czwartek, 19 lutego 2026

Pies i lis...

 

                                                                   lutowa odwilż w Jaworowie



- Dlaczego mnie gonisz spuszczony z uwięzi?

Zły warkot brzmi z twojej gardzieli

Wszak nasi dziadowie z tej samej gałęzi

I więcej nas łączy, niż dzieli

Skąd w tobie ta zazdrość o byle okruszek

O kurkę com zwędził tu wczoraj

Ciebie żywią ludzie a ja zdobyć muszę

Wszystko by przeżyć zdołać...


Tak do psa lis gadał zza płotu z daleka

Gdy poczuł, że nic mu nie grozi wcale

A burek z bezsilnej wściekłości zaszczekał

Bo za nic miał te lisie żale

- Ach, dopaść go, schwycić wnet w obłędzie

Oblizał się pies mocno ziając

- Aż kudły rudzielca fruwałyby wszędzie

Bo więcej wszak niewart, niż zając

- I gryzłbym go długo, szarpałbym nareszcie

Jak wczoraj szaraka polnego

Ach! To byłby tryumf pełny i szczęście

I mógłbym odpocząć od złego...


Lecz cóż to? Hen w płocie pies dziurę dostrzega

- Dopadnę go wnet! - serce dudni

Więc rusza, lisowi skręciła się noga

I wpadł raptem do starej studni

A tuż za nim psisko, leżą w dole mrocznym

Gdzie drapiąc się, gryząc zażarcie

Próbują wyjść na wierzch, ale nie ma po czym

Bo studnia ich więzi uparcie

Lodowatej wody sączy się strumyczek

Okrutnie podmywa im brzuchy

Coraz zimniej wokół, tylko granie kiszek

W krąg szemrze, że nie ma otuchy

Sami nie wylezą, zimno ich telepie

Bezradni wśród chłodu a złość gdzieś przepadła

W końcu się wtulili niby bracia w siebie

Pragnąc tylko ciepła, no i może jadła

Czas płynął a oni tam tkwili bez końca

Strwożeni, zmarznięci jak ślepe szczenięta

Stęsknieni promyka dalekiego słońca

O swarach niechcący pamiętać


Po dniach długich kilku, w głodzie i mokrości

Ktoś ich wreszcie znalazł w tym niechybnym grobie

Uwolnieni poszli cicho w swoje włości

Na odchodnym lekko kłaniając się sobie


Jak myślicie, czy długo potrwa zawieszenie broni?

Czy to rzecz możliwa by tam była zgoda?

Czas pokaże wszystko, niesnaski odsłoni

Ale żal mi pieska, no i liska szkoda...




   Jakiś czas temu przeczytałam w necie artykulik o zakończonej powodzeniem akcji ratowania psa i lisa, uwięzionych na dnie starej, nieużywanej od lat studni. Tekst ów dał mi sporo do myślenia i zalinkowałam go sobie wiedząc, że prędzej czy później coś na ten temat napiszę:

https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/pies-z-lisem-wpadli-do-studni-zwierz%C4%99ta-by%C5%82y-zzi%C4%99bni%C4%99te-i-wtulone-w-siebie/ar-AA1OLTqp?ocid=msedgntp&pc=U531&cvid=68f5c650df7b4c03932a5cb4de7602a6&ei=11

   Składając zaś gorzki w wymowie powyższy wiersz zastanowiłam się głębiej nad tym jak bardzo świat zwierzęcy i ludzki zdają się do siebie podobny. Jak wolimy się z sobą kłócić, obrzucać obelgami, gniewać się i poniżać wzajemnie, niż spojrzeć na sprawy z dystansem i darować sobie wszelkie prawdziwe czy urojone przewiny, a nawet spróbować zrobić wspólnie coś dobrego. Ostatnio okropny hejt wylewa się na Martę Nawrocką, wcześniej na jej córeczkę, bo przecież każda okazja jest dobra do hejtu, do zdobycia tym samym chwilowej popularności. Do chóralnego, pełnego pasji i pogardy nienawistnego obszczekiwania. Ach, ileż przyjemności i satysfakcji mają z tego ujadacze. Jak bardzo im ulży, gdy wypuszczą z siebie trochę jadu i złości a potem pójdą dalej udając niewinne baranki. Do czasu, rzecz jasna, gdy pojawi się nowa okazja do szyderstw i napaści. Druga strona sporu politycznego także nie pozostaje bezczynna. Zacierając z radości ręce bierze na tapetę tego czy tamtego polityka rządzącej koalicji albo też ich bliskich, bo nie istnieją żadne świętości. I znowu zaczyna się ostra jazda. Wszystkie chwyty dozwolone. Dokuczanie, obmawianie, oczernianie, podgryzanie, zwalczanie wszelkimi metodami. Wet za wet. Oko za oko...

   Czy to się kiedyś skończy? Ta wzajemna złość i zajadłość, ta nie przynosząca niczego dobrego plemienna wrogość? Być może żeby tak się stało musimy wszyscy wpaść do jakiejś głębokiej studni by zrozumieć, iż tak naprawdę wszyscy jesteśmy tacy sami, że w prawdziwej biedzie nie liczą się wzajemne animozje, ale zwyczajna ludzka bliskość, wsparcie, zrozumienie i pomoc...? Co mogłoby być taką studnią? Nawet nie chcę o tym dywagować, bo od razu najstraszniejsze rzeczy przychodzą mi na myśl. Ale wiecie co? Obawiam się, że nawet najokropniejsze położenie mogłoby nie być wystarczające by zakopać ów topór wojenny, by przynajmniej na chwilę nastała odwilż w naszych stosunkach. Bo jednak my, ludzie, mocno różnimy się od zwierząt, od psa i lisa. Niestety, na niekorzyść ludzi...





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękujemy za Wasze opinie i refleksje!

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost