Biała papuga z
czubkiem
Na drążku w zoo
siedziała
Bawiła się swoim
piórkiem
Turystom
przypatrywała
Nudziła się –
było widać
Jak oczy przymyka
czasami
A może tylko
tęskniła
Za wolną
przestrzenią, lotami?
Czy ona w ogóle
pamięta
Swoje fruwanie
nad buszem?
A teraz skacze po
prętach
Spętane ma ciało
i duszę
Cóż może robić w
tej klatce
Poza stroszeniem
czubka?
Poza szaleńczym
tańcem?
Robieniem z
siebie głupka?
Wołaniem: Hallo!
Cookie!
(Dla ludzi to
radość i szczęście)
Bezsilnym,
codziennym stukiem
W te kraty, pręty
i żerdzie?
Gdy wieczór
nadejdzie, jak co dzień
I ludzie opuszczą
już zoo
Papuga się skuli
w tym chłodzie
I przyśni się jej
znowu to:
Że będzie latała
wysoko
Razem ze swymi
siostrami
Ku górom i ku
obłokom
Wprost w
nieboskłonu aksamit
W papuzim, nie
ludzkim języku
Znów będzie
krzyczeć do słońca
Że nie ma nic
wspanialszego
Niż taka wolność
bez końca
Niech sczezną,
przepadną okowy
Skruszeją zapory
i mury
Ptak musi być
wolny i młody
Bo takie są prawa
natury
Papuga przez sen
zadrżała
Aż spadła z żerdki
na ziemię
A klatka jak
stoi, tak stała
Znów znika
papuzie marzenie...