…I oto znowu pobieliło nasze Pogórze. Niewiele tego
śniegu. Ot tyle, ile cukru pudru na racuchach albo odrobiny mąki na stolnicy
pozostałej z robienia makaronu. Ale nie wymagam na tę chwilę więcej. Cieszę się
z tego, co jest, bo bardzo mi się już śniegu chciało. Szarzyzna panująca uparcie
dookoła działała na mnie nieco przygnębiająco. Słonka wprawdzie brakuje, ale ta
mączysta białość za oknem sprawia, że odrobinę rozjaśnia się rzeczywistość.I psy też cieszą się tą odrobiną śniegu...
I jeszcze a propos
mąki. Otóż dowiedziałam się niedawno o istnieniu mąki łubinowej. Robi się ją z
nasion specjalnego (nie tego ogrodowego) łubinu. I jest podobno bardzo zdrowa. Zawiera
mnóstwo białka i ma niski indeks glikemiczny, dlatego dobra jest dla cukrzyków oraz
osób na diecie niskowęglowodanowej. Zaciekawiła mnie ta wiadomość, bo lubię różne takie
nowości. Tym bardziej, że na diecie ketogenicznej nie używa się zwyczajnej mąki
pszennej, żytniej ani kukurydzianej a tylko tej, nie zawierającej węglowodanów.
Całkiem sporo jest takich mąk. Bo to i kokosowa i migdałowa i orzechowa i
palmowa i z siemienia lnianego…Można z nich robić różne smakołyki i nie martwić
się o poziom cukru we krwi. O ile oczywiście, do przygotowania potraw na ich
bazie nie doda się cukru!:-)
Dlatego kupiłam
niedawno pół kilo mąki łubinowej i
postanowiłam wypróbować ją w jakimś wymyślonym przez siebie przepisie. Lubię
bowiem sama wymyślać przepisy a jeśli opieram się na cudzych, to robię to
swobodnie, nie trzymając się zazwyczaj sztywno receptury. W takich
okolicznościach przygotowywanie potraw ma dla mnie posmaczek przygody,
eksperymentu, zabawy. A ponieważ nie zapisuję przeważnie swoich przepisów,
dlatego za każdym razem wychodzą mi trochę inne smakołyki. Ale to mi nie
przeszkadza, bo nie przepadam za powtarzalnością!:-)
Będąc na diecie
ketogenicznej, gdy nie je się zwyczajnego chleba ckni się czasem człowiekowi za
jakimś pieczywem. Dlatego tym razem postanowiłam upiec bułeczki.
W lodówce od
dłuższego czasu pokutował kawałek białego sera (ok. 30 dag). I to od niego
zaczęłam tym razem robienie ciasta na owe bułeczki. Roztarłam ów ser widelcem.
Dodałam do niego trzy jajka i łyżkę miękkiego masła. Wszystko wymieszałam
porządnie ze sporą szczyptą soli oraz z dwoma łyżeczkami proszku do pieczenia.
Potem zmieliłam w młynku do kawy pół szklanki siemienia lnianego (w ten sposób
robi się mąkę lnianą). Dosypałam lnianej mąki do ciasta i wówczas przyszedł
czas na mąkę łubinową. Jest żółciutka i przypomina nieco z wyglądu mąkę kukurydzianą.
Dosypałam łubinowej mąki do mojego ciasta - tyle by je zagęścić tak, by dało się z niego
ulepić kulki. Ponieważ masa była kleista, pomagało zwilżenie dłoni wodą. Potem obficie
posypałam kulki ciasta ziarnem sezamowym, spłaszczyłam je trochę i ułożyłam na wyłożonej
papierem blasze. Piekły się ok. pół godziny w temperaturze ok. 200 stopni.
Obserwowałam z ciekawością proces ich rośnięcia przez szybkę w piekarniku mojej
kuchenki opalanej drewnem. Najpierw pięknie wyrosły, wręcz napuchły
tryumfująco. Potem zdecydowały się jednak opaść z rezygnacją. Ale nie do końca,
na szczęście. A gdy się pięknie zrumieniły wyjęłam je z pieca i położyłam na
kratkę do przestygnięcia. Po około pół godzinie nadawały się do jedzenia.
Były pachnące orzechami
i sezamem, mięciutkie i puszyste w środku a na brzegach lekko chrupiące. W
smaku delikatne, podobne nieco do bułeczek drożdżowych, ale bez zapachu
drożdży. Za cienkie by je przekrajać na pół, ale dobre by odwrócić je do góry
nogami i posmarować gładki spód masłem. No pycha! Zwłaszcza jak się człowiek za
chlebem stęsknił, to takie bułeczki wydają mu się prawdziwym rarytasem!:-)
Myślę, że równie dobre wyszłyby z użyciem tylko mąki lnianej. Może tylko nie byłyby tak żółciutkie w środku…Trzeba
zatem w przyszłości spróbować i takiej opcji. Ale ponieważ mam tę mąkę łubinową,
to zamierzam przy jej pomocy spróbować upiec np. świąteczne pierniczki. To
dopiero będzie wyzwanie!:-)
I jeszcze na koniec luźno związana z tematem tytułowej mączystości dygresja. Otóż czytam ostatnio z ogromnym zainteresowaniem i przejęciem „Drogę przez mękę” Aleksego Tołstoja. To powieść napisana w 1921 roku a opisująca Rosję tuż przed pierwszą wojną światową a potem pogrążoną w zamęcie wojny i rewolucji październikowej. Ach! Nie ma to jak klasyka literatury! Książka ta nie dość, że świetnie jest napisana, to jeszcze wspaniale przetłumaczona przez Władysława Broniewskiego. A w oryginale tytuł jej brzmi „Chożdienie po mukam”. Czyż nie kojarzy się to z mąką?:-) I przypomniało mi się przy tej okazji, że w czasach socjalizmu puszczali w naszej telewizji piękny, rosyjski serial będący ekranizacją tej powieści. Zaczęłam zatem szukać owego serialu w necie. Ale nic nie dawało wpisywanie tam tytułu „Droga przez mękę”. Dopiero gdy wpisałam „Chożdienie po mukam” – eureka! Natychmiast objawił mi się na YT ów radziecki serial wyprodukowany w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku.
Ależ
się ucieszyłam! Poczułam się tak, jakbym cudownie przeniosła się w czasie do
swoich lat nastoletnich, gdy z zapałem obserwowałam losy pięknych sióstr Daszy
i Katii oraz zakochanego we wrażliwej Daszy Iwana Tielegina. Przypomniało mi się, że kiedyś
bardzo podobały mi się aktorki grające w serialu główne role, ale i dzisiaj
podobają mi się równie mocno. Obie bardzo naturalne, bez tony tak modnego
obecnie makijażu, wielkookie, emanujące szlachetnością, delikatnością i
prostotą. Żadna amerykańska, hollywoodzka aktorka się do nich nie umywa. Powoli
oglądam zatem ów serial, starając się jak najwięcej zrozumieć, ale niestety
sporo już z języka rosyjskiego zapomniałam…No i pogryzając mięciutkie bułeczki
łubinowe jednocześnie zagłębiam się w kolejny tom „Drogi przez mękę” Tołstoja.
Jest tam mnóstwo cudownych opisów srogiej, rosyjskiej zimy, męczarni duchowych, szału uczuć, ale i świetnych, dających
do myślenia fragmentów opisujących stan umysłu ludzi żyjących w tamtej epoce,
ich lęków i przeczuć, co do tego, co jest i co nadchodzi. Jakże to przypomina
mi umysłowość dzisiejszych ludzi. Jak bardzo znowu współczesny świat przesycony
zepsuciem obyczajów, nudą i pogonią za silnymi doznaniami zdaje się wisieć na
włosku…
„…Były to czasy,
kiedy miłość, uczucie dobre i zdrowe, uważano za płaskość i przeżytek. Nikt nie
kochał, ale wszyscy pożądali i jak zatruci lgnęli do wszystkiego ostrego, rozdzierającego
wnętrzności. Dziewczęta ukrywały swą niewinność, żony – wierność. Dekadencja
uważana była za przejaw dobrego smaku, neurastenia – za oznakę wyrafinowania. (…)
Ludzie wymyślali sobie wady i perwersje, byleby nie zasłużyć na opinię mdłych”.
(Droga przez mękę, wyd. 1954, str.7)
A tymczasem za oknem
śnieżna mąka sypie się z nieba i sypie…Może jak całkiem sporo naprószy to
któryś z okolicznych gospodarzy wyciągnie swoje sanie i pomknie w dal…? Ech, rozmarzyłam się i zaraz zaczęłam nucić znaną niegdyś piosenke - „Trojki
dwie gonią się. Leci w noc dzwoneczków głos…” Poniżej można jej posłuchać w wykonaniu Reny Rolskiej...
*"Droga przez mękę" (t.1-3)Aleksy Tołstoj, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1954
Chociaż tylko pomączone, popudrowane, a zaraz robi się jaśniej.
OdpowiedzUsuńTo prawda. Ciekawam jak długo sie ten delikatny śnieżek utrzyma...
UsuńA mła pamięta "Drogę przez mękę" w formie słuchowiska zapodawaną, w czasach kiedy słowo audiobook nic nikomu nie mówiło. Mła była nieletnia i machnowców bała się jak wilka złego. Później wróciłam do lektury i zdziwko osoby dorosłej - to jest cholernie nierówna powieść. Doczytałam z czego to wynikało, pierwsza część powstała na emigracji, reszta po powrocie do Sowietów. Facet dobrze zaczął, dwie części dają się spoko czytać, choć przerobione ale potem pojechał w soc, choć ta część pierwsza, mimo przerobienia, nadal robiła na mła wrażenie. Facet miał niewątpliwie talent tylko bardzo starannie zaczął go marnować. Mógł być o wiele ciekawszym pisarzem ale ponoć zbyt sobie cenił pozycję na dworze Stalina. Tak w ogóle to prywatnie był ponoć paskudny, oportunizm to tylko jedna z wielu obrzydliwych cech, którą hodował. W naszej historii też się zapisał, przewodniczył komisji, która namiętnie wmawiała światu że w Lesie Katyńskim pochowano ofiary "hitlerowskich siepaczy". Ech... klasyka, wielką sztukę czasem tworzą mali ludzie. Bułeczki rulez, smaku narobiłaś i jeszcze ta wizja prawdziwego piekarnika. Psiapsiory na fotkach jedna wielka uroda. :-D
OdpowiedzUsuńDziekuję Ci Tabo za tyle ciekawych, merytorycznych informacji o Aleksym Tołstoju. Nie wiedziałam, że przewodniczył tej komisji katyńskiej. Muszę sobie jeszcze czegos na ten temat poszukać, bo zaciekawiłaś mnie tą informacją.
UsuńCo do "Drogi przez mękę", to wczoraj zaczęłam czytac drugi tom i jak na razie nie dostrzegam pogorszenia poziomu. Ale czytałam inne opinie w necie i są podobne, jak Twoja. To znaczy zdaję sobi sprawę, czego mogę sie spodziewać w trzecim tomie. Ideologia będzie wiodła prym. Szkoda...Ale pierwszy tom był świetny. Bardzo dobrze zarysowane postaci, opisy ich duchowych dylematów, opisy zdarzeń, tej nagłej zmiany świata, który był i rozpadł sie na oczach głownych bohaterów. To moim zdaniem majstersztyk. Ale wiele jest dobrej literatury rosyjskiej. Np. przed Tołstojem czytałam "Białą gwardię" Bułhakowa. Musiałam do tej ksiazki dojrzec, bo keidys byłą dla mnie neistrawna. Teraz pochłonęła mnie całkowicie. Odnalazłam w niej też zapowiedzi przyszłego mistrzostwa stylu Bułhakowa - tego znanego z "Mistrza i Małgorzaty". Cieszę się, że wciąz jeszcze udaje mi sie odkrywać cos z literatury klasycznej, co dotąd było mi nieznane. W mojej bibliotece dużo ksiażek przeznaczono do wycofania - bo są stare, zniszczone, nikt ich juz nie czyta. A ja odnajduję tam prawdziwe perły...
Bułeczki były i sie zbyły. Pozarte w jeden dzień! A piesuńki śnieżek zdeptały, wytarzały sie w nim i czekaja na świeża dostawę białego puchu!:-)):D
Właśnie dlatego że historia o siostrach tak się fajnie zaczynała to mła brnęła dalej i z coraz większym zdziwieniem jej ta lektura szła. Doczytki zrobiłam po lekturze, bo nie kumałam co to się porobiło. Gdyby Aloszka trzymał poziom i stać go było na szczerość to zdaniem mła to on a nie Pasternak byłby laureatem literackiej Nagrody Nobla. No jest ten pazur, widać że to mógłby być kawał literatury. Mła czytała "Białą Gwardię" i troszki do niej wtedy dotarły ograniczenia Bułhakowa, zaplątania rosyjskiej duszy w imperialne mity. Tylko Bułhakow potem stworzył coś przekraczającego te ograniczenia, opowieść nieustającym pragnieniu prawdy, docierającą nawet do ludzi nie posiadających znajomości uwikłań Rosji w samą siebie. Natomiast Aloszka pisał pamflety. Niestety. Z Bułhakowa mła poleca Tobie opowiadania fantastyczne - "Fatalne jaja" i "Psie serce". "Iwan Wasiliewicz" czytany też jest niezły, mła pamięta film nawiązujący do tej sztuki Bułhakowa - "Iwan Wasiliewicz zmienia zawód", dla Rosjan był takim "Kevin sam w domu" , tylko puszczanym w Sylwestra albo Nowy Rok.
UsuńZeżartych bułeczków zazdraszczam, mła tylko troszki pomandarynkowała.
Dzięki raz jeszcze Tabo! Kiedyś czytałam "Fatalne jaja" i "Psie serce". "IwanaWasiliewicza" sobie nie przypominam, więc pewnie jak z skończę "Drogę przez mękę" to sobie tego poszukam. No i pewnie po raz setny przeczytam "Mistrza i Małgorzatę". Mam tę ksiazkę u siebie na półce. Już sie rozwala od tego wielokrotnego czytania. Ale jakze tu nie czytac czegos tak genialnego! Na dodatek obecna rzeczywistosć bardzo przypomina mi tę Bułhakowską, te afery, te znikania niektórych podejrzanych o przestępstwa ludzi, ten patostreamer ukraiński, co to gnoma udawał, te akcje Ostatniego Pokolenia...Och, gdybyż ktos kiedyś napisał dobrą powieśc o naszych czasach. Ale nie taką wprost, ale z licznymi metaforami , alegoriami, poczuciem hmoru i z magią - jak u Bułhakowa....
UsuńLekki śnieżek byłby miły dla oka, by zakryć te burości i szarości.
OdpowiedzUsuńO mące łubinowej nie słyszałam, ale bułeczki super, zwłaszcza z tak zdrowymi dodatkami:-)
Film chyba widziałam dawno temu, ale już nic nie pamiętam...
Otóz to! Śnieżek przykrywa listosciwie wszystkei te burości, szarości i nieczystosci. Nie wiem tylko, czy poleży dłuzej, bo podobno ma przyjsc jakieś ocieplenie.
UsuńFilm puszczali u nas chyba gdzieś w połowie lat osiemdziesiatych. Wtedy w TV na okrągło leciały filmy i seriale rosyjskie. Niektóre były niezłe.A niektóre - cóż, sieczka propagandowo-wojenna...
U mnie snieg spadl 1 grudnia i tak sobie byl przez tydzien i bylo ladnie. A potem zaczal padac deszcz przez dwa dni i po sniegu juz tylko zostalo wspomnienie. Junior powiedzial z tesknota w glosie "a tak myslalem ze bedziemy miec biale swieta" a ja na to "ja nie beda biale to bedziemy obchodzic zielone swiatki":)))
OdpowiedzUsuńMam w domu chyba z 6 gatunkow maki bezpiecznch dla diety keto, jeszcze nie wszystkie udalo mi sie wykorzystac, ale powoli damy rade.... taki jest przynajmniej plan:)
Natomiast po chleb ze zdrowej maki jezdzimy az 45 km. jak tam jedziemy to kupuje 6-8 bochenkow i zamrazam. Jeszcze kilka miesiecy temu moglam zdrowy chleb kupic w Costco ale przestali go piec wiec musialam znalezc inne zrodlo i jest jak jest. Ale to opowiesc na cala notke:)))
No tak to niestety ze śniegiem jest - pokajawia się keidy chce i znika kiedy chce a nam pozostaje czekać na kolejne "pomączenie" Tak, przydałyby sie nareszcie białe święta...
UsuńTeż mam kilka mąk keto i staram sie wymyślać przy ich pomocy rózne potrawy. Nie zawsze mi wychodzą tak jakbym chciała, ale człowiek i tak wszystko zje. Przeciez nie będzie sie marnowało!:-)
W przeszłych latach sama piekłam chleb - żytni na zakwasie - ale był tak pyszny i pachnacy, że nie mogliśmy sie powstrzymać przed objadaniem sie nim. No i brzuchy oraz boczki urosły niemożebnie. Trzeba sie teraz odchudzać, niestety...Ale zjadłoby sie taki prawdziwy chlebek, zjadło...
Marylko! Buziaki serdeczne dla Was obojga zasyłam!:-))
Ha, uderz w stol a nozyce sie odezwa:)))
UsuńWlasnie pisalam, ze po sniegu nie ma sladu, a tu dzis rano sie obudzilam i na zewnatrz bialo:) Nie ma tego duzo, moze 2 cm ale jest bialo.
No to cudownie! Nich ten śnieżek poleży u Ciebie jak najdłużej!:-))
UsuńNie polezy jutro ma byc slonecznie i 8 stopni na plusie:)) Wiesz tu jest calkiem niezla karuzela z pogoda. Co drugi dzien to inny sezon.
UsuńOjojoj! To rzeczywiscie kapryśna u Ciebie pogoda, Marylko.Ale i u nas zapowiadają teraz ocieplenie. Zobaczymy jak będzie!:-)
UsuńWyglądają apetycznie te bułeczki :)
OdpowiedzUsuńI wygladają i były pyszne. Były - bo już zjedzone...!:-)
UsuńOlu, dzieki za przepis, pewnie wyprobuje, jak tylko dociagne do przerwy swiatecznej :)) Jeszcze 7 dni pracy i uffff! Hulaj dusza, bede miala wiecej czasu i sil. Problem w tym, ze zamiast siemienia z lnu, moze mnie po prostu ogarnac len pospolity 😅A on bardzo nie lubi dodatkowych zajec :)) Zobaczymy 🤞Kitty
OdpowiedzUsuńNo pewnie! Leń też ma prawo sie nareszcie uzewnętrznić! Toż to istota wolna i niepodległa. Wazny kawałek naszgo "ja"!:-) Należy Ci sie odpoczynek i błogie lenistwo, Kitty. Jak Ci sie zachce, to coś upichcisz. A jak nie - to też dobrze!:-))
UsuńNa wypadek Lenia kupilam pare pudel slodyczy dla MM, ktoremu jest wszystko jedno jakie ciastka i czekoladki wcina 🙈 Byc moze przezwycieze lenia dla gosci a sobie upieke sernik keto ( znaczy z xylitolem). Czy xylitol zachowuje slodki smak po pieczeniu? Jesli tak, to moze sie to okazac moja deska ratunku :)) Buziaki Olu i dziekuje za nieustajaca inspiracje 😍 Kitty
UsuńKsylitol po pieczeniu nie zmienia smaku - nadal jest tak samo słodki. Erytrytol też, ale ta jego słodycz jest nieco dziwna. Też mam zamiar piec sernik keto, ale czy mi się zechce i czy mi wyjdzie - to juz inna kwestia!:-)
UsuńNiech nam będzie swobodnie, słodko a nawet leniwie. Bez wyrzutów sumienia i dylematów!:-)
Ściskam Cię serdecznie, Kitty!:-))
Pisze Xylitol, bo to jest angielska nazwa , pod taka tu sie go kupuje :)) Kitty
UsuńOk! Pal sześć z nazwą. Wiadomo przecież o jaki produkt chodzi!:-)
UsuńTeraz śnieg to deficytowy produkt 😘
OdpowiedzUsuńAle zaraz robi się jaśniej i optymistyczniej jak pada śnieg .
Mąkę lubinową znam bo jestem cukrzykiem ...
Miejmy nadzieję, że tej zimy będzie jeszcze sporo śnieżnych dni. W końcu ta kalendarzowa nawet sie jeszcze nie zaczęła. Wszystko jest jeszcze możliwe.
UsuńZdrowe są te wszystkie mąki nie zawierajace węglwodanów. I otwieraja sporo możliwosci dla osób na diecie. Można wymyslac cuda- niewidy!:-))
Mam trzy tomy Drogi przez mękę, kupiłam na jakiejś wyprzedaży bibliotecznej i co kilka lat wracam do niej. Zresztą z ciekawością patrzę na tamte czasy, lubię Doktora Żywago, Cichy Don, nasze Austeria. Masz rację, realia jakże podobne do dzisiejszych - biali i czerwoni, dziś ci z prawa i lewa, w rodzinach także; jakie to smutne, że polityka potrafi podzielić nawet rodzeństwo i tłumaczenie: - kradli, ale i nam dali. Piekłam kiedyś chlebki orzechowe, placki serowo- jajeczne dr Kwaśniewskiego, służyło nam to zdrowotnie, dwa posiłki dziennie wystarczały, ale apetyt na słodycze, kluchy czy ciasta zwyciężył:-)
OdpowiedzUsuńZachorzałam, siedzę w domu zasmarkana, zakaszlana i czytam różności:-) pozdrawiam serdecznie.
Marysiu - czyli mamy bardzo podobne upodobania literackie!:-) Cieszę się, bo wydaje mi się, że dzisiaj mało ludzi wraca do klasyki literatury. W modzie są te wszystkie romansidła i kryminały a o tamtych wspaniałych ksiazkach jak gdyby zapomniano do tego stopnia, że w mojej bobliotece mnóstwo tego typu starej literatury przeznaczone jest do wycofania...
UsuńMy na tej diecie keto jesteśmy drugi raz, bo poprzednio też przerwalismy ja z powodu róznych zachcianek i tęsknot typu chleb albo ziemniaki. Zobaczymy, ile czasu teraz uda nam sie wytrwać!:-))
Powrotu do zdrowia życzę Ci kochana! I cudownych ksiażek na podorędziu!:-))*
Cześć :) Smakowicie wyglądają bułeczki. Widzę, że u Was też poprószy śnieżek i topnieje. Dużo dobrego życzę :)
OdpowiedzUsuńBułeczki były smaczne. Trzeba by upiec nowe, bo po tamtych nie ma sladu. Śnieżek jeszcze jest jako taki, a właściwie jego zlodowaciała akorupa, bo przymroziło.
UsuńPozdrawiam Cię ciepło, Agatko!:-)
Za moich młodych lat Rosjanie to nie byli mordercy ale bracia Słowianie: Puszkin, Tołstoj, Dostojewski, Pasternak, Bułhakow .... a potem Wysocki, Okudżawa, Cwietajewa ... Lubiłam język rosyjski i uczyłam się go z radością, jeździłam do Lwowa, Soczi, Tbilisi, Batumi ..... Może to była tylko część prawdy ale komu to przeszkadzało? A teraz szczucie i judzenie, podziały i nienawiść.
OdpowiedzUsuńBułeczki aż tu pachną.
Ano właśnie! Jakże sie cieszę z Twojego komentarza, Krystynko. Nareszcie ktos napisał to, co i moje serce czuje. Tyle jest skarbów literatury rosyjskiej, tyle pięknych piesni, filmów, przyjaznych ludzi stamtąd i język rosyjski jest przecież melodyjny i miły dla ucha. To było i to jest - nie dajmy sobie tego odebrać, zniechecic się, obrzydzic. Ta koszmarna polityka wszędzie się wciska. A kysz!
UsuńUściski serdeczne posyłam Ci ze zmrożonej górki!:-)
Witaj środkiem grudnia Olgo
OdpowiedzUsuńBułeczki wyglądają przepysznie, ale niestety taki przysmak nie dla mnie...
Zdecydowanie wolę takie pomączenie za oknem
Pozdrawiam końcówką jesieni
Witaj, Ismeno!
UsuńU mnie dzisiaj ładnie poprószyło śniegiem i podobno znowu ma poprószyć. Ale co z tego, skoro od jutra ma nadejść totalne ocieplenie i deszcze? Ech, trzeba będzie jeszcze poczekać na prawdziwą zimę.
Pozdrawiam Cię serdecznie!:-)
Witaj, fajnie, że masz początki zimowych widoków. Ja na razie musiałam podjechać do Jakuszyc żeby je zobaczyć. Nie minęło kilka dni, a już i w Szklarskiej P. biało i w Karpaczu. W moim mieście jeszcze buro i ponuro. A bułeczki wyglądają apetycznie. Ciekawe eksperymenty kulinarne robisz podziwiam. Z przyjemnością słucha się tego rodzaju piosenek, są takie melodyjne i słowa miłe dla ucha. Pozdrawiam i życzę udanych wypieków, spokojnych dni spacerów dla zdrowotności.
OdpowiedzUsuńWitaj, Olu!
UsuńU mnie nadal zimowo i biało, bo znowu śniegiem poprószyło, ale od jutra ma przyjść duże ocieplenie i zniknie ta biel za oknem, niestety...
Lubie robić eksperymenty kulinarne. Raz mi coś wyjdzie, raz nie, ale nie przejmuję sie tym i dalej eksperymentuje!:-)
Te stare piosenki były przepiękne. Kto dzis tak spiewa? Tak wyraźnie, tak mocnym głosem? Dobrze, że na YT można znaleźc tyle starych utworów i słuchać ich do woli...
Pozdrawiam Cie serdecznie, Olu!:-)
Fajnie że o tych mąkach napisałaś, i o bułeczkach, bo może córce się przydać. Nie może białej mąki. I o smakołykach bez cukru👍🏻
OdpowiedzUsuńA "Drogę przez mękę" przeczytam, tyle bzdetów teraz wydają, że brak słów. Film też będzie dobry, ale dziwne, że tylko pod oryginalnym tytułem można go znaleźć. Chyba nie przyszło by mi na myśl tak go szukać. Pozdrawiam ❤️
A propos wypieków bez cukru, to warto mieć w domu siemie lnu i samej sobie je mielic na bieżąco - tyle, ile potrzeba. To chyba najtańsza opcja, jesli chodzi o mąki niskowęglowodanowe. Ja np. dodaje mielonego lnu do jajek i smaże na patelni z tego cos w rodzaju pizzy, bo na wierzchu można połozyć żółty ser, przykryc całość na chwilę aż ser sie stopi jeść takie szybkie i ciepłę danie np. na śniadanie!:-)
Usuń"Drogę przez mękę" warto przeczytac, choc są momenty, że czyta sie dosc trudno. Pierwszy tom jest swietny, porównywalny poziomem np. z "Anną Kareniną" a w dalszych tomach coraz wiecej jest opisów bitew, no i epatowania ideologią komunistyczną.
I serialjna YTj est piękny, ale tylko po rosyjsku albo z napisami angielskimi.
Pozdrawiam Cię również, Basiu!♥
Dziękuję 💞
Usuń:-)*
UsuńTakich piosenek mi trzeba, i tańca , ale mój ci on- niechętny, ty fajnie masz💃🏼
OdpowiedzUsuńTego typu piosenki aż podrywają do tańca. Jak Cezaremu sie nie chce, to sama sobie skaczę i kręcę sie dookoła. Od razu lat ubywa!:-))
UsuńJa też sama, przyjemne z pożytecznym 😁
UsuńByleby się nam chciało!:-)
UsuńAch, zapomniałam ci napisać że kocham też Turgieniewa, chyba obok Czechowa najbardziej ulubionego pisarza rosyjskiego. Polityka wszystko niszczy, tak właśnie jest...
OdpowiedzUsuńTyle jest wspaniałych, rosyjskich pisarzy! No właśnie: Turgieniew, Czechow, Dostojewski, L.Tołstoj, Bułhakow...Tyle, że jak sie zacznie czytać ich ksiazki ,to potem trudno wrócić do współczesnej literatury, bo mało tam takich perełek. Choć warto szukać! Np. Tobie chciałabym polecić współczesną powieść autorstwa Paulliny Simons - "Jeździec miedziany". Coś przepięknego. Druga wojna światowa, wielka miłość, obrona Leningradu...: I są dalsze tomy. Jak sie człowiek wciagnie, to chce się więcej i wiecej...!:-))
UsuńPierwszy tom- rewelacja, ale dwa kolejne mnie zawiodły.
OdpowiedzUsuńTo prawda - "Miedziany jeździec" był najlepszy!:-)
UsuńDzień dobry! Przy kawie zataczam kręgi od blogu Tabaazy i dotarłam do tego wpisu :) Ciekawy portret Aleksego Tołstoja jest u Czapskiego, "Na nieludzkiej ziemi". Bardzo lubię tę książkę, więc nie mogę się powstrzymać przed krótkim cytatem (który o Tołstoju mówi akurat niewiele, ale jest fajny).
OdpowiedzUsuń"Tego wieczoru pokazał mi Tołstoj starannie wydane w ostatnich latach rosyjskie tłumaczenie Faraona Prusa, wydane przez obecnego na na wieczorze Tichonowa.
Zapytałem, dlaczego to właśnie Faraon doczekał się tak pięknego wydania.
-- Nie uważam tej książki za bardzo wybitną - odpowiedział Tichonow. -- Egipt jest tam dość sztuczny, operowy, ale - dodał półgłosem, spuszczając oczy -- to ulubiona książka Stalina."
Nie wiem jak zrobić kursywę na bloggerze, więc tytuł normalną czcionką. Pozdrawiam, Sowa :)
Dzień dobry! Miło mi, że trafiłaś do mnie. I dziękuję za przytoczenie tego cytatu, za jego przypomnienie. Dawno temu czytałam "Na nieludzkiej ziemi", ale nie pamiętałam tego, jakże smakowitego cytatu o ulubionej lekturze Stalina. Od razu zastanawiam się czemuż to była ulubiona...Pewnie spodobały się Stalinowi mechanizmy władzy i manipulacji tam pokazane. No a poza tym sam był nieomal jak faraon i wielki kapłan w jednym - słonce narodu. Ego rozdęte do granic i coraz większe pragnienie kontroli na wszystkim.
UsuńMuszę sobie poszukać książki Czapskiego w mojej bibliotece.
Raz jeszcze dziękuję i pozdrawiam Cię, Sowo!:-)*
Dziękuję za miłe powitanie :) Myślę że tak, to właśnie się Stalinowi podobało. A Czapskiego bardzo polecam.
OdpowiedzUsuńTak jeszcze wracając do tematu literatury rosyjskiej - mam duże braki, bo zawsze bardziej pociągała mnie anglojęzyczna (no niezbyt oryginalnie) - ale bardzo podobała mi się Anna Karenina i lubię Czechowa. Ostatnio mam ochotę wrócić do opowiadań Gogola, bo Płaszcz przeczytany w liceum (ponad 30 lat temu!) pamiętam żywo do dzisiaj. Pozdrawiam, Sowa
A warto pogrzebać w bibliotece w poszukiwaniu starej, dobrej klasyki rosyjskiej, ożywić ją na nowo, bo tego prawie nikt teraz nie czyta. I to do tego stopnia, że" Droga przez mękę", którą tam znalazłam była już odłożona na bok, do wycofania ze zbiorów. I sporo jest takiej literatury, niestety. Np. "Cichy Don" Szołochowa i cały Dostojewski. Musi być miejsce na nowe ksiązki, bo biblioteka maleńka. I ja to rozumiem, ale szkoda, jednak szkoda, bo przecież nie zawsze to, co nowe lepsze jest od tego, co stare...
UsuńPozdrawiam Cię serdecznie, Sowo:-)