poniedziałek, 1 października 2018

Wrotycz i inne magiczne rośliny Pogórza…



       Ponieważ mieszkam w czystych, pełnych zieleni i dalekich od wielkich miast okolicach wędruję sobie czasem po łąkach oraz polnych dróżkach i wypatruję ciekawych, leczniczych roślin. Niektóre z nich zbieram, inne tylko oglądam. Uczę się je rozpoznawać, lecz nie zawsze mi się to udaje. Wiele z nich jest bardzo do siebie podobnych. Łatwo się pomylić.  Mam trochę książek na temat ziół  i stale coś ciekawego znajduję o nich w Internecie. Rozmawiam też o naturalnych metodach leczenia z tutejszymi znajomymi. Wypytuję ich, jaka konkretna roślina na co im pomogła? Jak jej używają? Jak długo stosują? Lubię usiąść sobie z sąsiadkami w przytulnej kuchni i słuchać ich opowieści, wymieniać się uwagami czy spostrzeżeniami na temat naturalnego leczenia, a także wypróbowywać na sobie najdziwniejsze nawet przepisy. Np. dwa lata temu na ból ostróg w piętach pomogła mi mieszanka gorących, utłuczonych ziemniaków i skrzypu polnego, w której co wieczór moczyłam nogi.  A znajomej zza lasu okłady z liści kapusty znacznie zmniejszyły opuchliznę i ból kolan. Innej z kolei ustąpiły dolegliwości reumatyczne po kilkukrotnym przyłożeniu pijawek…


   Zbieranie ziół (oczywiscie, gdy nie tną przy tym dokuczliwe komary i bąki oraz gdy żar nie leje się z nieba) jest dla mnie prawdziwą przyjemnością, daje cudowne poczucie niezmierzonej wolności i zapomnienia o zgryzotach dnia codziennego.  Wędrowanie po bezkresnych łąkach czy nawet hasanie po nich, gdy najdzie człowieka ochota, oczyszcza, napełnia światłem, przywraca stan równowagi duszy i ciała. Zajmowanie się leczniczymi roślinami  zbliża do pierwotnej natury kobiecej, do prawiedzy naszych babek i prababek, tych wszystkich znachorek, zielarek i czarownic, które działały zgodnie z Matką Naturą i czerpały od niej energię, wiadomości oraz poczucie spokoju i niezależności. Obróbka oraz parzenie różnych mieszanek ziołowych ma w sobie coś z magii, zabawy z dzieciństwa, przeniesienia w czasie do lat niewinnych, niezmąconych jeszcze smutkiem, lękiem, rozczarowaniem czy też poczuciem bezradności.


   Nie mam jakiegoś szczególnie ulubionego zioła. Zbieram to, co znam oraz to, co może się przydać. Najważniejsze z tych roślin dla mnie to: dziurawiec na dobry sen, wyciszenie trosk oraz bóle żołądka, skrzyp polny na wzmocnienie włosów i niedobory witaminy K, pokrzywa na podniesienie odporności, melisa i szyszki chmielu na uspokojenie, mięta dla wspaniałego aromatu oraz na dolegliwości gastryczne, kwiat lipy oraz dzikiego bzu na rozgrzanie i przeciw przeziębieniu, glistnik jaskółcze ziele przeciw drożdżakom, nawłoć na problemy z układem moczowym, krwawnik do przemywania skaleczeń czy trudno gojących się ran i wreszcie wrotycz, głównie przeciw stanom zapalnym, bólom głowy, oraz pasożytom i wirusom.




   Poza wyżej wymienionymi ziołami korzystam także z mocy dziko rosnących tutaj owoców: pełnego witaminy C oraz antyoksydantów czarnego bzu,  przeciwkaszlowo działającej kaliny oraz regulującego ciśnienie krwi głogu. Robię konfitury, soki, dżemy, musy, wina i nalewki. Te domowe przetwory ogromnie smakują mnie i Cezaremu. Popijając herbatki ziołowe z lubością raczymy się zawartością zgromadzonych na półkach w spiżarce słoików i butelek, wierząc, iż są zdrowsze niż te sklepowe.  Być może to właśnie dzięki mocy ziół i domowych przetworów od kiedy mieszkamy na Pogórzu rzadko zapadamy na jakieś poważniejsze przeziębienia czy grypy. Na pewno pomaga nam spokojne, pełne zieleni otoczenie, fizyczna praca na czystym powietrzu i prowadzenie nieomal pustelniczego trybu życia, zmniejszającego prawdopodobieństwo zarażenia się krążącymi w większych skupiskach ludzkich zarazkami.  Co nie znaczy, iż w ogóle nie trapią nas żadne dolegliwości czy choroby. Oj, niestety, przed nimi nie da się uciec na żaden, najbardziej nawet sielankowy koniec świata i chyba nie ma magii, która umiałaby przed problemami ze zdrowiem całkowicie uchronić. A to stawy człowieka bolą a to korzonki nerwowe nawalają, a to zmęczenie totalne powala, a to dopadają problemy z tarczycą, nadwagą, czy innymi schorzeniami cywilizacyjnymi. Czas robi swoje i starzejemy się powolutku, odczuwając coraz więcej wynikających z tego niedogodności.  Godzimy się z tym, na co nie mamy wpływu albo też w jakichś nagłych zrywach walczymy z tym, co zdaje się nam do zwalczenia.  I tak  płynie nam jesień za jesienią, zima za zimą….

  

   Wraz z nastaniem chłodnej pory w mojej kuchni często stoi w dzbanku świeżo zaparzony wrotycz, aromatyczne zioło powszechnie występujące na Pogórzu Dynowskim, od lipca do listopada ozdabiające żółtymi plamkami tutejsze łąki, bezdroża i obrzeża pól. Na samym początku, gdy zamieszkaliśmy na Pogórzu traktowałam te żółte kwiatki jako roślinę ozdobną. Robiłam bukiety z macierzanki, wrotyczu i nawłoci. Cieszyłam się ich aromatem i barwami. A ponieważ nie traciły swej urody nawet po wyschnięciu kwiatki te stały w dzbanach aż do następnego lata. Potem na jednym z blogów przeczytałam o tym, że wrotyczem można wyleczyć się z boreliozy a ponieważ kleszcze są zmorą, z którą zmagamy się tu co roku, to mimo, iż nigdy nie robiliśmy sobie laboratoryjnych badań na obecność bakterii boreliozy, naturalnym stało się częste popijanie naparu z tej pożytecznej rośliny. Tak na wszelki wypadek i przeciw stanom zapalnym oraz ogólnie dla dobrego samopoczucia. Mam wrażenie, że napar ten nam obojgu jakoś pomaga. Mam w planach zrobienie także nalewki wrotyczowej, która ma działać rozgrzewająco, przeciwreumatycznie i co najważniejsze, przeciwbólowo. Po pracowitym okresie letnim, kiedy nasze stawy mocno odczuwają wszelkie przeciążenia taka nalewka bardzo się w domu przyda.


   Przekonałam się też, iż zapach wrotyczu odstrasza muchy i komary, dlatego w sezonie letnim wieszam wiązki tego ziela w kuchni i sypialni.
   Wrotycz uwielbiały moje kozy! Objadały się nim zawsze na łące niczym najlepszym smakołykiem! Dostawały go też w postaci suszonej. Mądre kozy wiedziały, co dobre!:-)
    Przez jakiś czas Cezary robił mocny odwar z wrotyczu i mieszał go z octem. Tym płynem skrapialiśmy siebie oraz nasze psy przed pójściem do lasu. To miało zapobiec żerowaniu na nas kleszczy, much i bąków. I jeśli tylko pamiętaliśmy o tym skrapianiu, to przez jakiś czas specyfik ów rzeczywiście działał a na pewno zmniejszał ilość ataków leśnych krwiopijców oraz zapobiegał wgryzaniu się tychże pasożytów w skórę. 



    Jak robię napar z wrotyczu? Biorę garść suchego ziela wrotyczu i zalewam go w dzbanku litrem wody i przykrywam. Po mniej więcej 10 minutach gotowy jest do wypicia albo do wcierania w zmienioną chorobowo skórę. Napar ten ma mocny, lecz moim zdaniem przyjemny zapach i lekko gorzki smak. Trzeba jednak pamiętać by postępować z wrotyczem ostrożnie - nie pić go zbyt dużo i w nazbyt mocnych dawkach, zawiera on bowiem silnie trujący związek zwany tujonem. Warto poczytać nieco więcej na ten temat w Internecie.




   Czy istnieje lek na wszystko? Jakaś zaczarowana woda życia albo roślina, pomagająca zwalczyć nawet najgorsze, nieuleczalne w konwencjonalny sposób choroby? Czy właśnie wrotycz mógłby być takim cudownym lekarstwem na każdą, najcięższą nawet chorobę? Nie sądzę, choć bardzo bym tego chciała… Jednak niektórzy niezbicie wierzą w  niezwykłą moc tego pachnącego kamforą ziela. A może po prostu bardzo chcą w nie wierzyć, mieć nadzieję, bo czymże byłoby życie bez nadziei?

   Niestety, często też słyszy się o tych, którzy zaufawszy niekonwencjonalnemu leczeniu i odrzuciwszy zupełnie klasyczną medycynę zachorowali jeszcze ciężej a nawet odeszli…Cóż, moim zdaniem, we wszystkim należy zachować zdrowy rozsądek i umiar. Nie zawsze jednak jest to łatwe, nie zawsze możliwe. Bywa, że  strach o kogoś bliskiego popycha nas do ryzykownych działań, do szukania na własną rękę kogokolwiek, kto zaoferowałby pomoc. W takim stanie łatwo można ulec szarlatanom i pseudo znachorom, nabijających sobie kiesę na naiwności oraz rozpaczy ludzkiej…



   - Ależ pięknie pachnie! – zawołał Cezary zastając mnie wczoraj w ogrodzie przy cięciu i kruszeniu suchych kwiatków wrotyczu.
- Tylko czy aby wyschły na pewno? – dopytywał się obserwując bacznie jak upycham w słojach wonne zioła.
- No zobacz tylko! Suchutkie jak pieprz! – odparłam a mój niedowiarek nachylił się by osobiście to sprawdzić.
- Hej! A co ty tu masz na brodzie? – zapytał ni z gruszki ni z pietruszki palcem wskazującym dotykając ostrożnie mego podbródka.
- Mówisz o tym długim włosie? Ech, niech sobie rośnie! Ponoć to charakterystyczna cecha wszystkich prawdziwych wiedźm! -  zaśmiałam się wzruszając ramionami a potem kontynuując pracę z wrotyczem przypomniałam sobie starą piosenkę „Gawędy” o czarownicach i zanuciłam ją pogodnie:

„Kochajcie czarownice, kochajcie czarownice
Chociaż opinię mamy strasznie zaszarganą
Kochajcie czarownice i poczęstujcie nas herbatką na dobranoc”




   
  P.S. Wszystkim zainteresowanym pogłębianiem wiedzy na temat ziół gorąco polecam stronę prowadzoną przez dr Henryka Różańskiego. Znaleźć na niej można ciekawe opisy większości występujących w Polsce ziół leczniczych wraz z ich dokładnym w danych schorzeniach zastosowaniem oraz przepisami.
  

Etykiety

Aborygeni absurd afirmacja życia agrest apel apel o pomoc asymilacja Australia autoanaliza bajka bal ballada baśń Beksińscy Bieszczady blackout bliskość blog blogi bór cenzura Cesarzowa Ki Cezary chleb choroba ciastka ciepło cywilizacja czarny bez czarny humor czas czekolada czerwiec człowieczeństwo człowiek czułość Dersu Uzała deszcz dieta dobro dom dorosłość drama drama koreańska drewno droga drzewa trawiaste Dubiecko Dwernik Kamień dwudziestolecie międzywojenne dystopia dzieciństwo dzikie bzy ekologia elektryczność erotyk eutanazja fajka fantazja film flash mob fotografie fotoreportaż glebogryzarka głodówka głód gospodarstwo goście góry Góry Flindersa grass tree grill grudzień grzyby Gwiazdka historia historie wędrujące horror humor humoreska idealizm ideologia II wojna światowa informacja inność inspiracja internet jabłka jabłoń Jacuś Jacuś. gospodarstwo Jacuś. lato jajka Jane Eyre Japonia Jawornik Polski jesień jesień życia kalina Kanada kanały kangury kastracja kiełbasa klimat klimatyzm koala kobieta koguty kolęda kolędy komputer komunikacja konfitury konflikt koniec świata konkurs konstrukcja kosmos koszenie kot koziołek kozy Kraków Kresy kryminał kryzys książka kuchnia kulinaria kury kwiaty kwiecień las lato legenda lektura lęk lipa lipiec lis listopad literatura los ludzie luty łąka maciejka macierzyństwo magia maj malarstwo maliny mantry marzenie maska metafora mgła miasteczko odnalezionych myśli Michael Jackson Mikołaj miłość Misia mit młodość moda mróz mróż muzyka muzyka filmowa nadzieja nalewki nałóg natura niebezpieczeństwo niezapominajki noc nowoczesność Nowy Rok obyczaje ocean odchudzanie odpowiedzialność odrodzenie ogrody ogród ojczyzna opowiadanie opowiastka opowieść Orzeszkowa osa Osiecka owoce pamięć pandemia Panna Róża park pasja patriotyzm pejzaż pierniki pies pieski pieśni pieśń piękno piosenka piosenki pisanie płot początek podróż poezja pogoda Pogórze Dynowskie polityka Polska pomidory pomysł poprawność polityczna porady postęp pożar praca prawda prezent protest protesty przedwiośnie przedzimie przemijanie Przemyśl przepis przetrwanie przetwory przeznaczenie przygoda przyjaźń przyroda psy psychologia ptaki radość rak recenzja refleksja relatywizm remont repatriacja reportaż rezerwat Riverland rodzina rok rośliny rower rozmowa rozrywka rozum róże rymowanka rzeka samopoczucie samotność San sarny sąsiedzi sens życia siano sierpień silna wola siła skróty słodycze słońce słowa słowa piosenki słowianie smutek solidarność South Australia spacer spiżarnia spokój społeczeństwo spontaniczność spotkanie stado Star starość strych susza susza. upał szadź szczerość szczęście szerszeń śmiech śmierć śnieg śpiew środowisko świat światło świeta święta świt tajemnica tekst piosenki teksty piosenek tęsknota toaleta tragikomedia trauma troska truskawki uczucia Ukraina upał urodziny uśmiech warzywnik wędrówka wędrówki węgiel wiadomości wiadomość wiatr wierność wiersz wierszyk wieś wieża wigilia Wilsons Promontory wino wiosna wiosnaekologia wirus woda wojna wolność Wołyń wrażliwość wrotycz wrzesień wschód słońca wspomnienia wspomnienie współczesność Wszechświat wybory wychowanie wycieczka wygląd wypadki wypalanie traw wzruszenie zabawa zabawa blogowa zachód słońca zapasy zaproszenie zbiory zdjęcia zdrowie zielarstwo zielononóżki zielononóżki kuropatwiane zima zioła zmiany zupa Zuzia zwierzęta zwyczaje żałoba żart życie życzenia Żydzi żywokost