bo potworem, na pewno będzie zbawcą

Daj mu głos!


Co wybiorę, to wybiorę

Co dnia mnie przeciągali

Tak jak worek na swą stronę, tak jak worek, tak jak worek

Nadzieje mieli spore

Że znowu się nabiorę


Dwie sekty walczą o mnie

Zależy im ogromnie

Zależy bym w ich bańce pozostała

I sączą mi od rana

Dogmaty swe i prawa

Bym tylko ich kochała

Przy nich trwała

Nie widzą nic ponadto

Ich plan jedyną tratwą

Posłusznie mam tu siedzieć i więcej

Nic nie wiedzieć


Poniedziałek minął, wtorek

Nareszcie znajdę spokój gdzieś nad rzeką

Czy jeziorem, czy jeziorem, czy jeziorem

Tam w słońcu się rozbiorę

W dobry czas


Jednak tam też słychać spory

Bo ludziom ciągle w głowach te wybory

Te wybory, te wybory, wciąż wybory

I nawet na kocykach ich wrogość nie zanika


Przy grillu słychać kłótnie

Sprzeczają się okrutnie

Widelce nastawiają

Tak jak włócznie

Choć rzeka już w dal płynie

Ich wrogość nie przeminie

I chyba będą dalej

W dzikim szale

W pretensjach i w biadaniu

Wzajemnym grillowaniu

Wciąż w stresie, wciąż w stresie

Ten polski spór się niesie


Co wybrałaś, co wybrałaś?

Jak mogłaś być tak głupia, krótkowzroczna i jak śmiałaś Polko mała

No jak śmiałaś nie wybrać tak jak trzeba

Nie pójdziesz więc do nieba!


Chyba wlezę w jakąś norę

To będzie mym schronieniem, mą ucieczką i wyborem i wyborem i wyborem

To będzie mym ratunkiem

Bo gdzieś on musi być...



P.S 

A oto link do podkładu muzycznego w wersji karaoke. Wystarczy kliknąć : https://www.youtube.com/watch?v=ZuFuZ0AkemM


sobota, 1 lutego 2025

Mimo wszystko, tańcz…

 



 

… Już wiele razy na blogu zwierzałam się Wam z moich fascynacji oraz muzycznych wzruszeń.  I znowu to robię, ponieważ od kilku dni słucham pewnej piosenki, która nie daje mi spokoju, gdyż bardzo mocno porusza moje emocje. Nucę ją sobie gotując obiad, sprzątając, robiąc zakupy (czym pewnie wywołuję zdziwienie na twarzach napotkanych ludzi), nucę też w myślach, gdy obudzę się w nocy i czekam na kolejną falę snu. Jednak absolutnie nie narzekam na owo opętanie utworem muzycznym. Wręcz przeciwnie. Lubię ten stan, gdy mocno coś odczuwam, mając wrażenie obcowania z czymś wspaniałym i ponadczasowym. I cieszę się, że we współczesnym świecie przesiąkniętym bylejakością, nijakością, płytkością i męczącym, pozbawionym sensu hałasem udającym muzykę udaje się odszukać coś naprawdę wartościowego, coś będącego kawałkiem prawdziwej sztuki.

   A co mnie tak zauroczyło tym razem? Jest to piosenka śpiewana przez Dawida Kwiatkowskiego i Kayah pt. „Proszę, tańcz”. Są też oni współtwórcami tekstu a muzykę wymyślił Dawid Kwiatkowski, Dominik Buczkowski-Wojtaszek oraz Patryk Kumór.

   Utwór opowiada o tym, że mimo bólu i smutku po odejściu kogoś bliskiego życie trwa i powinno trwać nadal. Życie zwycięża ze śmiercią, bo istnieje mimo wszystko. A manifestacją siły życia może być taniec i śpiew, marzenie i wspomnienie, zachwyt nad pięknem wschodu i zachodu, wzruszenie, zrozumienie i ciepło, gdy przytuli nas ktoś bliski, wybaczenie czegoś sobie i innym, a wreszcie głębokie westchnienie, uśmiech i pogodzenie z tym, co jest i będzie.

   I cieszę się jeszcze, że w moim zachwyceniu tym utworem nie jestem sama. Miło jest wszak móc dzielić z kimś swoje fascynacje…Od kiedy tę piosenkę opublikowano w połowie stycznia zyskuje ona coraz większe grono oczarowanych nią słuchaczy. A co więcej – oglądaczy, bowiem utworowi towarzyszy niezwykły teledysk, do którego zaangażowano przejmująco odtwarzającą w nim rolę wdowy, Dorotę Chotecką.

   Czytam komentarze pod owym utworem na YT. Niektóre są niezwykle przenikliwe, pełne mądrości, wrażliwości oraz silnych emocji, ponieważ pieśń owa dotyka czegoś, co prawie każdy z nas już odczuwał, czegoś, z czym każdy prędzej czy później będzie się musiał zmierzyć. Żałoby po kimś bliskim…

Poniżej najpiękniejszy moim zdaniem komentarz:

Martadorota9782 napisała: „Podobnie, jak większość tu dzielących się - piosenka rozłożyła mnie na emocjonalne łopatki. Podzielę się swoją interpretacją - starsza Pani (uosobienie śmierci) na pogrzebie zajęła miejsce na szczycie stołu, jak królowa. Królowa śmierci w dniu swego święta. W końcu właśnie kogoś zabrała. P. Dorota patrzy w jej oczy i nagle rozumie, że to spojrzenie wciąga i ją. Wtedy młoda dziewczyna - uosobienie życia, zapłakała. Nagle jednak wdowa decyduje się wybrać inną drogę. Zaczyna tańczyć, najpierw jakby z utraconym mężem, a następnie sama - ten taniec wyraża radzenie sobie z jego odejściem. Najpierw nie może rozstać się ze wspomnieniami, następnie uczy się żyć samodzielnie. Młoda dziewczyna (życie) wstaje, podchodzi do wdowy, patrzy na nią. Wdowa na twarzy wypisany ma lęk, bo nie wie, czy życie przyjmie ją na nowo, bo przecież cząstka niej właśnie została pochowana. Wtedy dziewczyna(życie) ją przytula i całuje, to gest akceptacji i radości z powrotu do niej. Reszta dołącza. Wtedy starsza Pani (śmierć) zakłada płaszcz i wychodzi. Nic tu już po niej. Ludzie żyją dalej, nie zabierze ze sobą nikogo więcej. Bo życie toczy się dalej, a ludzie zdecydowali się nim żyć. Czy ktoś interpretuje to podobnie?”

 

   Zobaczcie i posłuchajcie zresztą sami...


Proszę, tańcz

 

Każdy jak król
Pragnie nowej ziemi, choć świat już ma u swoich stóp
Dobrze nam tu, jak u siebie

Wynajął nam Bóg
Coś więcej niż dwa metry i miłość, choć przynosi ból
Kochamy znów, jak umiemy

To dom na chwilę
Na drodze przystanek dla dusz

Kiedy przyjdą zabrać mnie w ostatnią podróż
Słowo daj, że będziesz stać blisko przy mnie
Musisz być przy mnie
(Proszę tańcz)

Do białego rana, za nic mamy strach
Nikt nie może przestać grać, a Ty bądź przy mnie
Musisz być przy mnie
I proszę tańcz

Czuję głód
Bo czasu tak niewiele i trzeba będzie nam zdać klucz
A nas mi wciąż jest za mało
(Tak mało, za mało)

Jestem tu
Więc do dna wypiję Ciebie, na zawsze będziesz we mnie już
Dwa serca, choć jedno ciało

Kiedy przyjdą zabrać mnie w ostatnią podróż
Słowo daj, że będziesz stać blisko przy mnie
Musisz być przy mnie
(Proszę tańcz)

Do białego rana, za nic mamy strach
Nikt nie może przestać grać
A Ty bądź przy mnie (Przy mnie)
Musisz być przy mnie (Olé!)

A Ty tańcz (A Ty tańcz)
Zapomnij, co zabrał Ci czas (Zabrał czas)
I kiedy przyjdzie sen (I kiedy przyjdzie sen)
Znowu zobaczysz mnie (Proszę tańcz)

A Ty tańcz (A Ty tańcz)
Zapomnij, co zabrał Ci czas
I kiedy przyjdzie sen (Oh)
Znowu zobaczysz mnie
I proszę tańcz
Proszę tańcz


sobota, 21 grudnia 2024

Magia Świąt...

 

                                                                        

   ... Za oknem ani śladu śniegu. Nawet odrobiny już nie zostało z tego ostatniego pomączenia. Jest jednak nadzieja na białe Święta, ponieważ prognozy zapowiadają u nas opady białego puchu właśnie na świąteczny tydzień. Miejmy nadzieję, że tak się stanie, bo byłby to chyba najlepszy prezent na gwiazdkę. Od razu zrobiłoby się ładniej za oknem i człowiekowi też byłoby jakoś raźniej, świąteczniej, magiczniej. Od kilku już lat brakuje tej cudownej bieli grudniowej. Może więc teraz pojawi się i za jej przyczyną powróci choć odrobina tej dawnej magii Świąt? A jeśli nie, trzeba będzie odnaleźć w sobie jakąś iskrę. Coś, co jest ponad stare i nowe zmartwienia, ponad rutynę przygotowań, bieganiny, zmęczenia i usiłowania stanięcia jak zwykle na wysokości zadania. O ironio losu! Tego wymagają od nas z reguły nie inni ludzie, ale my sami. Wyznaczamy sobie cele chcąc choć odrobinę doścignąć niedościgniony ideał. Jakiś brylant, jakiś święty Graal lśniący w naszej pamięci a będący konglomeratem wszystkich przeszłych, udanych Świąt. Lecz czy w ogóle istnieje coś takiego? Może to tylko kwestia naszych wyobrażeń, marzeń i upiększonych przez lata wspomnień? Być może tak właśnie jest. Tak czy siak miło byłoby poczuć znowu coś pięknego, coś co warte byłoby tej całej wcześniejszej bieganiny...Oboje z Cezarym życzymy Wam tego z całego serca. A poniżej napisane niedawno przeze mnie słowa do melodii pełnej werwy piosenki ABBY "Dancing Queen". Zapraszam do jej pośpiewania, bo od samego śpiewu przybywa człowiekowi trochę energii. A myślę, że każdy sposób na dodanie sobie sił jest dobry. Trzeba próbować wszystkiego😄💚🌲


Magia Świąt…

Magio Świąt – gdzieżeś jest?

Gdzie zniknął Twój dawny blask

Wiara w cud – cały sens

Czy odda nam go czas?

 

Święta idą, nadchodzą znów

Jak co roku roboty huk

Ale po co to wszystko?

Jak się wprawić w ruch?

Gdy w ciele słaby duch

 

Świat w szaleństwie pogrąża się

Coraz trudniej uwierzyć, że

Wróci jeszcze normalność

I nadzieja co

Rozjaśni każdy dom

 

I znowu magia Świąt

Powróci…

Magia świąt – bo gdzieś jest

Radość dla czystych serc

Magia Świąt – wiara w cud

Dobro wygra znów

 

Magio Świąt – gdzieżeś jest?

Gdzie zniknął Twój dawny blask

Wiara w cud – cały sens

Czy odda nam go czas?

 

Święta idą – lecz cały zgiełk

Ucisz w sobie, uwolnij się

Wtedy może usłyszysz

Jak na serca dnie

Coś nuci cicho, że

 

Na pewno magia Świąt

Powróci…

Magia świąt – bo gdzieś jest

Radość dla czystych serc

Magia Świąt – wiara w cud

Dobro wygra znów

 

Odnajdź dziś w sobie moc

Uwolnij się z sennej mgły

W Tobie lśni iskra co

Ożywi blask tych dni

Ożywi blask tych dni…


                                          A poniżej ja śpiewam tę piosenkę...

                                         

Wszystkiego dobrego dla wszystkich obserwatorów i czytelników tego bloga! A przede wszystkim zdrowia😘🌲😘

czwartek, 24 sierpnia 2023

Mokry i parny sierpień…

 


 

   Pomału dobiega końca ten wyjątkowo parny i gorący sierpień. W tym miesiącu nawałnice i burze nawiedzały nas tu tak często, że nim kałuże i błota zdążyły odrobinę chociaż wyschnąć, to już pojawiały się następne ulewy. Taka tropikalna pogoda sprawiła, że wspaniale owocowały nam i nadal owocują ogórki. Nie dziwota więc, że spiżarka zawalona jest ogórkowymi kiszonkami (aż w związku z tym musieliśmy dokupić kolejny regał gospodarczy) i że niemal co dzień zajadamy się mizerią albo po prostu chrupiemy ogórki z solą. W ogóle dzięki tym letnim, częstym deszczom niesamowicie porosły wszelkie drzewa i krzewy. Jednakże to, co służy jednym roślinom w tym samym czasie szkodzi innym. Np. pomidory uległy zarazie i niewiele jest z nich pożytku w tym roku. A w zeszłym, gdy panowała u nas totalna susza rodziły mnóstwo zdrowych i dorodnych owoców. Natomiast ogórki były wtedy marne.



  Tegoroczna nadmierna wilgoć wpłynęła destrukcyjnie na jedną z psich bud. Zbudowana przez Cezarego trzynaście lat temu na bazie starej skrzyni na zboże, wielokrotnie poprawiana i udoskonalana, znakomicie służąca niegdyś Zuzi a potem jej dzieciaczkom była stałym elementem naszego podwórka. Jednakże zasypywana zimą zaspami śniegu a latem zalewana co i rusz kolejnymi deszczami, podmywana od spodu w szybkim tempie zaczęła próchnieć, pękać, gnić, ulegać przeróżnym żuczkom, wijom, kornikom i mrówkom. Po dokładnych jej oględzinach okazało się, że buda nadaje się tylko do rozbiórki a drewno z niej do spalenia albo do rozrzucenia między krzewami porzeczek by się tam ostatecznie rozłożyło i zasiliło kiedyś glebę. Dziwnie teraz bez niej na podwórku. Zauważam, iż jej brak jak dotąd odczuwa tylko Misia, która najczęściej lubiła się w niej  chronić albo zakopywać w wyścielającym ją sianie kości i inne psie skarby. Często też, ilekroć pokłóciła się ze swą siostrzyczką Hipcią biegła do owej budy, by w jej bezpiecznym wnętrzu dojść do siebie i przespać zły czas. Teraz została jej do dyspozycji ogromna buda - bliźniak.  Znacznie mniej dotąd  przez psy lubiana oraz rzadziej odwiedzana. Może się Misia do niej przekona i przyzwyczai a może uda się Cezaremu za jakiś czas zbudować nową budę? Zobaczymy.  Mamy tu na najbliższy miesiąc zaplanowanych kilka poważnych prac związanych z betonowaniem tarasu przed budynkiem gospodarczym oraz zabezpieczających przed wilgocią murków wokół domu. Jeśli starczy czasu i siły na robienie kolejnej budy, to dobrze, a jeśli nie, to może odwlecze się to na przyszły rok albo w ogóle nie dojdzie do skutku, jeśli zaobserwujemy, że psy zadowoliły się budą - bliźniakiem.






  No bo cóż. Nie można przecież mieć w życiu wszystkiego. Zawsze z czegoś trzeba umieć zrezygnować i potrafić się zadowolić tym, co jest. A do tego starać się zapomnieć o tym, co boli, zaburza spokój. Ale żywa istota to nie maszyna, którą da się zaprogramować. Dlatego stany bliskie ideałowi to rzadkość. Zawsze czegoś w życiu jest za dużo a czegoś za mało. To dotyczy rzeczy, zwierząt czy roślin, ale i wielu innych także ludzkich spraw:  wspomnień, marzeń, lęków albo tęsknot. I często my ludzie nie pojmujemy nawet, nie chcemy wiedzieć, jak wiele w nas kotłuje się sprzecznych uczuć i wypieranych do podświadomości emocji. Ile warstw zalega w nas jedna na drugiej i tkwi na dnie duszy w kompletnej ciemności i pozornej ciszy. Niekiedy jednak nagle coś się zdoła spod tych warstw wydostać na światło dzienne. I zaskoczyć swą siłą...


 

   Niedawno coś takiego właśnie mnie spotkało. Otóż oglądałam w TV jakiś  naiwny, familijny film o wpływającym na losy rodziny, z którą mieszkał, mądrym piesku rasy golden retriever. Na koniec ów piesek umierając podsumowywał w myślach swe życie. Przypominały mu się różne dobre chwile. I żegnał się ze swoimi bliskimi, dziękując im za miłość, jaką mu okazali… Scena ta ku mojemu zaskoczeniu wywołała u mnie ogromny wybuch płaczu. Dawno już nie zdarzyło mi się tak zalać łzami. Niewiele widziałam przez zapuchnięte oczy a z głębi piersi wciąż wydobywał się szloch. Wszystko to trwało zaledwie kilka minut. Po czym bardzo szybko się uspokoiłam, wyciszyłam. I poczułam, że ten płacz był mi jakoś potrzebny. Coś we mnie odetchnęło głęboko i wypogodziło się…To chyba tak jak z niebem. Ono też musi się widocznie czasem porządnie wypłakać zalewając przy okazji ziemię, lasy, ogrody i łąki. A potem zabłysnąć słońcem. Widocznie wszystko jest po coś…



   A propos łąk…Dzięki tym częstym ulewom w powietrzu mnóstwo jest wilgoci a czasem zdarza się, że nad okolicznymi polami i wzgórzami unoszą się magiczne, malownicze opary i mgły. Niestety, przeważnie tak jest, że to ,co widzą oczy nijak się ma do tego, co dostrzega obiektyw aparatu fotograficznego. Tym niemniej zrobiłam kilka zdjęć temu tajemniczemu, niezwykle ulotnemu zjawisku.  Mleczny opar ponad łąkami przez kilka chwil trwał i lśnił w poświacie zachodzącego słońca. A potem rozpłynął się, zniknął tak szybko, jakby go nigdy nie było.



   W związku z tym mlecznym oparem, który dane mi było zaobserwować przypomniała mi się piosenka o dziewczynie ze snu, której tekst napisałam niegdyś do piosenki Michaela Jacksona „Liberian girl”. Lubiłam bardzo kiedyś jego piosenki i zdarzyło mi się ułożyć do nich kilka swoich tekstów np. tu: (Pod tym samym niebem: Uzdrów świat... (wewanderers.blogspot.com)    



   Niedawno obejrzałam na YT ciekawy, dwuczęściowy film o życiu tego zmarłego w 2009 roku niezwykle utalentowanego twórcy (Michael Jackson - cz. 1 Droga na szczyt - YouTube,   Michael Jackson - cz. 2 Wygnanie i śmierć - YouTube)  . Smutny miał los, choć wielu wydawał się królem sceny i  dzieckiem szczęścia. Ale tak jak napisałam powyżej – nie można mieć wszystkiego. A to, co widać z zewnątrz często ma  się nijak do tego, co człowiek przezywa w środku. Popularność Michaela Jacksona kompletnie go przytłoczyła. Dołożyły się do tego problemy związane z trudnym dzieciństwem a potem (bezpodstawnymi moim zdaniem) oskarżeniami o  molestowanie seksualne. Michael Jackson, ten wieczny Piotruś Pan, w życiu prywatnym kompletnie nie miał szczęścia, choć bezustannie go szukał. I choć wciąż otoczony ochroniarzami, fanami, menadżerami to w duszy był coraz bardziej bezradny i samotny…

 


Dziewczyna ze snu

 (Liberian girl)

 ... Oto moja łąka, oto moja łąka, wołam cię....

 

Dziewczyna ze snu

Przyniosła mi ciszę łąk

I czułość swych rąk

 

Dziewczyna ze snu

Nie boi się kochać mnie

Spoglądać w mój cień

 

Dziewczyno ze snu!

Bądź ze mną na zawsze

Nie odchodź znów

Nie sprawiaj mi bólu

Gdy zniknie znowu sen

A ja obudzę się

By szukać, wołać cię

Że kocham cię, kocham, mój śnie....

 

... Oto moja łąka, oto moja łąka, wołam cię...

 

Dziewczyno ze snu

Też pragnę być tam, gdzie ty

I w świecie twym żyć

 

Dziewczyno ze snu

Przeraża mnie zimny świt

I powrót z twej mgły

 

Dziewczyno ze snu!

Tak dużo w mym życiu

 Zrobiłem źle

I nie chcę pamiętać

Chcę ukryć wreszcie się

W twej magii zniknąć gdzieś

Odetchnąć tuląc cię,

I szeptać

Że pragnę cię śnie...

 

... Oto moja łąka, oto moja łąka, wołam cię...

 

Dziewczyno ze snu!

Pajęcza samotność oplata mnie

A ludzie jak cienie

Tak mija każdy dzień

Ja w próżni mojej tkwię

I tęsknię, wołam cię

Że pragnę cię dobry śnie!

Mój śnie…

 

... Oto moja łąka, oto moja łąka, wołam cię...

 

 

   Powoli ten mokry i parny sierpień dobiega końca, ale przed nami jeszcze kilka dni z upałami, ulewami i burzami.  Podobno i wrzesień zapowiada się wyjątkowo ciepło. Przekonamy się o tym już niebawem, witając każdy kolejny dzień w naszym pogórzańskim siedlisku pod lasem…

 


poniedziałek, 8 listopada 2021

Mini świat...

 


   Ponieważ od dłuższego czasu chodzi mi po głowie piosenka Indili pt. "Mini world" chciałam napisać do niej swoje słowa, nie będące tłumaczeniem oryginału. Brakowało mi jednak weny, czy raczej silnego impulsu. I  wreszcie wczoraj udało mi się stworzyć poniższy tekst. Inspiracją dla niego stał się ostatni post Ani Bzikowej "Na umrzyka skrzyni, Wszechświecie," (  klik ),  w którym pisze ona m.in. o tym, że dobrze jest mieć swój malutki, wewnętrzny, bezpieczny świat, do którego można się schronić, gdy rzeczywistość staje się nie do zniesienia. Zgadzam się z nią. Jakoś trzeba się bronić przed naporem bezsensu i zła. Mieć gdzie przed tym, na co nie mamy wpływu, uciec. Tyle, że po opuszczeniu swego mini świata( bo wiecznie tam siedzieć się przecież nie da), ta pełna absurdów, niegodziwości oraz nawarstwiających się zagrożeń rzeczywistość boli jeszcze bardziej...



 Tekst mój można traktować jak wiersz albo piosenkę. Pod tekstem zamieszczam linka do podkładu muzycznego z melodią (do samodzielnego pośpiewania).

 

Powiedz przyjacielu

Dokąd biegnie ten nasz świat?

W jakim celu

W ten tunel mknie od lat?

Dalej, jeszcze dalej

Trwa okrutna losu gra

Która stale

Ku zgubie wszystko pcha

 

Ref:

Każdy z nas ma mini, mini świat

Mini, mini

I w każdym niczym w kropli deszczu lśni

Pragnienie trwania zwykłych, prostych dni

Gdy sny

Niedobre sny się znowu na jawie śni…

 

 

Powiedz przyjacielu

Jak odnaleźć jeszcze sens

Bo niewielu

Chce widzieć to, jak jest

Lepiej nic nie wiedzieć

Lepiej oczy zamykać

Uciec w siebie

Bo wtedy groza znika

 

Ref:

Każdy z nas ma mini, mini świat

Mini, mini

A w każdym niczym w kropli deszczu lśni

Pragnienie trwania zwykłych, prostych dni

Gdy sny

Niedobre sny się znowu na jawie śni…

 

Powiedz przyjacielu

Czy się z światem stanie cud

I z tunelu

Uda się wyrwać mu

Dobro uratować

I odzyskać znów spokój

Lęk pokonać

Nie dać się władzy mroku

 

 

Ref:

Każdy z nas ma mini, mini świat

Mini, mini

A w każdym niczym w kropli deszczu lśni

Pragnienie trwania zwykłych, prostych dni

Gdy sny

Niedobre sny się znowu na jawie śni…

 

 


Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost