Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 września 2021

Dnia pierwszego września…

 



   Z takim oto śpiewem na ustach, zrywając kolejną kartkę z kalendarza rozpoczęłam któryś z kolei pochmurny dzień. Słowa tej pieśni niby dobrze znane zaczęły mi się jednak mylić. Cezary coś mi tam  z boku podpowiadał, ale w sumie mylił jeszcze bardziej. Szybko zatem włączyłam komputer i YT, żeby odnaleźć ten utwór. A jak już znalazłam i zaśpiewałam zachciało mi się więcej pieśni z tamtych czasów, no więc poleciały „Siekiera, motyka…”, „Teraz jest wojna”. „Warszawo ma”, „Serce w plecaku” i inne w tym stylu. Rozpalałam w kuchennym piecu wciąż nucąc, krążąc między pogodnymi nutkami oraz tymi  nieodmiennie łapiącymi za serce.

 




   Kroiłam jarzyny na zupę, rozmyślając o tym, że chociaż wszystko wokół wydaje się tak normalne i zwyczajne, to jak donoszą media niewesoło się raczej na świecie dzieje. Jakby mało było dotychczasowych problemów to jeszcze na wschodnich rubieżach naszej ojczyzny, przy styku z Białorusią wprowadzany ma być stan wyjątkowy. Dziwna to dla mnie i przesadzona reakcja na to, co dzieje się na granicy. Po co aż tak poważne ruchy? Oby nie były one wstępem do czegoś poważniejszego…

 


   Pochodzące w większości z naszego warzywnika buraczki, por, lubczyk, marchewki i pomidory wylądowały w esencjonalnym wywarze mięsnym. Do tego dodałam trochę soli, majeranku, czosnku i pieprzu. Pokroiłam na skwarki kawałek wędzonego podgardla. Dołożyłam pociętą w plasterki cebulę.Zaskwierczało apetycznie. Na drugiej patelni usmażyłam naleśniki sezamowe jako dodatek do zupy. Zapachniało w całym domu, w brzuchu zaburczało…

                                                                     nalesniki sezamowe

                                      lipcowa zupa grzybowa z makaronem nalesnikowym


 

                                             wrzesniowa zupa z buraczkami i pomidorami

   Przysiadłam przy  oknie kuchennym. Krople deszczu głośno i monotonnie uderzały w szyby. Zamazywał się widok na ogród. Na mokre krzewy bzów i róż. Na opadające z lip i jabłoni liście. Wszystko stało się jakieś odległe i nierealne. I gdyby nie upojne aromaty dochodzące z garnka na piecu, zdawać by się mogło, że świat wokół jest jakimś filmem, snem tylko. Przymknęłam oczy i wsłuchiwałam się w ten jednostajny dźwięk tłukących się o parapet kropel. Ten plusk, który od kiedy istnieje świat zawsze i wszędzie brzmiał podobnie, choć różne były okoliczności jego słuchania i różne rodziły się z nim skojarzenia…”Deszcz, jesienny deszcz. Smutne pieśni gra…” – zaśpiewałam cichutko, do wtóru szaroburej, pogórzańskiej słocie, uśpionym lasom i wzgórzom, które w nie tak dalekiej przecież przeszłości były świadkami niejednych, często tragicznych wydarzeń.

 


   Ludzie żyjący w latach 40-tych ubiegłego wieku śpiewali smutne i poważne pieśni by oddać grozę tamtych wojennych dni, uwolnić nagromadzone w sercach emocje albo też zdystansować się jakoś, a nawet wyśmiać to, co osaczało i przerażało ich na co dzień. My też dzisiaj robimy podobnie.  Ale czy będziemy tworzyć i śpiewać jakieś piosenki o naszych czasach? Czy zrodzi się taka potrzeba? Jak to się wszystko rozwinie? Mam nadzieję, że nic naprawdę złego się nie wydarzy…

 


   Jak już skończyłam z zupą zabrałam się za chleb. Odkąd jesteśmy z Cezarym na diecie  ketogenicznej czy też niskowęglowodanowej (ten sposób odżywiania bardzo dobrze nam służy) nie jadamy wypieków z mąki i paru innych rzeczy, natomiast nauczyłam się piec ciastka bez cukru i maki, pasztety miesne i warzywne oraz pyszne bochenki oparte na mielonym siemieniu lnianym, nasionach chia, babce jajowatej, sezamie, mące migdałowej, jajkach i innych tego typu składnikach.  Gdyby jednak nastały gorsze czasy, rzecz jasna, nie będę wybrzydzać i powrócę do zwyczajnej mąki pszennej czy żytniej, której kilkanaście kilogramów zgromadziłam jeszcze w ubiegłym roku, na początku pandemii. Przydać się może wszystko. Jednak najważniejszy chyba pozostanie chleb. Od zawsze wyrabianie i pieczenie chleba było dla mnie czymś magicznym, czymś, czemu oddawałam w danej chwili całe serce. Potem napawałam się zapachem dochodzącym z piekarnika a ostatecznie chrupiącą skórką oraz puszystym miąższem.  Oby nigdy nie zabrakło w naszych domach chleba. Tej ostoi niezmienności i spokoju…

 

                                                                     pasztet z cukinii
                                                                 chleb majonezowy

 

                                                                      kokosanki z ksylitolem

                                                      chleb z siemienia lnianego i babki jajowatej

   W związku z tym, że wielkimi krokami zbliżają się zimne pory roku szykuję dużo przetworów warzywnych, owocowych i mięsnych.  Jestem dopiero na półmetku a w spiżarni i w szafkach na ganku już piętrzą się słoiki mielonki ze smalcem, kiszonkami, dżemami i sokami. W pudełkach po lodach zgromadziłam kilka rodzajów ulubionych, suszonych ziół: dziurawca, wrotyczu, melisy, mięty, lubczyku i pokrzywy. W wielkim baniaku buzuje ciemnobordowe, bzowe wino.


 

 Przetwory robię co roku. Po pierwsze lubię to zajęcie a po drugie daje mi ono jakieś, być może złudne, atawistyczne poczucie bezpieczeństwa. No a do tego ważne jest, iż nic się zazwyczaj w ogrodzie nie marnuje (o ile nie zjedzą naszych plonów ślimaki, o ile całkiem nie zgniją na skutek tej zbyt długo trwającej mokrawicy). Tym razem owocowe wyroby opieram na ksylitolu (cukrze brzozowym) oraz erytrytolu. Te słodziki nie podnoszą poziomu glukozy we krwi, a równie dobrze jak cukier konserwują zawartość słoików. Jedyną ich wadą jest, niestety, dość wysoka cena. W szafce mam też oczywiście zwykły cukier, ale póki się da, staram się go nie używać. Niech sobie spokojnie stoi razem z butelkami oleju rzepakowego, torebkami soli, kaszy, ryżu itp. Trzeba zadbać o to na przyszłe miesiące, by bez potrzeby z domu nie wychodzić i żeby mieć zapasy, dzięki którym przetrwać będzie można niepogodę, czy też jakiekolwiek czające się za rogiem kryzysy…

 


   Deszcz chyba nie zamierza przestać dzisiaj padać. Zupa gotowa, chleb gotowy. Rozleniwione psy śpią gdzie popadnie. Cezary zawaliwszy kuchenny stół jakimiś śrubkami i nakrętkami przerabia starą, nieużywaną od lat latarkę. Wrześniowy dzień kroczy ku sobie tylko wiadomemu przeznaczeniu a ja nadal nucę stare piosenki…




                                                             

środa, 26 września 2018

Przyszła jesień…






   „Przyszła jesień by do serc i do ogródków ponapuszczać melancholii oraz smutku. A smuteczek gdy nieduży, lecz w sam raz równowagi nie zaburzy naszej w nas” nucili kiedyś Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski w „Kabarecie starszych panów”. Zawsze o tej porze roku przypomina mi się ta piosenka oraz inne, pełne ciepłej nostalgii utwory tego nieodżałowanego duetu. I nucę sobie, nucę, zamyślam się, uśmiecham, wzdycham, w dal zamglonym wzrokiem się wpatruję. Jestem tu, tam, płynę z nurtem wspomnień, nowych myśli i  dziania…



   Tak, jak obiecałam dwa miesiące temu, gdy znacznie ograniczyłam czas poświęcony blogowaniu zawiadamiam wszystkich wiernych czytelników „Karczmy na rozstaju dróg”, że wznowiłam pisanie tej opowieści a dzisiaj zamieściłam na poświęconym jej blogu nową, trzydziestą ósmą już jej część zatytułowaną „A żyć trzeba dalej”. Mam nadzieję, że jesienna pora pozwoli mi na spokojną kontynuację tej toczącej się w czasie drugiej wojny światowej historii.




   Za nami pracowite, długie lato. Gros czasu poświęciliśmy przetwarzaniu naszych obfitych zbiorów owocowych, ale mocno zajmowało nas także kilkukrotne przygotowywanie drewna na zimę. W spiżarni i drewutni mamy teraz wielkie zapasy i mamy nadzieję, iż dzięki nim zima, jakakolwiek by nie była, nie będzie nam straszna.



   Popatrzcie na naszą spiżarnię. Tak przedstawia się dzisiaj. Nadal pęka w szwach od ogromnej ilości słoików i butelek, mimo tego, iż udało mi się wysłać w Polskę prawie dwieście przeróżnych przetworów!:-)
   Gdyby ktoś z Was reflektował na któreś z moich przetworów nadal jestem chętna na podzielenie się nimi!:-) To dotyczy wszystkiego poza winami, albowiem one choć nadal pracują i bulgoczą, to nie rokują raczej szans na poprawę smaku. Kwaśne są bowiem jak ocet siedmiu złodziei i nie sądzę, by miało się im polepszyć! Trudno! Nie zawsze się wszystko człowiekowi udaje. Nie ponosi wszak ryzyka tylko ten, kto nic nie robi!:-)



   Ostatnie dni lata spędziliśmy na zbieraniu wrotyczu, głogu i kaliny, na rowerowych wycieczkach po okolicy, na leśnych spacerach i zabawach z psami, na  smażeniu powideł śliwkowych, na zamykaniu w słoikach dorodnych gruszek i jabłek, na sprzątaniu ogrodu, na  spokojnym odpoczynku. Pogoda dopisywała, dlatego chciało się nam jak najwięcej czasu spędzać na zewnątrz.

































   A w górach już jesień… Zaczyna się wspaniały spektakl płomiennych barw, mgieł unoszących się falami, sennych, tajemniczych oddali i dróg wiodących w magiczne ostępy. Marzy nam się tak jak zeszłej jesieni jednodniowy wypad w Bieszczady. Jeśli jednak nie uda się nam to w tym roku, to przecież i u nas jest pięknie i u nas można się kolorami oraz niezmierzonymi przestrzeniami pogórzańskimi zachwycić.



„A w górach już jesień,
Królestwo niczyje.
A w górach już jesień,
I kruche motyle.
A w górach już jesień,
Śpią w słońcu kałuże.
Świat żyje przez chwilę,
Nie krócej, nie dłużej...”

( piosenka autorstwa Janusza Kondratowicza i Piotra Figla, śpiewana przez Jadwigę Strzelecką.)






Oboje z Cezarym pozdrawiamy Was serdecznie i pięknej jesieni życzymy!:-))

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost