czwartek, 4 marca 2021

Kiedy znowu ruszą dni…

 

 



 

   Na zewnątrz nadal przedwiosenne ciepło roztapia pozostałości niedawnych śniegów. Lada chwila podobno znowu ma się drastycznie ochłodzić i białym puchem poprószyć. Zmiana goni zmianę. W przyrodzie wielkie ożywienie. Jastrzębie pokrzykują piskliwie frunąc majestatycznie pod niebem Pogórza, kołując nad łąką albo przysiadając na starym kasztanie i stamtąd wypatrując ofiary. Maleńkie, nieświadome zagrożenia ptaszęta obwieszczają co rano radosne hymny miłości frunąc beztrosko między drzewami. Coraz częściej dziki i sarny przemykają po sąsiednich polach i zagajnikach. Coraz więcej sideł kłusownicy rozstawiają po lasach. A parę dni temu szaro - złoty wilk jak gdyby nic nieśpiesznym krokiem przeszedł drogą obok naszego domu, Powęszył na łące, w skupieniu spojrzał miodowymi, zwężonymi w wąskie szparki oczami przed siebie, na moment zniknął w pobliskich chaszczach a potem wyłonił się z nich nagle i spokojnie poszedł w kierunku lasu. Mróz mi przeszedł po krzyżu, choć to nie pierwszy raz, gdy tak blisko naszego płotu widziałam wilka. Ale za każdym razem jest to duże przeżycie. Uświadamia mi ono jak blisko natury żyję i że jest w niej miejsce zarówno na łagodność i spokój, jak i na dzikość i grozę.  Ale przecież i w nas, ludziach znaleźć można wszystko. Piękno i brzydotę. Dobro i zło. Lęk i odwagę. Sarnę i wilka. Prawdę i fałsz. Słodycz i gorycz. Nadzieje i rozczarowania…



 

   A co do wilka, tak bardzo się na niego zapatrzyłam, że dopiero w ostatnim momencie zdążyłam złapać aparat fotograficzny i zdołałam mu zrobić tylko jedno, mocno niewyraźne zdjęcie. Cóż, pewnie on wcale nie życzył sobie by go fotografować, łapać okiem obiektywu. Pojawił się niczym duch i jak duch zniknął, pozostawiając po sobie niezatarte wrażenie piękna i grozy oraz niepoddającej się ludzkim ograniczeniom wolności.


 

   Niedawno skończyłam czytać książkę, która wywarła na mnie duże wrażenie.  Książkę, co niby bomba z opóźnionym zapłonem wyzwalała coraz więcej emocji i wzruszeń a im bardziej zbliżałam się do jej końca, wszystko już we mnie wrzało i żałowałam, że czytam zbyt szybko, że zaraz wszystko się rozstrzygnie i będę musiała pożegnać się z tymi, którzy stali mi się bliscy. Tak niezwykle jej bohaterki weszły mi w duszę, tak bardzo się z nimi utożsamiałam, tak mocno zastępowały mi nieobecne lub nieistniejące przyjaciółki. Z bijącym mocno sercem wczytywałam się w odkrywane powoli skomplikowane zależności między czterema kobietami, w pokręcone i pełne ran losy prababki Berty, babki Barbary-buni, córki Violetty oraz wnuczki Kaliny opisywane na kartach kilkusetstronicowej powieści Joanny Bator . Jeśli któraś z Was czytała „Gorzko, gorzko” tej pisarki to pewnie doskonale wie, o czym piszę. Każda z tych pokiereszowanych wewnętrznie istot dążyła do wolności, ale na drodze ku niej wciąż stały ich własne lęki,  przekazywane z pokolenia na pokolenia traumy czy też toksyczni, gorsi od wilków (które też po wielekroć się w tej opowieści pojawiają) ludzie. W każdej kotłowało się piekło i niebo, miłość i nienawiść, siła i bezradność, małe radości i duże klęski, niewinność, ale i brak hamulców moralnych. Wszystkie czekały na to, kiedy wreszcie ruszą z kopyta ich dni, kiedy zacznie się dziać coś ważnego, kiedy pojawi się prawdziwa miłość, kiedy tajemnice z przeszłości wreszcie zostaną wyjaśnione.

 Gorzko, gorzko - Oceny, opinie, ceny - Joanna Bator - Lubimyczytać.pl

    Książka pełna jest  dosadnych, szokujących wręcz opisów sytuacji z jakimi miały do czynienia jej bohaterki a język, którym została napisana aż kipi od soczystych, wyrazistych określeń,  w sposób niezwykle prawdziwy oddających rzeczywiste, a zazwyczaj głęboko schowane i niczym nie zawoalowane myśli oraz intymne przeżycia żeńskiej połowy ludzkości. Joanna Bator odsłania wnętrza swych bohaterek w taki sposób, że dusze czytelników doznają w nich zwierciadlanego odbicia. Nagle rozumiemy siebie bardziej, nagle znika wstyd, poczucie nieprzystosowania czy dziwności. Życie każdej z nas jest przecież dziwne, bo jakże różne od życia innych, choć paradoksalnie w dużej mierze podobne. Przeplatają się radości i troski, sprawy wielkie i małe, dobro i zło. A wszystko to nas rzeźbi, dodaje się i spiętrza a niekiedy wylewa się silną strugą, gdy zbyt długo usiłujemy ją powstrzymywać. Prawdziwość, to wszystkie nasze myśli, emocje, uczucia, wspomnienia i marzenia – nie tylko te piękne, te uładzone, na co dzień nadające się do pokazania, ale i te poszarpane, niejednoznaczne, bolesne i  wstydliwe, pełne niezagojonych blizn. Prawdziwość to wolność szczerego mówienia o jasności i mroku, co mieszkają w naszych sercach, to możliwość wspólnego ich z kimś przeżywania, nieudawania nikogo, to prawo do niezakłamywania siebie ani do życia cudzym życiem, do pójścia swoją drogą, choćby nawet pełna była ona przeszkód, pułapek, ostrych zakrętów i mylących znaków... 


 


   W powieści J. Bator  jedna z bohaterek  jako opisu swych uczuć czy sytuacji używa fragmentów wierszy albo pieśni Edwarda Stachury. I choć w jej ustach nieraz brzmią one banalnie, pretensjonalnie, czy przesadnie to  jednak trudno by było znaleźć jakieś inne, bardziej adekwatnie oddające określony stan ducha wiersze. Dwa wersy ze Stachury nieszczęsna Violetta powtarza najczęściej, gdyż często czuje się zaszczuta i bezradna. Szepcze wówczas: „Boże mój, wbiłeś we mnie wszystkie noże”. Która z nas spoglądając z rozpaczą w obojętne oczy niebios też tak kiedyś nie westchnęła…?

 


   Poniżej piosenka, z której właśnie powyższe wersy pochodzą. Piosenka, której od jakiegoś czasu mogę słuchać na okrągło, zwłaszcza w niesamowitym wykonaniu Jacka Bończyka. Słucham, śpiewam, ale co ważniejsze  - doznaję uwolnienia drzemiących we mnie emocji, zarówno tych, które wolę by spały jak najgłębiej, bo nie umiem sobie z nimi poradzić oraz tych, które tylko czekają by wydobyć się na powierzchnię, bo stale są pod czaszką i przebierają niecierpliwie nogami. Zdają się jak wilki, którym odbiera się prawo do swobody, a przecież żaden dziki zwierz długo nie wytrzyma niewoli, nawet gdy zdaje się obłaskawiony i oswojony. Ech! Sądzę, że nastały czasy, że tego typu piosenki doskonale wyrażają emocje, potrzeby, marzenia i uczucia wielu z nas. Nas, uwięźniętych w wąskim paśmie dziwacznej, klaustrofobicznej czasoprzestrzeni, gdzie dzieją się rzeczy, o których jeszcze rok temu pomyślelibyśmy, iż to czyste science-fiction,  gdzie duszno jest od niepokojów, domysłów, propagandy, manipulacji płynącej ze świata, gdzie coraz trudniej odróżnić prawdę od fałszu, gdzie utraciły znaczenie wszelkie autorytety i polegać można tylko na własnej intuicji, a i ta często nas zawodzi…A genialność tej pieśni zawiera się m.in. w tym, że choć napisana w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku to nadal jest aktualna a może nawet zyskuje dzisiaj jeszcze większe znaczenie, niż wówczas. Przejmująco opisuje ona bowiem stan ducha człowieka marzącego o wolności. O wolności od samego siebie, od własnych zmór, lęków, bolesnych wspomnień, niemożliwych do realizacji pragnień, toksycznej miłości oraz trudnych do pokonania wewnętrznych barier i wyimaginowanych zasieków. O wolności pojętej także szerzej, jako o nieskrępowanej woli ducha, który może i chce wędrować bez strachu, ograniczeń czy zakazów, bo droga wciąż jest i są wabiące oddale a kolejna pora roku przypomina o nich coraz głośniej…

 


Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost