środa, 7 stycznia 2015

Obserwacje mieszczucha...







   Jedząc przepyszne pierniki mojej mamy, z których wspaniałym smakiem nic równać się nie może, myślę o czasie, który spędziłam w jej radosnym domu.
   Ale, gdzie moje maniery? Zacznijmy od introdukcji. Jestem Anita Jawor, córka Olgi Jawor, a poniższy post to, jak sam tytuł wskazuje, kilka obserwacji mieszczucha na wsi. Kilka rzeczy obejrzanych i zapamiętanych. Nawet spróbuję, dla Waszej czytelniczej wygody, dostosować swój styl do tego, do którego przywykliście. Nic nie obiecuję, ale próbę podejmę.


   Różnic między moim rodzinnym miastem, a tym zacisznym odludziem jest wiele. Zamiast zabudowań jak okiem sięgnąć i domów stłoczonych jeden przy drugim, tutaj mamy lasy, pola, łąki, a same domy rozsiane są rzadko i ze sporymi odstępami. Są jak samotne wysepki cywilizacji, nie pasujące do krajobrazu należącego do natury.


   Wschody słońca widoczne z balkonu często sycą oczy soczystością barw. Czasem pastelowe róże, czasem pomarańcz, czy wręcz czerwień, które prowokują bardziej skojarzenia z widokami sawanny, niż Polski.




   Woda smakuje tu inaczej. Prosto ze studni, nie chlorowana i zdrowa. Można ją pić prosto z kranu bez obawiania się zarazków. Co innego w moim domu, gdzie wodę trzeba wstępnie przegotować, aby uniknąć tej czy innej bakterii.
U siebie, przywykłam do jabłek smakujących jak lekko słodkawy, mokry papier. Tutaj są one kwaśne i słodkie. Mają prawdziwie pamiętny smak i urzekający zapach, od którego ślinka napływa do ust.



   Przyznam jednak, że ze smakowych rozkoszy, to nie za wodą czy jabłkami będę tęsknić najbardziej. Za czym w takim razie? Powiem krótko, za dżemem z kaliny. Cudownie wolny od kawałków, gładki, kwaśny dżem z kaliny dosłownie mnie zaczarował.
Pamiętam obieranie gałęzi z czerwonych owoców, sok spływający mi po palcach i raczej paskudny zapach. Myślałam wtedy, że z czegoś o tak nieprzyjemnym aromacie raczej nie stworzy się pysznego dżemu. Jakże się myliłam.
Z około dwudziestu kilo owoców, powstało jakieś dziesięć litrów dżemu. Dziesięć wspaniałych, pieszczących podniebienie litrów.
Aż dziw i wielka szkoda, że nie znajdzie się tego w żadnym sklepie. Z pewnością dżem ten byłby wart sprzedaży i rzecz jasna kupna.
 
   Latem roślinność była jeszcze zielona, a ziemia skąpana w słońcu. Pamiętam jak w upale, mama, Cezary i ja zwoziliśmy z pola sianko dla kóz. Jeździć trzeba było nie raz, nie dwa. Wracając z pola mama i ja miałyśmy wygodne leżysko z tyłu, na wypełnionym po brzegi sianem wozie. Mnie przypadła zabawna część roboty, udeptywanie ładunku tak, aby więcej się zmieściło.


   Zima w takim otoczeniu robi dużo większe wrażenie niż w mieście. Gruba warstwa śniegu pokrywa ziemię i bieli się wszędzie dookoła, skrząc w słońcu wieloma kolorami tęczy. Zuzia, wesoła i pełna życia psina, uwielbia tarzać się w nim, a ja widząc to wzdycham z ulgą. W końcu, w lecie też lubiła się tarzać, ale za to w substancjach nie tak czystych i silną woń roztaczających, jeśli wiecie do czego piję.


   Rozprawiwszy się z tematem krajobrazów, przejdźmy do tematu domu. Trudno nie być pod wrażeniem kreatywności i stylu, z jakim moje mamiątko i Cezary urządzają kolejne pomieszczenia. Mieliście już okazję, drodzy czytelnicy, widzieć jak ślicznie wygląda teraz kuchnia. Gdy przyjechałam była to jeszcze tabula rasa, czekająca aż domownicy wypełnią ją zgodnie ze swoją wyobraźnią.
Pokój, który mi przypadł do użytkowania jest świetny zarówno pod względem estetyki, jak i funkcjonalności. Duże łóżko, dwa wygodne fotele, biureczko specjalnie przygotowane na stanowisko komputerowe, oraz balkon, z którego często podziwiałam wyżej wspomniane wschody słońca.


   Za mojego tu pobytu, ten pokój stał się praktycznie pokojem kotów. Jest to kilka najmilszych, najukochańszych, najczulszych przedstawicieli kociego gatunku, jakich miałam szczęście spotkać. Kochają ludzi dużo bardziej niż na to zasługujemy. Tulą się, pchają i wspinają nam na kolana (czasem po kilka na raz), spychają się wzajemnie z tych kolan i ogólnie rzecz biorąc, spędzają ze mną tyle czasu ile się da. Każdy z nich ma kompletnie inną osobowość. Każdy ma własne sposoby okazywania czułości.


   Czarny koteczek, podobny do pantery, pokazuje, że chce na rączki, stając na tylnych łapkach i obejmując człowiekowi nogę przednimi łapkami. Jego donośne mruczenie stało się muzyką często rozlegającą się z moich kolan.

   Kotka, o dziwacznym imieniu Ta Trzecia (o czym oni myśleli nazywając ją tak?) uwielbia stawać na ramieniu, udeptywać i lizać po uszach. Ma niewinne, wielkie oczy i świergotliwy głos, którym zawsze się ze mną wita. Rudy Antek lubi kontakt wzrokowy, głaskać ludzi po twarzach i delikatnie całować w nosy. Ufny i pieszczotliwy, zawsze umie zwrócić na siebie uwagę pełnym znaczenia, melodyjnym miauknięciem. Każdy z nich jest wyjątkowy, każdy jest przyjacielem.


   Miałam okazję zżyć się jednak nie tylko z nimi, ale i z resztą mieszkających tu zwierzaków. Mama moja, jak zapewne wiecie, jest istotą kozolubną. Zdjęcia kóz dekorują jej liczne posty na tym blogu. Majka miała nawet piosenkę, wymyśloną dla niej. Jak również wiecie, mama ma zwyczaj wyprowadzania swego stadka na długie spacery.

Czasem owo stadko się guzdrze, biega w kółeczko zamiast wyjść przez bramę. Wtedy do akcji wkracza niezawodny Cezary, który ze swym sprawdzonym, bojowym okrzykiem szarżuje na nie, wyganiając maruderów na zewnątrz.



Ostatnio jednak, z ciężarnymi kózkami, trzeba uwzględnić, że nie zawsze czują się na siłach by wyjść na wielogodzinną wędrówkę. Brykuska jest już w tak zaawansowanej ciąży, że coraz mniej chętnie na te spacery chodzi. Ostatnio nawet wcale iść nie chciała i została w swoim boksie, gdy reszta stada poszła na wielokilometrowy spacer. Zastanawiamy się tu wszyscy, co i ile się urodzi? Więcej będzie kóz czy capków?


   A skoro już o capach mowa, nie sposób zapomnieć o naczelnym utrapieniu, Łobuzie Jacuniu Kurdybanku. Istocie wiecznie napalonej i uganiającej się za samicami, noszącymi jego potomstwo. Niestety, nie tylko on się za nimi ugania. Zuzia, kiedy jej odbije, lata za nimi jak zwariowana, podgryzając im nogi. Brykuska i Popiołka apatycznie jej na to pozwalają, ale Majka ucieka z szybkością, jakiej Zuzia nie potrafi dorównać. Natomiast, kiedy ta psina atakuje capa, rozpoczyna się bój. Jest to prześmieszny spektakl, wart zobaczenia na filmie. Wart, powiedziałabym, umieszczenia w „Najzabawniejszych zwierzętach świata”.


   Zuzia to pies, którego zawsze gdzieś nosi. Zanim spadł śnieg miała jednak również swoje spokojne hobby. Było nim wylegiwanie się w pozycji sfinksa na balkonie, dostojnie podziwiając widoki. Oraz szczekając maniakalnie na przechodzące poniżej psy. Po namyśle stwierdzam, iż może nie takie znowu spokojne hobby?
Teraz jednak, gdy balkon przyprószony jest śniegiem, Zuzia nie może już tego praktykować, bo by tego śniegu naniosła do domu. Teraz tylko spędza długie godziny wpatrując się smętnie w zamknięte, szklane drzwi. Można by pomyśleć, że skoro tak ckni jej się za dworem, mogłaby zamiast tego siedzieć w ogrodzie, ale któż by ogarnął tajemnice złożonego, psiego umysłu?


   W pięknym towarzystwie obraca się tu moja mama, nie da się ukryć. Niestety, mój pobyt na Pogórzu Dynowskim już sie kończy, wrócę do domu, do miasta, lecz słodkie wspomnienia nie zblakną.


  

    Gdy to piszę, pod drzwiami rozlega się pełne wyrzutu i tęsknoty „miau!”, które w wolnym przekładzie oznacza: „Dlaczego mnie jeszcze nie pieścisz? Jest już czwarta rano! Otwierać!”
   Biegnę odpowiedzieć na ten zew, a Was czytelnicy serdecznie pozdrawiam w imieniu własnym, Olgi, Cezarego i przede wszystkim czeredy słodkich czworonogów!

* autor: Anita Jawor

41 komentarzy:

  1. Jaki piękny wpis :)! Dziękuję Anitko :)!!! Pięknie zobaczyć dom Olgi i Cezarego, a także to co koło domu :D, Twoimi oczami :). I tak ciepło opisałaś zwierzęta :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za uroczy komentarz! Zwierzaki warte są każdego ciepłego opisu, zapewniam!

      Anita

      Usuń
  2. piękny opis cudownego miejsca... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Miejsce faktycznie cudowne.

      Usuń
  3. Anito ciepło serdecznie z humorem i ♥ napisałaś u mamy. Obraz wsi z punktu widzenia mieszczucha, jest pełen zachwytu ale jest tam i miejsce dla pracy a na wsi praca jest cały rok, chociaż zimową porą mniej ciężka. Tekst ładnie czytelnie napisany, ilustrowany zdjęciami co też jest bardzo ważne. Mam pytanie czy Ty sama chciałabyś tak żyć na wsi wśród zwierząt w bliskości z naturą? Korzystając z doświadczeń mieszkańców wsi ale i wprowadzając nowe dla nich spojrzenie na świat?
    Serdecznie pozdrawiam całą rodzinę łącznie ze zwierzętami zgadzając się dodatkowo bardzo :) że koty to niezwykle stworzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Te komplementy rozgrzewają mi serce.
      Czy sama chciałabym tak żyć? Wpadanie od czasu do czasu wystarczy, choć żyje się tu pięknie.
      Pozdrawiam i Ciebie!

      Anita

      Usuń
  4. Debiut zaliczony. Teraz nie ma zmiłuj, blog swój własny zakładać mi tu czym prędzej!
    I żadną miarą do niczego się "nie dostosowuj", styl indywidualny prezentując, bo właśnie to najbardziej tu lubimy.
    Świetna relacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Debiut to to nie był. Pisałam już różne teksty, z tym że na anglojęzycznych stronach.
      Dziękuję bardzo za miły komentarz!

      Anita

      Usuń
  5. Szkoda, że ten czas wspólnego pobytu, biesiadowania, szczęśliwych, beztroskich chwil się już kończy. Szkoda Anito, że już odjeżdżasz, że nie miałyśmy okazji zobaczyć się wczorajszego dnia.
    Co zrobią teraz bez Ciebie wypieszczone koty ?

    Szerokiej drogi Ci życzę, wracaj szybko na Pogórze i od czasu do czasu pisz, dziel się wrażeniami z pobytu tutaj.
    Do następnego opowiadania, a może szybkiego spotkania.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że się kończy, ale było zachwycająco. Choć nie miałyśmy okazji się wczoraj spotkać, to teraz, tak jakby spotykamy się wirtualnie.
      Kotki na szczęście nie zostają same. Wciąż będą jeszcze miały tutaj kogoś, kto je będzie pieścił. Tylko niestety nie całymi dniami.
      Dziękuję bardzo za twoje życzenia i pozdrawiam Cię również serdecznie!

      Anita

      Usuń
  6. Masz przepiekna przystan, pelna milosci i ciepla domowego ogniska. Cudownych widokow, wsrod ciszy i spokoju.
    Zycze Ci abys mogla wracac do tej przystani jak najczesciej i chlonac ta jej innosc. Cieszyc sie bliskimi.
    Dziekuje Ci za piekny, wzruszajacy post. Pozdrowienia serdeczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za komentarz i piękne życzenia! Również pozdrawiam serdecznie!

      Anita

      Usuń
  7. O! Jaki fajny post. Tylko swojego stylu nie dostosowuj do Olgi. Bądź po prostu sobą i tak to opisuj. No to teraz pora na Cezarego. Kiedy coś w końcu napisze? Wszak figuruje jako autor bloga. Czekam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Co do Cezarego, to może się w końcu da namówić? Kot wie...
      Pozdrawiam serdecznie!

      Anita

      Usuń
  8. Hi!!Anito czytam od nie dawna ten blog polubilam Twoja mame ,podoba mi sie tez to co napisalas jak moglo by byc innaczej !!write something sometimes sciskam lapke p.Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hi, Gosia! Cieszę się, że polubiłaś moją mamę. Dziękuję za skomplementowanie mojego posta, and who knows? I might write something again.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Anita

      Usuń
  9. ..."moje mamiątko" śliczne określenie, zdrobnienia w języku polskim potrafią tak wiele wyrazić :).

    Życzenia częstych powrotów ... z miasta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, miło jest czasem użyć niekonwencjonalnego zdrobnienia.
      Dziękuję za miłe życzenia i pozdrawiam serdecznie!

      Anita

      Usuń
  10. Wszystko, co dobre, za szybko sie konczy. Daleko masz na codzien do Mamy? Za daleko na czeste odwiedziny?
    I co tam komentatorzy wiedza o debiutach, przeciez debiutowalas w zasadzie u mnie na blogu. :))) Moze zechcesz znow sprobowac swoich sil, juz nie od Mamy, ale od siebie z domu. Dzis wlasnie rozpisalam nowy konkurs. :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, mam kilkaset kilometrów. Nie mogę wpadać tak często jak byśmy obie chciały.
      Fakt, zamieściłam to przydługie opowiadanie na twym blogu. Ciekawy konkurs, zastanowię się i dziękuję za zaproszenie.
      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarz!

      Anita

      Usuń
  11. Mam i córcia, dwie jakżesz różne ale równie wrażliwe i czułe. Dobrze czasem spojrzeć z tej drugiej strony. Dziękuję, bez powodu i przyczyny, Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

      Anita

      Usuń
  12. Gratuluje Ci Anito wspaniałego posta i wspaniałej mamy, a tobie Olu wspaniałej Córki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w imieniu swoim i mamy!
      Pozdrawiam serdecznie!

      Anita

      Usuń
  13. Niesamowicie miło czytało mi się ten post, a zdjęcia po prostu miodzio! Zuzia trzyma nóżkę kózki w pysku! :))
    Anito, bardzo fajnie było popatrzeć na to o czy pisze Twoja mama Twoimi oczami. Delektuję się tymi opisami, wyobrażam je sobie i choć wiem, że życie na wsi to nie bajka to tak to napisałaś, że sama mam ochotę na wyprowadzkę i zakup trzech kóz. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Pochlebiasz mi bardzo! Zuzia niestety tak często robi, jeśli się jej nie powstrzyma.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Anita

      Usuń
  14. Pomysłowy post, i oto chodzi w blogowaniu, dzięki Wam Dziewczyny, uśmiecham się od kilku minut. Dziękuję :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się pięknie uśmiechasz. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie!

      Anita

      Usuń
  15. Moje "mamiątko" wzruszylo mnie podobnie, tak jak Echo. Anito, bardzo cieplo opisalas miejsce w ktorym mieszka twoja mama Ola, i Cezary.
    Nie wiem czy Wiesz, wiele osob tutaj zagladajacych odbiera ich dom podobnie jak Ty, jako miejsce magiczne. Dla Ciebie zapewne wyjatkowe, bo mieszka tam Twoja Mama.
    Jest to dom otwarty, przyjazny i taki swojski otoczony pieknem przyrody i zwierzat ktore ukochali.

    Milo poznac corke Oli - pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że spodobały Ci się moje opisy. Ich dom to faktycznie wspaniałe miejsce.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Anita

      Usuń
  16. Fajnie opisałaś swój pobyt u mamy :) No i te zdjęcia szalejącej Zuzi i kociambrów rozłożonych na kolanach :)) I nie ważne, że budzą człowieka skoro świt, bo skoro one wstały, to reszta stada też powinna. Miseczki napełnić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! No i faktycznie, kto ma zwierzaki, tan powinien być gotowy z rana napełniać miski!
      Pozdrawiam serdecznie!

      Anita

      Usuń
  17. Świetny pomysł! Blog zyskał nowego, serdecznego narratora. Bardzo mi się podoba Twój opis, aż nabrałam ochoty żeby namówić moją córę na takie spojrzenie z perspektywy gościa.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że mój opis Ci się podobał. Świetny pomysł z namówieniem córki.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Anita

      Usuń
  18. Witaj Anito, jak fajnie napisany tekst, lekko i z humorem :) Moze zaczniesz czesciej pisywac??? Pozdrawiam Ciebie i mame z pochmurnej Szkocji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj i Ty! Dziękuję za komplementy. Ja pisać owszem pisuję, ale raczej na innych stronach.
      Pozdrawiam serdecznie z mroźnej Polski!

      Anita

      Usuń
  19. Wreszcie poznałam Anitę, córkę Olgi, z wielkim podobaniem przeczytałam to co napisałaś. Talent do pisania odziedziczyłaś w genach po mamie.
    Pozdrawiam całą Rodzinę w Nowym roku- szczęścia i niech będzie naprawdę szczęśliwy nie tylko na Podgórzu ale i tam gdzie mieszkasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie! Cieszę się, że Ci się podobało.
      Również pozdrawiam Cię serdecznie!

      Anita

      Usuń
  20. Jaka matka, taka córka, może i styl pisanie odrobinę inny, ale wrażliwość na świat ta sama..:)

    Pozdrawiam Was dziewczyny..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo i pozdrawiam serdecznie!

      Anita

      Usuń
  21. Witaj Anito. Super post opisany piknymi słowami,a więc wracaj jak najczęściej i pisz ,pisz pisz.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękujemy za wszystkie merytoryczne komentarze. Inne, a szczególnie te natrętne i napastliwe będą usuwane do spamu.

Etykiety

apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy blog Cesarzowa Ki chleb choroba czarny bez czas czerwiec deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie głodówka gospodarstwo Góry Flindersa grudzień Gwiazdka historia horror humor humoreska informacja inność internet Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka jesień kangury kastracja koala kobieta koguty komputer komunikacja konfitury koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lis listopad łąka macierzyństwo malarstwo marzenie miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia moda muzyka nadzieja nałóg natura Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie ogrody opowiadanie opowiastka opowieść pamięć park pasja patriotyzm pies pieśni piosenka płot początek podróż poezja Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady prawda prezent przedwiośnie przepis przygoda przyjaźń psy psychologia recenzja refleksja relatywizm repatriacja reportaż Riverland rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty smutek South Australia strych szczęście śmierć święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś wiosna wirus woda wolność wspomnienia wspomnienie wychowanie zabawa zaproszenie zdrowie zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia