wtorek, 26 marca 2013

Okiem pajęczycy, cz.4 - "Na wsi"



   
   Mknęłam przed siebie w zawrotnym tempie unoszona w warkotliwym, ogromnym pojeździe swego nowego przyjaciela – pana ze wsi. Z radością wysunęłam się z jego teczki i wlazłam na okno, by z ciekawością obserwować widoki. Kiedy tylko opuściliśmy rozdźwięczane klaksonami, warkotami i zgrzytami miasto wyjechaliśmy na prostą, porośniętą z obu stron wielkimi drzewami jasną drogę. Rozglądałam się z przyjemnością dookoła, słuchając razem z kierowcą miłej muzyczki nadawanej właśnie z migotliwego radyjka samochodowego. Mężczyzna odprężony i zadowolony podśpiewywał sobie coś pogodnie pod nosem. Ja, jako że śpiewać nie umiem słuchałam tylko jego nucenia, ciesząc się wspólną, radosną podróżą.

   Po mniej więcej pół godzinie krajobraz się zmienił i zaczęliśmy zawiłymi serpentynami wjeżdżać w teren górzysty. Zaparło mi dech ze zdumienia! Nie wiedziałam, że świat jest tak wielki i urozmaicony! Spoglądałam w dół i widziane tam przepaści przyprawiały mnie o ścisk żołądka. Gwałtownie zachciało mi się pić i żałowałam, że w pojeździe nie ma ani kropli wody. Postanowiłam przespać to pragnienie i zwinęłam się w kłębek na tylnym siedzeniu, wciskając się tam w maleńką dziurkę.
   I tak pół śpiąc, pół czuwając słuchałam rozmowy telefonicznej mego kierowcy, którą prowadził wspinając się swoim autkiem coraz wyżej i wyżej.

- Słuchaj,wszystko załatwiłem i wracam już do domu. Co mam kupić? – zapytał, obserwując z zachwytem bociana kołującego nad polami.
- Tak, tak owies to wiem. A co dla nas? Chleb? Dobrze, kupię!
- A Ty wiesz Zosiu, że już bociany przyleciały? No to chyba nareszcie wiosna przyszła i zagości u nas na dobre! – zaśmiał się a potem cmoknął w słuchawkę i skończywszy rozmowę znowu zaczął sobie coś nucić.

   Obudziło mnie na dobre gwałtowne zatrzymanie się samochodu pod jakimś szarym budynkiem w miasteczku, gdzie podążył zaraz mój kierowca, aby wyjść stamtąd po chwili z wielkim worem, taszczonym z wysiłkiem na plecach. Władował ów wór z tyłu pojazdu i zamierzał znowu ruszyć w dal, gdy wtem ktoś go zawołał. Na ławce, z boku sklepu siedziało dwóch podejrzanie wyglądających mężczyzn. Obaj mieli brudne, pochlapane farbą ubrania oraz dziwnie szkliste spojrzenia.

- Panie, a podejdź pan ino do nas! – wychrypiał wyższy z nich, cechujący się ponadto wyjątkowo długim, czerwonym nosem osobnik. A drugi, niski i gruby zarechotał rubasznie i dał tęgiego kuksańca tamtemu.

   Ciekawa rozwoju wydarzeń, szybko wskoczyłam za kołnierz memu przyjacielowi i już po chwili podróżowałam wygodnie w kierunku ławki.  On szedł z wyraźnym ociąganiem i nie dziwiłam mu się wcale, gdyż tamci nie wzbudzali zaufania ani na jotę.

- A co to już pan znajomych nie poznaje?! – zawołał ten wysoki i chwiejąc się na nogach wstał, by podać na powitanie dłoń nadchodzącemu mężczyźnie.
- A rzeczywiście nie poznałem – tłumaczył się wyraźnie niechętny temu spotkaniu człowiek  – Śpieszę się do domu i dlatego nie zwróciłem na panów uwagi.
- A z wylewek w domu zadowolony? – zabełkotał grubas, śliniąc się przy tym obrzydliwie.
- Bardzośmy się przecież starali dobrze robotę zrobić! A litra pan na koniec nie postawił! A wiecha przecież musi być! – beknął wyższy z wyrzutem i znowu siadł na ławce.

   Spojrzałam na minę mego przyjaciela. Widać było, że mnóstwo uczuć w nim walczy i bardzo chciałby powiedzieć coś ostro, ale z wrodzonego poczucia taktu milczał. Pogłaskałabym go za uchem, ale by się pewnie jeszcze bardziej zdenerwował. Ludzie czasami dziwnie reagują na mój dotyk!

- Dwa tygodnie spędziliśmy u państwa, to by się i popitka jakaś należała! A w ogóle, to my tam do pana dzisiaj przyjedziemy i się razem napijemy. Dobrze będzie? – nalegał znowu grubas i znowu dał kuksańca tamtemu.

- Panie Waldku, w domu to żona by była niezadowolona. Najlepiej jak teraz coś panom postawię. Tylko nie wiem, czy w tym sklepie mają – wykrztusił w końcu nagabywany mężczyzna i widać było, że robi wszystko by tylko odczepić się od tych typków.

   Aż mi się go zrobiło żal. Przecież jeszcze parę minut temu był taki wesoły i beztroski. A teraz biedak oddychał ciężko i pewnie żałował, że tu w ogóle po ten worek zajeżdżał. Kłapnęłam gniewnie szczękami.  Chętnie dziabnęłabym tamtych dwóch, to by pożałowali, że przyzwoitego człowieka tak męczą!

- To co kupić? – zapytał jeszcze na odchodnym
- Jak to co? Czystą! – jak jeden mąż zawołali tamci radośnie i znowu beztrosko beknęli.

  Mężczyzna wstąpił do sklepu spożywczego. Nabył upragnioną butelczynę i podał tym dwóm, żegnając się z nimi serdecznie.
- Ale, ale! – ryknął grubas – Musi się pan z nami chociaż po kusztyczku napić! No chyba, że gardzi pan naszym towarzystwem!
- No dobra, wypiję jednego i jadę, bo się tam żona o mnie martwi! – jęknął mój przyjaciel i bez najmniejszego entuzjazmu opróżnił przechodni kieliszek. Potem pośpiesznie opuścił pijaków a ja oddychałam głęboko, chcąc nabrać w płuca świeżego powietrza po tym straszliwym odorze, jaki roztaczali wokół siebie tamci dwaj z ławki.


   Po kilkunastu minutach podjechaliśmy pod bramę jakiegoś białego domku. Wybiegła stamtąd jasnowłosa, mała kobietka i wielki, biały, owłosiony stwór, który piszczał i skakał z radości na widok czekającego na wjazd samochodu. Kobieta szybko otworzyła bramę i znaleźliśmy się na podwórzu. Potem przytuliła się do mężczyzny i chciała dać mu buziaka, gdy wtem odsunęła się od niego gwałtownie, pytając z rozdrażnieniem:
- A co to? Śmierdzisz alkoholem!
- Zaraz Ci wszystko opowiem Zosiu! Nie denerwuj się! Wyobraź sobie, że ten Waldek i jego koleżka, ci sami, co jesienią robili nam betonowe wylewki i tak je spartaczyli zaczepili mnie teraz w miasteczku. Nie mogłem się od nich odczepić i zmusili mnie, bym wypił kieliszek! – mówił zirytowany mężczyzna i przepraszająco tulił do siebie kobietę.

   W tym czasie ja patrzyłam z lękiem na podskakujące do rąk mego kierowcy podejrzane stworzenie i czekałam na chwilę, bym wreszcie mogła być bezpiecznie przeniesiona w teczce do jakiegoś zacisznego pomieszczenia. Ale na razie mężczyźnie nie śpieszyło się zanadto, by wchodzić do domu. Poszedł z przytuloną do niego kobietą na obchód ogrodu. Coś tam do siebie szeptali, nie bardzo wiem, o czym. Potem razem wytaszczyli wór z samochodu. Teczkę natomiast położono na drewnianej skrzyni z okrągłym otworem, do którego zaraz wbiegł owłosiony, biały zwierz i wyniósł sobie stamtąd śmierdzącą kość. W czasie, gdy ta paskuda zajęła się radosnym obgryzaniem swego smakołyku ja wyszłam z teczki i zajęłam się obserwacją obejścia.

   Spodobało mi się, że było tu zielono. Dokoła unosiło się tyle zapachów, że nie byłam w stanie rozróżnić, co to?! Słońce świeciło jednak trochę za mocno, jak dla mnie. Łaknęłam cienia i bezpiecznego zacisza. Rozglądałam się wokół, chcąc znaleźć coś dogodnego dla siebie. Całe podwórze porastała delikatna, świeża trawka. Gdzieniegdzie leżały na niej podejrzanie wyglądające, gliniaste grudki, nad którymi unosiły się roje muszek. Na ten widok westchnęłam z zachwytem, ale i z przerażeniem! Jak widać jedzenia mi tu nie zabraknie, lecz będę miała łapki, a raczej szczęki pełne roboty! Mnóstwo tu też było świergotliwych, szybkich jak błyskawice, żółto-szarych ptaszków, które mogą być dla mnie w przyszłości dużym problemem. Ale nie będę się ich bać na zapas! Poza tym mnie się nigdzie nie spieszyło. Mogłam schować się sprytnie w ziemi czy pod kamyczkiem i poczekać cierpliwie na swój posiłek.

   Na ławce nieopodal wylegiwała się para rudych zwierząt, które znane mi były z ruchomych obrazków, oglądanych czasami przez Luizę. Były to koty, na które Luiza miała alergię, ale o których posiadaniu zawsze marzyła. Hm, niedobrze! Koty, z tego, co wiem, to świetni łowcy. Będę musiała na nie szczególnie uważać!

   Byłam ciekawa, co jeszcze tu znajdę, więc ostrożnie, by nie zwracać na siebie uwagi białego, sierściuchowatego stwora zeszłam z budy i podążyłam w stronę otwartych drzwi dziwnego przybytku, z którego dochodziły nieznane mi hałasy i wonie. Już na progu przeraziłam się strasznie! Wewnątrz było pełno kolorowych, pierzastych stworzeń, wydzierających się na całe gardło i biegających po całym pomieszczeniu beż żadnego ładu i składu. Właśnie jeden z nich, ten największy, z jaskrawym grzebieniem na głowie łypnął na mnie czerwonym okiem i skoczył w moją stronę, by pożreć mnie na obiad! O nie, mój grzebieniasty panie! Nie uda Ci się to tak łatwo! Schowałam się błyskawicznie między deskami w podłodze i tam przeczekałam spokojnie parę chwil, póki drapieżca nie zapomniał o mnie.

  Korzystając z tego, że wszystkie pierzaste pobiegły do ogrodu, gdzie kobieta sypała im ziarno na ziemię, przeszłam ostrożnie, bokiem w stronę korytka z wodą. Koniecznie musiałam się napić, bo całkiem zaschło mi już w pyszczku. Z rozkoszą nabrałam parę łyków i poszłam do sąsiedniego pomieszczenia, wysłanego mięciutkim sianem i pachnącego prawie tak, jak mężczyzna, z którym tu przybyłam. Wspięłam się po ścianie, aby dotrzeć do pułapu, gdzie tkwiły belki, dające dużo kuszącego cienia i okazji do odpoczynku. Niestety, wspaniałe miejsce było już zajęte! Inna, sprytna pajęczyca gospodarzyła się tam wraz ze swymi dziećmi. Wszędzie rozpięte były jej stare, przykurzone sieci, w których tkwiły ćmy, motyle, muchy i osy. Wprost cudownie zaopatrzona spiżarnia! Nie dla mnie, niestety, gdyż na mój widok tutejsza, ogromna pajęczyca zasyczała ostrzegawczo i łypnęła straszliwym okiem, groźnie ruszając potężnymi szczękami.

  Zmuszona byłam uciekać także i stamtąd. Trochę już byłam zmęczona tą nieustanną bieganiną, więc z ulgą powitałam wejście gospodyni, która wprowadziła do środka dwa łaciate, meczące stworzenia. Podczas gdy ona wsypywała im ziarna do żłobu, ja wślizgnęłam się do kieszonki jej fartuszka w kropki i spokojnie czekałam na następną przeprowadzkę.

  Kobieta wyszła na zewnątrz, otarła spocone czoło i powiedziała do siedzącego na ławce, po drzewem mężczyzny:
- Ładny owies kupiłeś. Dorodny! Kozy i kury będą mieć z niego pociechę – usiadła przy nim i opierając czoło o jego ramię dodała - Piękną pogodę mamy dzisiaj, prawda? Aż za gorąco, chociaż to dopiero początek wiosny. Napijesz się wody Grzesiu?
- No pewnie, że się napiję Zosieńko! Muszę koniecznie przepłukać gardło. Zmyć z siebie ohydny smak wódki i miejski kurz a przede wszystkim zapomnieć o całym tym zwariowanym świecie! – odrzekł mężczyzna, uśmiechając się do żony i zaciągając się z lubością zapachem kurnika, koziarni, łąki i ogrodu.
- Ale zjadłbym też coś, bo mi już kiszki marsza grają! – dodał przeciągając się z rozkoszą.
- A chleb kupiłeś? – przypomniało się Zosi.
- A niech to kaczka kopnie! Zapomniałem zajść po niego w gieesie  -  wyznał ze wstydem –   Ale to wszystko przez tego Waldka! Głowę mi nazawracał i takie tego efekty!
- Łaskawie wybaczam – uśmiechnęła się ona - Bez chleba się jakoś do jutra obejdziemy a na dzisiaj ugotowałam pierogów z kaszą gryczaną. Zaraz przyniosę, to zjemy na dworze!

   Zosia cmoknęła męża w policzek i poszła do domu a ja, gdy tylko miałam okazję wyszłam z jej kieszonki i wspięłam się na kuchenną szafkę. Rozejrzałam się uważnie i z radością spostrzegłam kilka apetycznych much, maszerujących beztrosko po suficie. Pod lampą wisiał lep na muchy, ale te sprytne owady omijały go skrzętnie.

 - UfF! Czeka mnie tu mnóstwo roboty! Najwyższa pora bym pomogła gospodarzom tego domu uporać się z muszą plagą! Widzę, że będę musiała zostać tu na dłużej! – westchnęłam z zadowoleniem, po czym schowałam się za szafką, z radością odkrywszy, że jest tu spokojnie, chłodno i ciemno. Tam zapadłam w długą, błogą drzemkę i śniły mi się bezkresne pola pełne kwiatów, pszczół i motyli. A ja tam byłam królową…

27 komentarzy:

  1. Olgo ,jestem obecna , nie zapomniałam o Tobie , lecz nie jestem w stanie póki co poczytać , przy herbatce , spokojnie , ostatnich Twych opowiadań , może tego nie widać ale jestem zalatana ,ale myślę że przyjdzie wkrótce ta chwila że usiądę w spokoju na godzinkę i poczytam o losach Jadwigi , czy okiem pajęczycy w spokoju .
    Co do pająków , u mnie nawet pająki są nie do ruszania , jak co do do słoika i do ogrodu zostaną wypuszczone , no cóż strachliwa nie jestem :)
    Miłego dnia życzę , oczywiście dla Cezarego również :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę sie bardzo Ilonko, że zdołałaś wpaśc do mnie chociaz na momencik. I fajnie, ze nie jestes strachliwa i dajesz pająkom pozyc. Ja dokładnie tak samo - każde życie jest bezcenne i każda chwila też!
      Trzymaj się ciepło, uważaj na siebie i nabieraj wiatru w żagle odwazna dziewczyno!
      Uściski zasyłamy serdeczne!:-))

      Usuń
  2. Nie przepadam za pająkami, ale szanuję je... Są pożyteczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, są pożyteczne, sprytne i jak widać, bardzo ciekawskie!:-)

      Usuń
  3. Witaj Olgo :)
    Czytuję Twojego bloga od jakiegoś czasu, ale dopiero dzisiaj piszę u Ciebie pierwszy komentarz :)

    Bardzo się mi podobają Twoje opowiadania. Czekam , co wymyślisz dla miastowej pajęczycy, która zdecydowała się na wyprowadzkę na wieś.
    Sama nie lubię tych stworzeń, ale w domu ich raczej nie zabijam, tylko eksmituję, gdy jest ciepło to na balkon, a zimą - na korytarz, bo mieszkam, niestety w bloku.
    Zresztą te moje to głównie kosarze. Chociaż, nie ukrywam,że kilka z nich znalazło ostateczną przystań w odkurzaczowym worku.

    Mam nadzieję, że Twoja dzielna pajączka nie padnie czyjąkolwiek ofiarą.
    Miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj u mnie serdecznie Lidko!
      Cieszę się, że wpadasz do mnie i czytasz a dzisiaj dałaś mi o tym znać, komentujac moje opowiadanie. Wiem, że duzo osób mnie czyta, ale dziwnie mało sie odzywa. Czyżbym była taka straszna?:-)
      Fajnie, że szanujesz pajączki i starasz się ocalać im życie. U mie też nie wszystkie przeżywaja, bo w czasie sprzątania nie da się ich ominąć.Ale mają tu swoje tajemne, spokojne skrytki i ja tam nie ingeruję.
      Wszystkiego Ci Lidko życzę (oraz Twoim pajączkom, rzecz jasna!) oraz uśmiechu, ktory rozjasnia dzień!:-))

      Usuń
    2. Dziękuję, Olgo za miłe słowa :)

      Co do komentowania. Niee, straszna to nie jesteś, tak mi się wydaje :)) Mogę mówić tylko za siebie. Czytuję regularnie kilka, może kilkanaście blogów, a komentarzy nie piszę pod każdym.
      Ale widzę u siebie tendencję wzrostową. Czasem powodem jest to, że blogi mają swoich stałych komentatorów i tak trochę ciężko zdobyć się na napisanie czegoś. Bo nie wiadomo, jak sie zostanie przyjętym itp.
      Próbować jednak warto, sama powoli otwieram się na tego typu działalność :)

      Usuń
    3. No to mi ulzyło, ze przynajmniej w Twoich oczach Lidko nie jestem straszydłem!:-))
      A co do komentowania, to zgodzę się ,że przeważnie blogi mają swoich stałych komentatorów i czasem cięzko jest sie tam wcisnąc i zaskarbic sobie sympatię bloggerów. Tworzą się takie koła wzajemnej adoracji i niekiedy brak tam świeżej dostawy tlenu a co gorsza potrzeby przewietrzenia!:-))
      Jednak mimo powyższego, sama niekiedy próbuję zwiedzać nowe blogi i szukać w ten sposób nowych spojrzeń na życie, ciekawych spostrzeżeń, błysków humoru i talentu.Bo blogi to niezwykły, arcyciekawy świat, niemozliwy do ogarnięcia i zwiedzenia. Ale kusi ten świat, kusi!:-))

      Usuń
  4. Dobrze,że nie boję się pająków to i z przyjemnością czytam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze, Krysiu ze się nie boisz i czytasz!Poza tym w tej historii to wcale nie pajęczyca jest najważniejsza, a ludzie, których świat ogląda ona swoim spostrzegawczym okiem!:-))

      Usuń
  5. A ja się boję, ale czytam z zapartym tchem - bo teksty świetne- wyobrażając sobie pajęczycę tak : http://images12.fotosik.pl/102/34261d859fe7dd75gen.jpg

    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślę, że boisz się coraz mniej, droga Meg! W końcu nie taka pajęczyca straszna, jak ją malują a na przysłanej mi przez Ciebie fotce jest przecież całkiem słodka!:-))

      Usuń
    2. ...czytając i owszem, wyobrażając ją sobie taką jak na zdjęciu i owszem...ale gdybym ją spotkała, kto wie czy z uśmiechem bym na nią zareagowała...

      Usuń
    3. Jednak kropla drąży skałę i często nasze nawyki i fobie zmniejszają się troszkę pokonane przez pozytywne uczucia i miłe skojarzenia!:-)

      Usuń
    4. Niestety moje działania oswajania lęku są mizerne, oto usłyszałam komunikat, że człowiek w trakcie całego życia statystycznie zjada około 10 pająków podczas snu. "Przyczyną tego, że zjadamy pajączki i owady jest to, że bardzo często śpimy z otwarta buzią. Spacerujące po nas stworzenia, nieświadome zagrożenia wchodzą nam do ust, a my gdy poczujemy łaskotanie w ustach/gardle po prostu je przełykamy."

      Brrr i tyle :)

      Usuń
    5. Niektórzy powiedzieliby pewnie smacznego! (Chińczycy, Pigmeje itp.), ale ja powtórzę tylko za Tobą Meg - Brrrr!:-)

      Usuń
  6. No, swiat sie konczy! Taka ladna bajka, a nie spelnia pedagogicznej roli, jaka wszystkie bajki powinny spelniac. Facio jedzie sobie autem w gorzystym terenie, gdzie pajeczyca dostaje mdlosci na widok otaczajacych droge stromizn. Jedzie i beztrosko gada przez telefon komorkowy, jednoczesnie obserwujac bociana kolujacego nad polami, zamiast uwazac, zeby nie zwalic sie w przepasc. Po czym wali kielonka z menelami i wsiada za kierownice, zeby dalej jechac do domu.
    Tego sie po Tobie, Olenko, zupelnie nie spodziewalam! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię Cię zaskakiwać Panterko! I lubię, jak się uśmiechasz. A dzień bez uśmiechu jest jak szampan bez bąbelków!:-)))

      Usuń
  7. Twoje opowiadanie, Olu, jest świetną zaprawą do tego,
    aby czasami spojrzeć na świat z innej perspektywy.
    Pająka, kota czy psa, muchy, albo innego człowieka...

    Nie tak dawno położyłam się na brzuchu na podłodze,
    uniosłam głowę i zaczęłam obserwować otoczenie z tej pozycji -
    tak, jak widzą świat małe psy czy koty, czy raczkujące dzieci.
    Jak bardzo odległość głowy od ziemi zmienia postrzeganie...

    A co dopiero wejście na jakiś czas w czyjąś skórę...
    I nie przypadkiem się pewnie mówi, że "zanim kogoś osądzisz
    pochodź tydzień w jego butach"...

    Ot, tak mi się skojarzyło patrząc "okiem pajęczycy" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem koniecznie trzeba spojrzeć na sprawy z innej perspektywy by rozszerzyć sobie pole patrzenia.Nie jest to łatwe, ale możliwe.Nawet lustro nie pokazuje nam całej prawdy a co dopiero nasze oczy. Dobrze robi odpoczynek od samego siebie i wsłuchanie się w ciszę.
      A poza tym w każdym z nas mieszka taka uważna, nie bojąca sie mówić nawet bolesnej prawdy, pajęczyca. Warto ją niekiedy dopuścić do głosu...
      A tymczasem wietrzny wieczór nadszedł i uparcie szumi delikatne kołysanki mieszkającemu we mnie skowronkowi. Mówi mu w nich, że czas byłby już odpocząć, by o świcie znów mógł po swojemu spiewać!:-)))

      Usuń
  8. Mam uczulenie na pająki i fobie, ale nigdy nie zabiłam pająka. Biorę je na łopatkę i wyrzucam przez okno. Podobno pająki w domu są na szczęście, a zabicie pająka przynosi pecha:)U nas w różnych miejscach mieszkają pająki krzyżaki, ciekawe jakie one opowieść snułyby obserwując nas.
    Czekam na dalszą część:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Jaskółko,jak się zapewne domyślasz, nie występuję tu z pozycji obrońcy praw pająków lub wręcz ich maniaka. Owszem, szanuję te stworzenia, ale postać pajęczycy jest tu dla mnie pretekstem do pokazania spraw ludzi w nieco innym świetle. Zastanawiałam się, jakie zwierzątko byłoby do tego celu najlepsze i padło na pajęczyce, jako na istotę maleńką, tajemniczą, niezależną, wszędobylską.
      Ale jeśli przy okazji publikacji moich opowiastek ktoś nabierze szacunku czy wręcz sympatii do tych ogólnie nielubianych stworzeń, to cudownie!:-))

      Usuń
  9. Pajeczyca z Twojego opowiadania, to sprytna bestyjka i potrafi sie urzadzic. Gdybym byla na jej miejscu tez bym czmychnela na wies.
    Czekam na dalszy ciag relacji widzianym bystrymi oczami pajaczka, cos czuje, ze bedzie sie dzialo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet pająki mają swój rozumek i wiedzą, co jest dla nich dobre - w przeciwieństwie do ludzi, którzy nie zawsze maja pojęcie co ze sobą począć i jak żyć.Niech sobie teraz pajęczyca spokojnie wysnuwa swoją mocną sieć, bo najwyższa pora na zdrowe śniadanko!
      Uściski serdeczne zasyłam!:-))

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blog blogi Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno droga dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo góry Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kalina kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie mgła miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przemijanie przepis przetwory przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słowa smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wrażliwość wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia