wtorek, 5 marca 2013

Ponad wodami - cz.2



   
    Nie umiała już dłużej usiedzieć w pracy, bo wytęsknione przez całą zimę promienie słońca właśnie teraz centralnie świeciły w jej okno i zapraszały na spacer. Spoglądała z zazdrością na ludzi, wolnych od tortury wysiadywania w biurze do szesnastej, spieszących gdzieś przed siebie i mijających obojętnie jej okno. Niektóre kobiety porozpinały płaszcze, pościągały czapki i chłonęły całymi sobą to upragnione słońce. Niczym była błotnista chlapa na chodnikach. Niczym psie kupki, w które zapatrzone przed siebie istoty płci żeńskiej i męskiej wdeptywały raz po raz. Czas się przeistaczał i ogarniał swą zaczarowaną falą każdego przechodnia, zapraszając do tanecznego spaceru ulicami miasteczka albo wiodąc go gdzieś dalej, do parku, do lasu, na bezkresne pola albo nad rzekę...
   Ogarniał i zapraszał do wyjścia na powietrze także i Krystynę, ale musiała trwać jak wmurowana jeszcze parę godzin w pracy i czekać na petentów, których tego dnia prawie wcale nie było. Nerwowo przejrzała wszystkie papiery leżące na biurku. Czy na pewno sprawdziła wszystko? Czy kierowniczka nie będzie się czepiać?  Nie, wszystko było w porządku, a więc westchnęła i wyjęła z szuflady biurka swój zeszyt z wierszami. Dawno już niczego nie napisała. To przedwiośnie jednak obudziło w niej jakieś nowe strumienie myśli i nadzieje. Dotąd bała się zerkać do środka, by nie natknąć się na ten wiersz. Wiersz od Niego…A może właśnie powinna go teraz przeczytać i przekonać się, że ból nareszcie minął, że nie czuje już tego upokorzenia, tej beznadziei samotności?

   A jeszcze rok temu było tak pięknie…On przeczytał jej poezje w Internecie i zauroczony nimi słał do niej dzień w dzień cudownie romantyczne listy. Ona na początku traktowała to bardzo lekko. Śmiała się, że ma tajemniczego adoratora z boskiego panteonu, gdyż on posługiwał się niezwykłym nickiem „Helios”. Tak zawsze podpisywał swoje przepiękne listy. A ona, choć chłonęła je całą sobą, to nie przyznawała się sobie ani przed koleżankami, którym czasem jego listy czytała do tego, że robią na niej naprawdę duże wrażenie. Tak długo była już sama, że chyba przywykła do tej samotności i nie szukała nikogo, nie ufając w prawdziwą miłość, ani w szczerość męskich słów. Jednak Helios nie chciał od niej niczego, prócz tego, by mógł czytać jej wiersze i pisać o swoich uczuciach do niej. Mieszkał na drugim końcu Polski a więc ewentualne spotkanie nie byłoby tak proste w ich przypadku. I tak było dobrze. On tam. Ona tu. Para wirtualnych kochanków. Współcześni Abelard i Heloiza…
   Po kilku miesiącach takiej korespondencji zapragnęli usłyszeć swój głos. Przejść na nieco wyższy etap znajomości. I znowu zaiskrzyło! Głos Heliosa brzmiał ciepło, miękko, głęboko i magicznie. O jej głosie mówił, że brzmi jak czarodziejski dźwięk harfy, że tak pewnie mówią wróżki i elfy. Jakież to było dziecinne, naiwne i w gruncie rzeczy śmieszne, lecz ją, niestety, ujęło. I szła w ten czar coraz głębiej i głębiej, wierząc, iż to właśnie im zdarzył się ten cud idealnej miłości, to odnalezienie drugiej połówki jabłka. Zaczęli snuć wspólne plany na przyszłość. Wyobrażać sobie siebie razem w jakimś odległym, przypadkowo na mapie wybranym miejscu, które byłoby ich ukochanym, zbudowanym ich uczuciami domem…A nie wiedzieli nawet jak wyglądają i jak nazywają się naprawdę. Jakoś wówczas nie była im do szczęścia ta wiedza potrzebna. Grunt, że dusze się spotkały, rozpoznały i związały ze sobą mocą wielkiego uczucia.
   Jednak i to się wreszcie zmieniło, gdyż każda żyjąca dusza ma przecież i ciało a to ciało miało własne pragnienia i wyobrażenia. W związku z tym wyznaczyli sobie termin i miejsce pierwszego spotkania. Miało to nastąpić w pierwszych dniach października, gdzieś w połowie drogi między ich miasteczkami. Miała czekać na niego o umówionej porze w pewnej nastrojowej kawiarni w śródmieściu. Ubrała się pięknie. Nowy, błękitny płaszcz, szare czółenka na wysokich obcasach. Fryzura prosto od fryzjera. Jej kasztanowe, długie do ramion włosy były modnie wycieniowane i ułożone. Czuła się młoda i ładna, chociaż dawno już przecież przekroczyła trzydziestkę. Pilnie rozglądała się dookoła w poszukiwaniu mężczyzny swego życia. Miał przyjść do kawiarni z tomikiem jej wierszy pod pachą. Po czymś przecież musieli się rozpoznać. Oczy Krystyny lśniły radością spodziewanego spotkania a ręce nie umiały sobie znaleźć miejsca i bezustannie mięły róg obrusa na kawiarnianym stoliku. Minął kwadrans. Pół godziny. Zaczęła się niepokoić. Godzina. Spoglądała raz po raz na zegarek. Słała sms-y. Wydzwaniała. I nic. Głucha cisza.
    Po dwóch godzinach pełna strachu o niego poszła na dworzec, by znaleźć jak najszybsze połączenie do jego miasteczka. Musiała pojechać do niego i dowiedzieć się, dlaczego nie przyjechał na spotkanie, dlaczego się nie odzywał? Drżała o niego. Była pewna, że coś mu się stało. Coś bardzo złego. Pewnie jadąc od niej miał wypadek. Pewnie leży teraz w szpitalu i nie może jej zawiadomić, a może nawet…Nie, o takiej strasznej ewentualności nie chciała nawet myśleć. Oszalałym z niepokoju wzrokiem przebiegała po małych literkach rozkładu jazdy. Och, dopiero jutro rano! Trudno! Wysiedzi tu jakoś całą noc na dworcu a rano pojedzie pierwszym pociągiem by być blisko niego.
   Kilka godzin potem, gdzieś tak około dziewiątej wieczorem Helios nagle zadzwonił i od razu powiedział, że to koniec między nimi. Tak ni z gruszki ni z pietruszki! Bo, jak mówił, nagle zrozumiał, iż ona nie jest jednak tą jego wyczekaną kobietą z marzeń. Prosił, by się na niego nie gniewała, by zrozumiała i doceniła jego szczerość i otwartość. Dodał jeszcze by nie pisała już więcej do niego, nie próbowała go szukać, by nie psuła miłych wspomnień z czasów ich korespondencyjnej miłości. Głos miał ten sam, co kiedyś ciepły, głęboki, magiczny…Ale treść przekazywanych słów przeczyła zupełnie temu pozytywnemu wrażeniu. Na jej pełne niedowierzania, wypowiedziane pełnym nabrzmiałego łkania szeptem pytanie  -dlaczego - żachnął się tylko i powiedział twardo i zdecydowanie, że nie ma sensu tego przedłużać, dziękuje jej za to, co było i żegna ją na zawsze…
Skończył rozmowę. I koniec. Głucha cisza w telefonie. Głucha cisza w niej. Tylko niepokorne łzy kapały po policzkach na błękitny, nowy płaszczyk…
Czy próbowała skontaktować się z Heliosem mimo wszystko? Tak, próbowała! Nie bacząc na poniżenie, na lęk przed ponownym odrzuceniem, na upokorzenie. Chciała po prostu by wytłumaczył jej, dlaczego tak postąpił? Ale nie odbierał telefonu. Nie odpisywał na listy. Zamilkł. Zniknął. Przepadł.
Zostały jej jego wiersze, ogromna, codzienna korespondencja, mnóstwo wspomnień.
Nie umiała się z tym wszystkim uporać. Dojść do siebie. Zrozumieć coś, czego nie dało się zrozumieć.
   Po kilku tygodniach nieustającego bólu i żalu przyszedł wstyd i gniew na samą siebie, że jak idiotka uwierzyła nieznanemu mężczyźnie posługującemu się jakże pretensjonalnym, infantylnym nickiem Helios. Wykasowała wtedy jego listy i wiersze ze swej poczty mailowej. Został jej tylko jeden jego wiersz, przepisany kiedyś do zeszytu z jej własną poezją. Wiersz o cudownej, idealnej miłości:

...A oni objęci, a im nic nie grozi
Płyną zapatrzeni na magicznej łodzi
Nie ma nic dokoła. Świat ich nie dotyka
On ją wtula w siebie. Ona nim oddycha...”

    Krystyna westchnęła…Pierwszy raz zdołała przeczytać ten wiersz bez bólu. Ot, poczuła tylko chłodny dotyk dalekiego wspomnienia, lekki żal i to wszystko…Zamknęła zeszyt i popatrzyła znów za okno. Uśmiechnęła się do samej siebie i do tych widoków, rozpościerających się przed jej oczami. Nastroje były coraz bardziej wiosenne. Kolorowo ubrani chłopcy i dziewczęta chodzili ściśle objęci i sobą tylko zauroczeni.  W dal odpłynęły wszystkie chmury i błękit nieba stał się wręcz pocztówkowy. Nieopodal kwiaciarki sprzedawały już pierwsze żonkile, tulipany a także młode gałązki brzozy, obsypane jasnozielonymi listeczkami. Pachniało ciepłym, nowym życiem tętniącym powietrzem. I płynęła skądś jakaś dziwna tęsknota…Coś nieokreślonego nieustępliwie przyzywało Krystynę, by wreszcie wyszła z dusznego biura i pobiegła za miasto. Nie mogła, po prostu nie mogła już dłużej opierać się temu pełnemu mocy głosowi.!   

                         Spojrzała na zegarek. Jeszcze pół godziny. Nie, nie wytrzyma dłużej tego czekania! Pójdzie do szefowej i powie, że musi koniecznie wyjść dzisiaj wcześniej a jutro to odrobi. Wymyśliła coś tam pilnego do załatwienia na mieście a szefowa, sama dzisiaj dziwnie roztargniona, nawet nie dopytywała o tak nagłe przyczyny tego przedwczesnego wyjścia z pracy.

   Och, powietrze! Powitało ją natychmiast cudownie rzeźkie, choć jeszcze chłodne, marcowe powietrze! Wybiegła z kamienicy wprost na rozsłoneczniony trotuar. Gołębie, wróble i sroki całymi chmarami obsiadły plac i wyjadały okruchy bułek, którymi raczyli je przechodnie. Krystyna, ciesząc się, że ma na sobie wygodne, skórzane, nieprzemakalne botki pół szła, pół biegła na skróty przez ryneczek, wpadając po drodze w kałuże i błoto. Nic To! Byleby szybciej za miasto. Do lasku! Tam, gdzie płynie ukochana rzeka jej dzieciństwa. Magiczne miejsce odrodzenia sił życiowych. Świat dziecięcych zabaw i marzeń. Dawno tam nie była. Kiedyś lubiła przesiadywać na wysokim brzegu rzeki, odpływać w zamyślenie, w bezkres nowych możliwości i pragnień. Potem zagarnęła ją fala goryczy i rzeka przestała przyzywać ją swym czarem nadziei. Ale dzisiaj wyraźnie usłyszała jej głos, poczuła jej zapach. Przeszła przez most i wąską, błotnistą ścieżynką między wierzbami doszła na sam brzeg. Rzeka szumiała jak radosna wichura. Błyszczała w popołudniowych promieniach słońca milionem serdecznych, niewinnych wspomnień. W tych brylancikach wody, w tych płynących po kamieniach strumykach była sama kwintesencja życia. A Krystyna zerwała gałązkę wierzby i zapatrzyła się w dal, wzdychając z ulgą i uśmiechając się do swych myśli. A potem zanuciła cicho tę popularną piosenkę żołnierską, tę samą, którą kiedyś śpiewały z dziewczynkami, budując tamy na rzece: „Szumi dokoła las, czy to jawa, czy sen. Co ci przypomina, co ci przypomina widok znajomy ten?”  

       A śpiewając tak sobie cichutko dostrzegła po drugiej stronie rzeki jakiegoś mężczyznę w kożuszku i granatowej czapce, który spoglądał gdzieś w dal a w jego oczach widoczny był głęboki smutek i rozczarowanie. Wówczas, sama nie wiedząc, czemu to robi, zaśpiewała trochę głośniej, chcąc wyrwać go z tego przykrego zamyślenia. Wtedy dostrzegł ją ponad wodami. Zobaczył jak wiatr bawi się jej kasztanowymi włosami i zatonął w zieloności jej spojrzenia…

    W tym momencie mogłaby się rozpocząć zupełnie nowa opowieść. Opowieść o Oldze i Cezarym albo o dwojgu innych ludziach, którzy znaleźli swoje przeznaczenie. Jak potoczyła się dalej ich historia? Och, to zbyt wiele zdarzeń, zbyt wiele faktów, myśli i słów bym mogła to zawrzeć w blogowej konwencji. Niech każdy sobie dopowie ciąg dalszy. Niech każdy wsłucha się w szmer pulsującej nadzieją wody, w głos odrodzonej na wiosnę rzeki. Tam jest wszystko…


20 komentarzy:

  1. Ale jaka piękna książka o prawdziwym życiu by powstała.
    Może warto... nawet w blogowej konwencji.
    Pozdrawiam wiosennie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W świecie wirtualnym są i muszą być jakieś granice otwartości. Jesli nie ma tych granic, to pojawiają się znikąd jacys Heliosi i inne trolle a z tego potem tylko ból i żal zostaje, jak w przypadku Krystyny. Ale może kiedyś opiszę to w innej, niz blogowa formie, bo historia Krystyny i Jana jest ciekawsza niz niejeden romantyczny film.
      Serdeczności Dorotko!

      Usuń
  2. Magia rzeki, spieszacej swoim nurtem naprzod i naprzod, jak czas, przyciagnela dwoje spragnionych milosci i siebie romantykow. Jak miliony innych w przeszlosci i zastepy przyszlych kochankow.
    Ach, zrobilo sie tak nastrojowo wiosennie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiosna tak działa! Porywa do czynu i do nowych porywów serca. I tak od zawsze było i będzie.
      My dzisiaj z Cezarym w związku z tym cudownym ociepleniem przez cały dzień czyściliśmy nasze dwa kurniki. Setki kilogramów kurzego obornika z sianem wywieźliśmy. Niech kurki tez mają ładnie na wiosnę i niech jajeczek wiecej znoszą!:-))

      Usuń
    2. A takie kurze guano nadaje sie jako nawoz?

      Usuń
    3. Oczywiście! Już nawieźlismy dzisiaj obficie nasze grządki!:-)

      Usuń
  3. Jakoś tak przeczuwam, że ta historia ma coś wspólnego z Cezarym i Olgą... Cięzko jest zaufać znowu po takim zranieniu, jeśli Krystyna z opowieści zdołała to uczynić, to gratulacje należą się jej oraz tajemniczemu mężczyźnie stojącemu przy rzece.
    Pięknie napisane. Warto jak nurt w rzece. Gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki w sercu tli sie choć wątły płomyk nadziei, to zawsze jest szansa na odrodzenie, na zaufanie, na nową jakość życia.
      Każdy przechodzi swoje załamania i głebokie smutki, ale zycie toczy sie dalej i trzeba zyć, bo kolejna wiosna mówi nam, że tylko to ma sens!
      Cieszę się, że spodobała Ci sie Aniu moja opowieść.
      Serdeczne mysli zasyłam!:-))

      Usuń
  4. ...piękny tekst, aż się prosi o jeszcze...
    Masz dar pisania opowiadań, nie marnuj go, bo byłby to grzech!
    Serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po prostu lubię pisać i różnie mi to czasami wychodzi. Raz lepiej raz gorzej.Nie wszystko, co napiszę, nadaje sie do pokazania na blogu...Bardzo mi miło, że podobają Ci się moje teksty Meg!
      Ciepłe myśli zasyłam!

      Usuń
  5. Dobrze jest jeżeli historia ma jednak zakończenie, sobie tylko właściwe.
    W życiu za dużo jest łamigłówek.
    Trzeba przyznać,że masz rzadki dar opowiadania.
    Pozdrawiam Olgo.

    Mam nadzieje,że u Was coraz cieplej i coraz ładniej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Zofijanko, coraz cieplej, ale wciąż duzo śniegu, wody i błota. Nocą to zamarza i tworzy się ślizgawka!
      Pozdrowienia!:-))

      Usuń
  6. Oleńko dzisiaj na chwilkę, mam zaległości.Wieczorem nadrobię, stęskniłam się za Twoim pisaniem i nie tylko. Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alinko! Wpadaj, kiedy masz czas i ochotę.Wisna bardziej nas na dwór wygania niż przed komputerem więzi. Korzystajmy z ciepła, póki jest, bo podobno od przyszłego tygodnia wraca zima!!!
      Uściski ciepłe!:-))

      Usuń
  7. A moja rzeką była bramka. Zwykła zielona bramka. Po drugiej stronie bramki Jaskół stał tam, a ja od razu wiedziałam, że....:)))) Jak to dobrze, że zakończyło się szczęśliwie:)Wiosna coraz bliżej, czas na radość:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Jaskółko, bo rzeka to przeciez tylko symbol. Za bramką, za płotem, za oceanem może być właśnie ten Ktoś!:-))
      Niech ta wiosna tylko nie da się przegnać na długo powrotowi zimy, która ponoc w przyszłym tygodniu znowu na jakis czas przejmie władanie!
      Serdeczności zasyłam przedwiosenne!:-))

      Usuń
  8. niedobra Olga....tak przerywać w pół słowa....echhh..:)

    Ja z doświadczenia mówię, że najpiekniejsza miłość przychodzi wtedy jak jej się nie szuka.

    Pozdrawiam i dużo cieplych dni życze, niech juz wiosna na dobre zagości:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem trzeba przerwać w pół słowa, żeby wyobraźnia nie zgnuśniała do reszty!:-))
      A miłość, to śliczne lecz kapryśne dziecię - przychodzi ni z tego, ni z owego, droczy sie z nami a potem zachwyca!
      I Tobie i Sznupeczkowi samych cudowności zyczymy z Cezarym!:-))

      Usuń
    2. Ja teraz ze Sznupkiem mamy ciche dni - takie tam porządki wiosenne w naszym związku...:-D WIĘC WYBACZ, ale życzeń teraz nie przekaże:)

      Usuń
    3. Wiosna jak burza w związkach i uczuciach miesza. Ale czasem musi być źle by potem było dobrze. Po zimie nadchodzi wszak zawsze upragniona wiosna!
      Ściskam Cię Sznupciu miła i udanych, ale niezbyt męczących porządków Ci zyczę!:-)))

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy blog Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przepis przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia