czwartek, 14 maja 2020

Deszczowe opowieści…






   Chłodno zrobiło się na dworze  i pada…Nareszcie porządnie pada. Ogród z wdzięcznością przyjmuje każdą kroplę deszczu. Pije zachłannie, na zapas wchłaniając w siebie tyle wilgoci, ile się tylko da, bo dobrze wie, że wkrótce znowu rządy przejmie słońce a przygłuszona na chwilę susza od nowa zawładnie przyrodą . Jednak póki co, wszechwładna magia deszczu sprawia, że pojawia się coraz więcej zieleni, jak na drożdżach rośnie szczypior cebuli i czosnku, kiełkują buraczki, nabrzmiewają pączki konwalii, coraz śmielej rozwijają się amarantowe liście winogron, niebieszczą niezapominajki, fioletowieją obłoki kwiatów bzu, gęstnieją ligustrowe żywopłoty i pnącza winobluszczu. Dopiero co wykoszona nisko trawa momentalnie porasta wysokim i bujnym, ciemno szmaragdowym futrem. A w naszym maleńkim stawiku znowu pojawiła się wyczekiwana tu od dawna woda. Wystrzeliły w górę kłącza tataraku i gałązki wierzb – samosiejek. Spośród omszałych kamieni umiejscowionych na stromym brzegu  przebiły się młode podagryczniki, pokrzywy i mlecze, dając w swym gąszczu schronienie licznym robaczkom i płazom. Pod wodą znikły kolejne stopnie schodków wiodących do stawu. Niebo na dobre pociemniało. W oddali widać fale nowych chmur i mgieł obiecujących następne opady. Zadowolone z takiego stanu rzeczy żaby wylegują się na powierzchni wody albo pluszczą beztrosko w szuwarach. Wieczorami słychać chóralne żabie kumkania i rechoty, zwyczajne ich opowieści…









   A skoro o mieszkańcach stawu mowa, to przypomniało mi się, że dawno temu w tak pochmurny jak dzisiaj dzień napisałam bajkę o pewnej żabce, która bardzo chciała być duża…


 
O małej żabce
Była sobie raz maleńka żabka, taka, która niedawno przestała być kijanką. Nie zwracała na siebie niczyjej uwagi. Ciemna i lekka niby zbutwiały kawałek drewna pływała wśród wodnej roślinności stawu.
W przedszkolu kijanek, mieszczącym się pod wielkim liściem nenufaru trwała właśnie wspaniała zabawa. Maleństwa zbite w gromadkę tworzyły ze swych ciał rozmaite kształty by po chwili rozproszyć się nagle każde w inną stronę. A ileż było przy tym śmiechu i pisku. Ale nasza żabka nie należała już do tego towarzystwa. Wyrosły jej przecież łapki, zanikł ogonek - była za duża na takie zabawy.
Z zazdrością patrzyła na dorosłe żaby, skaczące pięknym łukiem od jednego brzegu sadzawki do drugiego. Obserwowała żabie zawody w skokach i sama próbowała tego samego. Niestety, nie udawało jej się to na razie.
Słuchała śpiewu oraz poezji żabiej i cierpiała, bo nie umiała wydawać z siebie tak pięknych dźwięków, jak to robiły dorosłe mieszkanki stawiku.
Postanowiła wobec tego, że zrobi coś niezwykłego, coś, co wyróżni ją spośród innych żabek w jej wieku. Zapragnęła dostać się na największy przy brzegu kamień i poprosić słońce o pomoc. Może słoneczko sprawi, że urośnie i będzie mogła dotrzymywać kroku starszym?
Jednak wdrapanie się na wielki głaz było trudniejsze niż sobie wyobrażała. Ześlizgiwała się wiele razy, ocierając z łapek delikatną skórkę.
Wreszcie udało się i wyczerpana żabka usiadła na wierzchołku kamienia. Do tej pory widywała tylko czasem, jak wieczorami zasiadała na nim niby na tronie najstarsza z żab. Opowiadała wtedy młodszym, jak blisko jest nieba i jak cudowne bajki gwiazdki szepczą księżycowi na ucho. Nigdy jednak nie siadał na nim nikt w samo południe. Podobno wtedy rządziło tu słońce i żaby aż do zmroku z respektem omijały kamień. Rzeczywiście, miały ku temu powód. Był bowiem wówczas nieznośnie gorący i suchy. Promienie dotykały go bezustannie aż jego szczyt bielał w słońcu i jaśniał jak prawdziwy diament.
I tam właśnie siedziała teraz żabka. Mimo, że dotyk kamienia parzył ją w brzuszek a grzbiet wysechł niby zwiędły liść żabka wołała, jak mogła najgłośniej:
- Pomóż mi słoneczko! Spraw bym urosła! Nie chcę już być zwykłą żabką, na którą nikt nie zwraca uwagi!
I byłaby tam, biedactwo wyschła na wiórek, gdyby nagle nie zdarzyła się rzecz niezwykła. Oto znienacka coś pochwyciło ją mocno i wrzuciło do chłodnej, ożywczej wody. Przez chwilę była nawet z tego zadowolona, gdy jednak chciała popłynąć - okazało się to niemożliwe. Ze wszystkich stron otaczała ją nieprzenikniona, choć przeźroczysta ściana. Poprzez nią widziała z przerażeniem jak oddala się od stawu, a nawoływanie żab stawało się coraz bardziej odległe.
   Spojrzała w górę, myśląc, że to może słońce spełniło jej prośbę podnosząc ją tak wysoko i zabierając z kamienia. Jednak nie zobaczyła jasnej kuli słońca, lecz tylko ciemny krążek, w którym ktoś wydłubał  dziurki. Prześwitywało przez nie niebo i napływało tamtędy trochę powietrza. Żabka nie wiedziała o tym, że to po prostu mały chłopiec bawił się nad stawem w łapanie żab do słoja i jedyną, którą udało mu się schwytać była właśnie ona. Niósł ją teraz do swego domu. A ponieważ nie był złym dzieckiem, lecz tylko samotnym chłopcem, ciekawym tajemnic przyrody postanowił, że będzie ją codziennie karmił i patrzył, jak rośnie. To miało być jego zwierzątko. Nie miał psa ani kota. Z powodu silnego uczulenia na sierść zwierząt nawet posiadanie chomika czy świnki morskiej nie mogło wchodzić w rachubę. Ale żaba nie miała przecież sierści. Mama, nie będzie chyba miała nic przeciw temu, że postawi ją w swoim pokoju, na parapecie? Mama rzeczywiście zgodziła się na to. Prosiła tylko by zdjął za słoja pokrywkę i nalał doń więcej wody, gdyż żabce będzie wówczas na pewno wygodniej.  
- I pamiętaj Stasiu - dodała mama, bo chłopiec miał na imię Staś - Musisz jej dawać jedzenie i codziennie czyścić słój, jeśli to ma być od dzisiaj twoje zwierzątko.
Staś ucieszył się. A więc nareszcie ma coś własnego! Posłusznie odkręcił słoik, odłożył na bok pokrywkę i dolał do niego wody z kranu tak, by sięgała prawie do samego brzegu. Potem nawrzucał tam listków sałaty i pietruszki a nawet trochę płatków kukurydzianych, które bardzo lubił, myślał więc, że robi tym zwierzątku dużą przyjemność. Tak naprawdę, to nie miał pojęcia co jedzą żaby i postanowił, że wybierze się po południu do biblioteki. Tam pracowała ciocia. Poprosi ją o wyszukanie książki o życiu płazów.
Wkrótce chłopiec zadowolony pobiegł do ogrodu. Żal było siedzieć w domu, gdy na dworze taka piękna, letnia pogoda. Żabka została w pokoju Stasia sama. Nie rozumiała, co się z nią dzieje. Chociaż nie widziała przed sobą żadnej przeszkody, to jednak było coś, co nie pozwalało jej popłynąć dalej. Jakaś niewidzialna zapora uderzała w nią co chwilę zupełnie niespodziewanie. Obolała i przestraszona rozpłakałaby się, gdyby umiała płakać. Postanowiła odpocząć. Przycupnęła na dnie słoja. Wkrótce jednak poczuła, że nie ma czym oddychać. Skoczyła wtedy najwyżej jak umiała i uchwyciwszy się listków pietruszki wspięła na sam wierzch. Nareszcie zaczerpnęła powietrza. Siedząc na brzegu słoika rozglądała się wokół. Meble w pokoju chłopca wydawały jej się wielkie, jak góry. Granatowy dywan na podłodze podobny był do nieba. Żabka otworzyła szeroko oczy ze zdumienia aż nagle zatrzęsła się przerażona i spadła na leżącą obok, otwartą książkę. Z kąta pokoju coś jej się przyglądało. Miało wielką, brązową głowę i nieruchome, błyszczące oczy. Ogromne łapy wystawiło w jej stronę jakby chciało ją pochwycić.
Z mocno bijącym sercem wyskoczyła żabka przez uchylone okno. Nic jej się nie stało, bo upadła na miękki trawnik. Obejrzała się czy brązowy potwór nie goni jej. Nic się jednak groźnego nie działo. Tylko gdzieś w pobliżu cykał świerszcz. Potem usłyszała głos chłopca: - Mamo! Przyniosłem dla żabki trochę much do zjedzenia! - To Staś wchodził właśnie do domu. Pobiegł od razu do swego pokoju. Wrzucając jednak, muchy do słoika nie dostrzegł w nim żabki. Włożył doń całą rękę i grzebiąc między liśćmi powtarzał zaniepokojony: - Żabuniu, gdzie się schowałaś? - Nikogo jednak w słoju nie było. Tylko na otwartej książce, leżącej nieopodal zauważył dużą, mokrą plamę a rudy miś z kąta pokoju patrzył zagadkowym wzrokiem w stronę okna, wyciągając przed siebie puchate łapy.
- Uciekła! Mamo, ona uciekła! - zawołał chłopiec, wyglądając przez okno i ocierając wierzchem dłoni mokre od łez oczy. Żabka tymczasem, jak mogła najszybciej, skakała poprzez ogród. Nie czuła już bólu poobijanego o ściany słoika ciała ani strachu przed potworem z mieszkania człowieka. Podążała w kierunku, skąd dochodził ledwo słyszalny rechot żab. Wiedziała, że gdzieś tam daleko jest jej dom - mały, leśny staw. Tam musi wrócić koniecznie.
I wróciła. Resztką sił wlazła prosto w przybrzeżny muł. Poczuła znajomy zapach zgniłych liści. Otuliły ją miękkie, podwodne trawy. Grupa kijanek przysunęła się do niej blisko, niczym do mądrej, starszej siostry. A ona cicho opowiedziała im historię o przygodach małej żabki, która bardzo chciała być duża i dlatego zrobiła wszystko by spełnić swoje pragnienie. Kijanki słuchały opowieści z zapartym tchem.  Wkrótce zasnęły zgodnie, tuląc się do niej na liściu grążela. Woda wokół nich szumiała leciutko a z nieba zaczęła kropić wiosenna, przyjazna mżawka. Stara, mądra żaba, swoim zwyczajem siedząc na wielkim kamieniu przysłuchiwała się narastającemu szumowi deszczu oraz cichnącej coraz bardziej rozmowie księżyca z gwiazdami. Przypomniała sobie o dawnych swych pragnieniach by móc kiedyś dotknąć którejś z tych gwiazd, zobaczyć jakie są naprawdę. Potem jednak usłyszała żałosny jęk, jaki przez sen wydawała mała żabka-wędrowniczka i pomyślała, że czasem lepiej jest chyba, gdy marzenia zostają tylko marzeniami….













... Już po bajce, deszcz wciąż pada

Coś tam dalej opowiada

Kto się wsłucha w deszczu baśnie

Pewnie smacznie sobie zaśnie…



  

61 komentarzy:

  1. Gratuluję opowiadania, jeśli pozwolisz , to skopiuję do druku i poczytam dzieciom przy najbliższej okazji.
    Deszcz potrzebny, zieleń lepiej wygląda, ziemia napojona, lżej oddychać.
    Maj kojarzy mi się nie tylko z kwieciem, ale własnie z rechotem żab, cudowna muzyka!
    U nas słonecznie i coraz cieplej:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi Jotko, że spodobała Ci sie moja bajeczka i nie mam nic przeciw temu bys przeczytała ją dzieciom, tyle, że z mojego bloga nie da sie kopiować niczego (zablokowany prawy przycisk myszy). Można więc czytac tutejsze teksty tylko online.
      Oczywiscie, że deszcz potrzebny. Z roku na rok ta potrzeba jest coraz mocniejsza. Niechze pada jak najwiecej ku uciesze żab oraz zadowoleniu rolników.
      Pozdrawiam Cię serdecznie w kolejny, pochmurny u mnie dzionek!:-))

      Usuń
    2. Faktycznie, nie można:-(

      Usuń
    3. Założyliśmy tę blokadę wiele lat temu by nikt samowolnie i piracko nie kopiował zamieszczonych tu tekstów. Trzeba sie jakos bronic przed nieuczciwością.

      Usuń
  2. Lubię deszcz oraz to jak wtedy rozbudza się przyroda. Nie tylko wiosną, ale zawsze wtedy kiedy na deszcz wychodzą zwierzęta, liczne małe gatunki, które ogłaszają swoje jestestwo w donośny sposób.
    I my korzystajmy z tego ochłodzenia zanim przyjdą upały. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Deszcz to życie. Woda deszczowa ma w sobie o wiele więcej energii i mocy niż np. ta z kranu. Widać to szczególnie, gdy podlewa sie rośliny z konewki.Choćby nie wiem ile je tak podlewać nie sprawia to na nich większego wrażenia a wystarczy porządny deszcz by ożywiły sie wyraźnie i zaczęły rosnąć. I nam ludziom, miło czasem wystawić sie na deszcz. Poczuc jego magie, zapach, szum. Byc przez to bardziej częścią przyrody!:-)

      Usuń
    2. Zgadzam się z Tobą. :) A mimo to jakieś 90% ludzi nie cierpi deszczu.

      Usuń
    3. Bo nie rozumieją, albo nie chcą zrozumieć jak jest ważny dla zycia...

      Usuń
  3. Deszczu nie lubię, ale wiem, że potrzebny, to się mu nie sprzeciwiam. No chyba, że leje bez ustanku, no to wtedy w krzyk.
    Żabki lubię i mam parę zielonych, fajansowych. Zdobią doniczki z kwiatami. Niestety nie kumkają:) Co prawda po solidnych ulewach robi mi się stawik na balkonie, ale jak na razie żadnych żabek tam nie zauważyłam:)
    Ostatnio jedna z moich żabek skoczyła z doniczki na podłogę i nóżkę złamała, trzeba było sklejać. Na szczęście udało się tak skleić, że nie widać miejsca sklejenia i nadal wisi sobie na doniczce. Bo to taka żabka, co wychodzi z doniczki, dwie łapki ma w dół wyciągnięte, jedną tylną wyłazi na brzeg doniczki, a na jednej zostawionej w doniczce sobie wisi. Śmieszna jest.
    Pierwsza soczysta zieleń, najpiękniejsza. Widać na Twoich zdjęciach jak się wreszcie majowo zrobiło. Tylko zimno. I jakoś nie zanosi się na upalne lato. Wiem, że za upałami nie przepadasz, ja też nie, ale zimnego i mokrego lata nie lubię. No, ale pogoda i tak wszystkim nie da rady dogodzić, to trzeba się czasem pogodzić z tym co jest.
    Buziaki zielone, majowe posyłam:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo Marytko! To znaczy uważam, że deszcz jest bardzo potrzebny, byleby nie lało pare dni bez ustanku i żeby nie było wówczas bardzo zimno.Na razie tak nie jest, a wiec jestem zadowolona, jako i mój ogród, żaby, budzące sie do zycia muszki i komary oraz okoliczne pola obsiane przez zmartwionych suszą rolników.
      Próbuje sobie wyobrazić Twoją żabkę, co to wisi sobie jedna łapką na doniczce i uśmiecham sie na to wyobrażenie!:-)
      Tak, zieleń stałą sie teraz soczysta. Zmyło z niej kurz. Nabrała wyraźnej energii.Na dworze chłodno, ale jak sie człowiek rozrusza to az mu za ciepło (wczoraj sadziliśmy po południu sadzonki krzewów, wiec wiem co mówię!). A w domu ciepło, bo w piecu palę, gorącą zupkę jarzynową podjadam - a więc wszystko jest w porządku.
      Dziekuje za zielone buziaki i buziam Ci szmaragdowo, usmiechajac się deszczowo-perliście!:-)*

      Usuń
  4. Deszcz ma swoj wielki urok, choc nie zawsze pojawia sie w pore. Siedzac jednak w cieplym i suchym pomieszczeniu, lubie patrzec i wsluchiwac sie w deszcz, jego monotonia tak znakomicie uspokaja. A zabie koncerty to jeden z moich ulubionych dzwiekow, jest w nim tyle zycia i radosci, ze ptasie trele nie maja szans w konkurencji z zabim rechotem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, ze deszcz ma wielki urok - szczególnie ciepły, majowy albo ten długo wyczekany, gdy sucho było na grządkach a potem polało porządnie i az widać jak wszystko w try miga rośnie.
      Cieszę sie tymi radosnymi żabimi koncertami a szczególnie tym, że nie muszę nigdzie jeździc by je usłyszeć. Wystarczy wieczorami wyjsc z domu i po prostu posłuchać!:-)

      Usuń
  5. U Ciebie podobna pogoda do mojej. Mając wizję suszy to inaczej patrzy się na deszcz, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mając wizję suszy patrzy sie na deszcz z nadzieją, radoscią i ulgą!:-)

      Usuń
  6. Przyznaje, ze pierwsze zdjecie mnie przerazilo. Ale pozniejsze juz zlagodzily szok.
    Lubie jak deszcz dzwoni po szybach i parapetach a ja siedze w domu bez koniecznosci np. jazdy do pracy i moge sie upajac ta deszczowa muzyka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak bedziesz miala czas to prosze zerknij do mnie:)

      Usuń
    2. A ja bardzo lubię widok tych kręgów powstajacych podczas uderzenia kropel o taflę wody i cieszę się, że udało mi sie je sfotografować!:-) Dobrze sie też śpi jak deszcz monotonnie uderza o parapety. Ne pewno lepsze to niz liczenie baranów!:-)
      Buziaki serdeczne zasyłam Marylko i dziekuję za zaproszenie do Ciebie!:-)

      Usuń
  7. Deszczu trzeba i to dość sporo, bo susza daje się we znaki i ogromnie rani ogrodowe rośliny. Piękne opowiadanie! Pozdrawiam cieplutko! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, deszczu trzeba sporo żeby woda doszła do głebszych warstw ziemi i żeby oddalić widmo suszy.Niech zatem pada! Cieszę sie, że spodobało Ci sie moje opowiadanko.
      Pozdrawiam Cie serdecznie, Maksie!:-)

      Usuń
  8. U Ciebie pada jakos hojniej, bo zielen jest wyjatkowo soczysta, kolory intensywne, wszystko zostalo pozbawione kurzu, nawet pieski wybielaly. A bajeczka przesympatyczna. Przeczytalam z prawdziwa przyjemnoscia. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popadało trochę i przestało. Mam nadzieję, że wkrótce znowu zacznie, bo wciaz tego deszczu mało. Wczoraj sadziłam sadzonki krzewów i okazało się, że dwadziescia centymetrów w głąb ziemi nadal jest sucho.
      Fajnie, że spodobała Ci sie bajeczka. Serdecznie dziekuję Ci Grażynko za życzliwe słowa. Pozdrawiam Cie z uśmiechem!:-)

      Usuń
  9. Jechaliśmy dziś z mężem w deszczu poniżej Dynowa, gdzieś tam okolice Przysietnicy, Izdebek, Nozdrzca ... krajobrazu dopełniały zmarznięte orzechy włoskie, a rozkwitłe jabłonie zrudziały od mrozu; mróz poszedł pasami, a także większe straty zauważyłam niżej w dolinach, bo na grzbietach wzgórz i wyżej nie sięgnął; jutro ocenię swoje straty, jeśli tam na Pogórzu zawiało mroźnie; nie jest to dobra wiosna, pszczoły schowane w ulach, chyba będzie nieurodzaj; a pamiętasz Olu klęskę urodzaju dwa lata temu? owoce gniły na drzewach, krzakach, pod drzewami, nikt ich nie chciał, nawet pozrywać sobie za darmo, to teraz natura odwdzięcza się za to marnotrawstwo; odeszliśmy od natury bardzo daleko, człowiek nie jest panem wszystkiego, niestety, żywioły przekraczają jego możliwości i wtedy widać, jaki jest mały; dawno nie słyszałam żab, nawet do mojego oczka ogrodowego nie przychodzą, a dawniej były; tereny wokół zmeliorowane, wysuszone, strute nawozami, pestycydami; świecie, dokąd ty zmierzasz; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas mróz nie wyrządził w tym roku żadnych strat ( pewnie dlatego, że najzimniej było u nas minus jeden i to przez krótki czas). Z tym kroczącym pasami i dolinami mrozem to rzeczywiscie jest tak, jak piszesz. Tu i ówdzie dotknie mocniej, a parenaście petrów dalej już go nie ma.
      Biedne pszczoły. Nie odśc, że mróz im doskwiera, to jeszcze zdarza się, że ludzim zachce sie zrobić im krzywdę (mam tu na myśli zatrucie pszczół w okolicy Janowa).Mróz jednak to natura, przeciw której trudno sie buntować i osądzać jakkolwiek, ale tak głupie i okrutne działania ludzkie powinny podlegać bardzo surowej karze.Co to sie z ludźmi dzieje? Skąd w nich tyle wrogości wobec natury? Tyle bezmyślności?
      U nas chyba jeszcze mało używaja pestycydów w okolicy bo żaby nadal są. Mam nadzieję, że zostaną i że nikt im krzywdy nie zrobi. No i że deszczu będzie na tyle by im stawik szybko nie wysechł.
      Pozdrawiam Cie serdecznie, Marysiu!

      Usuń
    2. No i przyjechaliśmy na Pogórze; w górnej wiosce ani śladu mrozowych szkód, orzechy włoskie zielone, jabłonie kwitnące, zjechaliśmy do nas ... oj, Olu, szkoda słów, nas mróz dorwał w swe szpony:-(

      Usuń
    3. Bardzo mi przykro, Marysiu. Oj, ten mróz! Mam nadzieję, że co nieco jednak przetrwało, że tylko na pierwszy rzut oka tak strasznie to wyglądało...

      Usuń
  10. Ależ u Was wiosenna bujność! Ale też godny podziwu, równo skoszony trawniczek za stajenką. Ja nie mam stawy ale mam potok a na nim tama i bobry. Tyż piknie.
    Dobrze się wczuć w sytuację braci mniejszych i uczyć tego dzieci a bajki uczą łatwo i przyjemnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bujnie sie teraz u nas zrobiło. Maj i czerwiec to najlepsze dla ogrodu miesiące. Trawnik koszę przynajmniej raz w tygodniu, inaczej trawa byłąby po kolana, no i kleszcze miałyby sie gdzie chować.
      Ale fajnie, że masz blisko potoczek i bobry. Skoro są bobry, to chyba znaczy, że czuja sie tam bezpiecznie, że jest czysto. Jak dobrze, że istnieja jeszcze takie niewinne, piękne miejsca.
      Bajeczki moim zdaniem sa dobre i dla dzieci i dla dorosłych.Tylko chyba, co innego wyczytają z nich dzieci a co innego dorośli. Dla każdego coś ważnego, mam nadzieję.
      Pozdrawiam Cie serdecznie, Krystynko!:-)

      Usuń
  11. deszcz potrzebny bardzo do zycia, rosliny wypiękniały . To szczypiorek czosnkowy, takie długie zielone liście? i jak się z czosnkiem dalej postepuje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Alis. Bardzo po deszczu rośliny wypiękniały, nabrały zycia.
      Te długie liście na zdjęciu to szczypior posadzonego jesienią czosnku.Teraz jeszcze, póki jego listki są miękkie mozna zrywać je po trochu i używać ich do kanapek albo do przyprawiania potraw.Jednak reszta powinna rosnac dalej (jeszcze wcześniej pojawią sie białe, bombiaste kwiatki, które trzeba będzie łamać). A w końcu w lipcu czy w sierpniu przyjdzie czas wykopywania dojrzałych głowek czosnku!:-)

      Usuń
  12. U nas też popadało. Wszystko na potęgę ruszyło się rozkwitać, zapylać, zawiązywać. Gawrony w swojej kolonii się uspokoiły, bo wysiadywanie trwa...Tylko młodziki z zeszłego roku, co jeszcze same gniazd nie założyły, urządzają awanturki rozrywkowo. Przepiękny ten miesiąc ;)
    A opowiadanie słodko-gorzkie Olu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja uważam, iz maj jest przepiękny - w każdej odsłonie, i tej słonecznej i deszczowej. Cieszmy się nim, póki trwa!
      A opowiadanie tak, słodko-gorzkie...Życie jest słodko gorzkie, zmienne i nieprzewidywalne. Przeplatanka nadziei i rozczarowań.Marzeń i rezygnacji z nich.

      Usuń
  13. O tak zazieleniło się po deszczu i u nas. Jedynie to trochę zimno, a w górach to i śnieżkiem poprószyło. Wszak to zimni ogrodnicy tradycji się trzymają. Zaczytałam się w Twojej bajeczce, że zaczęłam wypatrywać na kolejnym zdjęciu małej żabki wedle stawu. Pozdrawiam serdecznie z majowym powiewem i zapachami konwalii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudna jest ta majowa, ozywiona deszczem zieleń. Potem, gdy przyjdą letnie upały wszystko będzie juz zupełnie inaczej wyglądało - mniej świezo i bujnie. Teraz jest chyba najlepszy, najciekniejszy moment roku.
      Żabka z bajki pewnie gdzieś tam pośród zieleni siedziała a że sama też jest zielonkawa, to dlatego tylko widać jej nie było!:-)
      Pozdrawiam Cię z serdecznym uśmiechem, Oleńko!:-))

      Usuń
  14. A był u Was ostatnio grad albo śnieg? :) U nas tydzien temu padał nad ranem :D
    Domagam się więcej sesji pieskowej :)
    Pozdrawiamy serdecznie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był śnieg, ale o wiele mniej, niz poprzednio, gdy pokazywałam tu zdjęcia.
      Sesja pieskowa też będzie w swoim czasie!:-)
      Uściski serdeczne zasyłam!:-))

      Usuń
  15. Piękne są Twoje bajeczki Oleńko i dla każdego...
    Zdjęcia deszczowe mnie zauroczyły, choć ten ostatni deszcz w połączeniu z trudnymi sprawami, trochę mnie przydołował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje Basiu za życzliwe słowa o moich bajeczkach!
      A z tym deszczem i ze smutnym nastrojem to rzeczywiscie czasem jedno drugie wzmacnia.
      Przytulam Cię, Basiu!*

      Usuń
  16. Wspaniałe opowiadanie popełniłaś Olgo i piękne kadry nam zaprezentowałaś. U mnie, w Wielkopolsce popadało kilka dni temu, ale ziemia jeszcze potrzebowałaby deszczu. Zimni ogrodnicy i Zośka okazali się nie tacy straszni.c Dobrych dni dla Was. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Lenko!:-)
      Deszcz wszędzie teraz potrzebny. U nas sporo popadało, wiec przez jakis czas będzie spokój z podlewaniem. Wszystko rośnie teraz wspaniale a jak jeszcze przyjdzie ciepło, to ho, ho!:-)
      Pozdrawiam Cię z serdecznym uśmiechem!:-)

      Usuń
  17. Mądre to opowiadanie, bajka właściwie. Podoba mi się. Jakoś Ci zgrabnie wyszło, wydaje się, że tak od niechcenia, a czyta się, jakby to była jedna z wielu baśni ludowych, odwiecznych takich. Ma w sobie moc i prawdę.
    Życzę dużo deszczu według zapotrzebowania. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że spodobała Ci sie bajka, Agniecho!:-) Myslę, że bajkami mozna opowiedziec czasem wiecej, niż mogłoby sie wydawać. Zalezy na jakim etapie zycia sie je czyta, kto czyta. W dziecinstwie dostrzeżemy w nich pewnie najbardziej zewnętrzną część opowieści, w dorosłości zwrócimy być moze uwagę na coś głębszego.
      A co do deszczu to uważam, że przynajmniej raz w tygodniu przydałaby sie porządna, wielogodzinna ulewa. I ogród byłby zadowolony i ja, która nie musiałabym biegac z konewką!:-)

      Usuń
    2. No pewnie że bajki mają warstwy. Masy naukowców się zajmowały i zajmują odczytywaniem znaczeń. Taki Bruno Bettelheim, czy ta Pani od "Biegnącej z wilkami" by podać najszybszy przykład. A serce i dusza zawsze sobie odczytają to, co trzeba.

      My założyliśmy system węży pocących. Co za ułatwienie. Oczywiście, świeżo posiane i posadzone roślinki podlewam konewką, ale jak już będą troszkę większe.... Odkręcę kran i robota się robi. Czad!

      Usuń
    3. "Biegnącą z wilkami" mam na swojej półce. To jedna z moich ulubionych ksiażek!:-)
      Węże pocące...Na pewno jest to duże ułatwienie. Trzeba chyba miec tylko wszystkie grzadki w jednym miejscu a my mamy je rozlokowane po róznych częściach ogrodu, ciezko by wiec było dotrzeć wszędzie z takimi wężami.No, ale póki co w prognozach zapowiadają kolejne deszcze. Już sie na nie cieszę!:-)

      Usuń
  18. Cudna opowieść Oleńko i zdjęcia takie, że oczu oderwać nie można. Buziaki przesyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę sie, Gabrysiu, że przypadła Ci do gustu bajka i towarzyszące jej zdjecia. Dziekuję za miłe spowa i pozdrawiam Cie serdecznie!:-)

      Usuń
  19. Cudowne opowiadanie Olgo, wręcz godne do umieszczenia go w tomiku bajek dla dzieci. U nas na Śląsku w zeszłym tygodniu popadało.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuje za tak życzliwy odbiór mojej bajki, Karolinko. Zapowiadaja się kolejne deszcze. I bardzo dobrze!
      Pozdrawiam Cię serdecznie!:-)

      Usuń
  20. Jak zawsze z przyjemnością rozejrzałam się po Twoim ogrodzie, jaki zielony, bujny i cudne bzy masz. Uściski przesylam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest wiosna bzów! Posadzone kilka lat temu krzewy bzowe do tej pory rosły sobie jakos niemrawo i dopiero w tym roku zaczęły ukazywać swoje możliwosci. Kwitną cudnie a ja chodzę i wącham!:-)
      Uściski serdeczne pozyłam Ci, Marylko!:-)

      Usuń
  21. Cudowna jest Twoja bajka Olgo!!!!
    Zachwycam się też dzikością ogrodu....
    Najserdeczniej Ci dziękuję :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci, Stokrotko za miłe słowa! Ogród majowy jest w szczycie swojej dzikości i zieloności, zwłąszcza jak co jakis czas deszczyk popada.
      Pozdrawiam Cie ciepło!:-)

      Usuń
  22. Zazdroszczę optymizmu :) Ja w takie deszczowe dni nigdzie się nie ruszam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też w czasie deszczu przeważnie siedzę w domu - zwłaszcza jak jest zimno. Tym niemniej doceniam ważnośc deszczu dla ogrodu, dla całej natury, w otoczeniu której zyję.

      Usuń
  23. Deszcz jest teraz bardzo przydatny, bo przecież susze w lesie. Niech pada, ale najlepiej nocami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech nam deszczyk pada, kiedy chce, byleby padał!:-)

      Usuń
  24. I to jest wiosna! Cudna zielonosc, kolor bardzo intensywny i za to uwielbiam wiosne.
    Twoj warzywniak Olu w pelnym rozkwicie ,a ja zazdraszczam Ci najbardziej czosnku niedzwiedziego i lubczyku
    to moje ukochane ziola.
    Opowiadanie cudne, pozdrawiam Was bardzo serdecznie i trzymajcie sie w zdrowi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, właśnie wiosną w ogrodzie zieleń jest najbardziej intensywna i zróznicowana odcieniowo. Podstawą jednak takiej bujności jest występowanie deszczu na tyle czesto, by ziemia nie zeschła sie w skorupę i w pył. Teraz, po kilku dniach suchych znowu mamy mokre, a ja sie z tego cieszę, bo widzę, jak te opady słuza mojemu ogrodowi. Jedyne, co mnie nie cieszy, to szybkie rośnięcie trawy. Wykoszenie tego wielkiego trawnika to całodniowa, ciezka robota, a robić to trzeba przynajmniej raz w tygodniu.Co do czosnku niedźwiedziego, to posadzony dwa lata temu pomału zaczyna sie on nam rozrastać.A z lubczyku jestem dumna. Rośnie u mnie w pobliżu starych jabłoni i chyba mu tam dobrze, bo rozrasta sie nad wyraz bujnie, dlatego używam do go zup całymi garściami i mnóstwo go mrożę i suszę na zimę.
      Dziękujemy za Twoje odwiedziny Ataner i takze pozdrawiamy Was oboje bardzo serdecznie!:-)

      Usuń
  25. Olu, lubczyk o "Maggi" przyprawa magiczna i ponoc afrodyzjak - dla mnie tak, a ponoc to na chlopow ma dzialac:))))), a ja uwielbiam , bo jest magiczna. U mnie niestety wyglada jak pozal sie boze zeschla natka pietruszki z super marketu. Z czosnkiem niedzwiedzim walczylam kilka lat aby cos ursolo, wyroslo cus - wielka d.....pa, chociaz nasinka sprowadzalam z Polski. Wiec nie pozostaje mi nic innego jak wspomagac sie ekologicznymi lubczykami i czosnkiem niedziwiedzim prosto z Polski, echhhh.

    Usciski, i glaski dla zwierzynca:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo lubię lubczyk. Dzięki niemu (oraz natce pietruszki i selera) od lat nie stosuję już żadnych sztucznych przypraw typu "maggi". Cieszę się, że nic mu nie podgryza korzeni, bo u sąsiadów tak właśnie sie dzieje i przez to rośnie u nich marniutki, tak jak u Ciebie. Czosnek niedźwiedzi musi mieć dobre miejsce. Pół cieniste, pół słoneczne, ale stale wilgotne i ściółkowane skoszoną trawą albo liśćmi drzew owocowych. Stwierdzam, że jest przepyszny na świeżo, na surowo, do chleba albo jako sałatka, ale suszony nie ma już takiego aromatu a kiszony znowu jest tak mocny, że nie da sie go dużo zjeść, żeby nie nabawić sie ogromniastych wzdęć i rozstroju żołądka!:-)
      Uśmiechy i uściski gorące dla Ciebie, Ataner!:-)

      Usuń
  26. Może umiejętność robienia zdjęć, ale twoje zdjęcia w deszczu wyglądają bardzo ciekawie i pięknie :) A może ta skoszona trawa wywiera na mnie takie mocne wrażenie bo u mnie zarośnięte wszystko i czeka na pogodę, bo chcę kosić pod siano.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do robienia zdjęć to zajmujemy sie z tym z mężem zupełnie po amatorsku. Po prostu bardzo lubimy fotografowanie i nie ma tu znaczenia pogoda, bo naszym zdaniem chyba w każdy czas mozna wypatrzeć cos wartego uwagi.A trawę kosi sie u nas dosc często. Chodzi o to głównie by nie dopuścić do zbyt wysokich chaszczy, w których mogłyby sie czaic kleszcze.
      Trawa na siano...Tak musi być sucha. Myślę, że na początku czerwca powinno być dobrze, jeśli chodzi o sianokosy. Tak przynajmniej wynika z obecnych prognoz.Ale wiadomo, że wszystko się zmienia.
      Pozdrawiam Cię ciepło, Agatko!:-)

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za Wasze opinie i refleksje wyrażone w komentarzach!

Etykiety

Aborygeni afirmacja życia apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady bliskość blog blogi Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba czarny bez czas czerwiec człowieczeństwo deszcz dobro dom drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dzieciństwo ekologia erotyk fajka film fotografie fotoreportaż głodówka gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska informacja inność internet jabłka Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jawornik Polski jesień jesień życia kalina kangury kastracja koala kobieta koguty kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs kot koziołek kozy Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty las lato lipa lipiec lis listopad los ludzie łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo marzenie maska mgła miasteczko odnalezionych myśli Mikołaj miłość Misia młodość moda mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niezapominajki Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pierniki pies pieśni pieśń piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka poprawność polityczna porady pożar praca prawda prezent przedwiośnie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia radość recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż Riverland rodzina rower rozmowa samotność sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola skróty słońce słowa smutek South Australia spacer spiżarnia spotkanie strych susza. upał szadź szczęście śmierć świat święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota truskawki uczucia upał urodziny uśmiech wędrówki węgiel wieś Wilsons Promontory wiosna wirus woda wojna wolność wrażliwość wrotycz wspomnienia wspomnienie wychowanie wypadki zabawa zaproszenie zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta życie życzenia Żydzi żywokost