Jak bańki mydlane lecimy wysoko
Z marzeniem tęczowym, ku złudzeń obłokom
Jak bańki mydlane zmiennymi barwami
Karmimy się stale, w naiwności trwamy
Że nam dane będzie fruwać długo jeszcze
Że nas wiatr nie zwieje, nie rozpuszczą deszcze
I że przeznaczenie znowu nas ominie
A czas, że znów zapomni, że i dla nas płynie…
Choć jak wszystkie bańki tyle planów mamy
To co dnia, bez śladu, po prostu znikamy
A te wszystkie barwy, marzenia i cele
Odpływają w niebyt, jak przed nimi wiele
Lecz oto baniek mydlanych nowe pokolenia
Już się rodzą
stadnie, chcą się wyrwać z cienia
I rwą się do lotu z ufnością niezłomną
Że pofruną wyżej, że im więcej wolno…
I tak się to powtarza od stworzenia świata
Nikogo wszak nie dziwi losu nieuchronność
A jednak nadal bólem przejmuje nas strata
I kolejnej bańki zupełna bezbronność…
P.S.
Czy zauważyliście jak ogromnie dużo młodych ludzi umiera ostatnimi czasy? Ilu popularnych i lubianych celebrytów, ale także tych zwyczajnych, skromnych, znanych nam na co dzień znajomych i sąsiadów? Na przykład niedawno odszedł nagle zaledwie pięćdziesięcioczteroletni śląski aktor i kabareciarz Krzysztof Respondek. A kilka dni temu umarł równie niespodziewanie niespełna czterdziestotrzyletni pieśniarz i kompozytor, Witold Mikołajczuk ( Witek, muzyk ulicy - pisałam o nim w listopadowym poście). Odchodzi w niebyt mrowie sportowców, aktorów, muzyków, modeli, dziennikarzy. Znika nagle mnóstwo zdałoby się zupełnie zdrowych i mających przed sobą długie lata życia osób...I właściwie nikt nie pyta, nie docieka - dlaczego? To przecież nie jest normalne. Tak, ludzie zawsze umierali i będą umierać, jednak mam wrażenie, iż w ostatnich latach ten trend nagłych śmierci bardzo się nasilił. To smuci, przeraża, budzi wiele pytań...