niedziela, 27 grudnia 2015

Nowa magia…





 - Nuże, Gospodarzu! Nalej i nam grzańca bośmy na kość przemarzły! – zarządziła natychmiast Eulalia ze śniegu się otrzepawszy i na ławie przy kominku skwapliwie zasiadłszy. A tam zaraz pomarszczone dłonie ku ogniu wyciągnąwszy intensywnie rozcierać je poczęła.

   Tymczasem Konstancja, której widocznie żadne chłody nie były straszne (wszak legendy głosiły, że i na biegun potrafi dolecieć a potem wrócić w try miga żadnego uszczerbku na zdrowiu nie ponosząc) nie tracąc wigoru podeszła do Hanny i Jana, uścisnęła ich serdecznie a potem coś im na ucho szepnęła. Ci lekko zdumieni tym, co od niej usłyszeli zaraz potem po schodach na pięterko zaczęli się wspinać spoglądając na siebie przy tym z mieszaniną rozbawienia i zmieszania. A wróżka nie tracąc czasu przysiadła się do Basi Wu i skinęła dłonią na Andzię Pe, by i ta usiadła blisko.

- Dobrze, że jesteście! Liczyłam, że docierając wcześniej, zdążycie na początek zimy, ale nic to! Co się odwlecze, to nie uciecze! – zawołała śmiejąc się i upinając srebrzyste kosmyki, które podczas szalonego lotu wymknęły się spod kapelusika i teraz tańczyły na jej skroniach niczym maleńkie komety. W oczach starej kobiety lśniły filuterne, fiołkowe iskierki a z pąsowego szala wróżki roznosił się zapach dzikiej mięty i jaśminu. Od tej niezwykłej woni obu wędrowniczkom aż zakręciło się w głowach. Andzia odłożywszy na bok ukulele podeszła ku dziwacznej staruszce siedzącej przy kominku i nalawszy kufelek grzańca podała go jej nieśmiało. Potem zbliżyła się do Konstancji i także podała jej kubek z gorącym napojem a następnie dygając przed nią niczym mała dziewczynka zapytała cichutko:

- A czy my się znamy? Pani wybaczy, ale jakoś nie pamiętam byśmy się kiedyś spotkały!

- Nie opowiadaj dziecko! Że też w twoim wieku już dopada człowieka skleroza, to się wprost w głowie nie mieści! – żachnęła się Konstancja i upiwszy spory łyk grzanego piwa wpatrzyła się intensywnie w oczy Andzi. Następnie przeniosła wzrok na twarz Basi. A obie kobiety od tego dziwnego patrzenia aż dreszcz przeszedł.

- Moja przyjaciółka dołożyła wszelkich starań byście w końcu dotarły do naszej ulubionej gospody. Pojawiała się wam w każdym śnie, kierunek właściwy podpowiadając. A i ja, nie chwaląc się, odwiedziłam was w onym obskurnym hoteliku, gdzieście poprzedniej nocy oka nie umiały zmrużyć, bo was stada pluskiew napadały – rzekła opuszczając swą ławę przy kominku Eulalia i zachichotawszy dodała :
- Wyznam wam jednak, iż dopiero uczę się trudnej sztuki przenikania w ludzkie sny i mogło się zdarzyć, że bardziej do ćmy czy cienia jestem w takich razach podobna, niż do siebie samej. Konstancja to moja niedościgniona mistrzyni! – zawołała cmokając raptem przyjaciółkę w rumiany policzek. Zadowolona z komplementu wróżka oddała pocałunek a potem uśmiechając się od ucha do ucha pociągnęła kolejnego łyka aromatycznego napitku.

- Panie wybaczą, ale ja nadal nic z tego nie rozumiem! – zdenerwowała się Andzia i zerknęła na Basię chcąc znaleźć w niej sprzymierzeńca. Wówczas jednak ze zdumieniem odkryła, iż twarz czarnowłosej kobiety jest zmieniona. Basia nie zwracając na przyjaciółkę uwagi, zapatrzona w jakiś niewidoczny dla innych punkt uśmiechała się i szeptała:

- Pamiętam! Śniło mi się, że siedzę na dachu a obok mnie jest jakaś malutka kobieta w kapelusiku i wskazuje mi w oddali pewien punkt. Promienie księżyca biegną w jego stronę a po jednym z tych promieni przechadza się piękny, czarny kot z wyprężonym do góry ogonem…

- Uff! Bardzo się cieszę, że co nieco jednak pamiętasz. To był mój kot Kalasanty. Zawsze zabieram go ze sobą w sny. On pasjami lubi spacerować po ścieżkach przeznaczenia! – roześmiała się Konstancja i poklepała familiarnie dłoń Basi.

- Mnie też się coś przypomniało! – pisnęła przejęta spływającą na nią nie wiadomo skąd wizją Andzia – To było coś takiego, że kiedyś obudziłam się w środku nocy i coś kazało mi wyjrzeć przez okno. I ujrzałam małego chłopczyka, który wędrując po oświetlonej pełnią księżyca, osnieżonej drodze grał na dziwnej fujarce. A kiedy dostrzegł w okienku moją twarz zrobił rączką taki gest, jakby mnie wołał, jakby za sobą przyzywał…
- I sama już nie wiem, czy to jawa była czy sen? – dokończyła zwierzenie młoda kobieta i popatrzyła z mieszaniną lęku i nadziei na wróżkę.

- Ależ moja droga! Czy to jest jakaś zasadnicza różnica? Wszak żyjemy i stale poszukujemy swego przeznaczenia w krainie dziania i w świecie śnienia. Wszystko to się przenika i dopowiada. A księga losu prędzej czy później otwiera się na właściwych stronach. Czasem tylko trzeba poprosić wiatr by przewrócił kilka kartek naraz… - wyszeptała Konstancja gładząc w zamyśleniu płowy warkocz Andzi.

- Ach! Kiedyś sobie jeszcze o tym wszystkim porozmawiamy i swoje ciekawe sny poprzypominamy, ale teraz kochane najwyższa pora by wytłumaczyć wam, dlaczego dobre wiatry skierowały was (rzecz jasna, z naszą drobną pomocą) akurat w te strony. Wszak Hanna z Janem nie mogą całego wieczoru na facjatce spędzić! – rzekła lekko niedorzecznie, zdaniem Andzi i Basi wróżka a Eulalia okręciła się na pięcie i powiewając falbaniastymi spódnicami zanuciła:

   Tak, już czas! Nadeszła wreszcie pora.
   By się miasteczko radowało
   Od rana do wieczora
   Żeby znaleźli się zgubieni a smutki by przepadły
   Niech nam się bajka ślicznie plecie
   A zima niechaj tańczy!

- Tak! Rację ma moja droga Eulalia! Przybyłyście tutaj, aby mógł się dopełnić wasz los a także po to żeby gospoda znowu wypełniła się radosnymi ludźmi, tak jak niegdyś to bywało! – rzekła uroczystym głosem Konstancja i zerknęła na wiszącą tuż za jej plecami starą fotografię przedstawiającą rodziców Hanny oraz jej babcię Adelajdę. Cała trójka uśmiechała się do wróżki i omal nie wyskakiwała z ramek doczekać się nie mogąc by nareszcie usłyszeć, jakąż to niespodziankę ma Konstancja w zanadrzu.

- Ty Andziu, jako specjalistka w tej dziedzinie zorganizujesz w gospodzie najbardziej huczne wesele, jakie kiedykolwiek miało miejsce w naszym miasteczku! Załatwisz najlepszych muzykantów. Zaprosisz gości.  Zajmiesz się dekoracjami. I tak dalej, i tak dalej! Wiem, że jesteś bardzo zdolną osobą i dasz z siebie wszystko, by młoda para oraz goście byli zadowoleni! – powiedziała Konstancja patrząc z ufnością w pełne zaskoczenia oczy Andzi. Młodej kobiecie aż dech zaparło z wrażenia. Skąd ta nieznajoma staruszka tyle o niej wiedziała?

- A Ty droga Basiu przygotujesz nam wszystko od strony kulinarnej. Wiemy, że masz spore osiągnięcia w tej dziedzinie. Nikt nie upiekłby takiego tortu weselnego, jak Ty. Może jeszcze i mój wnuk czegoś nowego się od ciebie nauczy? – wtrąciła się Eulalia i zachichotała przypominając sobie swego wnuka, wielce sędziwego Bazylego Pierniczka, którego umiejętności cukiernicze dawno już utknęły w martwym punkcie i gdyby nie jego mała przyjaciółka Joasia, całkiem by pieczenie ciast zarzucił i tylko książki po całych dniach czytał.

- Tak, dobrze mówi Eulalia! Uważam, iż także bukiet dla panny młodej powinien być dziełem twoich rąk, Basiu. No a poza tym zajmiesz się czasem małą Zosieńką, by jej rodzice mieli czas na przygotowania! – dokończyła Konstancja i mrugnęła porozumiewawczo do swej przyjaciółki, Eulalii.

- Nie wiem, co powiedzieć… Mam wrażenie, że mi się to wszystko śni! Uszczypnij mnie Basieńko, proszę! A może ja jestem po prostu pijana? – westchnęła Andzia i wysączywszy ostatni łyk ze swego kubka popatrzyła z nadzieją na swą towarzyszkę. Tamta jednak uśmiechnęła się pogodnie i w jakimś natchnieniu szepnęła:

- A nawet, jeśli to tylko się nam śni, to przecież niezwykle piękny sen! Śnijmy zatem dalej o tej gospodzie, o jej przemiłych gospodarzach i szalonych czarownicach, które wciągają nas w swoje dziwaczne plany.

- Otóż to! Sen nie sen! Najważniejsze, że wszyscy będą zadowoleni! – sapnęła Konstancja.
- W tworzeniu listy gości dopomożemy, oczywiście. Udzielimy wam także wszystkich niezbędnych informacji o miasteczku, przyjaciołach naszych gospodarzy i o ich marzeniach. Wiem, że sobie poradzicie! – zapewniła wróżka.

- Ale Basiu, Andziu! Chciałabym o jeszcze jedno was poprosić! – Konstancja zamilkła na moment a potem wyszeptała:
- Otóż proszę was byście wiadomość o weselu trzymały przed Hanną i Janem w tajemnicy. To ma być dla nich niespodzianka, bo to właśnie oni są tą młodą parą, dla której zorganizujemy to wszystko. Ślub wzięli jakiś czas temu daleko stąd na egzotycznej plaży, z dala od przyjaciół. I chociaż było to dla nich wielce romantyczne wydarzenie, to przecież wiem, że w gruncie rzeczy byli tam samotni a Hanna zawsze marzyła o prawdziwym weselu w gronie rodziny i bliskich. Także i Jan lubi się bawić w dobrym towarzystwie. Niezły z niego wodzirej – zaśmiała się wróżka i puściła oko do swej rozchichotanej przyjaciółki Eulalii.

- Ale pamiętajcie, moje kochane, że oficjalnie będziemy przygotowywać nie wesele a bal na powitanie zimy. To nikogo nie zdziwi, bowiem dwa lata temu mieliśmy w gospodzie wielce udany bal na powitanie jesieni. Do tej pory mieszkańcy miasteczka wspominają go z nostalgią…

- No właśnie! Ależ się wtedy wytańczyłam za wszystkie czasy! I smakołyków objadłam! I pośpiewałam aż do zdarcia gardła! – pogrążyła się w wesołych wspomnieniach Eulalia. Jej odziane w grube trzewiki stopy zastukały po modrzewiowej podłodze gospody i widać było, iż zażywna staruszka już teraz chętnie puściłaby się w zwariowane tany.

- Tak, moja miła Eulalio! Potrzeba nam trochę zabawy i oddechu po ostatnich wydarzeniach. Potrzebujemy pięknego balu, na którym wszyscy poczują się znowu młodzi, pełni sił i szczęścia. Bo wyznam wam, że i ja bawiłam się na owej jesiennej imprezie doskonale. Wędrowiec potrafi świetnie prowadzić w walcu! – westchnęła Konstancja a na jej policzkach wykwitł delikatny rumieniec.
- I jeszcze jedno, moje drogie!  - dodała po chwili - Na przygotowania nie macie wiele czasu. Chciałabym by wesele naszych przyjaciół odbyło się jeszcze przed Nowym Rokiem. Potem mnie oraz Eulalię czeka wspaniała wyprawa do krainy naszej młodości. Sploty czasu i pierścienie losu ułożą się wówczas w najlepszym dla nas położeniu. Planujemy tę przygodę od dawna. I nasze przyjaciółki z wielką niecierpliwością czekają… - szepnęła wróżka i roześmiawszy się potrząsnęła głową a wówczas burza srebrzystych loczków otoczyła jej drobną twarzyczkę a kilka wesołych piegów zatańczyło na policzkach staruszki. I prawdę mówiąc  wcale w tej chwili już na staruszkę nie wyglądała, ale raczej na młodą dziewczynę za starą kobietę dla niepoznaki tylko przebraną.

   Tymczasem śpiąca dotąd smacznie w kołysce Zosieńka zaczęła się wiercić, kręcić a wreszcie i stękać. Wiadome stało się dla wszystkich zgromadzonych, że dziewczynka pilnie potrzebuje przewinięcia. A i jej matka jakimś szóstym zmysłem chyba to wyczuła, gdyż w tej chwili właśnie pojawiła się na progu izby i podążając w kierunku córeczki zawiadamiała, iż wszystko już na górze przygotowane a Gospodarz tak mocno rozpalił tam w kominku, że za chwilę z krótkim rękawkiem będzie można tam siedzieć.

- To wspaniale! – zawołała Konstancja podnosząc się z ławy.
- Wasi goście są bardzo zmęczeni. Głęboki, długi sen dobrze im zrobi, bo od jutra czeka na nich sporo roboty! Ja też muszę sobie porządnie przed tym wszystkim odpocząć -  oznajmiła i zakasawszy szerokie spódnice lekko jak piórko wskoczyła na swoją ulubioną ostatnio fotografię przedstawiającą pełną dmuchawców łąkę i śpiące nad strumykiem dzieci. Tam ułożyła się wygodnie i wyszeptawszy zgromadzonym w gospodzie osobom cichutkie dobranoc zachrapała donośnie. Eulalia widząc to natychmiast ziewnęła szeroko a potem żegnając się ze wszystkimi otworzyła drzwi i wyszła z gospody pogrążając się w skrzącym milionami śnieżnych diamentów zmroku.

   Basię Wu i Andzię Pe przestało już dziwić cokolwiek. Chyba zaczynały przywykać do tego, iż ich życie wskoczyło nagle w nowe, nieprzewidywalne tory i odtąd toczyć się  będzie według zupełnie innych prawideł oraz zasad. Baśń ogarniała ich swoją czułą magią i spokojem a ciepły wieczór zapraszał  do porzucenia wszystkich wątpliwości i do poddania się jego czarowi. A ponieważ obie kobiety też poczuły się bardzo senne, zatem podziękowawszy za wszystko i uścisnąwszy serdecznie gospodarzy ziewając niczym smoki udały się na spoczynek do swej przytulnej izdebki na piętrze.

  W izbie na dole została Hanna, która przewinąwszy córeczkę usiadła w bujanym fotelu i karmiąc maleństwo spoglądała wyczekująco na męża, chcąc usłyszeć, co też on sądzi o tym bardzo dziwnym wieczorze i o wiszącej w powietrzu tajemnicy.
On też wyczuwał, że ich gospodę zaczyna przenikać jakaś nowa, serdeczna magia, ale ponieważ lubił ten nastrój radosnego oczekiwania, tej migotliwej, dziecięcej wiary w cuda nie chciał psuć jej żadnymi domysłami.

- Wszystko się prędzej czy później okaże, Hanusiu moja kochana! Najważniejsze, że jesteśmy razem a nad miasteczkiem, tak jak zawsze, czuwa nasza droga wróżka Konstancja  – mówiąc to uśmiechnął się pogodnie do zamyślonej żony a potem otoczywszy ją ramieniem pochylił się nad Zosieńką i przymykając oczy wwąchał z lubością w najcudowniejszy na świecie zapach główki niemowlęcia…


20 komentarzy:

  1. Miły początek poświątecznej niedzieli. Lubię baśnie i opowieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj po świętach, Ewo! Cieszę się, że niedzielę z baśnią uważasz za miłą!:-)

      Usuń
  2. Bardzo fajna opowieść. Lubię czytać takie utwory - są bardzo ciekawe. Pozdrawiam i zachęcam do udziału w plebiscycie na Podróż Roku na moim blogu! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. i ja z kubkiem pachnącej kawy miło spędziłam czas

    :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale ,asz wyobraznie, Olu!z detalami opisujesz sceny, ze same sie jawia przed mymi oczmi!
    Chyba nie zyczylam Wam Wesolych dni swiatecznych i jeszcze przed nami Nowy Rok wiec przyjmijcie moje najlepsze dla Was zyczenia, niech sie Wam spelni wszystko, czego sobie zyczycie.Jestem w Portugalii i kilka dni temu na ulicy spotkalam dwa Jacusie..naychmiast mysli polecialy do Was...buziaki sle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię sobie wyobrażać rózne rzeczy i je spisywać. Pobudzać w ten sposób mózg do aktywności, bo często mam wrażenie, że ten mózg tkwi w jakimś nieznośnym kisielu.Ale sie nie daję, przynajmniej na razie...
      Spotkałaś dwa Jacusie w Portugalii? Ale fajnie! Wszyscy nasi znajomi zachwycają sie tym psiakiem. Miło mi Grazynko, ze Jacus jest łącznikiem miedzy nami. Dziekuję Ci za piekne zyczenia. Tobie równiez zyczymy wszystkiego dobrego.
      Gorące uściski zasyłamy!:-))*

      Usuń
  5. Miło spotkać stare znajome, kombinujące coś dobrego :)
    Przydałaby się nam w kraju taka Konstancja i Eulalia .... to znaczy, one są, ale przebić się nie mogą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lidko! A ja, pewnie naiwnie, liczę, że prędzej czy później się przebiją i złe czary w końcu prysną!:-))*

      Usuń
  6. Czas zakasać rękawy, roboty mam sporo:-)
    Kocham wesela, wszak już obu Synów ożeniłam, to mam doświadczenie:-))))
    Oluś jesteś najwspanialszą bajkopisarką wszech czasów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, jak dobrze, że masz takie doswiadczenie Basieńko! I że lubisz takie imprezy. W karnawale wszak miło poszaleć w baśniowych nastrojach i dekoracjach!:-)
      Pozdrawiam Cię ciepło po świetach!:-))

      Usuń
  7. No,no i co dalej?fajne tylko mało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie tam mało, Krysiu?! Ja mam wrażenie, że wręcz za dużo. Chyba mi większosć czytelników w połowie posnęła!:-))

      Usuń
  8. W imieniu Andzi P. uroczyście oświadczam, że to będzie najwspanialsze baśniowe wesele :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo bym chciała, Andziu droga, by tak własnie było!:-))

      Usuń
  9. Coś czuję, że nastąpi wkrótce happy end. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi sie tsk zdaje,Gosiu choć...nigdy nic nie wiadomo!:-))

      Usuń
  10. Czarująca opowieść...Pozdrawiam i zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję! Piszę dalszy ciąg tej opowieści.
      Pozdrawiam i dziekuję za zaproszenie!:-)

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy blog Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przepis przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia