poniedziałek, 17 grudnia 2012

Baśń Zimowego Lasu - Cz.1 "Ratunek"






   Małej  Ani  niestraszne były mrozy. Niestraszne jej były zamiecie śnieżne ani ślizgawice. Wszystko to było za oknem. A one tu z babcią w domowym cieple, bezpieczne i kochające. 
   Ania lubiła siedzieć sobie wieczorami z babcią przy piecu, słuchając jej baśni, legend, czarodziejskich opowieści. Babcia, opowiadając, dziergała na drutach grube swetry z owczej wełny. Jej stare, powykręcane od chłodu i pracy dłonie sprawnie, szybko i omal niewidocznie dla oka tworzyły kolejne rządki ściegu. Ania z fascynacją wpatrywała się w jej pracę. Na kolanach trzymała motki szarej wełny a u ich kolan leżał ukochany, rudy pies Bras.
     - Babciu, o czym mi dzisiaj opowiesz? – zapytała, gdy po całodziennej pracy w obejściu zasiadły sobie wieczorem na ławie, okrytej miękką, baranią skórą a ogień w kominku wesoło trzaskał iskierkami. Pachniało świeżo przyniesionym przez dziewczynkę drzewem.Za oknem dął porywisty wicher.
     - Dziś opowiem Ci historię o takiej dziewczynce, jak Ty. O dziewczynce, która poszła do zimowego Lasu...

   ...Katarzynka uwielbiała zimę. Śnieg pachniał cudownym, czystym chłodem. Znany, zwykły świat nabierał czarodziejskich odcieni, nieznanej głębi. A najbardziej było to widoczne o zmroku. Jedyne światła, dostrzegalne wówczas to delikatne płomyki świec, rozjaśniające wnętrza wiejskich chat, gwiazdy błyszczące na niebie i wielki księżyc - zimowy czarodziej. I dlatego dziewczynka chętnie wychodziła co wieczór z domu. Obuta była ciepło. Gruba chusta okrywała jej główkę. A obok biegł zawsze jej wspaniały pies, Ares...

      - O! To i ona miała psa? Tak, jak ja? - wykrzyknęła Ania zdumiona, nie mogąc się powstrzymać od tego okrzyku zachwytu.
      - Chciałabym poznać tę dziewczynkę i pobawić się z nią!
      - Oj, wnusiu! To przecież działo się dawno temu. Ta   dziewczynka jest teraz pewnie staruszką! - powiedziała babcia i spojrzała z dziwnym, nieodgadnionym uśmiechem na gadatliwą wnuczkę.
      - Ojej! To szkoda...Ale opowiadaj babciu dalej, opowiadaj, proszę!
      - No dobrze, już opowiadam


   …Katarzynka wychodziła codziennie, żeby na skraju Lasu poszukać chrustu na rozpałkę. Dalej nie wolno jej się było zapuszczać. Zimowy Las może być przecież bardzo niebezpieczny.

     Las był nie opodal wioski. Wielki, nieprzebyty, ciemny. Ogromne, wielowiekowe sosny i świerki szumiały w nim groźnie i tajemniczo swe zimowe opowieści. A mała Kasia, chociaż obiecała mamie, że dalej nie pójdzie, to tego wieczoru coś kazało jej wejść między drzewa. Tuż za nią biegł wierny Ares, więc się nie bała. Była tylko bardzo ciekawa, jak jest tam, za zasłoną pierwszych gałęzi. Jej wyobraźnia sprawiała, że miast strachu przed mroczną puszczą, w jej sercu pojawiały się najróżniejsze imaginacje, dotyczące cudowności, jakie mogły się tam kryć. Teraz właśnie marzyła o tym, że gdzieś w głębi lasu mieszka lodowy król, który samym tylko oddechem sprawia, że drzewa wokół pokrywają się szronem a strumienie zamarzają.



     Śnieg skrzypiał pod jej stopami. Gałęzie delikatnie gładziły policzki. Jakiś ptak przeleciał wysoko i załopotał wielkimi skrzydłami.

     - Pięknie tu, prawda piesku? - przystanęła i spojrzała na biegnącego obok Aresa. Ale Ares nagle zawarczał, czujnie postawił uszy i podkulił puszysty ogon pod siebie.

     - Co się dzieje piesku? No chodź, przecież tu nikogo nie ma? – powiedziała zachęcająco, ale do jej serduszka zakradł się już dziwny niepokój



     Ares szczeknął krótko i pociągnął ją zębami za nogawkę  spodni. Wyraźnie widać było, że namawia ją do powrotu.

     - No dobrze. Wracamy! - zawołała i ogarnięta niezrozumiałym lękiem puściła się biegiem, starając się wracać po własnych śladach, żeby nie zgubić się w tym dziwnym świecie.

     Już, już wydawało jej się, że przez rzadkie gałązki brzóz dostrzega światełko w oknie swojej chaty. Już, już miała wyjść na otwartą przestrzeń, gdy nagle...Ach! Zupełnie zapomniała, że pod cienką pokrywą śniegu kryje się małe, zamarznięte jeziorko. A mama często ją przestrzegała, by uważała, by tam nie chodziła.



Cienki lód zaczął pękać. Nie zdążyła dobiec do brzegu. Jej lewa stopa szybko zanurzała się w okropnie zimnej wodzie. Miotała się bezsilnie. Dygotała. Wołała ratunku! Ares szczekał rozpaczliwie. Wreszcie upadła. Lodowata woda była wokół niej. Migotliwe gwiazdy obojętnie przyglądały się jej wysiłkom. Opadała na dno. W chwili, gdy już miała zanurzyć się razem z głową, ktoś chwycił mocno jej ramię i jednym, silnym ruchem wyciągnął na powierzchnię.

     Ten ktoś otulił ją grubym, baranim futrem. Potem wziął  na ręce i uniósł  wysoko w ramionach. 


     - Zaraz zaniesie mnie do domu, do mamy. Gdyby nie ten dobry człowiek, utopiłabym się a mama by tego nie przeżyła. Muszę mu podziękować. Muszę... - pomyślała i spojrzała w oczy mężczyzny, który niósł ją lekko i bez wysiłku, jakby nic nie ważyła. Spojrzała i zmartwiała. Zobaczyła przed sobą niezwykłą, dziwną twarz białowłosego starca o oczach przeźroczystych i błyszczących jak tafla jeziora...


W głowie jej zawirowało, oczy zaczęły się same zamykać a dziwna senność opanowała jej drobne ciało….



22 komentarze:

  1. Krolowa napiecia literackiego znow zamecza czytelnikow bardzo zajmujacymi i tajemniczymi opowiesciami bez zakonczenia.
    Jak ja tego nie lubie!!!
    Ciag dalszy nastapi... Nie ma nic gorszego od tych trzech slow! Dobrze, ze mieszkacie tak daleko, ze nie oplaca mi sie wpasc i Was torturowac o ten ciag dalszy. Wasze szczescie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całość jest za długa, by puścić to na blogu jednym ciągiem...
      Grunt, żeby się dobrze czytało i żeby w ogóle ktokolwiek chciał to przeczytać. W końcu to tylko baśń a pewnie wielu z nas już z tego gatunku literackiego dawno wyrosło...Nie martw się o kontynucację - już jutro następna, ale rzecz jasna nie ostatnia, część!He, he!:-)
      Pozdrawiam o zmierzchaniu!

      Usuń
    2. Ten zlowrogi rechot na koncu swiadczy o tym, ze robisz nam to z premedytacja! A mnie sie nie wolno denerwowac.
      Ja tam bajeczki bardzo lubie, bo prozy zycia mam czasem wiecej niz dosyc.

      Usuń
    3. A gdzież by tam złowrogi?! Tylko taki psotno-łobuzerski!:-)
      Cieszę się, ze lubisz bajeczki i ciekawam wobec tego, czy moja zimowa "epopeja" przypadnie Ci do gustu!

      Usuń
    4. To tylko baśń? To AŻ baśń.
      Duchowy pokarm dla wewnętrznego dziecka w nas.

      Już się cieszę na dalsze części.
      I podziel je tak, żeby były
      jak najdłuuuższe...

      Usuń
    5. Cieszę się, że Ty się cieszysz, Mar:-)
      Już je tak właśnie podzieliłam. Nie wiem tylko, jak zdzierżą to ewentualni czytelnicy? Czy cierpliwości im starczy by doczytać?
      A może im się zrobi ciut mdło i za słodko...?
      Jutro już będzie większy kawałeczek białego tortu, pojutrze jeszcze większy a kulminacja śmietankowej rozpusty w sobotę!
      (A potem, dla zmiany smaku podam wigilijnego śledzia z ogórkiem kiszonym!:-))

      Usuń
    6. Basn JUZ mi przypadla na tyle, ze nie moge doczekac sie dalszego ciagu.

      Usuń
    7. A ja wciąż tę moją Baśń dosmaczam, w zaczarowane barwy ubieram i troskliwie dopieszczam aby sprostała oczekiwaniom moich ulubionych gości i by dali radę wytrwać przy niej aż do ostatniej linijki!:-)

      Usuń
  2. Jejciu ja też muszę poczekać , tylko w ramach świąt nie zwlekaj Olgo zbyt długo z następną częścią :)
    Miłego poniedziałku Ilona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się Ilonko!Następne części już naszykowane.Przed świętami na pewno dobrnę do końca:-)
      Takem się dzisiaj w kurnikach urobiła, że dopiero po zmierzchu mam czas zajrzeć na bloga...Ale chyba wszyscy zarobieni przed świętami, bo tłumów tu nie ma!
      I Tobie Ilonko miłej drugiej już części poniedziałku życzę!:-)

      Usuń
    2. Czytałam dziś u Mar Wasze wspólne przedsięwzięcie , no chyba jakiegoś wydania książkowego się doczekam , tylko koniecznie z autografem :)jestem pod wielkim Twoim wrażeniem Olgo :)
      a ja w oczekiwaniu na dzieciaki mam chwilę uspokojenia .

      Usuń
    3. Ojejku! Dzięki serdeczne za te miłe słowa pod moim adresem!:-) Już się zapewne zorientowałąś Ilonko, że lubię pisać a jeśli jeszcze komuś się to podoba, to po prostu jestem wzruszona i szczęśliwa!
      I ja mam teraz chwilę spokoju, po ciężkiej, fizycznej harówce. Na szczęście było dzisiaj ciepło na dworze, więc dobrze się robiło.I kurki teraz szczęsliwe moszczą się i kokoszą w świeżym, pachnącym sianku!Mam nadzieję,że szybko tam sobie znowu wszystkiego nie zapaskudzą!

      Usuń
    4. Oj o ty paskudzeniu coś wiem :)
      Pisanie pisaniem ale Masz do tego dar :) więc wykorzystuj na blogu ten potencjał , chyba że już Masz na koncie jakąś książkę lub tomik tylko się nie chcesz przyznać :) co ?

      Usuń
    5. Ilonuś! Nie podpuszczaj mnie tutaj!:-) Lepiej powiedz, jak Ci się teraz kurki niosą? Bo moje bardzo kiepsko!

      Usuń
    6. Czyli coś czuję że jest na rzeczy a kurki z 3 jajka na tydzień z ośmiu niosek :)

      Usuń
    7. To moje kurki niosa niewiele więcej, choć mam ich przecież dziesiąt...Obijają mi się,leniwe niecnoty!:-)

      Usuń
  3. I ja dzisiaj w kurniku szalałam, miałam wielką radochę jak kury w świeżej słomie sobie używały :)
    Pisz, pisz jak najwięcej. Bajki lubię, życie dostarcza takiego "kopa" , że wystarczy mi tej codzienności.
    A, jak będą już wydane Twoje dzieła to ja poproszę z autografem !!! A może, tak jak pytała Ilona, już są !!! a my nic nie wiemy :)
    Tylko te następne odcinki niech będą dłuższe ciut ... wiem, wiem szaleństwa przed świętami, ale pamiętaj o naszej rozbudzonej ciekawośći.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odcinki będą coraz dłuższe! To pewne, jak w banku!Aż wreszcie po kilku długich i wijących się, jak wąż częściach baśni zastanę wszystkich swoich nielicznych lecz wiernych czytelników, jak smacznie chrapia przy ekranach komputerów...A wtedy huknę z całej siły: KONIEC! Lecz Wy tylko oprzecie wygodnie podbródki na dłoniach i z uśmiechem bedziecie śnili dalej swoje kolorowe sny...

      Usuń
  4. No i wsiąkłam -zamiast sprzątać, ale warto było- przeczytałam bloga od dechy do dechy!I może dla odmiany poproszę -nie pisz, bo ja sprzątać muszę!:) Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma przebacz! Jak zacznę pisać ,to jestem jak szalona lokomotywa - wprost nie do opanowania!
      W przerwach między sprzątaniem a pilnych spraw doglądaniem wsiądź czasem do mojego pociągu i udaj się mną na przejażdżkę w krainę fantazji i marzeń!
      Zapraszam serdecznie i pozdrawiam!:-)

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy blog Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przepis przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia