Pokazywanie postów oznaczonych etykietą los. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą los. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 lutego 2024

Słowiańskie mantry…

 


 

  W poprzednim poście pisałam o nitce, która może być jakąś ważną wskazówką, marzeniem, którego można się uchwycić, motywacją do wejścia na nową, fascynującą ścieżkę. A takich ścieżek, dróg i dróżek istnieje nieskończona ilość. Póki żyjemy, póty wędrujemy i odkrywamy kolejne szlaki, nieznane wcześniej rozgałęzienia. Wiele ich mijamy, nie zajrzawszy tam nawet, bo nie sposób przecież wejść na każdą. Bezpośrednim powodem wejścia na jakąś nową ścieżkę może być coś ważnego i znaczącego albo też przeciwnie, coś banalnego, czy nawet śmiesznego, a jednak w jakiś sposób zaciekawiającego. Dokonujemy więc świadomego lub przypadkowego wyboru. I idziemy, zagłębiamy się w okryte wcześniej mgłą światy. Eksplorujemy je widząc w tym dla siebie jakiś sens, radość, inspirację, nadzieję. Niekiedy jednak, najczęściej w snach, pojawia się wspomnienie zostawionych za sobą niepoznanych ścieżek. I żal, że nie dane nam było tam zajrzeć. Wówczas wyobraźnia, która nie zna żadnych ograniczeń swobodnie wędruje tam by zbadać rejony, do których na jawie pewnie nigdy nie trafimy…



   Zdarzało mi się w przeszłości natrafiać w czeluściach Internetu na filmy  i opowieści o starosłowiańskich wierzeniach, na pieśni wywodzące się z bardzo dawnych czasów. I choć podobały mi się te filmiki, to jednak nigdy nie zatrzymywałam się przy nich na dłużej. Aż wreszcie ni stąd ni zowąd musnęła mnie pewna nitka, zatem zaciekawiona wędruję spokojnym traktem trzymając się owej nici, póki nie dotknie mnie kolejna i kolejna. A jak to było z nią tym razem? O tym właśnie poniżej….

 


   Niedawno natrafiłam na YT na anglojęzyczną piosenkę Justyny Steczkowskiej pt. ‘Witch-er Tarohoro”.  Przetłumaczyłam ją sobie i zrozumiałam, że to pieśń o wiedźmie, która pragnie odrodzenia natury, która ufa, iż tak się wkrótce stanie. Wystarczy tylko wierzyć w nią i kochać ową naturę, otwierając tym samym bramy do wielkiej, pozytywnej przemiany…W tym samym czasie zobaczyłam również teledysk i od tej pory często owego utworu słucham i podziwiam. Justyna Steczkowska nie dość, że wspaniale tańczy tam i śpiewa to sama podobna jest do pięknej, nawiedzonej wiedźmy (aż wierzyć się nie chce, że piosenkarka ma 51 lat)!:-)



   Utwór „Witch-er – Tarohoro” ma niezwykły, magiczny nastrój, moc dawnych, słowiańskich wierzeń, niesie w sobie siłę odrodzenia i chęć działania. Ponadto działa na słuchaczy niezwykle energetycznie, pobudzająco. Zachęca do ruchu i śpiewu. Do jakiejś aktywności. A dodatkowo dla mnie stał się inspiracją do poszukiwań znaczenia dziwnych, tajemniczych słów powtarzanych przez artystkę w owej piosence: jarga, drago, wese, trado, istra, wejar, valve, ladodeja. Okazało się, że to słowiańskie słowa mocy. Mantry zwane inaczej agmami. A co one oznaczają i do czego służą piszę poniżej. Tak czy siak, po nitce do kłębka nabrałam chęci do słuchania na YT owych mantr powtarzanych melodyjnie przez różnych śpiewaków. Słuchanie owych jednostajnych zaśpiewów dziwnie człowieka uspokaja i wycisza. A jeśli jeszcze do tego miałoby sprawić, że dodadzą mu one mocy, uleczą go albo pomogą spełnić jakieś marzenia, to tym bardziej warto się zasłuchać. Warto też je samej zanucić, co czasem czynię, zwłaszcza przed snem, bo pomaga mi to w końcu zasnąć. Rzecz jasna nucę je sobie w myślach, żeby nie budzić Cezarego zazwyczaj od dawna już smacznie chrapiącego. Wyobrażam sobie wówczas, iż wędruję przed siebie polną drogą, która nie ma początku ani końca...


Jarga  -  to mantra oczyszczająca z negatywnych i ciężkich energii. Uwalnia z natłoku myśli i emocji. Wspomaga regeneracje sił witalnych. Pomaga w utrzymaniu dobrego zdrowia. Przyciąga dobra materialne.

Drago - inspiruje i przynosi rozwiązania problemów za pomocą snów lub wizji. Przywraca harmonię między pierwiastkami żeńskimi i męskimi i pomaga w pogłębianiu ludzkich relacji, w szczególności między kobietą i mężczyzną.

Wese - dodaje sił i odwagi w zmaganiach dnia codziennego. Wzmacnia poczucie własnej wartości i przyczynia się do osiągnięcia sławy, kariery i pomyślności materialnej. 

Trado - jest mantrą mistrzów nauczycieli o czystych umysłach i sercach. Dodaje wewnętrznych sił i moc do czynienia dobra. Pomaga w prowadzeniu przykładnego życia.

Istra - mantra wglądu, pozwalająca dotrzeć do przyczyn cierpienia i je zrozumieć, by odzyskać własną moc i przejąć kontrolę nad zdarzeniami. Poprawia uwagę i niweluje nawykowe, niekontrolowane reakcje.

Wejar -  pomaga w introspekcji, we wglądzie w prawdę o sobie. Przywraca umysł do rzeczywistości chwili obecnej. Agma przeznaczona w szczególności dla osób młodych i zagubionych.

Valve - pomaga w odkrywaniu i zdobywaniu nowych obszarów w życiu. Sprzyja nowym ideom i wyzwaniom.

Ladodeja -  wzmacnia i przyśpiesza proces tworzenia rzeczywistości z wizualizacji i myślokształtów. Dodaje wsparcia sił wyższych. Dodaje energii i pomaga oprzeć się niskim rządzom i pokusom. Odsłania własną ignorancję i pomaga się od niej uwolnić. Uwrażliwia na postrzeganie piękna świata.

Tarohoro – niesie ze sobą energię miłości, sprzyja też bogaceniu się.

 


   Jak piszą autorzy stron o słowiańskich mantrach i wierzeniach istotą naszego bytu jest energia. Energią są też dźwięki, zatem wypowiadane przez nas słowa mają duży potencjał energetyczny. Dźwięki mają różne wibracje i to one działają na człowieka najmocniej podczas medytacji. W kulturze słowiańskiej wierzono, że energia wypowiadanej agmy (mantry) ma uzdrawiającą moc. A każda z tych agm wywiera pozytywny wpływ na nas i otaczającą nas rzeczywistość, doprowadza do jakichś zmian, nie powodując przy tym żadnych krzywd ani zła.



   Zatem owe agmy (mantry) aby zadziałały należy powtarzać sobie, czy nucić po wielekroć. Najlepiej kilkadziesiąt razy. Owo monotonne powtarzanie podobne jest trochę do odmawiania modlitw różańcowych, czy też buddyjskich medytacji. Można w takie rzeczy wierzyć albo nie wierzyć, ale czemuż by nie spróbować?  Przecież nie ma w tym niczego złego…To tylko jedna ze ścieżek możliwości, nitek, które istnieją, których można się na chwilę albo na dłużej uchwycić.



   Poniżej link do stron, na której można dowiedzieć się czegoś więcej o słowiańskich agmach oraz link do jednego z takich słowiańskich, mantrycznych zaśpiewów na YT. Powtarzane są tam trzy słowa: radoro ( wprowadza równowagę sił witalnych w organizmie), daro (uzdrawia), sławo (odcina napływ negatywnych emocji i energii).

 


25 Słowiańskich Słów Mocy - Agmy - słowiańskie mantry (akademiaducha.pl)

 

środa, 21 lutego 2018

Co komu pisane...





…Zima nie ustępuje. Zima, mroźna i groźna, śnieżna jak za dawnych czasów. Nasza brama wyjazdowa przymarzła do grubej warstwy lodu oraz zmrożonego śniegu i nie daje się jej otworzyć. Wobec tego wyjazdy z Jaworowa na razie są niemożliwe. Trzeba by we dwoje mocno i długo tłuc łopatą ten stwardniały na kość śnieg i to na sporym obszarze, bo brama jest wielka.  Na razie nie robimy tego, bo póki co nie musimy nigdzie się stąd ruszać. Zapasy zrobione  jakiś czas temu, spiżarka pełna przetworów – z głodu nie pomrzemy. Tym niemniej marzy się już nam jakieś ocieplenie, choćby po to by się człowiekowi chciało więcej z domu wychodzić, rozruszać, odzyskać dawną sprawność fizyczną. Momentami bowiem to zimno staje się dokuczliwe. Szczególnie o poranku dom jest tak wychłodzony, jakby wcale nie było wczoraj wcale grzane. Wydaje mi się, że pod względem ilości śniegu oraz ujemnych temperatur Podkarpacie jest w tym roku szczególnie przez Królową Śniegu wyróżnione. Z prognoz wynika, iż coraz większe mrozy nadciągają, prawdziwie powietrze polarne ze sobą przynosząc. No trudno, trzeba to cierpliwie znieść, drzewem rozsądnie gospodarować i uważać na siebie, bo ślisko i o wywrotki łatwo.

    Właśnie wczoraj dość bolesny upadek mi się zdarzył. Nie zważając na mróz i warstwę lodu zalegającą na schodach zewnętrznych wyszłam przed dom w kapciach żeby pieski szczekające przy bramie do spokoju przywołać i do domu zabrać. Wpuściłam do przedpokoju Jacka, Zuzię i Hipcię a uparta Misia nadal nie przestawała jazgotać leżąc na zamarzniętym śniegu przy płocie. Wołałam ją i wołałam a ona w tym zapamiętaniu wcale mnie chyba nie słyszała albo tylko udawała głuchotę. Postąpiłam więc dwa kroki dalej aby się za róg domu wychylić i jak nie wywinę orła, jak nie grzmotnę z całej siły plecami o ziemię, jak nie rąbnę się potylicą w kant schodów. Okulary spadły mi i pofrunęły nie wiadomo gdzie a ja zła na siebie jakoś się wygramoliłam i podniosłam, zdumiewając się, że nawet mnie specjalnie nic nie boli. Kilka metrów od miejsca upadku znalazłam okulary – o dziwo nawet nie pęknięte ( a chyba bym się popłakała, gdyby to się stało, bo mam je dopiero od kilku miesięcy i bardzo jestem z nich zadowolona) i lekko kuśtykając weszłam do domu. Tuż za mną z potulnie spuszczonymi uszkami i ogonkiem, po nagłym odzyskaniu zdolności słyszenia podążyła grzecznie Misia. Ledwo znalazłam się w ciepłej kuchni od razu poczułam, że głowa boli mnie jednak dość mocno i słaba jestem jakby całe powietrze ze mnie uszło.

- Przewróciłam się na schodach! – oznajmiłam Cezaremu siedzącemu przy stole i naprawiającemu tam naszego starego laptopa.
- Chyba muszę się położyć! – dodałam i od razu podreptałam do sypialni, gdzie nakrywszy się kocem próbowałam jakoś dojść do siebie.
- Co cię boli? Jak się czujesz? Może trzeba wezwać pogotowie? – Cezary przejęty przybiegł zaraz za mną pochylając się z troską nad mym skurczonym do pozycji embrionalnej ciałem. Po swoim listopadowym upadku, kiedy złamał sobie na podwórzu żebro bał się, że i ja doznałam poważnego uszczerbku na zdrowiu.
- Kark mnie boli i potylica, bo tam się najmocniej uderzyłam, ale nie mam zawrotów głowy ani nudności. Poleżę trochę i na pewno dojdę do siebie. Daj mi jakaś tabletkę przeciwbólową, to może uda mi się usnąć – szepnęłam a łyknąwszy popularny medykament  i poczuwszy jego zbawienne działanie szybko udałam się w objęcia Morfeusza.

   I w sumie jest ze mną w porządku, tylko dzisiaj poza karkiem bolą poobijane cztery litery, biodra i plecy. Nadal wiem, jak się nazywam i wszystkie trybiki w mym ciele działają w miarę poprawnie.  Ale jak tak myślę o tej mojej wywrotce i uderzeniu w głowę uświadamiam sobie, że to nie pierwszy taki wypadek a już trzeci odkąd mieszkamy na wsi. Dwa poprzednie były znacznie poważniejsze, bo spadając z drabiny i tłukąc się o kamienie na ścieżce przy budynku gospodarczym miałam coś w rodzaju wstrząśnienia mózgu, chwilową utratę pamięci, silny krwotok ze zranionej głowy oraz zanik łaknienia na kilka miesięcy.
   Sama już nie wiem, czy to ja jestem tak nieostrożna, czy to los się na tę moją biedną głowę uparł. Ale ja się nie daję i jeszcze się na tamten świat nie wybieram, choć nie wiadomo, jakie plany ma wobec mnie Opatrzność. Człowiek to taka krucha istota. Szast – prast i go nie ma! Rachu – ciachu i do piachu! Nie ma co się przywiązywać do tego ziemskiego padołu i przejmować byle czym, bo przecież w jednej chwili może się to wszystko skończyć. I jakie znaczenie będą miały wtedy banalne, codzienne zmartwienia oraz te większe, z problemami tego świata związane? Żyć tak, jakby każdy dzień miał być ostatni. Cieszyć się tym, co jest, bo nie znamy dnia ani godziny. Przecież takie jak moje upadki mogłyby skończyć się o wiele gorzej. Mogłoby już dawno mnie nie być. A jednak jestem. No cóż! Albo mam taki twardy łeb albo jeszcze na mnie nie pora!

   Znalazłam w necie świetną piosenkę Jacka Janczarskiego opowiadającą  o kruchości życia i konieczności doceniania go takim, jakim jest. Przypomniała mi się też przy tej okazji tragiczna historia Jacka Janczarskiego i jego partnerki życiowej, Ewy Błaszczyk. W połowie lat osiemdziesiątych pobrali się z wielkiej miłości. Kilka lat potem,  w 1994 r urodziły się im dwie śliczne bliźniaczki – Mania i Ola. Tworzyli we czwórkę szczęśliwą, spełnioną rodzinę. I nagle los postanowił przerwać tę sielankę. W 2000 roku Jacek w wieku 55 lat zmarł po operacji usunięcia tętniaka na aorcie. Sto dni potem jedna z jego córeczek Ola zakrztusiła się tabletką przeciwgrypową i popadła w śpiączkę. Jej dopiero co owdowiała matka musiała zmierzyć się z kolejną tragedią. Od osiemnastu już lat walczy o zdrowie Oli przebywającej w założonej przez Ewę Błaszczyk klinice „Budzik”…

    Co komu pisane? Ile w naszych losach przypadku, ile świadomego działania a ile dziwnych splotów okoliczności, szczęścia i fatum, które walczą ze sobą o miejsce…? Czy jest sens by się nad tym zastanawiać, czy po prostu brać życie takim jakie jest, póki jest…?
  


Nie spinaj się tak…
słowa Jacek Janczarski
muzyka Janusz Bogacki
śpiewa Piotr Fronczewski
 
Nie spinaj się tak
Nie dmuchaj się tak
Bo porwie Cię wiatr
Dopadnie Cię strach

Co jesteś dziś wart
Wie Pan Bóg i czart
Że żyjesz, to fart
A życie to żart

Ten żart chwilkę trwa
Momencik, po kres
Uśmiechów sto dwa
I litr słonych łez

Jest miłość i ból
I rozpacz i śmiech
To żebrak, to król
To cnota, to grzech

Nie spinaj się tak
Nie dmuchaj się tak
Bo porwie Cię wiatr
Co dmucha przy drzwiach

Dostaniesz i tak
Co przyzna Ci los
Zakwitniesz jak mak
I zwiędniesz od trosk

Huśtawką jest to
Co życiem się zwie
Do góry i w dół
Na wierzchu, na dnie

I tylko z tym tchem
Że mało kto wie
Dlaczego wciąż nam
Tak bujać się chce

To w górę, to w dół
To uśmiech, to łza
Nie spinaj się tak
Nie dmuchaj się tak

Pokochaj bez słów
W bezsensie tym sens
Mój świecie, bądź zdrów
To fajne, żeś jest…


Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost