sobota, 16 marca 2013

Spacer nad zatoką



  
    Był ciepły, wiosenny, sobotni poranek w Melbourne. Wstałam, jak to zwykle ja, skoro świt, otworzyłam okna w living roomie i wyszłam na balkon. Powitał mnie nieskazitelny, jasny błękit nieba, radosny krzyk papug i kukurbar oraz chłodny powiew wiatru od oceanu. Przymknęłam oczy i wciągnęłam w siebie ten ożywczy zapach. W głowie się zakręciło. W sercu zatętniło. 
 
Mąż spał sobie smacznie w sypialni. Pewnie jeszcze ze dwie godziny tak pośpi. A ja, pełna energii, ubrałam się szybciutko w ulubione, fioletowe dresy. Na nogi wzułam wygodne adidasy a na głowę nasunęłam zieloną czapeczkę z daszkiem. Na szyi zawiesiłam nieodłączny aparat fotograficzny i byłam gotowa do wyjścia z domu. Acha, do reklamówki wzięłam jeszcze ze sobą trochę suchego chleba dla mew. Tak lubiłam zawsze patrzeć jak bez lęku gromadzą się wokół mnie, niczym gołębie na rynku w Krakowie i krzycząc wniebogłosy zajadają z apetytem resztki z ludzkiego stołu. 
  Wreszcie cichutko zamknęłam za sobą drzwi i już mogłam biec przed siebie między uśpionymi jeszcze domkami jednorodzinnymi i kolorowymi ogródkami kwiatowymi. 
 
Wszędzie było jeszcze nieomal zupełnie pusto. Nieliczne samochody mknęły gdzieś w dal. To pewnie z nocnych zabaw wracali wczorajsi imprezowicze. Wszak piątek to dla młodzieży starszej i młodszej czas szaleństw i wyżycia. A w sobotę zazwyczaj wszyscy do południa odsypiają te swawolne igraszki. Sobotni poranek jest dobry dla takich, jak ja, rannych ptaszków, dla starszych ludzi, którzy niewiele potrzebują snu oraz oczywiście, dla wielbicieli joggingu.

   Po kilkunastu minutach dobiegłam truchcikiem do plaży. Była zupełnie pusta. Rozpościerał się przede mną fantastycznie rozległy widok na wszystkie strony. Ocean szumiał spokojnym chrapaniem zadowolonego z siebie olbrzyma. Był teraz łagodny i roztańczony miarowym oddechem. Wszystkie odcienie turkusu, zieleni i niebieskości tworzyły przede mną ruchomą, nieskończoną płaszczyznę fal. Jasnożółty piasek, nie dotknięty jeszcze dzisiaj żadną ludzką stopą zapraszał do zzucia butów i ufnego zanurzenia się w jego delikatny dotyk. Tak też uczyniłam. Buty poczekają na mnie aż wybiegam się do woli, aż przemierzę kilka kilometrów w poszukiwaniu skarbów, wyrzuconych przez ocean w czasie przypływu.

 Tylko wczesnym rankiem, tak jak wówczas, miałam szansę znaleźć na piasku niezwykłe, kolorowe przedmioty pochodzące z oceanu. Potem przyjadą specjalne maszyny wygładzające i sprzątające plażę. Zejdą się sprzątacze – ludzie opłacani przez miasto do zbierania śmieci. Będą powoli przemierzać tę przestrzeń i specjalnymi łapko-chwytakami na długim kiju zgrabnie podniosą najmniejszą rzecz. Ich robota jest bardzo ważna, albowiem mnóstwo młodych ludzi preferuje balangi właśnie nad zatoką. Pozostawiają tu po sobie wtedy mnóstwo puszek po napojach, strzykawek, zużytych prezerwatyw a nawet części garderoby. A około siódmej rano zaczną na plażę przychodzić spacerowicze i biegacze oraz nieliczni turyści.  Zdepczą wówczas wszystko. Zniszczą tę obecną dziewiczość i naturalność faktury piasku, układającego się w malownicze fale i małe wąwozy.

    Ocean obmywał moje stopy i moczył nogawki spodni. Przeźroczysta, chłodna woda pieściła nagie stopy. Słońce i wiatr gładziły piegowate policzki. A bezkres zapraszał do nieskończonych eksploracji.


 Przyłożyłam aparat fotograficzny do oka i zaczęłam namiętnie pstrykać zdjęcie za zdjęciem. A naprawdę było co fotografować! Co krok napotykałam biało-niebieskie, galaretowate twory – meduzy. Tuż za nimi leżały barwne muszle, kawałki korzeni, wodorostów, kości nieznanych stworzeń, pióra mew, martwe ryby,dziwnych kształtów kamienie, strzępy jakiejś podwodnej rafy, fragmenty drewnianych części statków, wyszlifowane przez ocean szkiełka i pomarańczowe rozgwiazdy z fioletowymi paluszkami…

 
 



Tak zapamiętale fotografowałam wszystkie te wyrzucone na brzeg kolorowe przedmioty, że nie zauważyłam, iż słońce było już całkiem wysoko na niebie a wokół mnie dreptało coraz więcej ludzi. Nie dziwota. Dzień był pogodny, ciepły, prawie bezwietrzny. Szkoda było czasu na siedzenie w domu. Ale ja poczułam, że i na mnie już pora. Nałykałam się mnóstwo świeżego powietrza a rada bym łyknąć teraz coś treściwszego. I napić się czegoś, bo gardło miałam zupełnie zaschnięte. Zerknęłam na zegarek. Dochodziła ósma. Ubrałam grzecznie czekające na mnie za kępą trawy buty. Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na ocean.I już mknęłam z powrotem. Pełna wrażeń, powietrza we włosach i dobrego humoru. Tuż przed wejściem do domu powitał mnie okrzyk znajomej kukubary a z naszego okna kuchennego dochodził zapach świeżo gotowanego ryżu i kawy. W żołądku natychmiast mi zaburczało, więc nie oglądając się już na nic otworzyłam drzwi...

30 komentarzy:

  1. ...cóż za feeria barw, kształtów i faktur! Wplątałabym się chętnie między nie...
    Serdeczności:)
    Ps...szkoda, że I-net nie przekazuje zapachu, eh, szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś na pewno i zapachy będą mogły być przesyłane. Słyszałam zresztą o takich próbach. Cuda kiedyś będą, tylko czy my ich doczekamy...?
      Pozdrawiam!:-))

      Usuń
  2. Och, te kolory. Cudowne, takie nasycone :)
    I może kiedyś, kiedyś będzie możliwość przesyłania zapachu.
    A to z Ciebie ranny ptaszek, a ja kocham rano pospać jak najdłużej.
    Wieczór, noc to moja pora, jak u wampira :)))
    Ale to dobrze, że lubisz poranne spacery bo by takich cudownych zdjęć nie było.
    A tak teraz to proszę zaspokoić moją ciekawość ... czy korzystając z normalnych, dostępnych w internecie, propozycji szaty bloga można tak zdjęcia umieszczać. Czy potrzebna jest głębsza wiedza i modyfikacja tych dostępnych ?
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak,od zawsze jestem rannym ptaszkiem i dlatego też nadaję się dobrze do zycia na wsi. Natomiast po piatej po południu nastepuje wyraźny spadek formy zeby tak około ósmej, dziwiątej była ze mnie zupełna dętka. Chodzic powinnam spać z kurami i z nimi wstawać. Wtedy wszystko byłoby OK!
      Mireczko - co do tych zdjęć, to oczywiście, ze można sobie wklejać róznej wielkości zdjęcia w postach. Przeciez u Ciebie na blogu tez są zdjęcia!Ja nie mam żadnej głębszej wiedzy na ten temat. Wszystko idzie medotą prób i błędów.Zapytaj o więcej wskazówek Panterke - wydaje mi sie, że ona wie o wiele wiecej w kwestii blogowych tajników!
      Ciepłe mysli zasyłam!:-))

      Usuń
  3. Uwielbiam morze o poranku, kiedy plaze sa jeszcze puste. Mozna pobyc sam na sam z natura, wsluchac sie w leniwy szum wody, pokrzykiwania ptakow i zapoznac sie z morska flora powyrzucana na piasek.
    Oceanu niestety nigdy nie widzialam, zdaje sie miec inna barwe od naszych morz polnocnej polkuli. Zabawne te rozgwiazdy z fioletowym manikiurem, muszle tez troche inne od znanych znad Baltyku. A przede wszystkim inne ptactwokoncertuje o poranku.
    Fajna wycieczka, spioch Cezary moze zalowac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uwielbiam morze i ocean wcześnie rano. Człowiek ma wtedy to wszystko dla siebie i nic nie rozprasza jego uwagi. Spokój, piękno wokół, zapach idący od wody. Skarby pozytywnych uczuć, które dają nam obcowanie z naturą.
      Też uważam, że bycie spiochem zubaża życie tychże spiochów. Wszak poranki są najpiękniejszą porą dnia!
      Dzisiejszy poranek na Podkarpaciu jest słoneczny, energetyczny, ale bardzo mroźny.Napewno jednak potem wybierzemy sie na spacer po zaśniezonych wzgórzach!
      Pozdrawiam Cię ciepło Panterko!:-))

      Usuń
  4. Olgo, przykro mi ale nie mogę tego czytać, bo zazdraszczam okrutnie!! Powiem Ci, że to moje marzenie - własnie ej opisałaś. Taki dzień, takie nad nad oceanem :))
    Pięknie, cudnie, bajecznie. Zazdraszczam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja, obecna Ola, zazdroszczę tamtej Oli, że mogła sobie tak jak gdyby nigdy nic wyskoczyć rano nad ocean. Miałam do niego naprawdę blisko, więc chadzałam tam właściwie codziennie, o ile była dobra pogoda. W czasie sztormu nad zatoką było straszliwie zimno i po prostu nieprzyjemnie!
      Uściski zasyłam!:-))

      Usuń
  5. uwielbiam te Twoje australijskie opowieści...taki poranek nad morzem czy też oceanem to bezcenne doznanie, szum fal relaksuje i uspokaja. Bosko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak dużo wspomnień z Australii, że gdyby chcieć to wszystko opisać powstało by kilka grubych tomiszczy! Ale spotkania z oceanem były dla mnie najpiękniejsze!:-))

      Usuń
  6. Trafilas w moje klimaty Olu, uwielbiam ocean. Uwielbiam wode, moze byc wszystko morze, jeziora i mniejsze akweny takie jak stawy.
    Szum fal bardzo mnie wycisza, przez jakis czas mieszkalam nad polskim morzem w kazdej wolnej chwili uciekalam nad Baltyk, a jaka frajde sprawialo poszukiwanie bursztynu.
    Czekam na wiosne z utesknieniem i weekendowe wypady nad jezioro Michigan. W prawdzie to nie ocean ale tez pieknie i tlumow nie ma w miejscach ktore odwiedzamy od wielu lat.
    Zdjecia cudne, pelna egzotyka.
    Usciski dla Ciebie i Cezarego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Ataner! Wszyscy coraz niecierpliwiej czekają na wiosnę. Brak nam słońca, ruchu, urozmaicenia życia. Zaśniedzieliśmy już w domowych pieleszach i radzibyśmy odmłodnieć, odżyć, ruszyć przed siebie z gołą głową i w lekkich butach.
      To wszystko już niedługo! I woda i las i jeziora. I my radośni i uwolnieni od zimowego marazmu!
      Gorące pozdrowienia zasyłam!:-))

      Usuń
  7. Ale boski spokój ...
    Podziwiam Cię za to bieganie. Ja bym tylko poleżała na brzegu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były dni, gdy i ja po prostu tylko sobie leżałam. Jednak gdy energia w człowieku kipi chce się biegać i frunąć!:-))

      Usuń
    2. A mnie nigdy nie kipi energia ... łaaaaaaaaaa ....:(!

      Usuń
    3. Mnie rankami kipi czasem, bom skowronek. Wieczorami zamieniam się w mumię egipską!:-))

      Usuń
  8. Mnie nawet głód nie wygoniłby. Fajnie byłoby zanurzyć stopy w ciepłym piasku i posiedzieć w ciszy, wdychając zapach wodorostów.
    Gdzie to ciepełko gdzie ? Sypie śnieg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciepełko przyjdzie, gdy uzna iż pora nadeszła. Ono tę porę juz zna, tylko my robaczki nieświadome niczego nie wiemy...
      czasem jednak czekanie jest lepsze niż spełnianie, nieprawdaż?:-))

      Usuń
    2. Niewiarygodne są kolory nieba, plaży, oceanu na Twoich zdjeciach. Dobrze jest kontemplować przyrodę w samotności i zobaczyć , co ocean ma nam do powiedzenia..

      Usuń
    3. Samotność bywa naprawdę cudownym stanem ducha. Nikt nam wówczas niczego nie narzuca. Robimy tylko to, co sami chcemy. I wtedy niebo, ocean, las, rzeka przemawia do nas wyraźniej...
      Ściskam!

      Usuń
  9. Oleńko przedłużająca zima nastraja nas pesymistycznie a Ty tak pięknie dajesz nam nacieszyć się ciepłem i pięknem. Pozdrawiam cieplutko, napisze. buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem kolorowe wspomnienia bardzo się przydają w takich chwilach czekania na słońce i zieleń. Wywołuja też jednak tęsknotę...
      Pozdrawiam serdecznie!:-))

      Usuń
  10. Czuje powiew ciepłego wiatru.... chociaż za oknem zima w pełni, brrr.
    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak cudne są wspomnienia. Dodają odrobinę ciepła mroźnej rzeczywistości!
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  11. Przez moment nie wiedziałam ,czy to jest prawda czy opowieść.
    Raczej wyglądało na opowieść chociaż ładną :-)))
    Piękne zdjęcia ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj! Oj, prawda, prawda, ale coraz bardziej już odległa. A piękne zdjęcia ku odświeżeniu kolorowych wspomnień!
      Serdeczności o poranku zasyłam!:-))

      Usuń
  12. Lubiłabym poranki, gdyby były trochę później ;)
    Ale zmierzchy nad morzami czy oceanami też, na szczęście,
    są piękne.

    Dzięki Twojej cudnej opowieści poczułam się,
    jakbym tam była :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nad morzami i oceanami zawsze jest przepieknie - nawet w czasie ulewy i sztormu. Ach, ilez doznań przynosił mi zawsze kontakt z oceanem i jego niesamowita przestrzenią!
      Jak tak wspominam to wszystko, to az mi sie ckni, a to juz teraz jak jakiś sen cudny, odległy i nierealny...:-)

      Usuń
  13. Cóż za feria kolorów i barw? Piękne musza tam być pornki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! A czuć to szczególnie, gdy u nas zimnica zimowa i strach z domu wyjśc a trzeba!:-)

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy blog blogi Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przepis przetwory przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słowa smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wrażliwość wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia