niedziela, 5 listopada 2023

Nie samym pięknem…

 


 

   Piękny był dzisiaj wschód słońca. Spektakularny, ale i trochę niepokojący, bo wbrew woli kojarzący się z łuną pożogi, z krwawym odblaskiem toczących się na świecie i wciąż nawarstwiających konfliktów. Jednak te niesamowite odcienie głębokiej czerwieni, swobodnie przenikające się z fioletem i złotem widoczne były tylko przez moment. Potem niebo bardzo szybko zszarzało, zachmurzyło się i powróciło do swej zwyczajnej, listopadowej, jakże kojącej odsłony. We mnie jednak pozostało wspomnienie tego poranka. Mam je też na kilku zdjęciach a patrząc na nie dzielę się z Wami moimi refleksjami…



   Nie samym pięknem człowiek żyje, nie samym dobrem, nie marzeniami, nie złudzeniami i pobożnymi życzeniami, nie wierszami, muzyką, literaturą, zachwytem i wyłącznie pozytywnymi wzruszeniami. Jednak gdyby nie to wszystko, jakżeby w ogóle żył? Jak zniósłby napór zła i ponurych wieści płynących zewsząd? Jak mógłby zapomnieć o nieuchronności śmierci? Jak dałby radę po prostu cieszyć się swoją codziennością, gdyby nie próbował odciąć się od strumyczków strachu, zgrozy i niedobrych przeczuć usiłujących wedrzeć się do serca najmniejszą chociażby szczelinką?

   Tak więc każdego dnia buduje sobie człowiek swoją tratwę ratunkową. Naprawia ją i łata bezustannie. Co mu gdzieś jakaś deska odpadnie, to przytwierdzi kolejną. Co go zdoła liznąć albo i zalać nagła fala bezwzględnego oceanu, to przemieści się w inny kąt tratwy, to przytrzyma się i skuli jeszcze mocniej by ustrzec się przez następną groźną falą. A potem przemoczony do nitki wpatruje się  w odległy horyzont, bo cokolwiek by się wokół niego i w nim nie działo, to gdzieś tam wciąż kryje się jakaś uparta siła, bo z tej oddali dociera do niego światło nadziei czy chociażby złudny blask wiecznotrwałych wspomnień…

   Człowiek nie jest bezbronny i nagi, choć często tak mu się zdaje. Wypracował sobie swoje sposoby na ucieczkę przez niechcianymi myślami, przed samym sobą. Każdy robi to po swojemu. Świadomie albo nieświadomie. Ale robi. By żyć. By dojść aż do końca przeznaczoną dla siebie drogą. Bywa, iż od natłoku lęków, od tego irytującego permanentnego straszenia wokół ratują go jego własne, codzienne problemy. Skwapliwie zatem odcina się od tego, co daleko. Z uwagą patrzy na to, co naprawdę jest jego życiem. Wszak bliższa koszula ciału…I od nowa podejmuje wyzwania, którym musi sprostać, ponieważ nikt inny tego za niego nie zrobi. Działa, jak tylko może, usiłuje mieć na coś wpływ, bo często go ma, choć zdarza mu się w to wątpić. Jednakże samemu sobie wydaje się tak słaby, tak nic nieznaczący. Ale musi przecież zająć się kimś bliskim i bardzo chorym. Musi choćby spod ziemi wyciągnąć jakieś grosze by zacząć spłacać długi. Musi nie ustawać w znalezieniu nowej pracy, choć w tak wielu miejscach usłyszał już odpowiedź odmowną. I musi też znieść znajomy ból a nawet przyzwyczaić się do niego i zaakceptować, bo próbował już wszystkiego i wie, że pewnych boleści niczym nie da się uśmierzyć…

   Czasem bywa jednak i tak, że w najmniej spodziewanym miejscu pojawia się nadzieja. Ukazuje się niby zardzewiała furtka pośród gąszczu kolczastych jeżyn albo dzikich róż. I wówczas czuje się podświadomie, iż można znaleźć dla siebie pocieszenie, źródło nadziei i mocy w poznawaniu przejmujących, cudzych historii. W zbliżeniu się do ogromu czyjejś krzywdy. W spojrzeniu w czarne czeluści czystego zła, z którym ktoś inny musiał się jakoś uporać, jakoś je przetrwać, choć nam wydają się one niemożliwe do przetrwania, do ocalenia chęci na kontynuowanie dalszego życia.  I myśli sobie człowiek, że skoro ten ktoś w tak okropnym położeniu dał sobie radę, skoro potworna rzeczywistość nie zdołała zgasić w nim ducha, to może i jemu się uda. Szuka więc w sobie podobieństw do uczuć tamtej, cierpiącej osoby. Znajduje ich wiele i przegląda się w nich jak w lustrze. I zagłębia się coraz namiętniej w czyjś los, niemal masochistycznie nurzając się w morzu cierpienia, ucząc się jednak przy tym jak umieć sobie z własnym losem, z własnym cierpieniem poradzić i w końcu wypłynąć na powierzchnię. Bolesna to nauka i wiele razy w trakcie jej poznawania przyjdzie człowiekowi oparzyć się albo zachłysnąć się goryczą, niechęcią, wstydem i beznadzieją. Wiele razy zdarzy się przerazić niekończącym się złem, które zdaje się tryumfować i coraz bardziej ranić. Jednak okazuje się, iż takie dosadnie bolesne lekcje, takie przerażające wejścia w pełne płomieni zwierciadła prawdy bywają niekiedy jedyną możliwością wyjścia z matni, odnalezienia upragnionego ratunku i doczekania kolejnego wschodu słońca.




   Piszę o tym tuż po lekturze bardzo dobrze napisanej, wstrząsającej powieści autorstwa Anny Ellory pt. „Króliki z Ravensbruck”.  Akcja książki toczy się w dwóch wymiarach. Jednym z nich jest współczesność i główna bohaterka Miriam opiekująca się swym umierającym ojcem. Drugim są czasy drugiej wojny światowej  i pochodzące z tamtego okresu listy Friedy, więźniarki obozu koncentracyjnego w Ravensbruck. Miriam pogubiona wewnętrznie, przeraźliwie samotna i poraniona po trudnym do zerwania związku z psychopatycznym mężem, z zapartym tchem wczytuje się w owe listy. Zagłębia się w  bolesne zwierzenia młodej kobiety wrzuconej nagle w same czeluści piekieł obozowej rzeczywistości. A czytając opowieść tamtej, coraz więcej dowiaduje się o samej sobie, zaczyna rozumieć w jakim miejscu sama tkwi i co powinna zrobić by wreszcie próbować się wyrwać z własnej, zawłaszczającej ją otchłani.

   Jestem pełna podziwu dla autorki książki za umiejętność opisania ogromu trudnych emocji miotających obiema głównymi bohaterkami. A mój podziw jest tym większy, gdy zdam sobie sprawę, iż Anna Ellory jest literacką debiutantką. Do czasu publikacji „Królików z Ravensbruck” pracowała jako pielęgniarka w jednym ze szpitali w Wielkiej Brytanii. I domyślam się, że właśnie tam dowiedziała się tak wiele o nieskończenie wielu rodzajach cierpienia ludzkiego i o podejściu do niego pacjentów, z którymi miała do czynienia. Ale nie udałoby się jej pewnie tak prawdziwie i przejmująco przedstawić tej historii, gdyby sama nie nosiła w sobie jakiegoś ziarenka cierpienia. Ziarenka, które pozwoliło jej na wczucie się w przeżycia Miriam i Friedy, na umiejętność dotarcia do serc wrażliwych czytelników. „Króliki z Ravensbruck” nie są jedną z wielu podobnych do siebie opowieści o zgrozie obozów zagłady. To pełna psychologicznych tropów i aluzji wędrówka po meandrach kobiecej duszy. Duszy, która w każdych czasach, w każdym położeniu mimo wszystko ma szanse na zwycięstwo w walce z gnębiącymi ją demonami i która swoim przykładem, swoją odwagą i chęcią przetrwania pomóc może następnym, zagubionym we własnym labiryncie cierpienia duszom.

   Nie tylko pięknem człowiek żyje, ale cudownie jest, gdy to piękno ukazuje się oczom, które zwątpiły już w jego istnienie. Piękno, które jest ponad wszystko, co złe i chore. Piękno, które z niczym złym się nie kojarzy. Piękno, które trwa i trwać powinno w każdych czasach…

 

*Anna Ellory, „Króliki z Ravensbruck”, wyd. Prószyński i S-ka”, Warszawa 2020, 446 s.

 



Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost