środa, 25 lutego 2015

Od przyjaźni do nienawiści...







   Żyły ze sobą w przykładnej komitywie prawie dwa lata. Spały blisko siebie. Jadły siano z tego samego paśnika a wodę piły z tego samego wiadra. Na pastwisku pasły się spokojnie. Na spacerach biegały bok przy boku. Wiedzące o sobie wszystko. Zgodne i lojalne. Wiadomo było, że Popiołka rządzi – jako ta starsza i silniejsza. To ona pierwsza zawsze wybiegała z boksu. Ją pierwszą trzeba było pogłaskać, pokazując w ten sposób, iż szanuje się jej prawa. Brykuska podporządkowywała się temu bez szemrania. Były jak dwie znające się od podszewki przyjaciółki, nieledwie siostry.

   Pierwsza rysa na szkle pojawiła się jesienią ubiegłego roku, kiedy to Brykuska była bardziej wyróżniana i adorowana przez capka Łobuza Kurdybanka. Popiołka niby nie reagowała na to, ale cały czas obserwowała z napięciem miłosną zażyłość tamtych dwojga i potem zirytowana w drodze powrotnej do domu próbowała bodnąć nieprzytomnego z miłości Kurdybanka lub rozanieloną jego umizgami siostrzycę. Wszystko to jednak było niegroźne i nie alarmujące. Wiadomo przecież nam było nie od dziś, że Popiołka jest bardzo zazdrosną kozą. Dominantką w każdej dziedzinie a poza tym niezwykle wrażliwą i bystrą obserwatorką.

   Następnym momentem przełomowym dla siwej kozuli była jesienna potyczka na łące między nią a rzeczonym capkiem, który ostatecznie przestawszy być lekceważonym dotąd przez nią niedorostkiem stał się capem na schwał. Patrzyłam na tę walkę między nimi z bólem serca. Żal mi było tak pewnej siebie dotąd popielatej kozy. Współczułam jej poniżenia i zdetronizowania. Na biednym pysku kozuli odbijały się wszystkie przykre uczucia. Wściekłość, niedowierzanie, ból, rozpacz, żałość, przygnębienie, gdy zrozumiała, iż nic już nie może zrobić i że na zawsze już musi pożegnać się ze swą rolą przewodniczki stada, łaskawej jego władczyni. Odciągnęłam wówczas Łobuza od niej, gdyż zapamiętały w udowadnianiu Popiołce jaką jest słabeuszką bódł ją raz po raz, uganiając się za niebogą po pastwisku, stając na tylnych nogach i dumnie prezentując swe męskie walory a następnie uderzając w jej bok z całej siły.
   Zabrałam pokonaną zupełnie kozę do koziarni, gdzie w kojącym towarzystwie wiernej przyjaciółki Brykuski wkrótce doszła do siebie. Na pociechę a także po to by zaznaczyć, że coś ma jeszcze w stadzie do gadania zdetronizowana kozula intensywnie dokuczała przez pewien czas białej Majce, odgrywając się przy okazji na niej za swoje poniżenie…Majka znosiła wszystko cierpliwie i pokornie, nadal pragnąc przyjaźni z Popiołką i lgnąc do niej mimo wszystko. A nawet udowadniając, iż w biedzie to właśnie na niej można polegać a nie na zajętej miłosnymi szaleństwami z capkiem Bryskusce.

    I tak to się wszystko toczyło w miarę spokojnie i zgodnie aż nadeszła pora wykotów. Pierwsza i jak dotąd ostatnia urodziła Brykuska. Weszłam do koziarni mniej więcej piętnaście minut po porodzie i cóż ujrzałam? Umęczoną niedawnym porodem Brykuskę, która stojąc na lekko drżących jeszcze nogach własnym ciałem próbuje osłaniać przez zaciekłymi atakami Popiołki swe bezbronne maleństwo. Widząc co się dzieje natychmiast wyprowadziłam stamtąd pełną szalonej agresji siwą kozę. Sporo naczytałam się ostatnio na kozich forach o przypadkach zabodzenia kozich maleństw na śmierć. Przeważnie robiły to mieszkające w tych samych boksach dorosłe kozy. Zdarzało się także, iż sprawczyniami mordu bywały same, nieakceptujące swych dzieci matki.

   Umieściłam Popiołkę w boksie Majki. Nie miałam innego wyjścia, gdyż jak na razie mamy tylko trzy pomieszczenia dla kóz a dokooptowanie Popiołki do capka nie wchodziło w grę, ponieważ zamęczyłby ją swymi seksualnymi napaściami.
   A więc wprowadziłam siwą kozulę do białej i z ogromną niepewnością obserwowałam jej poczynania. Wszak do tej pory z upodobaniem dokuczała Majce z nierzadko sadystyczną przyjemnością. Jak zachowa się teraz, na nie swoim terenie, odsunięta od dotychczasowej towarzyszki?
    Popiołka ciężko dysząc stała przy bramce boksu. Łeb miała pochylony. Ogon podwinięty. Po chwili popatrzyła na mnie i westchnęła ciężko.  Rozejrzała się.  Delikatnie powąchała pysk Majki wciśniętej ze strachu w kąt boksu. Od niechcenia wzięła kawałek bułki i międląc go apatycznie wskoczyła na murowany, wyścielony sianem żłób. Tam zwinęła się w kłębek i przymknęła oczy jak do snu. Legowisko na żłobie było do tej pory ulubionym miejscem Majki. Teraz jednak, zrozumiawszy najwidoczniej, że czasy królowania w boksie oraz samotności minęły, mądra, biała koza ułożyła się piętro niżej i wzdychając podobnie jak Popiołka przymknęła oczy.

   Od tej pory Majka i Popiołka żyją zadziwiająco zgodnie oczekując narodzin swego potomstwa. Obserwuję między nimi podobne relacje, jakie niegdyś panowały między Popiołką a Brykuską. Siwa kozula nadaje ton wszystkiemu. To ją pierwszą należy pogłaskać i jakimś smakołykiem poczęstować. Jej więcej do plastikowego karmidła ziemniaków czy owsa nasypać. A poza tym widać między tymi skazanymi teraz na siebie kozami w miarę spokojną koegzystencję. A może to tylko chwilowe zawieszenie broni…?
   Mam obawy co do tego jak zachowa się Popiołka, jeśli to Majka urodzi pierwsza. Czy powtórzy się tamten atak złośliwej agresji? I gdzie wówczas podzieje się biedna Majka? Na wszelki wypadek zaczęłam uprzątać przyległą do boksu Brykuski komórkę. Jest to istna stajnia Augiasza i wyniesienie z niej wszystkiego oraz przystosowanie jako pomieszczenia dla kozy zajmie parę dni. Nie ma jednak chyba innego wyjścia. Popiołka wydaje się nieobliczalna. A jej niechęć a wręcz nienawiść do Brykuski nie mija, ale nasila się, co mam okazję codziennie zaobserwować.

   Biedna Brykuska stęskniona za swą niedawną siostrzycą wychodzi co jakiś czas ze swojego boksu aby zajrzeć do Popiołki. Przytyka ufnie swój nos do jej boksu i czeka na życzliwe przywitanie. Niestety, siwa koza podbiega z impetem do bramki i omalże jej wściekle nie rozwala wciąż pełna niegasnącej złości na Brykuskę. Wczoraj wypuściłam siwą kozę na chwilę z boksu, mając nadzieję, że gdy spotkają się z Brykuską na otwartym terenie to jakoś się dogadają. A gdzież tam! Popiołka nie bawiąc się w żadne psychologiczne przemiany z całą bezwzględnością wojowniczo ruszyła na Brykuskę. Spięły się tak bardzo rogami, iż z trudem je od siebie oderwałam, a potem pozamykałam w ich boksach. Smutna i zawiedziona w swych nadziejach Brykuska ułożyła się przy swym dziecku. Liznęła go parę razy na pociechę a potem jak zbity pies zwinęła się w kłębek i przymknęła oczy.

   Zastanawiam się nad motywami tak agresywnego zachowania Popiołki. Jest prawdopodobnie straszliwie zazdrosna o maleństwo Brykuski. Nie może swej towarzyszce darować, że to tamta pierwsza ma dziecko, że zajmuje się maleństwem zamiast jak do tej pory być zadowolonym ze swojego losu cieniem i dwórką siwej królowej.

   Czy takie postępowanie Popiołki ma coś wspólnego z jej trudnym dzieciństwem? Myślę, iż to możliwe. Popielata koza była w swych dziecięcych latach odrzucona przez własną matkę i stado. Czasem udało jej się przyssać na parę chwil do cycka którejś karmiącej kozy (tamto stado było bardzo liczne), czasem dawna gospodyni dała jej possać mleka z butelki. A poza tym mała musiała radzić sobie sama. Nie była tak hołubiona jak Brykuska. Młodsza od niej o dwa miesiące czarna Brykuska, także przez swą matkę odrzucona wychowywała się w domu swych gospodarzy, będąc dla nich domową maskotką i ulubioną pieszczotką. Tak bardzo była z ludzkim stadem zżyta, że urósłszy nie chciała przebywać pośród innych kóz, nie rozumiejąc ich i nie ufając im. 
   Wówczas pojawiliśmy się w tamtym gospodarstwie my, chcący adoptować jedną czy też dwie kozy. Co do Brykuski nie mieliśmy żadnych wątpliwości. Sama podeszła nam do rąk, łasząc się i merdając ogonkiem jak psiak. Natomiast Popiołkę wypatrzyliśmy po dłuższym czasie, przyzwyczaiwszy oczy do półmroku tamtej wielkiej, wieloboksowej koziarni. Samotna, siwa kózka leżała wciśnięta w najciemniejszy kąt. Spojrzenie miała apatyczne i beznadziejnie smutne. Zapytana o nią gospodyni odrzekła, że z tej siwej to nic nie będzie.

 -Nieudałota taka! Pewnie na kiełbasy pójdzie! Nawet nie patrzcie na nią, bo z niej żadnej pociechy mieć nie będziecie. Ja wam wybiorę zaraz jakąś ładniejszą, lepszą kozę, co to w przyszłości na pewno będzie dawać dużo mleka! – zawołała dziarsko kobieta i dalejże pokazywać nam inne, bardziej wypasione i żywsze kózki, które dokazywały radośnie między swymi zajętymi przeżuwaniem siana matkami.

- Albo ta, albo żadna! – powiedziałam wtedy zdecydowanie i podszedłszy do małej Popiołki kucnęłam przy niej spojrzawszy jej serdecznie w oczy. Spłoszona lekko kózka jeszcze mocniej wcisnęła się w róg pomieszczenia. Dałam jej do obwąchania moją dłoń i delikatnie pogładziłam ciepły bok zwierzątka. Zadrżała i westchnęła…

   I tak to się zaczęło. Od tamtej pory towarzyszę moim kochanym kozom i staram się rozumieć ich potrzeby po to, by były szczęśliwe. By życie u nas wiodły takie, jakie ja sama chciałabym wieść, gdybym była kozą. Może zresztą byłam nią w poprzednim wcieleniu i stąd ta moja więź z moimi rogatymi przyjaciółkami…?:-)

   Nie na wszystko jednak mam wpływ. Kozy to wielce skomplikowane psychologicznie zwierzęta. Tak, jak między ludźmi pojawiają się wśród nich zadrażnienia, animozje, resentymenty i nieusuwalne traumy. A zazdrość potrafi zatruć najlepsze nawet stosunki. Wszak wszyscy obserwujemy to samo w codziennym życiu. Nawet tu na blogach zdarza się, że tak serdeczne i zdawałoby się trwałe zażyłości (naiwnie nazywane przyjaźniami) znikają nieraz tak szybko jak kałuże w upalny dzień. I pozostaje pustka, gorycz, smutek, niezrozumienie, tęsknota, nieufność przed kolejnym z kimś zbliżeniem. Jakże destrukcyjna jest małość ludzka, przejawiająca się zawiścią o byle co, złośliwością czy też ostentacyjnym omijaniem i udawaną obojętnością…Prawie każdy z nas to zna, nieprawdaż? Jakże trudno opanować w sobie te niskie, nie wiodące do niczego dobrego emocje. Jak niełatwo wznieść się ponad wyolbrzymione uprzedzenia i po prostu kochać bliźniego swego jak siebie samego… Czegóż więc oczekiwać od kóz?


46 komentarzy:

  1. Kochana Oleńko, znam dobrze wszystkie opisane przez Ciebie sytuacje. Nie mamy żadnych szans na pełne zrozumienie zwierząt. Myślenie ludzkimi kategoriami za bardzo nas ogranicza. Kozy mają własne kryteria pojmowania świata, całkowicie pozbawione ludzkiej etyki.
    Przez lata nie mogłam się pogodzić z "okrucieństwem" moich zwierząt i próbowałam zrozumieć motywy. W społecznościach tak silnie zhierarchizowanych dochodzi do niesamowitych (dla człowieka) aktów przemocy. i jedyne co można zrobić, to w sytuacjach dramatycznych izolować ofiary (lub agresora). Poza tym jakoś stwardnieć trzeba, bo by człowiek zwariował. Są momenty, że potrzebowałabym pięciu pomieszczeń jednocześnie, a nie mam ... Czasem wystarczy przedzielić pomieszczenie już istniejące jakąś ścianką z desek albo siatką o maleńkich oczkach (żeby nóżka malucha nie wlazła)
    Zdarzyło mi się, że musiałam sprzedać kozę bezrogą, bo nie miała szans w rogatym stadzie. Również białą usunęłam z kolorowych.
    Znam też przypadki, że koźlątko odrzucone przez matkę okazywało się w późniejszym czasie, że nie było "naznaczone" bez powodu.
    Oczywiście nie dotyczy to trojaczków.
    U mnie właśnie jest po bardzo bolesnej detronizacji wieloletniej królowej Matyldy. Teraz nastały rządy Melanii, czego bym się w życiu nie spodziewała. Kozłem ofiarnym (musi taki być, jak w szkole) została Klementyna. Taż z kolei Klementyna, przemiła i przekochana koza, jest znana z morderczych skłonności w stosunku do cudzych dzieci i tak dalej i tak dalej.
    No nie jest łatwo, ale uczę się szanować ich prawa, nie ingerując za bardzo. Tylko w celu ratowania życia.
    Ściskam Cię olu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U owiec jest podobnie. Ingeruję też tylko w ostateczności, bo i tak niewiele mogę. U nas nawet drzwi z zawiasami wylatują, a są solidne, a i płoty idą w strzępy (dlatego Magdo takie ogrodzenia, jak kiedyś zauważyłaś) jeśli tylko komuś coś się nie podoba, czytaj jest odizolowany, bo wariuje. Jagnięta wiedzą bardzo szybko, komu trzeba zejść z drogi. Nie jest łatwo. Czasem to płakać się chce, bo już człowiek nie wie co robić z takimi diabłami. Bezroga koza Sara musiała niestety wyjechać, bo nie dość że bez rogów, to jeszcze kozą była.
      Pozdrawiam i ściskam.

      Usuń
    2. Madziu! Owieczko! Wciąz dowiaduję sie czegos nowego o zwierzętach. I mimo tego, iż tak duzo wśród nich okrucieństwa i niezrozumiałej dla nas ludzi agresji, to ich obserwacja jest fascynująca a uczucia dla nich wciaz sie pogłębiają. Tak, cięzko jest pojąc to wszystko. Cięzko jest nadązyc za zmiennymi zachowaniami zwierząt. Bywa, że przerażaja nas ich zachowania i czujemy sie po prostu bezradni. Ale wiecie co? Jakiekolwiek by te zwierzeta nie były to za miłosc swych opiekunów odpłacaja sie także szczerą miłością. No chyba, ze zdarzaja sie i wśród nich jakies niewdzieczniki...Ale jeszcze sie z takim nie zetknęłam. Nawet szczurek, nawet myszka (miałam kiedys i jedno i drugie)odwzajemniały ciepłe, szczere uczucia...
      Ściskam Was obie, kochane dziewczyny i dziekuje za tyle ciekawych zwierzeń i spostrzeżeń!Mam sie od kogo uczyć!:-))***

      Usuń
  2. Olu z blogowymi przyjażniami bywa różnie..pisanie jest czymś innym zupełnie niz bycie ze sobą na codzień..ale trzeba ufać ,,mimo nawet jakichś rozczarowan..rozczarowanie wcale nie oznacza, że kolejna znajomośc będzie tez taka..w życiu jest różnie ..sama wiesz...cudnie masz z tymi kozami..wiesz w takim razie ja też chyba byłam kiedyś kozą:):) hii hiii bo ty masz je na codzień i kochasz je a ja??? Miastowa kobieta a nie wiem skąd ma miłośc w sobie do kóz??? Oto jest pytanie..ha, ha
    Sciskam!!!
    Serdecznie Cię pozdrawiam:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, na blogach róznie bywa. Nie wolno traktować chyba tego wszystkiego zbyt serio. Znajomości by stały sie przyjaźniami potrzebują wielu spotkań, wspólnych doswiadczeń, a to wszystko wymaga czasu i zaangazowanai z obu stron.
      Powiadasz Jolu, ze byłaś kiedys koza? kto to moze wiedzieć - wszystko jest mozliwe? Kozy są tak ciekawymi i skomplikowanymi psychologicznei stworzeniami, ze bardzo blisko nam do nich.
      Ściskam Cie, pozdrawiam gorąco i dziekuje za Twoje zyczliwe słowa!::-)))

      Usuń
    2. Tak jak piszesz....przyjaźnie są możliwe,,,spotkanie , miejsce nie ma znaczenia, przecież i sa małżeństwa poznane przez internet a więc i przyjaźnie tęż możliwe..ale ważne są spotkania..real:):)
      Uśmiech szeroki Ci ślę:):):):)

      Usuń
  3. takie opowieści, to ja lubię najbardziej
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najdziwniejsze, że i mi w tym zapatrzeniu w kozią dolę umknęło zakończenie opowieści......

      cóż blogowy świat potrafi przynieść wiele radości, a hejterzy i zazdrośnicy są również w realnym życiu.
      Traktuję mój blog jako takie moje małe miejsce, ale nie chciałabym się ujawniać i jakiś sposób pokazywać w realnym świecie. :)

      Posyłam ciepłe myśli i nadzieje na szybkie rozwiązanie problemu z nieuczciwym blogerem....

      Usuń
    2. To juz nie pierwszy raz zdarzyło sie, ze jacys hejterzy z Rumunii i Rosji podłaczyli sie pod mojego bloga i brali sobie co chcieli. Musiałam ukryc pasek z góry bloga - bo własnie stamtąd ściągali.
      A co do zazdrosników, to sa oni i w normalnym, namacalnym zyciu i w internecie. czemus w Internecie miałoby być lepiej? Jest tak samo.Tylko człowiek zapomina o tym i potem bez sensu sie stresuje.
      Dziekuję za Twoje ciepłę słowa Alis i pozdrawiam Cię życzliwie!:-))

      Usuń
    3. a można to sprawdzić samemu? U mnie w sposób podejrzany padł system, chyba wszystko z dysku C straciłam, a w serwisie nie potrafił powiedzieć od czego. Przeinstalował windowsa i już, chyba w sobotę dopiero odzyskam komputer

      za wesoło mi nie jest.....
      życzliwe myśli chętnie przygarniam

      Usuń
    4. Wiele mozna wywnioskować po prostu z blogowych statystyk. Pomaga też Google Analistycs. No a w ogóle jest jeszcze parę innych, nieco bardziej skomplikowanych sposobów, by zrozumieć co sie dzieje na naszych blogach. Namawiam męza (który troche sie na tym zna), by napisał o tym posta...
      Niewesoło, Ci kochana Alis? Och, tak bym chciałą pomóc. Moze słonko dzisiaj zajrzy i do Ciebie? U mnie się własnie pokazało!
      Ściskam Cię mocno!:-))***

      Usuń
    5. to przychylam się i z Tobą namawiam na jakiś post techniczny, jeśli zna temat. Tak trudno trafić na tekst napisany dostępnym językiem. Cezary ja po prośbie, jeśli znajdziesz chwilę i chęci przygotuj post, bardzo potrzebny :)

      Usuń
    6. No to juz jestesmy dwie, którym na tym zależy. Jak mąz sie zbierze, to w końcu napisze. Będę go namawiać!:-))

      Usuń
    7. a ja mogę tylko prosić..
      pięknie prosić i nieśmiało

      i jeszcze marzyć//, że będę mogła grzecznie podziękować....

      pozdrawiam Was wesoło, już lepszy humor u mnie.... :)

      Usuń
    8. Cieszę sie, że masz lepszy humor Alis!
      Usmiech zasyłam na dobranoc!:-))*

      Usuń
  4. Oj, tak się skoncentrowałam na kozich sprawach, że nie dotarło do mnie pełne goryczy zakończenie ...
    No niestety, zaufanie zawiera w sobie również zgodę na zranienie. To bardzo trudne.
    Przykro mi, że wydarzyło Ci się coś smutnego w relacjach z blogowymi znajomymi, ale Oleńko kochana, nie zacinaj się, nie zamykaj!
    Twoja otwartość i szczerość to przeogromny skarb! Tak niewielu ludzi na to stać, w tym "nowym" świecie, w którym dobroć i ufność nazywane są naiwnością i głupotą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw sie Madziu. Nie zacinam się i nie zamykam. Ja tylko wyraziłam na głos swoje przemyslenia. Czasem trzeba tak własnie...
      Bardzo Ci dziekuję za tyle ciepłych słow. Jesteś tak kochaną osobą. Zawsze płynie od Ciebie strumień szczerej zyczliwości. ja to czuje i ogromnie doceniam!:-))*

      Usuń
  5. Piękna, ciekawa opowieść Olu, jakże podobnie jest wśród ludzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie, podobnie. Tyle tylko, ze zwierzece uczucia do człowieka są zawsze szczere.
      Ciesze sie, ze podobałą Ci sie Basieńko kozia opowieśc.
      Ściskam Cie gorąco!:-))*

      Usuń
  6. Zupelnie nie znam sie na kozach, ale myslalam, ze maja taki bardziej owczy charakter, ze stworzone sa do zycia w stadzie, a ich zachowania socjalne sa bez zarzutu, co najmniej w przypadkach starej przyjazni. A tu taka niespodzianka! Troche nadazam za Twoja bezradnoscia i smutkiem z takiego obrotu rzeczy, bo sama zmagam sie z taka niezgoda u kotow i wiem, jak to boli. Czlowiek kocha to bydelko, nieba chcialby przychylic i najchetniej widzialby wsrod podopiecznych bezwarunkowa przyjazn. A tu ZONK, kozy okazuja sie byc bardzo ludzkie w swoich sympatiach i antypatiach.
    Nawet nie wiem, co by Ci poradzic, nie ma chyba recepty na kozie szczescie. Moze by im tak rozki przypilowac, zeby przypadkiem nie zrobily sobie krzywdy? Naprawde jestem bezradna.
    Emalie Ci wyslalam. :)
    Buziaczki dla Was i rosnacej trzodki. :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ zdecydowaliśmy kiedyś, ze będziemy mieć kozy, to teraz uczę sie na ich temat wszystkiego i wciaz sie zdumiewam ich skomplikowana psychika i nieprzewidywalnymi zachowaniami. Kocham je, jakimi są, tylko przeraża mnie gdy krzywdzą sie wzajemnie. Różków jednak piłowac nie będę. Kozy potrafia sie także bloesnie wzajem gryźć, to co mam im takze zębiska wyrwać? Po prostu być przy nich trzeba jak najwiecej, zapobiegać czemus, obserwowac, odseparowywać, koic w zarodku waśnie.
      Ściskam Cie serdecznie i mam nadzieje, ze Twoje kotki kiedys sie w końcu zaakceptują do konca. Ależ Ci wtedy ulzy!:-))***

      Usuń
  7. Nie sądziłam, że w kozim stadzie jest tak ściśle określona hierarchia. I to nie stałe, a w każdej chwili może się zmienić. A Ty, Oleńko ze swoją wrażliwością i zmysłem obserwacji dokładnie to widzisz i cierpisz, że mimo dobrych warunków i Waszej miłosci, paskudy ;) robią, co chcą. Może trochę się zmieni, jak wszystkie kozy będą zajęte swoimi dziećmi ... pewnie niedługo Popiołka i Majka się wykocą?
    A na blogach, tak jak w życiu ... czasem wystarczy nieopatrznie zrozumiane słowo pisane i znajomość się kończy. Niestety, niewiele na to się poradzi, tak jak na stosunki w kozim, kocim, czy psim stadzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie sądziłam, ze z kozami będzie tyle zajecia i łamigłowek psychologicznych. Oj, cięzkie maja charaktery te moje panny. Ale też licze, że po wykoceniu cos sie zmieni. Moze dojrzeją i się ustatkują?
      A na blogach, jak w zyciu. A w zyciu, jak na blogach. Wszędzie tyle uczuć, pomieszania prawdy z fikcją a marzeń z rzeczywistością.
      Ściskam Cię Liduś serdecznie i dziekuję za Twoje ciepło!:-))*

      Usuń
  8. Nie mam kóz ani złych blogowych doświadczeń. Raczej ufam i lubię, mimo złych, jednostkowych przypadków. Ale staram się nie uogólniać, nie oceniać i nie osądzać. Świat mnie zadziwia i zdumiewa. Wkurza i wnerwia. Życie to nie jest bajka !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cudownie, ze nie masz złych doświadczen blogowych. Blogi powinny dawać nam spokój, odpoczynek, relaks, ciepło. Dość sie namęczymy w zwykłym zyciu, zeby jeszcze tu sie denerwować.
      Ściskam Cie serdecznie Krystynnko!:-))

      Usuń
  9. Kochana, pal licho te blogowe, znane wirtualnie. Gorzej jak się zawodzisz na tych realnych, tak zdawałoby się sprawdzonych i prawdziwych, wieloletnich. Smutno wtedy. Nie zawsze ma się siłę i chęć "kochać bliźniego, jak siebie samego". Przytulam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek całe zycie sie uczy i ... głupi umiera!:-))
      Nie zawsze ma sie siłę i chec by kochac, wybaczac, rozumieć wszystkich. Człowiek bywa zbyt zmęczny własnymi sprawami by sie angażować dodatkowo w cudze zycie.
      Ale dobrze, że czasem jednak spotyka sie tych fajnych, tych naprawdę dobrych i szczerych. A oni sa tak fajni, ze dla nich ma sie siłę na rozumienie, kochanie, wybaczanie,.Bo są jak brylanty. Nie da sie ich pomylić ze zwykłymi szkiełkami...I wtedy jest dobro za dobro - tak jak powinno być.
      Całusy Owieczko kochana!:-))

      Usuń
  10. ludzie niczym się od kóz nie różnią..... a może kozy od ludzi niczym się nie różnią... jakby na to nie patrzeć, smutne i gorzkie jest zakończenie tej koziej historii... ale jakże prawdziwe! :***********

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A najciekawsze jest to, ze ta historia nie ma końca. Bo póki zyjemy wszystko zdarzyc sie moze. W tym jest nadzieja Emko! To tak samo jak w Tobie - rośnie mała, słodka nadzieja!:-))***

      Usuń
  11. Kiedy piszesz o małej Popiołce, od razu przypomina mi się nasza Miśka; kiedy przyjechaliśmy po psa, jakiegokolwiek, bo zostaliśmy bez żadnego; właściciel "hodowli" przyniósł śliczną, przystrzyżoną Sisi, a potem sobie coś przypomniał i przyniósł z ostatniej klaty czarną, zaczochraną kulkę; to była nasza Miśka; i tak sobie pomyślałam, że tę śliczną zawsze ktoś weźmie, a Miśki to już nikt, bo została im ostatnia z miotu, skazana nie wiem, na co; wezmę ją - powiedziałam tylko ze ściśniętym gardłem ... odpłaca mi się taką przyjaźnią i przywiązaniem jak żaden człowiek; bardzo ostrożnie podchodzę do przyjaźni, zawiodłam się kiedyś bardzo, już nie podaję serca na dłoni, bo to potem bardzo boli; Olu, pisząc bloga pozwalamy różnym ludziom zaglądać w nasze życie, złym i dobrym, mam tylko nadzieję, że te przykrości miną; pozdrawiam Cię serdecznie, miła Sąsiadko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ wzruszajaca historia o Twojej kochanej Miśce. Gdybyś Ty jej nie daął szansy, to pewnie nikt by jej nie dał. A to biedactwo zasługiwało na prawdziwą miłośc. I ma ją - na szczęście!
      Tak, pisząc bloga otwieramy się na swiat. I nie wiemy tak naprawde, kto nas czyta, jakie wyciaga z tego wnioski i co z tym dalej zrobi. Ale choc zdarzaja sie porazki czy falstarty, to nie wolno sie zamykac, Nikomu nie ufać. Bo DOBRO jest! Wierzę w to i chyba nigdy nie przestanę.
      I ja serdecznie sie pozdrawiam, droga Marysiu!:-))*

      Usuń
  12. Olu, czytam Twoje posty o kozach jak najlepszy kryminał! To dla mnie fascynujące, ale rozumiem Twoją bezradność. Serdecznie Cię pozdrawiam. Siły życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najlepszy kryminał? Czy ja bym kiedys mogłą przypuścić, ze będę snuła co chwilę opowieści o kozach??? Zycie jest niesamowicie zaskakujące!Jako i kozy!
      Ściskam Cie serdecznie Gosiu i dziekuje za Twoją życzliwosć!:-))*

      Usuń
  13. Czytałam ze ściśniętym sercem, bo wiem, jak to przeżywasz...
    I kozule biedne też... ale może jak już wszystkie będą miały swoje małe, to jakoś się poukładają.
    Heh, że też tak trudno o harmonię na tym świecie, zarówno u ludzi, jak i u zwierząt.

    Przytulam mocno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się kochana moja. Każdy dzień przynosi nowe wydarzenia i przemyslenia. Nic nie dzieje sie bez powodu najwidoczniej. A z kozulami dzieje sie i dzieje!
      Ech, Mar moja kochana...Przytulam sie do Ciebie z ufnościa!***

      Usuń
  14. Dziwny kozi świat... :)... Trudno się w nim odnaleźć... Masz tyle miłości i empatii, że ich wzajemne relacje są i tak na pewno łagodniejsze niżby to miało miejsce w innym gospodarstwie. Ciekawe - z jakiegoś powodu takie kozie zachowania mają rację bytu i głębszy sens. Ale u ludzi?... Współczuję smutku... Całusy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestesmy w stanie zrozumieć drugiego człowieka do końca a co dopiero kozy?! ich psychika jest tak złozona, uczucia tak skomplikowane, że mozemy tylko musnąc powierzchnie. Musimy sie pewnie urodzić raz jeszcze jako kozy, by poczuc to, co one czuja i zrozumieć skad biorą sie takie ich a nie inne zachowania. Ludzie i zwierzęta. tak bliscy są sobie a tak dalecy. jak z obcej planety.
      Całuję Cię serdecznie!:-))*

      Usuń
  15. Olu ten wpis tak mnie pochłonął, że też umnknęło mi podsumowanie, to porównanie koziej społeczności do ludzkiej. Jakże trafne. Dopiero czytajac komentarze, wróciłam to Twojego wpisu i przeczytałam zakończenie jeszcze raz ze zrozumieniem:). Myślę, ze wrażliwie dusze są skazane na zranienie. Po prostu nie da się inaczej. Ja czytając moje ulubione blogi, odnajduję takie osoby i wiem, że nie jestem sama. Jeżeli Olu, ktoś Cię zranił- nie martw się. Przytul się do Cezarego , do Zuzi, do Mai. A my przytulamy Ciebie:).
    Wracajac do Twojego wpisu. To mój ulubiony rodzaj Twojego pisania. Zebrałabym te Twoje barwne opisy rzeczywistosci i powstałaby super książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wrazliwe dusze czuja zbyt mocno i byle co może je zranić. Dlatego wielu nadwrazliwców staje sie samotnikami, którzy dobrze czują sie tylko w świecie roslin i zwierząt. Tam wszystko jest prawdziwe i szczere, choć jak widać na przykładzie kóz niemniej skomplikowane niz u ludzi. A mnie ciągnie do ludzi i chyba nigdy nie przestanie ciągnąć. To takie cudowne uczucie, gdy napotyka sie pokrewną dusze, gdy zerka sie w kogos jak w lustro.
      A co do mojego pisania opowieści z życia wzietych, to i mnie sie je dobrze pisze. Słowa same płyną, bo to po prostu pewien rodzaj sprawozdania z tego, co sie zdarzyło. Czasem jednak wolę inny rodzaj pisania. bardziej rozmarozny, czy też symboliczny. Ach, bo w człowieku jest tyle róznych osobowości. Jak u kóz! dzisiaj agrsorka - jutro...czuła matka!
      Pozdrawiam Cię gorąco Iwonko i dziekuję za to, co napisałaś!:-))*

      Usuń
  16. Kochać bliźniego jak siebie? Najpierw trzeba siebie kochać, by umieć kochać inne istoty. Prawda? :)
    Poczekaj Olu, przygotuj nowe miejsce i obserwuj bądź czujna, obecna czy Popiołka nie odrzuci maleństwa. Wiesz mniej więcej termin by czuwać w nocy?
    Z Twoich opisów kochana wynika że zwierzęta jak ludzie i emocje i uczucia i zazdrość i gniew, czyli dusza na wierzchu. :)
    Serdeczności kochana dla was obojga ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, nie każdy umie kochac, akceptować siebie. Ja też nie zawsze to umiem...
      U zwierząt napotyka sie tyle uczuc i emocji, że aż zgroza i wstyd bierze, że istoty tak myslące i czujące ladują na codzień w naszych garnkach! A moze w poprzednich wcieleniach i my byliśmy dla kogoś potrawą. och, to jest przeciez niekończąca sie historia. Krąg zycia.
      (Nowe miejsce dla Majki już zrobione. Ale cicho sza, bo własnie piszę nowego posta!)
      Uściski gorące zasyłamy Ci Elu!:-))♥

      Usuń
    2. Oooo, czyżby już ...... ? :))) Czekam na tego nowego posta :))

      Usuń
  17. Odpowiedzi
    1. O czym, niestety, nadal sie przekonuję...

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blog blogi Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno droga dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo góry Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kalina kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie mgła miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przemijanie przepis przetwory przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słowa smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wrażliwość wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia