niedziela, 1 lutego 2026

Żeby ciepło było...

 




   Ta wyjątkowo mroźna zima uświadomiła chyba większości z nas jak ważne jest ciepło w domu, możliwość ogrzania się po powrocie z zimnicy, poczucie, że tego ciepła do końca sezonu nie zabraknie. Z tego, co czytam wiele nowoczesnych źródeł ogrzewania nie zdało egzaminu i nie dość, iż nie zapewniło wystarczającego ciepła, to jeszcze wywindowało rachunki za ogrzewanie do niebotycznych rozmiarów. Myślę, że tak sroga zima uświadomiła wielu z nas na czym naprawdę można polegać w tak mroźny czas. Jakie źródło ogrzewania rzeczywiście się opłaca i jest niezawodne a jakie jest nam wciskane przez różnych lobbystów i cwaniaków, ale potem nie spełnia naszych oczekiwań a wręcz przeciwnie – rozczarowuje. Pojawiają się różne artykuły, filmy i komentarze na ten temat. Niektóre wydają się szczere , obiektywne, zgodne z prawdą. Inne przekłamują, próbują przeinaczać rzeczywistość. Dlatego nie we wszystko można wierzyć. A najlepiej polegać na własnym doświadczeniu albo na opinii wiarygodnych, zaprzyjaźnionych osób.




   Niedawno obejrzałam filmik jakiegoś człeka, którego pompa ciepła mimo pracy na cały regulator i mimo ocieplonego domu prawie wcale nie grzała a zmarznięci mieszkańcy domu gromadzili się wokół kominka, gdzie ogień tańczył wesoło pośród rozgrzanych do czerwoności kawałków drewna. Dobrze, że nie rozebrali owego kominka, bo zostaliby tylko z ową nieszczęsną pompą oraz przywalonymi śniegiem panelami słonecznymi na dachu...Jednak z tego co wiem w niektórych częściach Polski (np. w Krakowie) palenie w kominkach jest zabronione. Co więc mają począć Krakowianie w takiej jak powyższa sytuacji? Zamarznąć w imię zielonego ładu? Zapewne są miejsca, gdzie pompa ciepła się sprawdza, ale przypuszczam, że dotyczy to nowo wybudowanych domów, nowocześnie ocieplonych, ze szczelnymi, trzyszybowymi oknami, z ogrzewaniem podłogowym i nie wiadomo czym tam jeszcze. A jak ogrzać starsze domy? Obawiam się, że bez totalnego remontu i przebudowy używanie nowych, polecanych jako ekologiczne źródeł ciepła jest prawie niemożliwe.




   Widziałam też inny filmik, gdzie kolejny nieszczęśnik pokazywał swoją zamarzniętą pompę i zarzekał się, że pewnie wiosną zdemontuje i wyrzuci owo dziadostwo a teraz i w kolejne zimy palił będzie w piecu na drewno. Przekonywał przy tym, mocno przesadnie, że do porządnego ogrzania domu wystarczą na cały dzień dwa polana drewna! Bzdura! Żeby ogrzać dom średniej wielkości potrzeba tego drewna znacznie więcej. Wiem to z naszego własnego, zdobytego przez szesnaście lat mieszkania na wsi, doświadczenia.




   Mamy w domu dwa piece. Kuchenny na cienkie szczapki i gałęzie oraz piec centralnego ogrzewania, także na drewno, tyle że znacznie grubsze. Jak wiecie z lektury naszego bloga zazwyczaj kupujemy w dużych ilościach metrowe bale buka, grabu, brzozy albo jesiona i sami je potem obrabiamy oraz suszymy przygotowując do sezonu zimowego. Oczywiście wymaga to sporej ilości pracy, ale to się nam opłaca i póki mamy jeszcze siły oraz zdrowie zapewne nadal tak będziemy robili. A kiedyś, gdy już owych sił zabraknie, a pewnie stanie się to wkrótce – zdecydujemy się na kupno już pociętego, suchego drewna, co wymagać będzie od nas tylko przewiezienia go do drewutni. A jeśli i to stanie się zbyt trudne...? O tym trzeba będzie także pomyśleć.



   Oczywiście zasięgnęliśmy wiadomości w sprawie tak popularnego obecnie programu rządowego „Czyste powietrze”. Wyobrażaliśmy sobie, że uda się porządnie ocieplić dom, wymienić dach, założyć na niego panele czy też wymienić piec na nowszy albo i porządną pompę ciepła. To sprawiłoby, że o wiele mniej mielibyśmy roboty z przygotowywaniem opału na zimę a może nawet nie mielibyśmy jej wcale. Ot, płynęłoby sobie ciepełko ze słonka i elektryczności a my siedzielibyśmy sobie jak jakieś paniska przed telewizorem i o nic nie musielibyśmy się troskać....Oj, naiwni! Otóż już na wstępie okazało się, że musielibyśmy bardzo dużo do tego interesu dopłacić a na to nas po prostu nie stać. „Czyste powietrze” nie jest dla każdego... Całkowity koszt doprowadzenia przeciętnego domu do wymaganych przez UE standardów wynosi ok. 300 tysięcy. Toż to jakieś abstrakcyjne kwoty absolutnie nie do zdobycia dla zwykłego człowieka. Do tego jak wszyscy widzimy opłaty za energię elektryczną wciąż rosną. I nie mam pojęcia jak sobie większość z nas poradzi, gdy w 2028 roku zaczną nas łupić podatkami związanymi z wprowadzeniem ETS2....





   Tak więc jest, co jest. Palimy jako zawsze drewnem, bo to się najlepiej u nas sprawdza. Koszt zakupu drewna dla takiego jak nasz domu wynosi obecnie około 4000 do 5000 zł. Na cały sezon grzewczy dla dwóch naszych pieców. Niekiedy dużo czasu zajmuje znalezienie odpowiedniej oferty sprzedaży drewna opałowego. Cena nie może być zbyt wysoka a drewno powinno być dobrej jakości. Tymi sprawami zajmuje się w naszym domu Cezary. A ponieważ ma do tego dobre oko i potrafi się targować w końcu zawsze coś korzystnego znajduje i znowu kolejna góra grubych bali na podwórzu czeka na naszą obróbkę.. .Dodam jeszcze, iż zgodnie z obecną wiedzą palenie drewnem jest ekologiczne, bo dym z takiego spalania drewna w sobie niewielką ilość pyłów w porównaniu z innymi materiałami opałowymi. Jest biały i prawie bezwonny. Większość naszych sąsiadów ma podobne piece i dlatego w naszych okolicach nie ma mowy o brudnym śniegu, o przykrym zapachu z komina i smogu. Przeciwnie. Powietrze jest tu zdrowe i krystaliczne. Wielu twierdzi, ze wręcz sanatoryjne.





   A wracając do naszych codziennych, zimowych realiów. Mniej więcej co dwa, trzy dni przywozimy do domu kupionym specjalnie do tego celu wózkiem ogromne ilości drewna opałowego. Wygląda to tak, że Cezary ładuje wózek a potem we dwoje pchamy go do domu i po schodkach, na których leżą prowizoryczne podjazdy ze sklejki wtaczamy go aż do kotłowni. Tam ja rozładowuję wszystko i układam porządnie w ogromnej skrzyni obok pieca a cieńsze kawałki odkładam do koszyka. Koszyk ów zanosi się potem do kuchni i tam owego cieńszego drewna pod piecem kuchennym od rana do zmierzchu się używa. Na tym piecu wszystko gotuję a w jego piekarniku piekę. Nawiasem mówiąc chleb upieczony w takim piecu, czy ciasto smakują zupełnie inaczej niż to z elektrycznego czy gazowego piekarnika. Do tego ów kuchenny piec znakomicie ogrzewa nam przyległy doń pokój, w którym przeważnie z psami przebywamy. Tak, że w piecu c.o. zaczynamy zwykle palić dopiero po południu. No chyba, że mrozy są trzaskające, wtedy robimy to wcześniej. Znaczenie ma tu ilość przygotowanego przez nas wiosną drewna. Jeśli mamy go dużo, tak jak teraz, to nie musimy oszczędzać. Wiemy, że w drewutni jest spory jego zapas. A na wiosnę znowu go powiększymy...





   I jeszcze jeśli chodzi o dowóz drewna, to po rozładowaniu odbywa się powtórka z rozrywki. To znaczy Cezary wyprowadza na dwór wózek, jedzie z nim do drewutni, wypełnia po brzegi a potem przychodzę ja i we dwójkę, pchając i ciągnąc co sił wprowadzamy go do domu. Taki załadowany wózek waży na pewno ponad dwieście kilo, zatem jeśli chciałabym poradzić sobie ze wszystkim sama musiałabym ładować do niego o wiele mniej drewna. I kiedy nie ma na dworze lodu i śniegu jest to całkiem łatwe. Natomiast tak jak teraz, gdy człowiek ślizga się na podwórku potrzebuje pomocy drugiej osoby. Dodać jeszcze muszę, że palimy w piecu c.o. przez cały rok z uwagi na to, że właśnie ów piec ogrzewa nam wodę. Tyle, że w trakcie ciepłych pór roku zakręca się grzanie na kaloryfery i dlatego potrzeba wówczas znacznie mniej drewna.




   A co do zimy...Nie mamy ocieplonego domu, dlatego niestety ciepło ulatuje z niego różnymi szparami i po całodniowym opalaniu rano znowu jest zimno. Jednak w trakcie palenia w piecach nie narzekamy wcale na chłody. Wręcz przeciwnie. A w kuchni niekiedy musimy rozbierać się do podkoszulków, bo od kuchennego pieca bije takie gorąco, że aż potem spływamy. Dlatego nie narzekamy wcale na obecne mrozy a przeciwnie, cieszymy się nimi, bo miło po wyjściu na dwór poczuć na twarzy te mroźne igiełki, fajnie popatrzeć na zimowe pejzaże, pobawić się z psami na śniegu, pomachać łopatą do odśnieżania, zrobić trochę zdjęć. A potem wrócić do domu i napić się gorącej herbaty z imbryka, który wciąż grzeje się na piecu...




   Mamy nadzieję, że to czym i jak palimy w piecach zawsze będzie mogło od nas tylko zależeć, że kolejne rozporządzenia unijne czy rządowe nie nakażą nam czegoś a nie zakażą czegoś innego. Na samą myśl o czymś podobnym płakać się chce i zgrzytać zębami. W końcu po to przecież wyprowadziliśmy się na wieś by móc czuć się tu wolnymi, niezależnymi i spokojnymi. Oby nikt nam tego nie zabrał, nie zaburzył, bo w dzisiejszych czasach wszystko, co do tej pory było dobre i niezawodne wydaje się upadać niby domek z kart...






1 komentarz:

  1. Piękna u Was zima, taka jaką pamiętam z dziecięcych lat.A to ciepełko z żywego ognia... Co do dymu, to zapach palonego drewna kojarzy mi się tylko z niepowtarzalnym, naturalnym aromatem. Smutne tylko to, że uciekając do wolności od cywilizacyjnych ograniczeń, musimy się obawiać o nią, bo macki biznesowo - polityczne sięgają coraz śmielej w nasze prywatne światy. Życzę pięknych zimowych lśnień i żywego ciepła buchającego z pieca.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękujemy za Wasze opinie i refleksje!

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost